Przejdź do głównej zawartości

Kolorowo, szaro-buro



Spędziłam kilka godzin w towarzystwie kilkunastu kobiet. Panie były w różnym wieku, od  mniej więcej 28 do 50 plus.  Okazja była casualowa, więc żadne tam szpilki i garsonki, jednak dresowo i papuciowo też nie było. I co? Było szaro-buro. Było smutno, bo zdecydowana większość była ubrana w kolory od szaro-burego, do czarnego. Ja wielbię szary i czarny, żeby nie było, ale zwykle ( pomijając pogrzeby i inne smutne okazje) przełamuję to jakimś kolorowym dodatkiem. A tu nic :(. Wybrałam jedyne zestawienia kolorów, jakie tam znalazłam. 

To jest moje - miałam zielono-miętowy sweter połączony z rudymi sztruksowymi spodniami:



Druga plama koloru to koleżanka , która do czarnych, połyskliwych spodni o charakterze alladynek dołożyła złotą ramoneskę i złoty szalik:


I absolutna gwiazda spotkania, nasza odjechana kumpelka w czarnych spodniach i neonowo-wściekle różowym sweterku w czarne kropki ( kropek na zdjęciu brak), były w górnej części sweterka):


Reszta była szaro-smutna... gdzieś mignął zielony szalik, gdzieś jakieś schowane pod kardiganem białe elementy bluzki, na jednej czarnej sukience delikatny, różowy , niewielki wzór. Każda pani osobno wyglądała doskonale, stosownie, ba, nawet pięknie - jako całość tworzyłyśmy smutną, ciemną, ponurą grupę. No dobra, z bardzo małymi wyjątkami:).

Komentarze

  1. Witam.
    Wiele osób boi się kolorów, żeby nie wyjść na osobę "bez gustu", zbyt krzykliwie ubraną. Poza tym niektóre z barw są tak wykpione, że nawet jeśli twarzowe - spoczywają głęboko na dnie szafy.
    A przecież czasem wystarczy mały, ekstrawagancki dodatek - apaszka, torebka, ciekawy pasek - i już robi się weselej. Warto czasem popuścić wodze fantazji, szczególnie, gdy sytuacja nie zmusza do oficjalnego stroju.
    Też zauważam tę szaro-burość wokół siebie i ubolewam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama bardzo lubię kolory, a zaczynam dochodzić do wniosku, że może już nie wypada?

      Usuń
    2. Jeśli sprawia Ci to przyjemność, to czemu miałabyś z niej rezygnować - każdemu należy się od życia coś miłego :) Powiem Ci, że wolę patrzeć na kolorową, szczęśliwą osobę niż na taką szaro-burą, skwaszoną. I wiek nie ma tu nic do rzeczy.

      Usuń
    3. i całe szczęście:):):)

      Usuń
  2. Jakie już nie wypada? kolor nie jest oznaką wieku, ale mentalności, tego, co kto ma w głowie! Buro- czarny ubiór zimą wywodzi się chyba z czasów, gdy nie było gdzie prać i suszyć ubrań, a wiadomo, czarne jest niebrudzące. Z mojego okna w kuchni obserwuje ludzi idących do kościoła - w 99 % ubrani są na czarno, granatowo, brązowo. A jesień i zima są dostatecznie ponure...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym roku miałam zimowo-futerkowy odlot. nabyłam bladoróżowe, rudo-różowo–łaciate, jasnoszare i ostro-różowe. No tak, odbiło mi:)

      Usuń
    2. Jotka dobrze mówi - ludzie w miesiącach jesienno-zimowych ubierają się na ciemno, bo ma to być wyrazem ich praktyczności. Oczywiście z innych pobudek na pewno też, ale ta praktyczność! Moja teściowa, tak wyszkoliła w tym zakresie mego męża, że zawsze krytykuje mnie za jasne barwy w tych okresach - bo się będzie brudziło. Odpowiadam, że ciemne też się brudzi, ale tego po prostu nie wdać i chodzimy utytłani ;-) Wg mnie kolor ma wyrażać moją osobowość, a ta w żałobie nie jest. Pamiętam, że kiedy spędzałam dzieciństwo na wsi, to kobiety w żałobie obowiązkowo chodziły ubrane na czarno, po kimś bliższym przez rok. Moja mama chodziła w żałobie chodziła okrągłe trzy lata, tak się złożyło i do dzisiaj pamiętam, jak bardzo byłam zmęczona tym kolorem. Później go nie lubiłam i dzisiaj też pewnie przez to nie pałam wielką sympatią.

