Przejdź do głównej zawartości

Zielone, wymarzone, stracone:(



Jakiś całkiem niewielki czas temu  W europejskich H&M pojawiła się kolekcja Balmain x H&M. W Polsce tylko w dwóch sklepach, akurat po drodze mi do nich nie było, więc pozostało Allegro. Chciałam z tej linii tylko jedną sukienkę, bo tylko ta jedna jedyna wołała do mnie, że ona i ja razem zdobędziemy świat.
To ta:


Wszyscy ostrzegali, że trzeba kupować rozmiar większą   niż zwykle, co też uczyniłam. No, łatwo nie było, sukienek na Allegro tylko kilka, a chętnych znacznie więcej, ale się udało. Sukienka przyszła, obejrzałam, pozostałam nadal w zachwycie, powiesiłam w szafie i napawałam się swoim szczęściem posiadaczki.  I w końcu w sobotę, nomem omen trzynastego, nastąpił ten dzień, gdy okazja pozwoliła mi ją na siebie założyć. I całe moje szczęście poszło precz:(. Mimo, że sukienka jest większego rozmiaru, nie pasuje mi... i nie jest to kwestia za wąska, za szeroka, za długa, za krótka. Coś nie gra, i już. Dam jej jeszcze jedną szansę - może istotnie powinnam nieco zrzucić. Ale to już nie to....
No i nie mogę wobec tego sfotografować jej na sobie... umarłabym ze wstydu:).

Komentarze

  1. Z sukienkami tak bywa, kiedyś napaliłam się na sukienkę letnią w Solarze, zapuszczałam żurawia czekając na obniżki bo droga była. Wreszcie idę przymierzyć i ...kicha, wyglądałam w niej jak własna babcia, a na wieszaku cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to takie niemiłe doświadczenie:(. A Solar to w ogóle dla mnie ciezki sklep, bardzo rzadko udaje mi sie coś tam kupić, chociaz wiele ubrań mi sie podoba. A moja koleżanka... cóż, nauczyła sie juz ukrywac przed mężem kolejną torbę z napisem Solar :):):):).

      Usuń
  2. Ja zawsze mierze dwadzieścia razy nim kupię, a z internetu tak kupiłam buty, że nawet połowy stopy w nie nie zmieściłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sporo kupuję przez Internet, buty też, i nie miewam problemów, a tu taki pech...

      Usuń
  3. Trzeba najpierw przymierzać :) ale sukienka nie powiem, ładnie wygląda na zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo jeszcze ładniej. A ja uwielbiam kupować, ale mierzyć niekoniecznie

      Usuń
    2. Nie widziałam, ale to też nie jest mój styl :P

      Usuń
  4. Trzeba mierzyć, choć sama wiele razy zamawiałam ciuchy przez internet to wiele razy coś mi nie pasowało i ciuch do wyrzucenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dobre doświadczenia, zwykle pasuje. Tu wiedziałam, że ryzykuję, ale musiałam:):):):)

      Usuń
    2. Mi często coś się nie podoba. Ale ostatnio chodzę na normalne zakupy.

      Usuń
  5. Znam ten moment, kiedy mierzę swoje wymarzone bluzkę/spodnie/spódnicę, które na wieszaku wygląda przecudownie, a na mnie... nie tak jak powinno, bo po prostu mi to nie pasuje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem.. ale ja dla tej sukienki jestem gotowa odciąć sobie coś:)

      Usuń
  6. Może z racji wieku i słabego wzroku, ale ja nie bardzo wiem, co Cię w niej zachwyciło? Po co trzymać coś, w czym nie można się pokazać z obawy "spalenia ze wstydu". Może lepiej niech wróci na Allegro.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…