Przejdź do głównej zawartości

Stosik marcowy



Miałam znacznie szersze plany, ale choroba pokrzyżowała mi je pokrzyżowała - nawet czytać nie miałam za bardzo siły... Coś tam jednak się na półce pojawiło:


1. Marc Elsberg   - Blackout - wyobraźcie sobie, że nie mamy prądu. Tylko tyle. Ja rok temu przeżyłam bez prądu dwa dni,  był to wynik burzy... koszmar. A tu cała Europa, i nie przez dwa dni, tylko znacznie dłużej. To, że jest ciemno, to najmniejszy problem - jest też zimno, nie ma wody ( nie działają hydrofory), nie ma kanalizacji ( tak, też zależy od prądu), nie można zatankować samochodu, szlag trafił całą komunikację - telefony, Internet i te pe...  po prostu koszmar. Oczywiście ktoś nasz świat ratuje, bo jakby inaczej... bardzo polecam, chociaż lektura dość wymagająca i długa.
2. Marc Elsberg  - Zero - poszłam za ciosem i dorzuciłam do stosu kolejną pozycję tego autora, tym razem dotyczącą wpływu Internetu na nasze życie. Przerażające. W dodatku sporo z tego, o czym on pisze już jest i sama z tych aplikacji korzystam.
3. Agnieszka Jucewicz, Grzegorz Sroczyński - Kochaj wystarczająco dobrze. Ta pozycja trafiła do mnie przypadkowo, utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie lubię niczego typu poradnikowego, to dla mnie nudne, przesłodzone, i takie kompletnie oderwane od rzeczywistości. Ale niech tam, dam się wypowiedzieć autorom: W tej książce mówimy: wystarczy. Kochaj wystarczająco dobrze, czyli tak, by w relacji było także miejsce na trudne uczucia, dołki, a przede wszystkim na naturalną zmianę krajobrazów, które niesie wspólne życie. Naszych rozmówców pytamy, jak naprawiać to, co już mamy. Bo naprawianie ma sens”

4. Elizabeth Gilbert  - Wielka magia - kolejna przypadkowa pozycja, i dla mnie kolejny niewypał. To znów poradnik, podobno bestsellerowy, jak być kreatywnym i spełniać swoje marzenia.  Dla mnie kłapanie  w kółko o tym samym, w dodatku doskonale mi znanym... ale ja to chyba jakaś inna jestem.

5. Maryla Szymiczkowa  - Tajemnica domu Helclów. No. To jest to. Czytałam to zaraz po wydaniu, teraz tylko mały powrót, ale ja uwielbiam ukrytych pod pseudonimem Maryli Szymiczkowej pisarzy -  szczególnie Jacka Dehnela  ( do autorstwa przyznaje się jeszcze Piotr Tarczyński i inni). Rzecz dzieje się w Krakowie, w roku 1893, wśró∂ rodziny i znajomych profesorowej Szczupaczyńskiej. Jest afera, jest wątek kryminalny, jest mnóstwo krakowskich ciekawostek i jest cudowny język, idealnie splecione słowa,  lekki styl i naprawdę genialny pastisz lieratury z tamtej epoki... pewnie nie jestem obiektywna, bo Jacek Dehnel mieści się w  mojej trójce ulubionych polskich pisarzy ( razem ze Szczepanem Twardochem i zmieniającym się często trzecim miejscem).

6. George R.R. Martin - Gra o tron.  Tu tom pierwszy Sagi ognia i lodu, uznałam za sensowne sobie przypomnieć, bo już 25 kwietnia w HBO zaczyna się VI sezon serialu, który oglądam jako jeden jedyny. Można mieć każde zdanie na temat tej pozycji, mnie podobają się wyraziste sylwetki kobiet - okrutna Cersei, piękna, samotna i jeszcze nie okrutna Daenerys, niesamowita Arya Stark, jest na razie  jej nieco nudna ( ale to się zmieni ) siostra Sansa, ich matka, i naprawdę niezwykła Brien z Tartu. No, i cała masa innych, ale to jeszcze nie w tym tomie... faceci przy nich wymiękają, ot co. Oczywiście, leje się krew i inne wydzieliny, seks co drugą stronę, zabitych nikt nie liczy.... cóż, ktoś mówił , że teraz to zyjemy w ciekawych czasach - George Martin pisał swoją sagę w oparciu o dzieje Europy...

Komentarze

  1. Bardzo ciekawe recenzje Aniu. Krótko, zwięźle i na temat. Też nie przepadam za wszelkiego rodzaju poradnikami, chociaż niektóre ponoć są na prawdę dobre i przydatne. Bardzo lubię czytać, ale niestety czas tak biegnie, że rzadko sięgam po książkę :( 1 i 2 mnie zaciekawiły. Lubię thrillery i sensacje i żeby się cały czas coś działo. Romansidła i inne podobne mnie nudzą. Za sagami fantastycznymi też nie przepadam chociaż przeczytałam wszystkie z serii ZMIERZCH i szczerze powiedziawszy bardzo mi się podobały.

    Dużo zdrówka Ci życzę i słonka żeby Cię wygrzały i odgoniły wszystkie choróbska :)
    Ściskam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, Zmierzch też w marcu cały zaliczyłam, ale go tu nie wkleiłam, bo to nic nowego - swoją drogą okropne literacko, z masą błędów merytorycznych, powtarzalne do bólu, ale jakie romantyczne:):):). Bella i Edward to takie archetypy młodych kochanków.... A ja nawet wczoraj ( 1 kwietnia, ale to nie żart) obejrzałam częśc I filmu - bo akurat leciało, a ja spać nie mogłam.

      Usuń
    2. Powiem Ci Aniu, że Kristen Stewart i Robert Pattinson byli piękną parą i świetnie wcielili się w swoje role. Bardzo fajnie mi się oglądało wszystkie części. Oni wszyscy grali tam tak naturalnie :) I niby romansidło w dodatku fantasy co zupełnie by mnie odpychało, a proszę, kto by przypuszczał, że mnie tak pozytywnie nakręci :)

      Usuń
    3. I to jest ważne - dało Ci radośc:)

      Usuń
  2. Ok. Już na zdjęciu zaskoczyło mnie "kochaj dobrze", ale wyjaśniłaś. Uf...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, ja się kiedyś zabawiłam w jakieś "podaj książkę" - dostałam kilka do poczytania i kilka takich "kochaj dobrze". A jak już było w domu, to zajrzałam...

      Usuń
  3. No kochana, zawstydzasz mnie! Taki stosik w tak krótkim czasie...zainteresowałaś mnie Tajemnicą domu Helclów, może być dobra.Dzięki za podzielenie się lekturami, to lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam, ja się dawno tak nie bawiłem przy lekturze:)

      Usuń
  4. Po przeczytaniu "Wielkiej magi" miałam dokładnie takie same odczucia, autorka klepała w kółko to samo - niby takie innowacyjne dzieło miało być...
    "Gre o tron" zaczęłam czytać jakieś 2 lata temu kiedy serial podbił moje serce, ale niestety książka nie szczędzi obrzydliwych i wulgarnych opisów. Cóż o ile przy serialu mogę odwrócić wzrok gdy robi się zbyt krwawo o tyle ciężko o to przy książce, więc zrezygnowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że w Wielkiej Magii nic nie ma innowacyjnego, to jest moim zdaniem "dzieło" policzone na zbieranie profitów od innych jej powieści, dosyć przeciez popularnych ( chociaż mnie nie porwały). Natomiast Gra... jest jaka jest... mnie nawet nie zniesmacza, ale jestem troszkę starsza:):):)

      Usuń
  5. Nic z tych rzeczy... nie czytałam. Poradniki są strasznie nieżyciowe, potwierdzam, nigdy nie znalazłam takiego, żeby był dla ludzi. Właściwie nie wiem,dla kogo są pisane.

    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że jak większośc słowa pisanego - dla piszących.

      Usuń
  6. Dwie pierwsze bardzo mnie zainteresowały! Mam nadzieję, że znajdę je u siebie w bibliotece. :)

    http://kamilaleben.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One są niedawno wydane dopiero, więc jeśli biblioteka dba o nowości, to pewnie je znajdziesz - ja bibliotek nie znoszę, książki po prostu kupuję.

      Usuń
  7. Nie czytałam żadnej z wymienionych przez Ciebie pozycji, ale z pewnością przeczytam "Black out".
    Jeśli chodzi o moje lektury, na dzisiejszy wieczór przygotowałam sobie "Paradoks czasu" Philipa Zimbardo i Johna Boyd. Do wypożyczenia tej książki z biblioteki skłoniło mnie dwa zdania, na które trafiłam w trakcie wertowania książki: Większość ludzi daje sobie czas na bycie szczęśliwym podczas corocznych wakacji. To jednak nie wystarczy.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blackout polecam bardzo gorąco, a Zimbardo... słuchałam go kiedyś , całkiem niedawno zresztą ( nie pamiętam czy wrzesień, czy październik) na żywo. jest porywający.

      Usuń
  8. Muszę się przyznać, że cały pierwszy i drugi sezon " Gry o tron " oglądałam w Święta Wielkanocne z córką... no nie mogłyśmy się oderwać... ale niestety śledziliśmy ten serial w nocy, bo za dnia, mój Małż cały czas opowiadał co zaraz nastąpi, bo on widział wszystkie odcinki wszystkich serii ściągniętych z netu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie jest na HBO3 całość, ja oglądam regularnie od 5 lat, a moj mąż co sezon przypomina sobie wszystkie pozostałe - mogę więc niektóre fragmenty cytować z pamięci:):)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …