Przejdź do głównej zawartości

Nikomu nie życzę :(



Straszny dzień, chociaż finał dobry - nikomu nic się nie stało. Otóż jakiś idiota, który uciekł, zajechał drogę mojemu zięciowi. Ten, uciekając przed jadącym za nim TIRem, poszedł na lewy pas ( droga dwujezdniowa) - w efekcie dostał od kolejnego samochodu, odbiło go i w ogóle. Auto do kasacji. Z tyłu siedział mój ukochany wnuk.... na szczęście w foteliku, idealnie zapięty, fotelik dobrej jakości ( z czystym sercem zareklamuję, bo uratował Małemu życie  - firma BeSafe).  Oboje wyszli z tego bez szwanku, nie wiem jakim cudem, ale co wszyscy przeżyliśmy... Nikomu nie życzę. 

Komentarze

  1. To jest właśnie przykład tego, co mnie zawsze martwi, że my możemy bardzo uważać, a jakiś pseudokierowca naraża nas na najgorsze. Wyobrażam sobie, co przeżyłaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też zawsze o tym myślę - i niestety się spełniło, niby nie mnie, ale dotknęło moich najbliższych. Całe szczęście jest ok.

      Usuń
  2. Ach te wypadki i nieodpowiedzialność ludzka. Zgadzam się z tym co napisała jotka, aż włos na głowie się jeży, gdy pomyślę sobie, co by było gdyby .... ale na szczęście Anioł Stróż nad nimi czuwał i wszystko dobrze się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, najgorsze jest to, że sprawca uciekł - a to oznacza kłopoty z ubezpieczeniem:(

      Usuń
  3. "Na szczęście nikomu nic się nie stało".
    Najpiękniejszy z najpiękniejszych możliwych truizmów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, banał nad banały, ale ie wtedy gdy widzisz swój ( albo najbliższych) samochód w formie kupki złomu

      Usuń
  4. Witam. ;) Dziękuję za komentarz na moim blogu. ;)
    To straszne przeżycie. Dobrze, że nikt poważnie nie ucierpiał. Stres był, strach, jeszcze dziecko w środku, bardzo dobrze, że był w foteliku. Ludzie pędzą, przekraczają prędkość, spieszy im się, wyprzedzają na trzeciego, a chyba życie jest ważniejsze, swoje i czyjeś, bo oni chyba czasem nie zdają sobie sprawy z tego, że kogoś mogą zabić lub uczynić osobą niesprawną fizycznie. Ja sama jak zaczęłam chodzić na kurs, to się bałam jeździć przede wszystkim dlatego, że nie chciałam zrobić nikomu krzywdy. Na drodze jest dużo niebezpiecznych sytuacji. Czasem tworzą je sami piesi, nie tylko kierowcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oddałaś sedno, nic dodać, nic ująć. tak to własnie jest...

      Usuń
  5. Jak niepewne i kruche jest życie ludzkie... Okropne przeżycie, jakie to jednak szczęście, że nikomu nic się nie stało, że nic nie stało się dziecku. Może to brzmi banalnie, ale to najprawdziwsze uczucie jakie nas w takim wypadku ogarnia. Coś o tym wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tu banał jest całkowicie usprawiedliwiony:)

      Usuń
  6. Bardzo pechowe miałaś pierwsze miesiące 2016 roku, jak nie choroby to wypadek. Całe szczęście, że skończyło się tylko samochodem do kasacji.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …