Przejdź do głównej zawartości

Stosik kwietniowy




 Jeszcze w marcu pożyczyłam w rodzinie trzy książki, które chciałam opisać, a nie wróciły... więc najpierw niesfotografowane braki ze stosika marcowego:

1. Włodzimierz Kowalewski  -  Ekscentrycy. Kupiłam tę książkę, bo szalenie podobały mi się wszystkie "zachętki" do filmu. Film zresztą mnie nie zawiódł, jednak to książka mnie uwiodła. Historia z  zniszczonym, powojennym Ciechocinkiem w tle, historia o swingu, o muzyce, o pasji i byciu królem życia...  i o miłości, o rodzinie, o przyjaźni i o zwykłych znajomościach. No, w sumie też o cudzie.  Dla mnie warto i cieszę się, że ją ( tę książkę) mam, bo z całą pewnością będę wracać.

2. Kinga Dębska  - Moje córki krowy. Znów skuszona nie najgorszymi zapowiedziami filmu, nabyłam książkę, łamiąc zasadę nieczytywania polskich autorek ( małe wyjątki czynię, na przykład dla Sylwii Chutnik, czy niektórym znanej poetki Ewy F.). I to był błąd - znaczy, dało się przeczytać, ale jakieś takie... no, czytadło  i nic więcej jak dla mnie. Pewnie wielu osobom się spodoba, bo życiowe takie, osadzone tu i teraz ( akcja toczy się współcześnie w Warszawie), o rodzinie i jej sile, czy raczej o tym jak brak rodziny, czy jej dysfunkcje  mogą być niszczące... Mnie pani Dębska nie przekonała.

3.Paula Hawkins - Dziewczyna z pociągu. Wychodzi na to, że jestem szalenie nieodporna na siłę reklamy, bo to kolejna pozycja, na którą się skusiłam ze względu na dobre reklamy. I ok tym razem. Wprawdzie nie powala, daje jednak szanse na porozmyślanie o tym jak alkohol może zniszczyć życie.


No to pora przejść do kwietnia, stosik na zdjęciu, znów, jak to u mnie bywa, szalenie eklektyczny. 

1. Barbara Bradford Taylor - Akt woli.  Nieśmiertelna autorka romansów, literacka  matka Emmy Hart i szeregu innych silnych, kobiecych bohaterek, tym razem opowiada historię Audry i jej córki Christine, która zamiast pozostać utalentowaną, ale biedną malarką wybrała życie utalentowanej, ale bogatej projektantki mody.  Książka typowa dla autorki, tak zwana literatura kobieca, czyta się szybko, przyjemnie, i jak dla mnie na długo nie zostaje. Tym razem zabrałam się za to, bo był weekend, byłam zmęczona, i nie chciało mi się przy czytaniu myśleć - wyszarpałam z półki pewniaka, wiedziałam, że bez wysiłku przeczytam.  A, większość książek tej autorki zostało zekranizowanych - filmy są takie same - przyjemne,  urocze, bez wysiłku i bez większej refleksji...

2. Maja Lunde - Historia pszczół. Tak, tak, tak, i jeszcze raz tak. Znów skusiły mnie recenzje, i nie zawiodłam się. Historia pszczół dzieje się na trzech platformach czasowych, w przeszłości, mniej więcej teraz, i w niedalekiej przyszłości. Pszczoły zaczynają ginąć... a potem już ich nie ma.... my wciąż jesteśmy, tylko co to za życie... pasjonująca lektura, wymagająca i wciągająca, gorąco polecam.

3. Jakub Żulczyk - Ślepnąc od świateł. W przeciwieństwie do polskich autorek, bardzo lubię czytać polskich autorów, i to z różnych pokoleń. Jakub Żulczyk bywa członkiem mojego top 3  ( razem ze Szczepanem Twardochem i Jackiem Dehnelem) dosyć często, chociaż czasem zrzucam go na zaszczytną czwartą pozycję. Ta książka znów wywindowała pan Żulczyka wysoko. O czym to? O tym, że dealer narkotyków dla celebryckiej i nie tylko Warszawki to też człowiek. Ot, tak postać tragiczna....wciąga, każe się zatrzymać, pomyśleć, i coś jeszcze. Współczuć????

4. Marta Abramowicz - Zakonnice odchodzą po cichu. Tym razem nie powieść, a zestaw reportaży o odejściach sióstr ze stanu zakonnego. Ciekawe.