      Usuń
    3. taaa.... znam ten tekst, że czarne się nie brudzi. Lubię czarne, ale nie żałobny total look, tylko z kolorowymi dodatkami. Z czerwonym. Z różowym. Ze szmaragdowym:)

      Usuń
  3. Ja pewnie też bym wpasowała się w ciemną grupę bowiem uwielbiam klasyczne i stonowane kolory, w nich czuję się swobodnie, elegancko i po prostu sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja lubię klasyczne i stonowane, najbardziej chyba granat. Nie przeszkadza mi to uwielbiac czerwonego...

      Usuń
  4. Ja uwielbiam czarny. Za to dziś wyjątkowo u mnie powinno Ci się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo czarny jest ok, tylko dwadzieścia czarnych bab równocześnie to już mniej wesołe:(

      Usuń
  5. Moja znajoma, która od pewnego czasu mieszka we Włoszech, bożyła się, że na wesela w tym kraju większość kobiet przybywa w czarnych kreacjach.Nawet obfotografowała jedną taką uroczystość. No cóż, miałam takie wrażenie, iż na zdjęciu brakowało tylko trumny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - piękna czarna kreacja jest piękna i stosowana zwykle. Natomiast nadmiar pięknych czarnych kreacji u nas się średnio kojarzy...

      Usuń
  6. Myślę, że wynika to z obawy śmiesznego wyglądu. Ja też mam problem z dobieraniem kolorowych ubrań! ( no i wyszło na jaw :D )

    www.kamilaleben.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sądzisz? Ja kocham kolory i podziwiam nietypowe połączenia. W którymś momencie obiecałam sobie, że już dość czarnych sukienek, czarnych butów, czarnych torebek i czarnych sweterków. Tyle, że niektóre sa takie piękne...

      Usuń
  7. Dziękuję, Anno. Jestem typową nogą stołową w dziedzinie techniki, gdzie więcej czasu zajmuje mi mocowanie się z laptopem niż pisanie.
    Masz rację, kiedy piszesz, że ubieramy się szaro-buro, a wtopione w ponury krajobraz jeszcze bardziej szarzejemy. Kupiłam sobie czerwoną torebkę, najwyższy czas, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam czerwone torebni:), też sobie wczoraj kupiłam, a co!

      Usuń
  8. Uwielbiam czarny i szary kolor. Natomiast zawsze jest jakiś akcent np szal, który ożywi mój strój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i tego mi własnie na opisanym spotkaniu zabrakło...

      Usuń
  9. Wściekły róż z pewnością poprawia nastrój : )

    OdpowiedzUsuń
  10. Posłuchałam i dokupiłam czerwony szalik do koloru torebki za 10 zł. Do czarnego płaszcza idealny, a ja czuję się niczym angielska królowa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Za oknem też szaro i buro, więc może stąd takie kreacje? ;-) Myślę, że gdy tylko słoneczko mocniej zagrzeje, a przyroda na dobre się obudzi, większość z nas odkopie bardziej kolorowe kreacje z dna szafy... :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie chcę się zbytnio wymądrzać, ale z moich i nie tylko obserwacji wynika, że ludzie - tu mam na myśli głównie kobiety, nie zawsze mają świadomość tego jaki mają typ urody i jakie wobec tego należy nosić kolory. Zaręczam, że ubierając swój kolor (dobrany do typu urody) we wszystkim wygląda się dobrze. POlecam wczytać się w hasło "analiza kolorystyczna".
    Co do kolorów - po to są, żeby ich używać i żeby nie było szaro- buro.
    I jeszcze bonus dla miłych wypowiadających się tutaj Pań - właśnie wróciliśmy z mężem z pewnego cieplutkiego kraju, gdzie głównymi gośćmi byli Anglicy, trochę Niemców, Polaków i jeszcze kilka innych narodowości. I jak określił mąż chodzące wokół mniej lub bardziej skąpo ubrane Panie różnych stron Europy? Najlepiej prezentują się Polki i Francuzki. Dziękuję Ci mężu i .... drogie Panie - nawet jak jesteśmy szaro-bure - to i tak jesteśmy eleganckie.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od lat stosuję analizę kolorystyczną ( nawet wiem dokładnie, kiedy poznałam to pojęcie około roku 1992-3). A i wcześniej wiedziałam chyba instynktownie, jakie kolory mi pasują, aczkolwiek teraz "używam" ich więcej.I dzięki Twemu mężowi:):):)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …