Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2016

Wszystko gotowe:)

Mamy jeszcze kilka dni, ja jednak lubię mieć wszystko zapięte na ostatni guzik.  Najwcześniej trzeba było zając się tym:

To weselne kołocze, już tydzień temu do wszystkich  gości i innych osób związanych z rodziną trafiły takie paczki - no, niektóre miały granatowe kokardki, a dlaczego akurat granatowe  to za moment. Takie ciasto dostają też sąsiedzi - bo będziemy przecież hałasować, ekipa w pracy, również u mnie i u męża, znajomi, którzy na wesele nie idą... sporo tego. Zwyczaj, ale tylko zwyczaj, mówi, że "za kołocz" przynosi się jakiś prezent - dotyczy to osób, które na weselu nie będą.  Może ręcznik, może jakiś wazonik, coś niedużego, a miłego. 
Numer dwa to namiot:

Drugi dzień imprezy, tak zwane poprawiny, będą odbywać się w plenerze, konkretnie w naszym ogrodzie, więc potrzebny jest namiot na wypadek deszczu. ten ma wymiary 6 x 12,  spokojnie mieści około 70 - 80 osób, a przy dobrej pogodzie podnosi się wszystkie ściany i jest po prostu zadaszenie. Uważnym obserwatork…

Ciuchowo, koronkowo

Udałam się wczoraj z córką na shopping. Mamy w najbliższym czasie taką sobie całkiem sporą rodzinną imprezę, i właściwie obie już zaplanowałyśmy kreacje, ale wiadomo, jak jest - może się trafi coś ciekawszego. W przypadku córki miałyśmy z góry upatrzony sklep Huppymum - naprawdę świetne ciuchy dla "ciężarówek", z dobrych tkanin, ciekawe wzory, modne, i naprawdę ładne. Jak ja sobie przypomnę w czym sama chodziłam w ciąży... jedyna ładna sukienka to ta, którą uszyła mi mama, a o ciążowych spodniach to nikt wtedy nie słyszał. A we wspomnianym sklepie można nabyć nawet krótkie spodenki ze specjalnym pasem... boskie! No to młoda nabyła dwie sukienki, a właściwie młoda jedną, a drugą jej nabyłam, ale niech ma. Jedna była kanarkowo - żółta, po prostu doskonały kolor, na który chyba nigdy wcześniej nawet nie spojrzałam. Druga pastelowo - różowa, równie urocza. 
A ja? Ja właściwie już sukienkę zaplanowałam. Tyle, że aż tak zachwycona nią nie byłam - bo miała być granatowa, z koronki…

Różowe konwalie

Maj to miesiąc przepięknych kwiatów. Ogród wygląda zjawiskowo, jednak ja ze wszystkich majowych kwiatów najbardziej lubię bzy i konwalie. W tym roku po raz pierwszy zakwitły mi różowe konwalie, jest ich niewiele i nie pachną, ale są bardzo oryginalne. tu na zdjęciu już zerwane, bo rosną jakoś anemicznie i ciężko je sfotografować:

Oczywiście klasyczne, białe, cudownie pachnące też są. Za moich czasów takie konwalie dostawały dziewczynki idące do komunii, jakoś zawsze mi się to tak kojarzy:

Kiedy patrzę na bzy, nieważne jakiego koloru, natychmiast śpiewa mi  w głowie SDM : "A teraz maj, i maj, i maj wypełnia ogrody  i cały ja , cały ja zanurzony w Jordanie pogody. A teraz maj, i maj, i maj dokoła się kręci od wonnych bzów, szalonych bzów wprost w głowie się kręci..."
Swoją drogą z tym utworem łączy się dla mnie ciekawa historia, bo miałam jeszcze za baaaaaaaaardzo dawnych czasów  okazję towarzyszyć Krzysiowi Myszkowskiemu  przy prawykonaniu - śpiewał  jeszcze z kartką, bo sło…

Żywe rzeźby

Podczas ubiegłorocznej majówki miałam okazję pospacerować po bardzo ciekawym parku. Właściwie rosły tam tylko tuje, po polsku chyba lepiej brzmi żywotniki -  wszystkie dosyć stare, i wszystkie przycięte w bardzo oryginalny sposób. czułam się nieco jak w scenografii do filmu "Edward Nożycoręki", chwilami wydawało się, że zaraz wychyli się zza jakiegoś krzaka...
To coś trudno nazwać inaczej, niż kulka w kapeluszu:

 Ci państwo chyba tańczą:


Były tez różne owoce, tu wygląda mi to na gruszkę:


Tradycyjne serce przebite strzałą, brakowało tylko napisu "kocham Elkę":


Ten kwiat był nawet niezły, chociaż natychmiast skojarzył mi się "Dzień Tryfidów":


Ptaki - dziobaki:

Tu to właściwie nie wiem, czy to morderca, czy może właśnie kogoś chce obronić, nijak nie można było odgadnąć jego intencji:


A to pień i gałęzie takiej rośliny, niektóre były ogromne, i były wycięte w nich takie tunele, aby pokazać, jak rosną:


Oprócz pokazanych, były jeszcze różne zwierzaki - żółwie,…

Stosik kwietniowy

Jeszcze w marcu pożyczyłam w rodzinie trzy książki, które chciałam opisać, a nie wróciły... więc najpierw niesfotografowane braki ze stosika marcowego:
1. Włodzimierz Kowalewski  -  Ekscentrycy. Kupiłam tę książkę, bo szalenie podobały mi się wszystkie "zachętki" do filmu. Film zresztą mnie nie zawiódł, jednak to książka mnie uwiodła. Historia z  zniszczonym, powojennym Ciechocinkiem w tle, historia o swingu, o muzyce, o pasji i byciu królem życia...  i o miłości, o rodzinie, o przyjaźni i o zwykłych znajomościach. No, w sumie też o cudzie.  Dla mnie warto i cieszę się, że ją ( tę książkę) mam, bo z całą pewnością będę wracać.
2. Kinga Dębska  - Moje córki krowy. Znów skuszona nie najgorszymi zapowiedziami filmu, nabyłam książkę, łamiąc zasadę nieczytywania polskich autorek ( małe wyjątki czynię, na przykład dla Sylwii Chutnik, czy niektórym znanej poetki Ewy F.). I to był błąd - znaczy, dało się przeczytać, ale jakieś takie... no, czytadło  i nic więcej jak dla mnie. Pewn…