5. Jane Austen - Duma i uprzedzenie. Trafiony, zatopiony i już. Jak już nie mam na nic siły, sięgam po niezawodną Jane Austen, najchętniej właśnie po Dumę i uprzedzenie ( co widać po stopniu zniszczenia tomiku), i zanurzam się w rozważaniach, czy mężczyzna bogaty i samotny naprawdę najbardziej potrzebuje żony:):):). Zawsze doskonałe, zawsze przyjemne, zawsze urocze.  W dodatku niedawno oglądałam film "Zakochana Jane" , o autorce, i tam widać , jak bardzo pisała o sobie... tylko ona nigdy za mąż nie wyszła.

6, 7, 8. Stephen King -  Komórka, Podpalaczka, Gra Geralta.  Chyba kolekcjonuję Kinga, a tych pozycji mi do kolekcji brakowało, więc korzystając z promocji w Biedronce nabyłam i przeczytałam.  King jak King, kto lubi będzie zadowolony, dla kogo to obce światy to takimi pozostanie. Polecam Komórkę,  bo kto jej teraz nie ma.... 

Komentarze

  1. No własnie, jak to jest, że polskie autorki jakoś do mnie nie przemawiają?
    Akt woli czytałam dawno temu i nawet nie bardzo pamiętam o czym była, ale zdaje się film tez powstał. Książkę o zakonnicach obiecuje sobie już od jej premiery, ale jeszcze nie było okazji.
    Faktycznie, eklektyczny ten Twój stosik, ale też tak mam...
    Czytam teraz SŁODYCZ WYBACZENIA i na szczęścia książka jest lepsza niż tytuł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w produkcjach polskich autorek często wkurza na przykład fakt, że jakby zupełnie zapomniały, iż oprócz zdań prostych istnieją jeszcze złożone. I że skupienie wszystkiego na JA!, JA!, JA! naprawdę męczy odbiorcę.
      Ja teraz będę dalej czytać Kinga,Cek też w kolejce następny Marc Levy ( kiedyś już o nim pisałam), coś mam jeszcze z zakupów w Biedronce ( książki były po 9,90...)

      Usuń
  2. Kinga czytuję, lubię, te światy mi nie obce ;). "Duma i uprzedzenie" zachwycająca, wyczytana przeze mnie i moją córkę również, do ostatniej literki i to wielokrotnie. Zachęciłaś mnie do "Ekscentryków", nie czytałam, a chyba warto. I do Historii pszczół, ciekawy, niepokojący temat. Co do autorek polskich, fakt, jakoś nie przekonują do siebie, choć zrobię wyjątek dla absolutnie wspaniałej książki Teresy Anny Aleksandrowicz "Cudowne życie Staśka i innych aniołów". Pełna humoru i ciepła opowieść dość niekonwencjonalna, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukam czegoś o tym Staśku, zobaczę:):). Ekscentrycy naprawdę ok, to samo pszczoły. Z tymi polskimi autorkami nie wiem, co jest, ale na przykład Fleszarowa - Muskat, albo Anka Kowalska, albo Ewa Nowacka, a z młodszych niech będzie Dorota Masłowska, oczywiście Olga Tokarska, Dorota Terakowska, Sylwia Chutnik, i jeszcze parę nazwisk jest doskonałych. Kilka mi nie wadzi, no chociażby Małgorzata Musierowicz - świetna w początku Jeżycjady, teraz już nie mogę tego czytać ( choć oczywiście nie jestem jej targetem, żadna ze mnie młoda laska). Natomiast po prostu nie daję rady z Grocholą, Szwają, Kalicińśką... próbowałam, naprawdę, ale tego się jak dla mnie nie da czytać. No, jest jeszcze Joanna Chmielewska... ale to inna bajka:).

      Usuń
  3. Podziwiam Cię, że w tym zabieganym świecie potrafisz znaleźć czas na czytanie i to całkiem sporej liczby książek. Czytam dużo różnych recenzji i mam już tyle pozycji tytułów na swojej liście, że z każdym kolejnym staje się ona dla mnie nieosiągalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygrywam na tym, że czytam bardzo szybko - nigdy się tego nie uczyłam, mam chyba wrodzone:) - ale czytam naraz całą stronę. nie za bardzo umiem to opisać, i kiedyś szło mi lepiej, oczy już nie te, ale to mniej więcej działa jak fotografia całej strony nadawana wprost do mózgu. Na taką przeciętną książkę nie muszę poświęcić więcej niż 2-3 godziny, na tak zwane czytadła znacznie mniej. Natomiast jest tez tak, że ja wracam do książek - jeśli zrobi na mnie wrażenie, to mniej więcej po 2-3 miesiącach czytam ją ponownie. I za jakiś czas znowu... dla tego wydaję na książki majątek, a nie lubię bibliotek - muszę mieć swój egzemplarz:).

      Usuń
    2. Wow, no to tym bardziej Anno chylę czoła :) posiadasz niesamowitą zdolność, też by mi się to przydało, bo lubię czytać książki, ale czas, a raczej jego brak, ciągle mnie goni. I tak na prawdę mam czas na czytanie, podczas urlopowego wypoczynku poza domem oczywiście i jak jestem w szpitalu.
      Moje książki zastąpiło teraz prowadzenie bloga i czytanie innych, które lubię odwiedzać ;)

      Usuń
    3. Ja mam teraz zawodowo trochę luźniejszy okres:). A z tym szybkim czytaniem to z jednej strony bardzo fajnie - a z drugiej, jeśli muszę pochylić się nad specjalistycznym tekstem i czytać go bardzo uważnie, to mam kłopot,bo mózg, przyzwyczajony do czytania bardzo szybko, trochę się buntuje:).

      Usuń
  4. Uwielbiam Jane Austin! Przeczytałam jej książki i chyba obejrzałam wszystkie ich ekranizacje. Również rzadko czytuje polskich autorów, czy autorki, jakoś mnie nie zachęcają, wolę zagranicznych. Ale właśnie zaczęłam czytać jedną z książek Jakuba Żulczyka, zostało mi tak naprawdę może z 65 stron do końca i nie przekonuje mnie, jest tam dużo wulgaryzmów, nie mogę połapać akcji, student zakochuje się w 15-letniej dziewczynie, siostrze jego kolegi i jeździ z nią po Sopocie, piją piwo i palą papierosy albo zioło. Nie przekonuje mnie, a słyszałam dobre opinie o książkach tego pisarza. Chyba innych jego książek nie przeczytam już. Dziewczyna z pociągu, tak wiele się mówiło o tej książce, jak i o 50 twarzach Greya, z tym, że pierwsza pozycja zbierała same pozytywne opinie, a druga wprost przeciwnie. Ludzie czytali? Czytali i o to zapewne głównie chodziło. Mnie rzadko przekonują tak mocno reklamowane historie, jeśli chodzi o książki.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba ze wszystkich ekranizacji Jane Austin najbardziej lubię stary już serial BBC , właśnie Duma i uprzedzenie, a na drugim miejscu to samo, tylko film z 2005 z Keirą Knightley. Żulczyk istotnie bywa wulgarny, ale taki jest świat... pewnie czytasz Zrób mi jakąś krzywdę - to dopiero mam na liście.
      A wspomniany Grey... przeczytałam. Tyle, że to coś, bo aż wstyd nazywac to książką, to dramat pod każdym względem - fatalna literacko, beznadziejna kompozycja i zakres słownictwa, nędznie przetłumaczona, a istota fabuły.... pani autorka nawet nie zadała sobie trudu, by dowiedzieć się, czym jest prawdziwa dominacja... ale to temat na zupełnie inny post:)

      Usuń
    2. Keira Knightley jest jedną z moich ulubionych aktorek, więc ekranizację ,,Dumy i uprzedzenia" z nią w roli głównej uwielbiam. ;)
      Tak, ,,Zrób mi jakąś krzywdę". No i może właśnie to mi nie odpowiada, że taki jest świat. W książkach, które czytam szukam ucieczki od codzienności zazwyczaj, poza tym bardzo nie lubię jak ktoś, co drugie słowo to rzuca przekleństwem. Razi mnie to bardzo. Co do Greya - zgadzam się w zupełności, bo i przeczytałam wszystkie części i obejrzałam film i jak tak sobie przeczytałam to stwierdziłam, że autorka ma naprawdę spaczoną wyobraźnię. Czytałam książki w tym klimacie i były dużo, dużo lepsze niż Grey.

