Przejdź do głównej zawartości

Wszystko gotowe:)


Mamy jeszcze kilka dni, ja jednak lubię mieć wszystko zapięte na ostatni guzik.  Najwcześniej trzeba było zając się tym:


To weselne kołocze, już tydzień temu do wszystkich  gości i innych osób związanych z rodziną trafiły takie paczki - no, niektóre miały granatowe kokardki, a dlaczego akurat granatowe  to za moment. Takie ciasto dostają też sąsiedzi - bo będziemy przecież hałasować, ekipa w pracy, również u mnie i u męża, znajomi, którzy na wesele nie idą... sporo tego. Zwyczaj, ale tylko zwyczaj, mówi, że "za kołocz" przynosi się jakiś prezent - dotyczy to osób, które na weselu nie będą.  Może ręcznik, może jakiś wazonik, coś niedużego, a miłego. 

Numer dwa to namiot:


Drugi dzień imprezy, tak zwane poprawiny, będą odbywać się w plenerze, konkretnie w naszym ogrodzie, więc potrzebny jest namiot na wypadek deszczu. ten ma wymiary 6 x 12,  spokojnie mieści około 70 - 80 osób, a przy dobrej pogodzie podnosi się wszystkie ściany i jest po prostu zadaszenie. Uważnym obserwatorkom może wpadną w oko podwieszone pod sufit tkaniny - tu pora wyjaśnić wcześniejszą uwagę o granatowych kokardkach... otóż kolorami tego wesela będą kolory wody, morza, a w szczególności granat i turkus -  dlatego większość dekoracji będzie właśnie w tych odcieniach. Tu widać część tiulów, które zastąpią sufit - dojdą jeszcze turkusowe i białe lampy - kule, girlandy z granatowych, turkusowych i białych baloników, i takie nanizane na nitki białe i turkusowe piórka. Oczywiście obrusy, serwetki i świecie będą granatowe i turkusowe.

Tu składowisko rzeczy różnych - rzeczone lampy, serwetki, rurki do napojów, świeczki,  baloniki, kieliszki, i inne cuda:





Te rozkosznie kiczowate torciki z łabądkiem na szczycie to banki mydlane - mam takich kilkadziesiąt, bo młodzi pierwszy taniec życzą sobie tańczyć wśród baniek mydlanych właśnie:



To oczywiście nie koniec przygotowań, jeszcze jedzenie, picie, atrakcje i muzyka - ale tym si.ę w ogóle nie przejmuję, będzie ok. 

Na zakończenie pokażę wam jeszcze, co wyhodowałam  - przetrzymałam cebulki w lodówce do kwietnia, potem wsadziłam w donicę, i właśnie całość kompozycji zakwitła:


Te kwiatki dały mi wyjątkowo dużo radości:):)

Komentarze

  1. O proszę! Wielkie wydarzenie się szykuje. Świetny pomysł z namiotem. I taniec wśród baniek - tak nietuzinkowo i to mi się podoba! ;) A kolory granat i turkus, również lubię. Takie ciacho, ekstra! Widzę, wszystko praktycznie jest przygotowane, także oby pogoda dopisała, no i dużo prezentów oraz szczęścia dla Młodej Pary. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, przekażę im:). A namiot i banki już przerabiałam, doskonale sie sprawdza. Poprzednim razem oprócz baniek były jeszcze piórka i lecące z góry baloniki, ale troszkę się z tego zrobił śmietnik potem:)

      Usuń
  2. Rzeczywiście wszystko zapięte na ostatni guzik , ale by tak mogło być wcześniej trzeba było się do tego przyłożyć :) Podziwiam Twój spokój i opanowanie :) Kompozycja kwiatowa super - hiacynty wydają się pachnieć mi z ekranu monitora :) Życzę udanej imprezy i dobrej zabawy . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za trzecim razem spokój i opanowanie przychodzi samo, chociaż wczoraj mieliśmy małe starcie z barmanem - nagle postanowił podnieść sobie honorarium... Na zywo te hiacynty pachną niemożebnie:)

      Usuń
  3. Wszystko brzmi bajkowo, zwłaszcza taniec w bąbelkach. Tradycji kołoczy nie znałam, u nas raczej po weselu częstuje sie znajomych w pracy lub sąsiadów.
    Wystarczy życzyć pięknej pogody, szampańskiego humoru i udanej zabawy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taniec w bąbelkach przećwiczyliśmy już u córki, naprawdę bajkowo to wygląda, a bańki są przecież leciutkie i w niczym nie przeszkadzają.

      Usuń
  4. Aniu, z całego serca życzę udanej, miłej, pozostającej w pamięci na wiele lat uroczystości.
    Najlepsze życzenia składam Parze Młodej i rodzicom. Kołacze, obdarowani nimi nieobecnych na przyjęciu. Nieznany u nas, ale cudowny zwyczaj.
    Szampańskiej zabawy życzę Aniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:). Też podoba mi się ten zwyczaj, dlatego go kultywujemy przy każdym weselu w rodzinie. No i wszystkie piekarnie w naszej okolicy mają takie ciasto w swojej ofercie - to się kupuje na blachy całe, w paczce jest kawałek z makiem, i kawałek z serem .

      Usuń
  5. Ale smacznie wygląda ten kołacz, bardzo ciekawy zwyczaj. Pierwsze o tym słyszę, u nas po weselu każda rodzina/para dostaje po kawałeczku różnych ciast spakowane w paczki :)
    Bywałam na różnych weselach, ale na takim jakie będzie u Ciebie jeszcze nie miałam okazji. Przyjęcie w plenerze, namiot, taniec w bańkach, brzmi bajecznie :)
    Życzę więc Młodym, by właśnie takie było ich życie, bajeczne i szczęśliwe, a Tobie Anno, by wszystko się udało tak jak to sobie zaplanowałaś i byś była w pełni radosna w tym dniu :)
    I pochwal się jeszcze w jakiej kreacji wystąpisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabuniu, pudełka z ciastkami na podziękowanie dla gości weselnych tez bedą, oczywiście. Przygotowałam, a właściwie zaplanowałam, bo jeszcze niegotowe, ciastka z czekoladowym napisem: dziękujemy i imiona młodych. No i pierwszy dzień będzie tradycyjnie, w lokalu, plener dopiero drugiego dnia. Co do kreacji to propozycje opisałam w poprzednim poście pod tytułem Ciuchowo koronkowo

      Usuń
    2. Tak wiem Anno, bo czytałam i komentowałam, ale chodziło mi o to, czy już zdecydowałaś, którą kreację założysz.

      Usuń
    3. Na razie nawet nie mam czasu o tym pomyśleć - ale patrząc na prognozę pogody pewnie tę z długimi rękawami, bo ma niestety padać bardzo...

      Usuń
  6. Cóż za piękny romantyczny pomysł, taniec młodej pary wśród mydlanych baniek... zwyczaju z kołaczem nie znałam, człowiek dowiaduje się ciągle czegoś nowego. To na pewno będzie przepiękny ślub i wspaniałe wesele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, że będzie pięknie. I też misię wydaje, że to dosyć romantyczne:)

      Usuń
  7. Czyli Ty ze Śląska jesteś!
    Myślałam, że ciężar przygotowań spoczywa na rodzinie Panny Młodej. Znaczy, że się nie wywinę.Hm.
    Udanej zabawy i Szczęść Boże Młodej Parze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mogę wtrącić parę słów. Ewo w naszych stronach tak kiedyś było, że role dotyczące organizacji były podzielone. Pan Młody kupował obrączki i alkohol, oraz zamawiał orkiestrę, a Pani Młoda pozostałe, czyli: kościół, sala, jedzenie, ciasta i obsługa. Teraz już jest wedle uznania i funduszy, najczęściej robi się po połowie, albo w zależności od której strony będzie więcej gości. U nas było tak, że moi rodzice więcej płacili, bo większość rodziny była z mojej strony.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Ewo, to chyba kwestia dogadania się - w organizację pierwszego dnia w zasadzie się nie wtrącam, ale skoro drugi dzień jest w moim ogrodzie, i ja zapraszam - to jednak moja bajka:0

      Usuń
    3. Gabuniu, w zasadzie tak jest, tyle że po stronie pana młodego dochodzi fotograf, barman, samochody, hotel... a drugi dzień ja po prstu zapraszam - przeciez nie musi wcale być poprawin:)

      Usuń
  8. Nie będę miała wesela nigdy pewnie, ale gdybym któregoś dnia obudziła się kimś zupełnie innym niż jestem i zdecydowała, że chcę - ile bierzesz za organizację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dogadamy się:). I bardzo mi pochlebia taka propozycja:)

      Usuń
    2. Hm... Pochlebia, ale obawiam się, że byś zerwała umowę ze mną, że byś nie wytrzymała. Bo tak jeszcze w weekend akurat miałam weselny temat i doszłam do wniosku, że chciałabym, żeby było ładnie, tak, ale bez pierwszego tańca, bez tortu, bez mięsa z racą w pupie, bez oczepin, bez publicznych podziękowań rodzicom, bez kościoła - to absolutnie - i bez białej sukni. Damy radę? ;)

      Usuń
    3. Rok temu robiłam taki bez kościoła , żaden problem. W co się ubierzesz twój bajka przecież :). Musiałam się zastanowić nad tym mięsem z racą w pupie, ale pojęłam temar, uff . Oczepin i reszty, w szczególności jakiś kretyńskich zabaw nie trawię, zaprzyjaźniony DJ jest z tych normalnych, za to ma głos jak Marek Niedxwiecki. Co by ci tu zaproponować... Ślub wsród kwiatów ( uwaga, trzeba gdzieś wcisnąć godło , taki wymóg), orkiestra kameralna, zamiast samochodu rower- tandem a potem impreza z niebieskim jedzeniem i piciem ?

