Przejdź do głównej zawartości

Urlop, urlop i po urlopie:(



Jak to bywa, wszystko co dobre, szybko się kończy. Mało oryginalne stwierdzenie, jednak paskudnie prawdziwe. Mam to szczęście sama decydować, kiedy gdzieś wyjadę znowu, jednak na pewno nie będzie to za szybko. A jak było? Śnieżnie, bardzo słonecznie, bardzo narciarsko i bardzo zabawowo, to się wcale nie wyklucza.
Ponieważ w poprzednim odcinku sama narobiłam sobie apetytu różnymi smakowitymi drinkami, to od tego zacznę.

kiedy człek lekko przemarzł, warto było napić się czegoś na ciepło:


 To calimera, tyle że taka uboższa wersja, bo prawidłowa wygląda tak:


  Dla mnie jednak wersja z taką ilością bitej śmietany nie jest strawna, tę wypił mój dzielny mąż:).


Kiedy było cieplutko i słonecznie, męska część naszej ekipy chłodziła się piwem, a żeńska wolała wspomniany już wcześniej Aperol Spritz.


Całość podawali wszędzie, ale najlepsza zabawa była w miejscu, gdzie był taki bar:


W tym barze zwykle grała muzyka na żywo, zdarzyło się nawet, że odśpiewano "polskie disco" ( tak to nazwano), czyli "Jesteś szalona". 

Podsumowując  - wyjazd jak zawsze udany, nowe miejsce poznane, nowi ludzie poznani, kalorie do organizmu wrzucone, kalorie na sportowo spalone, jestem opalona, wypoczęta i radosna. Żeby nie było aż tak optymistycznie  - miałam jedną wpadkę. Pakowałam się jak zawsze w lekkim pośpiechu. Buty narciarskie - są. Buty do wędrowania po górach - są. Botki na szpileczce do wieczornego balowania - są. No i nadchodzi wieczór, idziemy balować, wyskakuję ze stroju sportowego w bardziej wytworny, idę po buciki.... i wyciągam z walizy to:


Podobne, prawda? Prawie takie same. Prawie robi wielką różnicę....

Komentarze

  1. Jak czytałam Twój wpis, to poczułam się jakbym była tam z Wami. :D
    Wyjazdy są bardzo potrzebne dla zdrowia psychicznego i nie tylko. ;)
    Super zdjęcia, jak zawsze!
    Miłego wieczoru

    www.kamilaleben.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ja muszę parę razy w roku się zresetować, na szczęście mam ku temu możliwości pracowo-finansowe. W tym roku po raz pierwszy od dawna wybrałam wyjazd w terminie ferii w kilku polskich województwach i było to średnio dobre - mnóstwo ludzi, w tym mnóstwo Polaków. Wielu fantastycznych, niestety kilku nie.

      Usuń
  2. Takie wpadki czasami się zdarzają, na wyjeździe wszystko uchodzi...
    Cieszy fakt, że urlop był udany...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I csłe szczęscie, że uchodzi - ale tańce w butach trekkingowych były zabawne:)

      Usuń
  3. Bardzo energetycznie i bardzo apetycznie, ale z tej śmietany też bym zrezygnowała...butów nie czepiajmy się, po kilku drinkach i w ferworze zabawy nikt pewnie nie był w stanie zauważyć, chyba że obcasy różnej wysokości...
    Przynajmniej będziesz długo pamiętać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były różnej wysokości i grubości:), nastęĻnym razem pewnie trzy razy sprawdzę

      Usuń
  4. Zapomniałam zapytać co to ta calimera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. klasycznym dolomickim drinkiem jest bombardino - czyli właśnie ciepłe bombardino ( nieco zbliżone do naszego advocata, ale nie to samo) z bitą śmietaną. Calimera to odmiana tego drinka, dolewa się jeszcze gorące espresso, co tworzy takie fajne warstwy.

      Usuń
  5. Buty bardzo oryginalne. Przepraszam, ale jak to zobaczyłam , to ze śmiechu mi łezka poleciała.:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem już też się śmiałam:):):), przez moment niestety bluzgałam... na siebie samą niestety

      Usuń
  6. Ups ;) To jak, poszłaś w dwóch różnych, czy w narciarskich? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale jeden prawy a drugi lewy, mam nadzieję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, prawy i lewy był, ale mimo pewnej - sporej - dozy ekscentryczności nie ośmieliłam się....

      Usuń
    2. Moja babcia mówiła: mądry nie zwróci uwagi, a głupi pomyśli, że tak miało być. Ale rozumiem.

      Usuń
    3. Czy my miałyśmy wspolną babcię? Tylko moja ujmowała to ta: Gupi nie uzno, mondry nic nie godo

      Usuń
    4. Sądząc po gwarze to Twoja Babcia chyba mieszkała gdzieś blisko mnie ;)
      I dorzucę jeszcze swoje trzy grosze dotyczące wyjazdów: jako, że nie jeżdżę na nartach i preferuję raczej ciepełko, wpadłam na genialny pomysł przeniesienia się w inny świat w czasie okresu zimnego w Polsce. Wygrzanie się w pełnym słońcu w grudniu czy tak jak teraz w marcu i naładowanie akumulatorów daje mi energię na długi czas.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    5. ja wolę narty... mnie one własnie ładują:), na szczęscie mamy różne możliwości i wybór:), każdemu, co lubi

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …