Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Stosik grudniowy

Pora podsumować czytelniczo grudzień, a przy okazji cały rok.
W grudniu skupiłam się głównie na tych książkach, które kupiłam w poprzednich miesiącach przy okazji różnych promocji i wyprzedaży, a które nie były aż tak atrakcyjne, by czytać je w pierwszej kolejności. Nowość była w zasadzie tylko jedna...


1. Kristin Hannah - Słowik. To właśnie owa wspomniana nowość, skusiłam się na Słowika po bardzo dobrych recenzjach na wielu blogach poświęconych książkom i nie tylko książkom.  I tak - to jest bardzo dobra rzecz,  jest o kobiecie/kobietach, co lubię, ale jest o wojnie. Ja nie lubię książek i filmów o wojnie. Czytam i oglądam, ale nie lubię. Wojna jest okrutna, i jestem zdania że wielkim jest nauczyć nasze dzieci i wnuki jak do niej nie dopuścić, a nie tego, jak walczyć. Ale co ja gadam... pozostanę pacyfistką już na zawsze, i raczej więcej się za książki o wojnie brać nie będę. Bo są smutne, okrutne, i dramatyczne. Bo pokazują zło  w sposób realistyczny i prawdziwy, a nie wydumany jak …

Beboki

U nas każde dziecko wie, co to bebok... i do mnie przyszły beboki, całe stado:). W czym rzecz? Otóż kilka miesięcy temu trafiłam zupełnie przypadkiem na reklamę nowej linii naczyń z firmy Porcelana Bogucice. I wpadłam w zachwyt... bo wszystkie te naczynia były ozdobione właśnie bebokami.  I bardzo świadomie zasugerowałam różnym osobom, że idzie Gwiazdka.. prezenty trzeba.. a beboki takie cudne... No i się udało, nawet znacznie lepiej niż w najlepszych marzeniach. Beboków przyszło ...och, mnóstwo całe... muszę szafki jakoś na nie opróżnić:).

Co to  w ogóle jest bebok? Można znaleźc na przykład taką definicję: Bebok to nadprzyrodzona istota z polskiego folkloru, prawdopodobnie demon słowiański. W wierzeniach ludowych na Górnym Śląsku Bebok mieszka w okolicach ludzkich zabudowań. Spotkać go można w zakazanych, niedostępnych miejscach gdzie nie powinny chodzić dzieci. Znak rozpoznawczy Beboka to wielki pysk, ostre zęby i owłosione kopyta. Beboka podejrzewa się o porywanie do brudnego work…

Co włożyć na siebie w świątecznym zabieganiu?

Coś się stało z moim poprzednim postem, nie mogę nawet otworzyć komentarzy, ani nic tam dodać - niestety nie umiem tego zmienić, przepraszam.  Za to dziś...hm... Jotka  z  bloga http://paniodbiblioteki.blogspot.com delikatnie zasugerowała kilka dni temu, by Melindzie nałożyć coś świątecznego... świetny pomysł, tyle, że na wielu modowych blogach już się pojawiło "coś świątecznego"...  Ja jednak postanowiłam sie nie przejmować, i  Melindę ubrałam w to, co sama albo w świąteczny czas już na sobie miałam, albo mieć będę w tym roku.
Na pierwszy ogień czarna koronka, ale na czerwonym tle. To dwa niemal identyczne zestawy, spódnica jest ta sama, natomiast na pierwszym zdjęciu jest bluzka bez rękawów, za to cała z koronki, na drugim koronki znacznie mniej, za to są rękawki. Kiedyś preferowałam wersję pierwszą, dziś wolę jednak ramiona czymś przysłonić...



Kolejny zestaw to też spódnica z bluzką, wersja dla osób, które lubią błyszczeć. Spódnica ma srebrne wzory, a i bluzka ( z dużym w…

Urlop się kończy...

Jutro już trzeba wracać do domu, kolejny urlop pewnie dopiero pod koniec lutego czy nawet dopiero w marcu. tak, wiem, to i tak jest nieźle, ale jakoś tak dobrze jest co jakiś czas wyskoczyć gdzieś w piękne okoliczności przyrody by naładować wewnętrzne akumulatory.
 Podsumowując ten tydzień -  Słowenia jest przyjemna i dosyć tania, ale na narty jej nie polecam. Ja miałam okazję poszaleć w różnych miejscach w okolicy, na narty jeździłam i tak do Austrii ( to naprawdę tuż obok). Tu na miejscu fajna jest Planica z kompleksem skoczni, ale to też było ciekawe przez obecność z nami Adama Małysza.  Skakaliśmy na symulatorze skoków,  pan Adam skakał przede mną, on skoczył 108 metrów, a ja 135,5. No i co? Tyle, że potem powiedział, że to jednak nie jest to samo... Na skoczni spotkaliśmy też młodych polskich skoczków i skoczkinie na treningu - tak, dziewczyny też skaczą. Podobno potem przyjechali bracia Petr i Domen Prevc, ale ja ich nie widziałam.

Poniżej jeszcze kilka urlopowych obrazków. Najp…

Polatać jak Małysz...

Lubię różne ekstremalne wyzwania i planując urlop. szukam zawsze czegoś takiego. Tym razem padło na latanie... nie, nie stałam się ptakiem,i nie chodzi banalnie o samolot. Małysz wspomniany w tytule ma tu swoją rolę ( swoją droga jutro się z nim spotkam:)). Już w poprzednim poście wspomniałam o skoczniach narciarskich, i dziś właśnie jedna z nich była bohaterką dnia - a mianowicie mamucia skocznia w Planicy.  Planica to tak w ogóle wielki kompleks skoczni stojących pośrodku niczego, ja naliczyłam ich tam osiem - trzy małe, dwie średnie, dwie duże no i mamut. Całość wygląda tak:


Widać, jak różnią się wielkością, prawda? I widać też, jaką piękną pogodę mieliśmy, więc można było polatać... Otóż już  w roku 2015 nad tą największą skocznią, po jej lewej stronie ( patrząc na zdjęcie) założono linę, po której można zjeżdżać w specjalnej uprzęży. Lina ma około 550 metrów długości, spadek wynosi ponad 200 metrów i 38 stopni, a rozpędzić się można do około 75 km na godzinę. Leci sie około 40 se…

Grudniowy urlop

I tradycyjnie, jak co roku, wybraliśmy się szukać śniegu. Niby wszystko gra, jak co roku nasz ulubiony narciarski drink jest, miejsce i towarzystwo ok, ale śniegu to naprawdę będziemy szukać.
Drink pojawiał się już na blogu poprzedniej zimy:


Ten wściekle pomarańczowy kolorek to od głównego składnika, Aperolu, oprócz tego prosecco, woda gazowana ( wszystko w proporcji 3:2:1) i lód oraz plaster pomarańczy. Kiedy kilka lat temu to zobaczyłam pierwszy raz, miałam wrażenie , że wszyscy piją jakiś płyn do naczyń... po skosztowaniu na stałe zagościło w moim barku, zawsze staram się mieć te składniki. 
Niestety ze śniegiem tak sobie - coś jest, ale szaleństwa to nie będzie. Za to jest w planie sporo atrakcji - jutro chyba zjazd na linie ze skoczni narciarskiej. Albo nie wiem skąd, w każdym razie zjechać zamierzam.  
O, skocznie narciarskie to kolejny fajny zimowy temat... Miałam okazję odwiedzić polskie, w Wiśle i Zakopanem, norweskie w Oslo i Lillehammer, austriackie w Insbrucku i w Bischofs…

Jak szaleć, to szaleć :)

Podobno zbliża się czas imprez. Moja córka idzie w najbliższym czasie na dwa wesela ( jedno w Sylwestra), no właśnie noc sylwestrowa się zbliża, potem karnawał... czas balowania. Nie mam na razie żadnych szalonych planów, pewnie będę siedzieć  na swojej kanapie, wypiję szampana z własnych kieliszków, a potem grzecznie pójdę spać, a o karnawale to w ogóle mi się nie przypomni, ale buty na wszelki wypadek trzeba mieć:).

No to mam, nawet stosowne dwie pary:



Te brokatowe z lewej mam już od roku, założyłam raz, na sylwestrową domówkę, i były właściwie "na wejście". Te z prawej są nowiutkie, jeszcze nie śmigane, paczkę dostałam dziś. No musiałam... Są szare w srebrne serduszka. Miodzio po prostu.

A i tak najbardziej tęsknię za srebrnymi szpilkami kupionymi kiedyś zupełnie przypadkiem, były nie aż tak niebotycznie wysokie, z żakardowej srebrnej tkaniny.. bosko się w nich tańczyło. Niestety po weselu starszej córki, już sporo lat temu, odmówiły współpracy i się totalnie rozpadły. Ba…

W kratkę

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale okres  mikołajkowo-świąteczny kojarzy mi się z sukienkami w kratkę. Postanowiłam więc wyciągnąć z szafy  te właśnie sukienki, a przy okazji wpadła mi jeszcze w ręce spódnica, którą pożyczyła sobie córka i właśnie wróciła do mnie ( z lekko uszkodzonym zamkiem, młoda nic mi nie powiedziała), oraz pewien nieoczywisty kratkowy zestaw... same osądźcie, czy Wam się podoba.
Najpierw sukienki. Tak, jak napisałam, noszę je zwykle w okolicach świąt , obie mają długie rękawy, więc się idealnie nadają:



Ta zielona ma wyraźne wcięcie w talii, więc zwykle już niczego do niej nie zakładam, czerwona ma fason pudełka, więc czasem noszę ją tak, jak na zdjęciu - z paskiem, a czasem puszczam wolno:). Mam też zawsze problem z dodatkami, typu szaliczek czy apaszka - na pewno pasują gładkie czarne, bo taka jest kratka, ale czy coś innego?  Mam wątpliwości... To samo z biżuterią - wisiory odpadają, bo mi się gryzą z kratkami, podobnie bransoletki. I zostaje tylko cienki srebrny…

Przedświątecznych przygotowań ciąg dalszy

O ciasteczkach dopiero co było, ale no muszę się pochwalić najnowszymi dokonaniami na linii działań około świątecznych - wczoraj i dzisiaj razem z młodszą córką zajęłyśmy się pierniczkami i piernikowymi choinkami. No i wyszło takie coś:


Ponieważ od tej, zielonej choinki zaczęłyśmy, to lukier tak nieco niedokładnie położony, bo musiałyśmy się rozkręcić.  Na kolejnej , białej, już wszystko gra:


Potem zabrałyśmy się za lukrowanie i ozdabianie małych pierniczków, na razie wyszło tyle:



Można oczywiście podziwiać z mniejszej odległości - pierniczki są ozdobione białym i czekoladowym lukrem, i całym mnóstwem różnych słodkich dupereli, czekoladkami, rodzynkami, orzechami i migdałami:








A na zakończenie zostało odrobinę pierniczków na ostatnią, maleńką choinkę:


Przy okazji zrobiłyśmy więcej ciasteczek, które pokazywałam ostatnio, bo już dziwnie zanikać zaczęły, a za jakąś godzinę będziemy jeszcze robiły cynamonowe gwiazdki z bezą - po raz pierwszy, więc nie mam pojęcia, co nam wyjdzie.