      Usuń
  5. "Ślepnąc od świateł" właśnie czeka na półeczce przy łóżku. ;-) Kilka pozostałych ("Dziewczyna z pociagu", "Zakonnice..." itp.) też czytałam i mam podobne opinie. Zastanawiałam się natomiast nad "Historią pszczół", ale to już kolejna pochlebna recenzja, którą czytam, więc chyba też muszę po nią sięgnąć. :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO to ciekawa jestem opinii o Żulczyku szczególnie, bo Historia pszczół to moim zdaniem pewniak:)

      Usuń
  6. Wyższy stosik niż mój! Ja z powodu huraganu poszłam na łatwiznę i raz jeszcze dźgnęłam na Narrenturm, co mi tam, jest to rozrywka w najwyższym możliwym wydaniu. Jeśli masz niedostatki majowe - "Wojna i terpentyna". Ja - "Ekscentryków" właśnie dzięki Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, zapomniałam dodać: wiesz, że jestem za głupia na kryminały, bo nigdy nie rozumiem, jak coś ze sobą się połączyło? Poza tym tak zawiodła mnie ostatnia część trylogii Miłoszewskiego, za którego już chciałam wychodzić za mąż, że muszę odpocząć.

      Usuń
    2. Aleś dała:). Sapkowski zawsze, przyznam jednak, że najbardziej mi podszedł milion lat temu, gdy debiutował w Fantastyce - tak, ja tak długo żyję, że to pamiętam. I mam chyba wszystkie archiwalne numery z pierwszych 7-8 lat.
      Miłoszewski jeszcze nie, ale właściwie, czemu nie? Ja tam kryminały lubię - pamiętam z wczesnego dzieciństwa taka jedną półkę w bibliotece rodziców - Edigey i reszta polskich "kryminałek" - szczególnie pamiętam ( ale to już chyba późna podstawówka) dzieło pod tytułem Tapczan z podwójnym materacem - rzecz działa się w Trójmieście i strasznie dużo tam pili. No i mordowali. Tez nijak nie wiedziałam, czemu akurat ci tych.
      A poważnie - Wojna i terpentyna zachęca, a na maj mam zaledwie jakieś wyprzedaże w Biedronce ( czyli jeszcze jakiś King i sama nie wiem co).

      Usuń
  7. Uwielbiam S.Kinga. Polecam jego książkę "Chudszy".:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam:) i mam - i też polecam. Ja już tylko kompletuję braki do kolekcji:):):) i czekam na coś nowego.

      Usuń
  8. stosik do schrupania, zwłaszcza King ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zapraszam, pochrupiemy razem:)

      Usuń
  9. A ja mam zamiar przeczytać "Moje córki krowy", zobaczę jakie będą moje odczucia...serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo proszę, napisz potem - bo też jestem ciekawa, jak tę pozycję odbierzesz.

      Usuń
  10. Chcę przeczytać "Zakonnice odchodzą po cichu", bo czytałam wiele sprzecznych opinii o tej książce. Nie ma to jak wyrobić sobie swoje zdanie w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tylko, że nie dałam rady całej na raz, chociaż to nie jest duża książka - po prostu temat bywa ciężki

      Usuń
  11. Myślałam po wcześniejszych Twoich wpisach z recenzjami książek, że nasze gusta się różnią, ale dziś po tym jak je opisałaś widzę kilka pozycji dla mnie.:) Wielu nazwisk nie znam, więc tym bardziej się pokuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetnie - może akurat coś Ci podejdzie. A jaki typ lektury lubisz?

      Usuń
    2. Hmm. Łatwiej jest mi chyba odpowiedź czego nie lubię czytać. Bo pomimo, że wiem co lubię czytać, to ciężko mi to ubrać w słowa. Lubię książki które mają jakiś głębszy przekaz życiowy, gdzie poruszane są kwestie życiowe, psychologiczne. Jestem też wybredna co do stylu pisania autora. Ale lubię też podróżnicze, pisane przez życie.. Itd...:) Nie lubię kryminałów, fantastyki, horrorów, książek dla dzieci. Długo bym tak mogła się rozwodzić jeszcze:)

      Usuń
    3. Z książkami dla dzieci, tymi aktualnymi, mało mam do czynienia, więc własciwie nie wiem, jakie one są. Kryminałty, antastyka i horror pojawia się u mnie często... więc chyba powinnam sensowniej zapytać o Twoich ulubionych autorów?

      Usuń
  12. Anno, chylę nisko czoło, nie ze względu na ilość przeczytanych książek, ale za to że je kupujesz. Czytam równie dużo, ale książek nie kupuję od lat. Mam swoją małą biblioteczkę, zapełnianą regularnie, w okresie PRL. Nie można było wtedy wejść do księgarni i kupić to, czego szukamy. Kupowało się wszystko co pojawiło się w sprzedaży.
    Z Twojego polecanego stosiku znam tylko ,,Dumę i uprzedzenie". Znam również powieść Stephena Edwina Kinga ,,Lśnienie". Książek autorów polskich, nie czytam. Ostatnia pozycja jaką przeczytałam, to wstrząsająca powieść nieżyjącej już Doroty Terakowskiej ,, Poczwarka". Książki polecane przez Ciebie zapisałam. Będę o niektóre pytać w mojej bibliotece. Chętnie zaglądam do propozycji literatury światowej. Właśnie skończyłam serię ,,Milenium" Stiega Larssona, ciekawy kryminał, chociaż w tego typu literaturze nie gustuje. Wcześniej przeniosłam się do Japonii z ,,Norwegian Wood" Haruki Murakami. Powieść nie należy do nowości (1987), ale zasługuje na uwagę, ze względu na osadzenie w realiach, których zupełnie nie znamy. Toru - normalny, spokojny chłopak, wciągnięty w życie skomplikowanych życiowo i psychicznie innych bohaterów. Zderzenie normalności i ekscentryzmu rodzi zaskakujące sytuacje. Trzeba koniecznie dodać, że autor osadził wydarzenia w latach 60. ubiegłego wieku.
    Pozdrawiam Anno serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ile spraw... tak, w PRL również kupowałam co się dało, a nie co chciałam - nadal mam sporo książek z tamtego okresu, wydanych czasami na fatalnym papierze, ale dla mnie ważnych. Pachną kurzem i starością... mam też sporo książek, które dostałam od mamy i od cioci, gdy te likwidowały swoje biblioteki ze względu na brak miejsca - fenomenalne pierwsze wydania z lat 50 i 60 ubiegłego wieku, pewnie się z nimi nie rozstanę.
      Jeśli czytałaś Lśnienie ( a to jest po prostu genialna rzecz, podobnie jak film), to niedawno King dopisał do niego ciąg dalszy, pod tytułem Doktor sen. To dalsze losy Danny'ego, który w czasach Lśnienia był przecież dzieckiem. Oczywiście pojawiają się nowi bohaterowie, mnie ta kontynuacja bardzo przypadła do gustu.
      Poczwarka...tak... powala.
      Milenium uwielbiam, czytałam już ze trzy razy, również dopisany do serii czwarty tom, już innego autora, Dawida Lagercrantza, ma tytuł Co nas nie zabije.
      Z Murakamim mam problem - czytałam, ale raczej dlatego, że sporo się o nim mówi, bo mi słabo wchodzi, nie wiedzieć czemu, może jeszcze zrobię kolejne podejście.

      A ksiązki kupuję, bo mam jakiś wewnętrzny imperatyw. No muszę je mieć. Są miesiące, gdy probuję się opanować, ale nie zawsze wychodzi. Tyle, że nie zalezy mi na luksusowych wydaniach w twardej oprawie - kieszonkowe mi wystarczają, wtedy w cenie jednej pięknej mam dwie gorzej wydane.

      Usuń
  13. No właśnie... Nie chcę kierować się pewnego rodzaju stereotypami czy jak to nazwać, ale polskie autorki nie tworzą najlepszych książek. Nawet jak się spojrzy na literaturę minionych epok to prym wiedli mężczyźni, pojawiały się takie jednostki jak Orzeszkowa czy Konopnicka, ale dla mnie dzieła obu pań również nie były przyjemnym przeżyciem... Może to kwestia tematyki, zamiast czegoś dobitnego dostajemy nijakie babskie czytadło, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie neguję wszystkich piszących Polek, no gdzieżby - tyle, że jakoś tych wspaniałych mniej niż doskonałych panów, co swoją drogą martwi moją mocno feministyczną duszę. No i poezja... ech... tu polskie panie są the best. Może jestem mało oryginalna, ale uwielbiam Małgorzatę Hillar.

      Usuń
  14. Kryminałów już nie czytuję, za to do książek Jane Austen mam słabość, więc mam je "obczytane" po kilka razy. Wyłamię się w ocenie polskich autorek. Na mojej subiektywnej liście interesujących pisarek są: Stefania Grodzieńska, Zofia Kucówna, Monika Jaruzelska, Dorota Masłowska, Beata Pawlikowska, Małgorzata Domagalik, Manuela Gretkowska, Maria Szyszkowska... ostatnio dokooptowała Paulina Młynarska.

    Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam z tego zestawu za Beatą Pawlikowską, natomiast reszta - o tak, buduje listę wyjątków:):) - tyle, że większość tych pań to nie powieściopisarki...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …