Przejdź do głównej zawartości

Muzeum Svarowskiego



Bywa, że podróżuję. Zwykle wybieram takie destynacje, gdzie podziwia się naturę, cuda przyrody, i stosunkowo mało się spędza czasu w miastach ( chociaż przed nimi nie uciekam). Jakiś czas temu pojechałam jednak do pewnego muzeum bardzo świadomie -  do Muzeum Svarowskiego. To muzeum jest w Wattens, niedaleko austriackiego Innsbrucku, łatwo więc było pogodzić to z jakimś wyjazdem narciarskim. Ja uwielbiam błyskotki, skusił mnie więc blask tych urokliwych kryształów, a dodatkowo w tym muzeum jest sporo  elementów, nazwijmy to, technicznych -  a takie bardzo lubię. Figurki ozdobione kryształkami poruszają się, systemy luster zwielokrotniają piękne detale, a operowanie światłem jest tam opracowane perfekcyjnie.

Już samo wejście do muzeum jest inne niż wszystkie, wchodzi się bowiem poprzez głowę, będącą częścią wzgórza. Popatrzcie:


Przypominam, że muzeum leży bliziutko miasta Innsbruck, a więc w sercu austriackich Alp.

 W środku nie jest zbyt łatwo robić zdjęcia, bo w większości pomieszczeń jest ciemno, a jedyne światła wydobywają z ukrycia przeróżne kryształowe cuda, jednak kilka udało mi się  jednak wtedy zrobić, jakość jest jaka jest.

To ściana,  ułożona z prostokątnych  niby - kafelek, każdy w środku wypełniony jest  chyba tysiącami kryształków. Och, jak cudownie mieni się w świetle... i jest całkiem ogromne:


Wrażenie robił też kryształowy żyrandol, rzecz niby znana, ale to było olbrzymie:


W dodatku owa kryształowa ściana i ten żyrandol wzajemnie na siebie oddziaływały, i powstawała feeria migotliwych błysków. Można było stać i patrzeć, bez znudzenia.

Potem było kilka sal, gdzie niestety zdjęcia mi nie wyszły - jedna była urządzona tak, że miało się wrażenie przebywania we wnętrzu kryształu - wszystko się cudownie odbijało. W innych całe serie ozdobionych kryształami figurek - na przykład scena morska - w akwarium umieszczono rybki, muszle, rośliny wodne - nic żywego, same kryształy. Niewidzialna maszyneria poruszała tym, co sprawiało niesamowite wrażenie. 

Tutaj próba uchwycenia scenki na lodowisku - miniaturowe słońce i księżyc tańczą na kryształowym lodzie:


No i kilka zabawnych elementów - wanna wypełniona kryształami, kryształowe buty, choinka i po prostu kryształ:





Mam znacznie więcej zdjęć i kilkanaście filmików, ale niestety jakość jest bardzo słaba, brak światła bardzo przeszkadzał w takich działaniach. Po prostu trzeba tam pojechać i zarezerwować sobie sporo czasu na podziwianie:).

Na koniec oczywiście jest sklep, można w nim kupić biżuterię z kryształami Svarowskiego, ale też różne gadżety. Mnie uwiódł pendrive pokryty kryształkami - oczywiście można go nosić na szyi  na łańcuszki, jak wisiorek. Niestety mąż tym razem nie był zachwycony moim pomysłem i nie mam tego cudu:(. 

Komentarze

  1. Cudowne widoki. Na żywo pewnie jeszcze większe wrażenie robią. Cudowne, naprawdę. Pendrive pokryty kryształkami, który można nosić jak wisiorek ;D. Czego to człowiek nie wymyśli, ale całkiem fajne połączenie, praktyczność + estetyka.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tam były jeszcze długopisy z kryształkami, ramki do zdjęć z kryształkami, przyciski do papieru z kryształkami, wizytowniki z kryształkami... i licho wie co z kryształkami...

      Usuń
    2. MMm! Takie długopis to bym chciała! Dużo piszę. ;) Cuda, cuda, cuda. Nie oderwałabym się od tego ;D.
      Miłego dnia.

      Usuń
    3. Ja też chciałam.... i co z mojego chciejstwa? naoglądałam się tylko:):)

      Usuń
    4. No tak, chcieć to sobie można i w niektórych przypadkach tylko chcieć. A jakie ceny były tych cacek mogę zapytać? Czasem dobrze i nacieszyć oczy tylko. ;)

      Usuń
    5. Niestety nie pamiętam, ale skoro nic nie kupiłam, to musiały być naprawdę drogie...zwykle mój mąż spełnia moje kaprysy:):):):):)

      Usuń
  2. A to ciekawostka, nie słyszałam o tym! W wielu muzeach, nawet jak pozwolą robić zdjęcia, to jakość wychodzi kiepska przez niedostatek oświetlenia, a fleszy nie pozwalają stosować. Od tych błyskotek można migreny dostać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie pamiętam, czy tam wolno było używać flesza, ale i tak mam tylko to, co mam:). A samo miejsce jest naprawdę warte zobaczenia

      Usuń
  3. Jak pięknie, wspaniałe muzeum, chętnie bym się tam wybrała. Przeczytałam i pooglądałam z ciekawością. Jeśli na zdjęciach tak wspaniale się prezentuje to jak cudownie tam być musi. Zachęciłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to akurat się nadaje na majówkę - nie jest zbyt daleko:), a naprawdę bardzo tam pięŻnie i ciekawie.

      Usuń
  4. Nie miałam pojęcia o tym, że takie muzeum istnieje. Zwiedzanie na pewno było wielką przyjemnością. Ja dodatkowo zerknęłam sobie jeszcze na stronę internetową muzeum i nie tylko. Nocą również jest tam przepięknie.:) Skojarzyło mi się nawet z romantyczną randką.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie pamiętam, gdzie się o nim dowiedziałam - pewnie gdzieś ktoś coś napisał, a ja staram się zapamiętywać takie ciekawe miejsca, szczególnie że Austria to kraj w którym jestem bardzo często:)

      Usuń
  5. Też jestem "sroką" jak większość kobiet :) A kryształki Svarowskiego są przecudnej urody , niemniej czy to musi być takie drogie ? :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdziwiłam się, że w takim miejscu można było robić zdjęcia. Za pewne wrażenia niesamowite, zwłaszcza jak ktoś kocha błyskotki. A samo wejście robi zaskakujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można było - chyba flesza tylko nie wolno było używać. Większość miejsc, które zwiedzałam, stawia tylko taki warunek - zresztą nie do końca rozumiem, dlaczego. A zdarzyło mi się być w wielu muzeach, gdzie wolno dotykać, siadać, wręcz czuć się jak u siebie:) - i pozować do zdjęć na przykład w starym fotelu. Najlepsze wspomnienie mam z jednej takiej hacjendy, gdzie w muzeum częstowano nas kawą i ciastkami, i można było to konsumować w trakcie, przysiadając gdzie kto chciał. Było miło:), tak domowo:).

      Usuń
  7. Też lubię błyskotki i podejrzewam, że w tym muzeum mogłabym spędzić cały dzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ależ niesamowite miejsce! Nawet nie wiedziałam, że istnieje muzeum Svarowskiego, z chęcią sama pooglądałabym te piękne eksponaty :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, to fascynujące miejsce i po prostu zaplanuj to...

      Usuń
  9. Tak pomyślałam, że skoro marzę, by kiedyś zwiedzić Szwajcarię, to może warto nacieszyć oczy w tym muzeum?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to Wattens masz po drodze:), to w Austrii :)

      Usuń
  10. Te kryształy pełnię uroku oddają tylko na żywo, więc wyobrażam sobie, jakie to musiały być niesamowite wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, ja nawet w pewnym momencie porzuciłam robienie zdjęć, wolałam się po prostu pozachwycać

      Usuń
  11. Przyznam, Anno, że nie słyszałam o Muzeum Svarowskiego. Dziękuję, przeczytałam tekst i obejrzałam zdjęcia z przyjemnością. Nie wiem, czy kiedyś trafimy w okolice Innsbrucku, ale gdyby, to dzięki Tobie wiem co jest godne zwiedzenia. Jeżeli mąż nie kupił Tobie biżuterii z kolekcji Svarowskiego, zapewne była niebotycznie droga.
    Pozdrawiam Anno serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu muzeum zapraszam do zwiedzania:), naprawdę warto. A biżuteria... piękna, droga, i może innym razem:).

      Usuń
  12. Ja, tak jak niektórzy komentujący, też nie słyszałam o tym Muzeum. Oj jako, że jestem sroczka w 100%, to ciężko by mi było się stamtąd ruszyć. Z tego co opisujesz nie wątpię, że było tam pięknie, te wszystkie cuda musiały zachwycać swoim blaskiem i światłem, jak w bajce.
    A tak z ciekawości zapytam, drogie takie cudeńka były w tym sklepie?
    Bardzo mnie zainteresowała opcja pendrive jako wisiorek ;)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wyżej pisałam, niestety dokładnie nie pamiętam, ale drogie bardzo - na tyle, że nie kupiłam sobie nic:(. Ale i tak było bajkowo:)

      Usuń
  13. To musiało być przeżycie. Nie miałam pojęcia, że takie muzeum w ogóle istnieje. Dzięki za cynk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No było:), mam cudowne wspomnienia.

      Usuń
  14. Ach jak pięknie! Wymarzone gniazdko dla sroki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, może nalezy tam się wprowadzić ?:):). Ciekawe kiedy ten blask by mi się znudził

      Usuń
  15. Nie zgłosiłabym sprzeciwu, gdyby mężczyzna zafundował mi drobiazg z takim kryształem. Czy Ty przymuszona do rezygnacji z pendrive'a, poprosiłaś męża o coś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie...ale nic straconego, może innym razem:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…