Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2016

Popłynąć na majówkę:)

Tak zwana majówka zbliża się wielkimi krokami, pora się zdecydować, gdzie jechać. Jakby ktoś jeszcze nie miał pomysłu, to podrzucę swój zeszłoroczny kierunek - gdzieś na Pacyfiku.   Poleciałam, pojechałam, popłynęłam oglądać cudowne widoki i jeszcze piękniejsze zwierzaki. 
Najpierw ogólny podgląd na charakter okolicy:


Cudownie niebieski ocean, nieliczne wyspy porozrzucane gdzieś w bezmiarze wody, bardzo ciepło i lekki wiatr. Wymarzone warunki do odpoczynku. Te skały gdzieś na horyzoncie to nasz cel:).


Zaraz  po wyjściu na ląd... właściwie czy wyspa to ląd? Chyba tak -  w tej zatoczce pluskają się lwy morskie, cała masa.

O, tutaj już jakiś postanowił trochę odpocząć. 

To są podobno same panie, chyba czekają na adoratorów.

Sama wyspa z bliska okazała się nieco mniej przyjazna dla ludzi, dlatego zwierzaki mają się tam tak dobrze - rosną tam głównie opuncje, jakieś porosty, małe krzewinki.


Za to każda opuncja ma swoją właścicielkę - to iguana. mają całą wyspę we władaniu, i pod każda opu…

Weekend z {slow}

Nie, nie będzie o stylu życia, bardzo ostatnio popularnym, chociaż spory związek istnieje. Będzie o gazecie. A może właściwie o magazynie, bo kwartalnik to trudno już nazywać gazetą:). SLOW to właśnie kwartalnik, swoją drogą przepięknie minimalistyczny - kwartalnik, którego nie można kupić poza siecią, kwartalnik, którego wydrukowano tylko tyle, ile było przedpłat - w dodatku ten akurat numer ( już 7) nie ma żadnych reklam, ponieważ udało się zdobyć tylu odbiorców, że koszta się zbilansowały.  SLOW  -  a właściwie {slow} - jest piękny. I jest o pięknie, o sztuce, o kulturze, o życiu, o technice...  Dobry papier, ale nie tylko kredowy, dobre zdjęcia, ciekawe teksty, żadnych reklam - mnie kupili.  W dodatku kurier przyniósł mi  do domu, z dodatkowym, imiennym  listem od naczelnego z podziękowaniem i nadzieją, że  {slow} da mi chociaż odrobinę przyjemności. Dał.
Okładka wygląda tak:

Ja zamierzam zostać ze {slow} na dłużej, więc pewnie niedługo dokonam przedpłaty na kolejny numer. Bo jes…

Muzeum Svarowskiego

Bywa, że podróżuję. Zwykle wybieram takie destynacje, gdzie podziwia się naturę, cuda przyrody, i stosunkowo mało się spędza czasu w miastach ( chociaż przed nimi nie uciekam). Jakiś czas temu pojechałam jednak do pewnego muzeum bardzo świadomie -  do Muzeum Svarowskiego. To muzeum jest w Wattens, niedaleko austriackiego Innsbrucku, łatwo więc było pogodzić to z jakimś wyjazdem narciarskim. Ja uwielbiam błyskotki, skusił mnie więc blask tych urokliwych kryształów, a dodatkowo w tym muzeum jest sporo  elementów, nazwijmy to, technicznych -  a takie bardzo lubię. Figurki ozdobione kryształkami poruszają się, systemy luster zwielokrotniają piękne detale, a operowanie światłem jest tam opracowane perfekcyjnie.

Już samo wejście do muzeum jest inne niż wszystkie, wchodzi się bowiem poprzez głowę, będącą częścią wzgórza. Popatrzcie:


Przypominam, że muzeum leży bliziutko miasta Innsbruck, a więc w sercu austriackich Alp.

 W środku nie jest zbyt łatwo robić zdjęcia, bo w większości pomieszcze…

Efekt nudy

Czasem, zwykle gdy mam nieco wolnego czasu i szukam sposobu, by nie dać się nudzie, nachodzi mnie na ręczne robótki.  Gdzieś na dnie bloga wrzuciłam kilka szalików, teraz pora na  drobiazgi o nieco innym charakterze.  Nigdy nie  byłam zainteresowana sztukami tego typu inaczej niż odbiorca, ale widać na starość się człowiekowi zmienia:):):)


Zaczęło się od tej granatowej bransoletki, bo mi się dobrze komponowała z krzaczkiem mięty:):), i pasowała do sukienki.


