Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2016

Już ze mną są:)

Niestety, zamiast zdrowieć, czuję się właściwie coraz gorzej. Siedzę więc i nawet czytać nie mam siły, a jednak wyjść z łóżka musiałam. Przyjechał pan kurier... przywiózł mi moje nowe szpilki.  Tak, wiem, jestem na punkcie butów totalnie stuknięta, były promocje i w ogóle. No musiałam je mieć:):):). Skoro już wstałam, to zrobiłam im zdjęcie:
Nawet pudełka mi się podobają, to już na pewno nadaje się do leczenia:).

Te szare od lewej są sznurowane na łydce, potem dwie klasyczne pary w nieklasycznych kolorach - morskie i różowe, kolejne są kobaltowe z frędzlami wokół łydki i na okrasę granatowo-złote.



Wszystkie oczywiście na cieniutkiej szpileczce, nie są przesadnie wysokie, jakieś 10 cm. Już nie mogę się doczekać, kiedy w nich wystąpię.

Tylko gdzie ja  je mam schować....


Różowo chorobowo:)

Przechorowałam niestety całe Święta, pierwszy rozłożył się mąż, potem córka z rodziną, a potem ja... wszyscy kichali, prychali, rozsiewali wokół rozmaite bakterie i wirusy, nikt się nawet nie zachwycał piękną pogodą za oknem. Problem pojawił się w poniedziałek, kiedy musieliśmy zbiorowo udać się na urodzinową, ogromną imprezę seniorki rodu. Wszyscy nafaszerowaliśmy się gripexami i innymi cudami, i jakoś się pozbieraliśmy.  Trzeba się było jakoś ubrać... Mężczyznom to łatwo, założy jeden z drugim koszulę  i garnitur, co najwyżej poszaleją przy krawatach. A ja... Chora miałam mało ochoty na modowe szaleństwa, w dodatku szalik był niezbędny. No to na czarną, koronkową sukienkę na bladoróżowym spodzie narzuciłam jeszcze więcej różowego. Jak Barbie? Może i jak Barbie, ale mnie   było ciepło i wygodnie, a w tym stanie ciała to było najważniejsze. 

Blady róż podszewki i szala, nieco mocniejszy żakietu i niemal fuksja malusiej torebki odwróciły uwagę od nosa i oczu, mokrych i mało ciekawych:…

Ku zdrowotności:):)

Specjalnie alkoholowa to ja nie jestem, jednak do abstynentów nie należę. Jak pewnie większość, są trunki, które lubię; są takie, których do ust nie wezmę. Do tych drugich zalicza się większość alkoholi mocniejszych niż wino, i chyba wszystkie słodkie. Bo ze słodkich rzeczy to ja kocham czekoladę... a nie napoje, jakiekolwiek. 
Jak wiadomo, od wszystkiego są jednak wyjątki, w tym wypadku nalewki. Właśnie wczoraj ( w ramach wiosenno-wielkanocnych porządków), postanowiłam poprzelewać zawartość wielkich gąsiorów i słojów do mniejszych butelek.  No i co my tutaj mamy...

Po lewej stronie jest winogronówka - garaż  mojej ciotki obrośnięty jest winoroślą o niezwykłym, poziomkowym aromacie i smaku, tyle że owoce są maleńkie. Do zalania alkoholem nadają się idealnie. Kolor po całym procesie też piękny - bardzo ciemny fiolet, w butelce wręcz czerń. Po stronie prawej moja ulubiona  pigwówka,  dla odmiany z krzaków w ogrodzie kuzynki. Robienie tego jest mordęgą, bo pigwy są twarde, a trzeba je c…

Ciężki tydzień

Wyjątkowo męczący tydzień za mną, tak wyszło że pracowałam długo i ciężko, czuję się wyczerpana intelektualnie i fizycznie, a już od jutra zaczyna się podobny maraton. W sumie ja to lubię, mam szczęście wykonywać pracę z wyboru a nie z konieczności, ale jednak lata lecą, i to co  bez wysiłku robiłam kilka lat temu, teraz wymusza odpoczynek.  No i wciąż szukam sukienki na ważną dla mnie imprezę - zależy mi, by była wyjątkowa, jednocześnie elegancka i lekko seksowna ( a to już samo w sobie trudne dosyć), nie czarna, nie biała, tym razem niekoniecznie czerwona, chociaż w sumie mogłaby,  z rękawami ( mogą być krótkie), raczej cienka... no, jeszcze długo mogłabym wymieniać. Nawet mam jedną upatrzoną  - granatowa, z koronki, długi, ale cienki rękaw... niemal ideał. Tyle, że pan projektant się dosyć wysoko ceni, i muszę się z tą ceną przespać. No i zakup byłby przez internet, więc bez mierzenia. Często tak kupuję, ale tym razem nietrafienie z rozmiarem kosztowałoby dużo za dużo:):):).  Na p…

Kolorowo, szaro-buro

Spędziłam kilka godzin w towarzystwie kilkunastu kobiet. Panie były w różnym wieku, od  mniej więcej 28 do 50 plus.  Okazja była casualowa, więc żadne tam szpilki i garsonki, jednak dresowo i papuciowo też nie było. I co? Było szaro-buro. Było smutno, bo zdecydowana większość była ubrana w kolory od szaro-burego, do czarnego. Ja wielbię szary i czarny, żeby nie było, ale zwykle ( pomijając pogrzeby i inne smutne okazje) przełamuję to jakimś kolorowym dodatkiem. A tu nic :(. Wybrałam jedyne zestawienia kolorów, jakie tam znalazłam. 
To jest moje - miałam zielono-miętowy sweter połączony z rudymi sztruksowymi spodniami:


Druga plama koloru to koleżanka , która do czarnych, połyskliwych spodni o charakterze alladynek dołożyła złotą ramoneskę i złoty szalik:

I absolutna gwiazda spotkania, nasza odjechana kumpelka w czarnych spodniach i neonowo-wściekle różowym sweterku w czarne kropki ( kropek na zdjęciu brak), były w górnej części sweterka):

Reszta była szaro-smutna... gdzieś mignął ziel…

Stosik lutowy

W lutym miałam bogatsze plany, ale urlop okazał się być tak energetyczny, że książki jak ze mną pojechały, tak wróciły. No to co było:

1. Morfina Szczepan Twardoch - powrót po jakimś czasie, w styczniu był Drach, więc zechciałam sobie przypomnieć to, co mnie wcześniej zakręciło. Nadal silne odczucia, taka jazda bez trzymanki - ot, w 39 nie wszyscy byli szlachetni, walczący i patriotyczni. Byli...no jakby to... normalni.

2. Zaginiona dziewczyna Gillian Flynn - robiłam do tej książki podchody ze trzy razy. Kupiłam gdzieś w Biedronce, dorzucając do bułek i ziemniaków, zachęcona opisem. Po pierwszych 50 stronach nic, kompletnie nic, a ja naprawdę rzadko rezygnuję - tym razem nie dawałam rady. I kiedyś przypadkiem na HBO trafiłam na film. Okazało się, że ciekawie robić się zaczyna około strony 80:):):). Odwrócone sytuacje , złamane stereotypy, i znów pojawia się moje ulubione zło, chociaż psychopaci mnie jednak przerażają. Bo bywają tacy normalni.

3. Szepty zmarłych  Simon Beckett - książ…