Przejdź do głównej zawartości

Już ze mną są:)



Niestety, zamiast zdrowieć, czuję się właściwie coraz gorzej. Siedzę więc i nawet czytać nie mam siły, a jednak wyjść z łóżka musiałam. Przyjechał pan kurier... przywiózł mi moje nowe szpilki.  Tak, wiem, jestem na punkcie butów totalnie stuknięta, były promocje i w ogóle. No musiałam je mieć:):):). Skoro już wstałam, to zrobiłam im zdjęcie:

Nawet pudełka mi się podobają, to już na pewno nadaje się do leczenia:).


Te szare od lewej są sznurowane na łydce, potem dwie klasyczne pary w nieklasycznych kolorach - morskie i różowe, kolejne są kobaltowe z frędzlami wokół łydki i na okrasę granatowo-złote.




Wszystkie oczywiście na cieniutkiej szpileczce, nie są przesadnie wysokie, jakieś 10 cm. Już nie mogę się doczekać, kiedy w nich wystąpię.

Tylko gdzie ja  je mam schować....


Komentarze

  1. Rozbawiłaś mnie do łez, podziwiam, są piękne, ale nie dla mnie:-( Za długo byłoby tłumaczyć dlaczego... takiego bzika to ja rozumiem i nawet popieram, w końcu wiosna jest! Różowe i turkusowe są boskie:-) Zdrowiej, bo czekają na Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że sie pośmiałaś:). Mnie też urzekły te kolory - było więcej pociagających, ale postanowiłam się ograniczać:)

      Usuń
  2. Tak, buciki piękne, ale też nie dla mnie ;)
    Anno, a czy Ty jesteś TĄ Anną? :)
    Jeśli znasz Nemezis, to na pewno TĄ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tą:). A Nemezis jest gdzieś w sieci? Tęsknię za nią...

      Usuń
    2. Cieszę się, że obie jesteśmy:)

      Usuń
  3. W tych butach da się chodzić? Fajne, ale jak dla mnie to kosmos ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że się da, co kto lubi, od bardzo wczesnej młodości biegam na wysokich obcasach, to sie pewnie przyzwyczaiłam.

      Usuń
  4. Kolory śliczne, ten jasnoniebieski zwłaszcza. Wprawdzie nie uznaję szpiców z przodu, tylko zaokrąglone noski, ale jak ktoś ma małą stopę to fajnie potrafi wyglądać.

    Ale dobrze że kupiłaś, masz powód, żeby zdrowieć. No bo po co inaczej? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właściwie nie jest jasnoniebieski, nawet nie turkus - to taki morski...dobra, wiem, że jedynie sensowne byłoby podanie numeru koloru we wzorniku:):). W sumie z noskami nie mam problemu, takie to jeszcze dla mnie nie jest szpic. Ale fakt, mam dosyć małą stopę.

      Usuń
  5. No proszę jakie fikuśne szpileczki. Lubię sobie tak popatrzeć i powzdychać :) Też niestety nie są dla mnie. Mam chore nogi, więc niestety jestem zmuszona człapać w bucikach na płasko i w balerinkach, których teraz w sklepach jest na moje szczęście całe mnóstwo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za to właściwie nie mam balerinek - to znaczy mam jedne, nabyłam niejako na fali ich popularności, ale i tak nie chodzę. Ze względami zdrowotnymi się ie dyskutuje, i pewnie z bólem, ale przerzuciłabym się na płaskie obuwie...

      Usuń
  6. No no, dla takiej przesyłki rzeczywiście warto zwlec się z łóżka. ;-) Różowe i turkusowe są super! :-)
    Jeśli o mnie chodzi, to cały mój zapas szpilek nie jest większy niż Twoja jedna przesyłka. :-P Uwielbiam buty na obcasie, ale z różnych względów rzadko mogę je założyć...
    Tak mnie ciekawi, nie masz problemu z butami kupowanymi wysyłkowo? Ja jakoś zawsze wolę przymierzyć. Wiem, wiem, zwykle można odesłać, ale to tyle zachodu... :-P
    No to zdrówka życzę i rychłej okazji do założenia nowego nabytku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, patrze nie na rozmiar, tylko na długość wkładki, i chociaż kupuję dużo, to naprawdę rzadko coś jest nie tak. Raz oddałam córce, bo były za duże, a raz nabyłam dwie pary za małych - ale to była ewidentnie moja wina, oni uprzedzali, że rozmiarówka jest coś dziwna. Podarowałam znajomej i już.

      Usuń
  7. No i od razu człowiekowi lepiej jak popatrzy na takie grono szpilek :) Łączę się w chorowaniu i nie bardzo zdrowieniu, ale przynajmniej pogoda z oknem nie postawia żalu, u mnie strasznie leje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś u mnie też... ale przynajmniej wszystko rozkwitło:)

      Usuń
  8. No Kochana, serca nie masz, że się tak chwalisz i oślepiasz pięknem tych śliczności ;) Zazdroszczę, do bólu haluksów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedne halluksy....a serce mam, dlatego pokazałam, a nie zostawilam tylko dla siebie:):):)

      Usuń
  9. Buty piękne, ale wszystkie na obcasie, więc na wycieczkę nie pójdziemy?
    Życzę zdrówka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Długie lata chodzenia w szpilkach, przez cały boży dzień, odbiły się negatywnie na moim kręgosłupie i ścięgnach Achillesa - wg opinii lekarza. Teraz nawet nie oglądam szpileczek, kiedy robię zakupy w obuwniczym. Gdybym nosiła szpileczki okazjonalnie... ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie zdaję z tego sprawę, i wcale nie noszę ich nieustannie - ale przyznaję, bywa, że cały dzień...

      Usuń
  11. Kolorowo i pozytywnie. Kobaltowe z frędzlami są śliczne.:)
    Ale pomimo tego , że buty bardzo mi się podobają, preferuję buty na płaskim "podłożu" - sportowe, baleriny itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zupełnie odwrotnie niż ja...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…