Nadal mam fazę na zielono-miętowe, najlepiej łączone właśnie z niebieskim, granatem i czernią, stąd ten pomysł:

I dwa nastęĻne nie odbiegają kolorystycznie, to znów bransoletki, bo jestem ich wielką fanką:






Z bransoletek jeszcze ta biała, podobnie jak poprzednia  wykonana techniką shamballa:



No i naszyjniki - różniaste, ale głównie z koralików ceramicznych lub drewnianych, bo takie lubię najbardziej. No, dobra, najbardziej to może jak powinna każda kobieta to diamenty, ale to na inną okazję... A poważnie  to lubię kamienie półszlac…

Ogrodniczy weekend

Wiosną na wielu blogach zdjęcia kwiatków, ptaszków i innych roślinek królują ( zdrobnienia użyte świadomie:):):)). Nie będę więc za bardzo odbiegać od normy, jeśli też trochę tego powrzucam. Bo sobota była wybitnie ogrodnicza... mojego męża naszła zaraz o poranku ochota na uzupełnianie ogrodowych braków po zimie - ze trzy żywotniki sadzone  w niesprzyjających warunkach zakończyły swój żywot, a  przecież dzielnie odgradzały nas od ulicy, porzeczki zostały tylko czarne, bo białym i czerwonym jakieś zwierzę odgryzło korzenie.  No i zapomniał ten mój maż, że mnie się nie zabiera na takie zakupy... na mnie centrum ogrodnicze działa jak afrodyzjak:). Oprócz wspomnianych żywotników i porzeczek nabyłam więc kolejną wierzbę japońską, bo ta, którą mam, na pewno się sama nudzi.  Bez problemu zgodziłam się na kolejną azalię, wprawdzie tych mam kilka, ale czerwonej  akurat nie.  Udało mi się oprzeć kolejnej wiśni, bo jakoś słabo  u nas rosną, chociaż proszę, kwiatki są:

Niestety, zwykle po obfity…

WIosennie

Pogoda niestety fatalna, wciąż pada i ponuro bardzo, i nie da się zrobić żadnych zdjęć... w dodatku jak się nie umie tego robić i tylko "pstryka" się komórką. A wiosenne zestawy czekają...
Pierwszy jest taki mniej więcej turkusowy, albo, jeśli ktoś woli, morski:

Gdyby turkusowy nie pasował, można zrobić czary - mary, i będzie różowo:

Jak przywieje zimny wiatr, dorzucam szalik w identyczne serduszka, jak na spodniach. No i, niezależnie od pogody,  stosowne torebki:


Na zakończenie coś na jeszcze zimniejsze dni - szmaragdowe spodnie, o ton ciemniejsza ramoneska i prawdziwie wiosenne buty:


Tylko gdzie tu iść, skoro stale zimno i pada?

Nikomu nie życzę :(

Straszny dzień, chociaż finał dobry - nikomu nic się nie stało. Otóż jakiś idiota, który uciekł, zajechał drogę mojemu zięciowi. Ten, uciekając przed jadącym za nim TIRem, poszedł na lewy pas ( droga dwujezdniowa) - w efekcie dostał od kolejnego samochodu, odbiło go i w ogóle. Auto do kasacji. Z tyłu siedział mój ukochany wnuk.... na szczęście w foteliku, idealnie zapięty, fotelik dobrej jakości ( z czystym sercem zareklamuję, bo uratował Małemu życie  - firma BeSafe).  Oboje wyszli z tego bez szwanku, nie wiem jakim cudem, ale co wszyscy przeżyliśmy... Nikomu nie życzę.

Czas na marudzenie

Wokół piękna wiosna, ostatnie dwa bardzo ciepłe dni spowodowały wybuch zielonego, żółtego, różowego i białego w całej okolicy, nawet magnolie się postarały i kwitną, a ja chyba potrzebuję trochę pomarudzić.  Po pierwsze wciąż nie jestem zdrowa, już mnie to do szału doprowadza, ile można wyrywać sobie oskrzela na zewnątrz i prychać ? Nic nie pomaga, musi "samo przejść".  Po drugie mimo kaszlu poszłam do fryzjera, bo już musiałam i już. Zaplanowałam zmianę wizerunku, zmiana nastąpiła, ale moja satysfakcja jest umiarkowana. nie jestem pewna , czy tego właśnie chciałam. Po trzecie nie wyrabiam się z pracą, taka uroda bycia na swoim - żadna choroba nie zwalnia człowieka od odpowiedzialności za terminy... dziś właśnie mam oddać jakiś materiał, a ja nawet nie zaczęłam... będę musiała głupio się tłumaczyć i tyle.  Po czwarte  czekam od południa na ważny telefon i nic.  Po piąte... po piąte chyba dosyć tego marudzenia, kwiatki kwitną:

Po szóste zwracam uwagę, że nie marudzę na temat…

Stosik marcowy

Miałam znacznie szersze plany, ale choroba pokrzyżowała mi je pokrzyżowała - nawet czytać nie miałam za bardzo siły... Coś tam jednak się na półce pojawiło:

1. Marc Elsberg   - Blackout - wyobraźcie sobie, że nie mamy prądu. Tylko tyle. Ja rok temu przeżyłam bez prądu dwa dni,  był to wynik burzy... koszmar. A tu cała Europa, i nie przez dwa dni, tylko znacznie dłużej. To, że jest ciemno, to najmniejszy problem - jest też zimno, nie ma wody ( nie działają hydrofory), nie ma kanalizacji ( tak, też zależy od prądu), nie można zatankować samochodu, szlag trafił całą komunikację - telefony, Internet i te pe...  po prostu koszmar. Oczywiście ktoś nasz świat ratuje, bo jakby inaczej... bardzo polecam, chociaż lektura dość wymagająca i długa.
2. Marc Elsberg  - Zero - poszłam za ciosem i dorzuciłam do stosu kolejną pozycję tego autora, tym razem dotyczącą wpływu Internetu na nasze życie. Przerażające. W dodatku sporo z tego, o czym on pisze już jest i sama z tych aplikacji korzystam.
3. Agn…