      Usuń
    4. Zaprzyjaźniony DJ może stać się moim zaprzyjaźnionym DJem, jeśli puszcza jakiś taneczny jazzik na zmianę ze szlagierami, choć orkiestra kameralna brzmi super. Wśród kwiatów - tak, tak :)) I Ty byś wybrała, ja bym się tu na wszystko zgadzała, z ilością włącznie. Rower już trochę na eventowy, choć uśmiechnęłam się, a impreza tak, z jedzeniem bym też Ci zaufała w pełni, choć z adnotacją: "ale nie za dużo". Na to marnotrawienie jedzenia weselnego choruje zarówno ekologiczna (szczególnie), jak i ekonomiczna część mojej duszy.

      A mając na uwadze rzecz najważniejszą: jak było?

      Usuń
    5. A nie... to jeszcze przed?

      Usuń
    6. tak, jeszcze jutro - impreza jest piątkowo - sobotnia:)

      Usuń
  9. Jak kołocz weselny to z pewnością jesteś ze Śląska. Już jedną zaprzyjaźnioną blogerkę zza miedzy znalazłam i planujemy spotkanie ;) Czy Tychy są daleko od Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak umiarkowanie daleko, ale nie mieszkam stale na Śląsku:)

      Usuń
  10. Śląski zwyczaj ofiarowania kołacza przed ślubem to jeden z najdziwniejszych zwyczajów jakie znam. Niegdysiejsi Słowianie piekli kołacze weselne, ale nie obdarowywali nimi przyszłych gości weselnych, lecz częstowali na weselu. Kołacze były albo koliste, albo owalne. Ciekawe skąd wzięła się ta śląska innowacja. Namiot to świetne rozwiązanie.

    Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to i dziwny zwyczaj, ale dla mnie piękny. W moich stronach też chodzi się z kołoczem głównie po sąsiadach - taki miły gest dla tych, których się nie zaprasza na wesele.

      Usuń
    2. Pani L, nie wiem kto i kiedy to wymyslił, ale jest fajne :)

      Usuń
    3. Pojedyncza, bo to takie zbliżające ludzi jest:)

      Usuń
  11. To już wiadomo na jaką okazję była sukienka i dlaczego turkus i granat. ;-) Udanej zabawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazja tak, ale sukienka jest na pierwszy dzień, a kolory dotyczą drugiego:)

      Usuń
  12. Ja z Mazowsza więc o Kołaczu nigdy nie słyszałam. U nas tak naprawdę przynosi się jedynie ciasto ale to po weselu dla sąsiadów - choć Ci akurat są zazwyczaj proszeni ale np dla znajomych z pracy Rodziców Młodych..

    Mam nadzieję, że wesele udane, goście zadowoleni a Wy Wszyscy szczęśliwi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilka dni... i tak pewnie będzie:)

      Usuń
  13. Witaj, Anno.

    "Co kraj - to obyczaj" - można powiedzieć :)
    I - że by się nie rozwodzić - życzę najpierw udanej zabawy, a potem - udanego życia Twoim dzieciakom :)

    Pozdrawiam :)
    Lena Sadowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, tak w swoim, jak i w ich imieniu:)

      Usuń
  14. Ten namiot to cudny pomysł :) I te dekoracje... wyobrażam już sobie, jak będzie super :) A tego zwyczaju z "kołoczami" to nie znałam - u nas tego nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, namiot się sprawdza w różnych sytuacjach, i na plenerowe imprezy jest dobrym rozwiązaniem. Tylko trzeba 3-4 chłopa, żeby go postawić:).

      Usuń
  15. Cóż za impreza się szykuje ;)
    Widzę, że nie tylko ja jestem ze Śląska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to się daje rozpoznać, skąd kto pochodzi:)

      Usuń
  16. Bańki , taniec, poprawiny w plenerze - brzmi bajkowo.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taki właśni był plan:), a co wyjdzie, pokażą najbliższe dwa dni:)

      Usuń
  17. Jakie miłe rzeczy u Ciebie dzieją się :), życzę szczęścia młodej parze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, już się podziało:) i wszystko OK

      Usuń
  18. Tak myślałam, że wszystko się już "podziało". Na pewno było wspaniale! Jeszcze nigdy nie bawiłam się na weselu pod plandeką namiotu. Jak było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, super było, ale padam ze zmęczenia wciąż i nadal

      Usuń
  19. Impreza ciągle trwa czy co ??? Gdzież się zapodziałaś matko weselna ??? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już się odpodziałam, ale ledwo żywa:)

      Usuń
  20. Fajna się zapowiada impreza...Chwilami mi żal nie miałam swojego wesela tylko małe przyjęcie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już po imprezie:). A moje wszystkie dzieci chciały mieć wesela, ładne imprezy, nawet nieco śłubnego kiczu - no to miały:)

      Usuń
    2. Możesz zrobić sobie na przykład huczne srebrne gody:)

      Usuń
  21. Wierzę, że impreza się udała i faktycznie wszystko było o.k. Młodym szczęścia i miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję - a była pięknie... to juz ponad rok

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…