Przejdź do głównej zawartości

Chusty są fajne:)

 Nigdy nie sądziłam, że na starość stanę się chustoświrką.
Kto to taki? I o jakich chustach mowa? Otóż  w czasach mojej młodości, gdy moje dzieci były malutkie, odpowiednim środkiem transportu dla malucha był wózek. Najpierw gondola, potem tak zwana spacerówka, z czasem zaczęły się pojawiać jako kompletna nowość niejakie "parasolki", czyli wózeczki, które się na kształt wspomnianej parasolki składały. Jako bardzo nowocześni rodzice mieliśmy też turystyczne nosidło, zakładane jak plecak i o podobnej konstrukcji stelażu -mąż nosił znacznie cięższy plecak, ja lżejsze dziecko w nosidle, tyle że jego plecak siedział spokojnie, a mój nieustannie się wiercił , rozglądał wokoło, i gadał, gadał, gadał...
Współczesne mamy mają wybór znacznie większy, na wózek można wydać majątek, a dochodzi jeszcze do kompletu najpierw fotelik samochodowy dla niemowlęcia, a potem już taki dla większego dziecka, wszystko wcale tanie nie jest. No i niektóre mamy, w tym moja córka, kochają chusty... Mój wnuk prawie wcale nie używał i nadal niechętnie korzysta z wózka, za to od okresu noworodkowego był motany w różne chusty i z czasem w specjalne nosidła. Mota mama, mota tata, wyszło też na to, że mota dzieciaka babcia:).
 Co to takiego taka chusta? To po prostu kilkumetrowy pas materiału, tyle, że tkanina jest utkana w specjalny sposób, córka mi to wiele razy tłumaczyła, dlaczego takie sploty tkackie a nie inne, niekoniecznie zapamiętałam. Ważne są też włókna - bawełna, len, wszystko naturalne i przyjazne dziecku. Przeważnie większość mam zaczyna od chusty w pasy, bo na takim wzorze dość łatwo ułożyć wiązanie, a jest tych wiązań całkiem sporo... inaczej wiąże się maleństwo, inaczej dziecko starsze, już siedzące,  można na brzuchu, można na plecach, można dwoje na raz:). Fajnie to wygląda, jak mama wrzuca taki tłumoczek z dzieciakiem w środku  na plecy...
Wiele mam na jednej chuście poprzestaje, niektóre stają się chustoświrkami i mają ich po kilka - kilkanaście, i zrzeszają się, wymieniając się różnymi modelami, testując nowości i ogólnie świetnie się przy tym bawią. Niestety nie jest to tania zabawa, wprawdzie najprostszy model kosztuje około 120-150 złotych, to już takie ciekawsze, zarówno ze względu na skład, motyw, ale też i firmę, potrafią iść w tysiące.

A chusty bywają piękne....  Tutaj obecny stan posiadania mojej córki, chociaż sama nie wiem, bo ona nieustannie coś sprzedaje, coś kupuje, coś wymienia... akurat te były u mnie:


Chusty są najczęściej dwustronne, na zasadzie negatywu i pozytywu. Od dołu - biała w niebieskie serca lub, jak kto woli, niebieska w białe serca. Potem cudowne ważki...  na jasnym, w odcieniu kości słoniowej tle, latają spore, szare ważki. Jedna z ulubionych i bardzo poszukiwany model. Potem są koty, powiedziałabym że fajny model dla dziewczynki - bo kolorystyka taka bardziej lila - róż. A na samej górze moje cudo. Tak, moje, bo ta chusta tak bardzo mi się podobała, że nabyłam ją dla moich dzieci.  Chusta jest "muzyczna", czarna w kremowe pięciolinie z nutami, lub kremowa w czarne pięciolinie.  Na tym zdjęciu widać jej całą, dwustronną urodę:



Mały zamotany w tę chustę prezentuje się wprost cudownie:). A ja... córka śmieje się, że chusty wciągają, i coś w tym jest - wciąż żałuję, że kilka miesięcy temu nie kupiłam takiej w żaglowce. A przecież mnie te chusty na nic, one przydają się młodym mamom... No to chyba jestem chustoświrką:).

Komentarze

  1. Chustoświrka ;D ;D. Na początku pomyślałam, że to będzie wpis o chustach, szalikach, apaszkach... A nie, że o takich chustach do noszenia dzieci ;D. Nie wiem, czy to jest rzeczywiście bardzo praktyczne, ale pomysł chyba fajny. Chusta w nuty - cudowna! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo praktyczne - masz wolne ręce,dzieciak jest blisko ciebie, czuje twoje ciepło i zapach... doskonałe zarówno na spacer, jak i w domu. Poza tym łatwy sposób na uspanie malucha. No i tatusiowie też moga nosić, nawet jest specjalny hasztag #ttt - oznacza tata też tuli :)

      Usuń
    2. Fajne! Podoba mi się jeszcze bardziej po tym wyjaśnieniu ;).

      Usuń
    3. Leno, czy można Cię na blogu odwiedzać?

      Usuń
  2. Coraz częściej widać dzieciaczki zamotane w takie chusty i jest to na pewno świetne rozwiązanie. Dziecko czuje bliskość, a opiekun ma wolne ręce i może coś zrobić przy okazji niańczenia :) Fajnie, że wymyślają takie udogodnienia, jak już kiedyś dorobię się potomstwa to pewnie będę korzystać ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może znów coś wymyślą... tyle, że chusty to właściwie nic nowego, asze praprababcie już z nich korzystały:)

      Usuń
  3. Najbardziej podoba mi sie chusta w nutki:-) Jako mama takiej nie testowałam, widuję jedynie na ulicy w większych miastach, ale w trakcie szybkiego marszu chustowej mamy, dziecko wydawało mi sie strasznie wytrzęsione i pomyślałam też o kręgosłupie maleństwa. Ale nigdy nie sprawdzałam tego, muszę poczytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytaj, na przykład pod hasłem rodzicielstwo bliskości - z kręgosłupem naszego małego wszystko ok, fizjologicznie jest przecież w łonie mamy zwinięty bardzo w kłębek. Czy jest wytrzęsione? Nie wiem, jest kilkanaście - a może i kilkadziesiąt rodzajów wiązań, trzeba dobrać do wieku i wielkości dziecka, rodzaju chusty, gabarytów mamy i okazji... no i maluchy, szczególnie te większe,też mają swoje preferencje:)

      Usuń
  4. Ilekroć spotykam mamę z dzieckiem w chuście to nachodzą mnie obawy,że się rozwiąże i dzieciątko wypadnie na ulicę. Jedna z moich koleżanek, której córka używa takowej chusty nazwała moje obawy chorą wyobraźnią. Fakt, jestem przewrażliwiona, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci. Jednakże gdybym była mamą maluszka to jednak wolałbym je nosić w nosidełku na szelkach.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie to nie jest moim zdaniem chora wyobraźnie, tylko normalny lęk, czy wszystko jest w porządku. Mnie też, gdy czasami córka wrzucała małego ( wtedy bardzo małego) na plecy, by zawiązać tak zwany "plecak", serce się na chwile zatrzymywało, że on wypadnie. Nie wypadł. Co do nosideł na szelkach, to też są super, tylko większość z nich można używać dopiero dla dzieci siedzących, by nosidło nie zamieniło się w "wisidło", wtedy podobno bardzo szkodzi. A chusta to właściwie od urodzenia, są specjalne wiązania dla noworodków, chyba wyłącznie na brzuchu mamy. A nosidło ( z przepięknym motywem mapy) też nabyłam... A najważniejsze - dobrać taki sposób noszenia/wożenia, żeby obie strony były zadowolone. Mój wnuk nie cierpi wózka, wszędzie chce sam wędrować lub , gdy się zmęczy, chce być noszony.

      Usuń
  5. Mnie w zasadzie już ten temat nie dotyczy. Chusty to troche takie cofnięcie się w czasie, do naszych praprababek. Wiem z opowiadań, że dawno temu kobitki na wsi tak właśnie nosiły dzieci, ale sama zdania na ten temat nie posiadam. Natomiast sama kiedyś chciałam spróbowac czegoś innego i pożyczyłam na próbę nosidełko. Dziecko już było trochę starsze, siedzące, a więc swoje ważyło i kręgosłup zaczął mnie pobolewać, a miało być tak super wygodnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nosidełka też są bardzo różne - a jak dzieciak waży już sporo, to nie ma siły, kręgosłup to poczuje :(. W sumie to długie noszenie maleństwa też się czuje...

      Usuń
  6. Witaj, Anno.

    Pierwszy raz widziałam takie chustkowe maleństwa poza Polską. Byłam zaskoczona łatwością, z jaką matki motały swoje dzieciątka, zarzucały na boczną część pleców i... brały się do pracy :)
    Polskie mamy muszą się tego uczyć,co nie znaczy, że są "gorsze" od tych naturalnych chustkoświrek.
    Że środek transportu jest dobry mówią minki zadowolonych pociech, więc jeśli tylko rodzic ma chęci i siły, to - czemu nie :)

    Mi też najbardziej przypadła do gustu nutkowa chusta :)

    Pozdrawiam :)
    Lena Sadowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w Polsce funkcjonuje ktoś taki, jak doradca chustowy - te dziewczyny nauczą różnych wiązań, pokażą dokłądnie jak to robić, doradzą jaka chusta ( w sensie długość czy jakość). A w niektórych kulturach to takie oczywiste...

      Usuń
  7. Wspaniała jest ta chusta w muzyczny wzór. Kiedy moja mała była mała, to nosidła były w modzie, ale choć nosidło miałam, to córeczka nie znosiła go i jedynie wózek, lub oczywiście "na rączki" akceptowała. Podejrzewam, że tak samo pogardliwie odrzuciłaby chustę. Ale nie zależnie od tego, moda na chusty bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz mały dla odmiany nie toleruje wózka. Ponieważ jest już dośc duży, powoli nie chce też już chusty, woli sam biegać. Ta w nutki będzie dla następnego, jeszcze kilka miesięcy czekania:)

      Usuń
  8. Niezależnie od tematu, czyli wiązania dzieci - które jest super na oko i na serce, na rozum nie wiem, bo tematu nigdy nie zgłębiałam i pewnie na niezgłębianiu poprzestanę - chcę teraz muzyczną chustę, nie dla wyimaginowanego dziecka, dla siebie. I już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak myślisz, po co ja tę chustę kupiłam? Tylko to długie jest, nie wiem jeszcze jak się tym omotać:):):). Może sobie kocyk z tego zrobię.

      Usuń
  9. Ja nosiłam dzieci w nosidełku. Natomiast chusta w nutki - cudna.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). Mnie też szalenie się spodobała. W dodatku jest milusia i mięciutka

      Usuń
  10. Jakoś tak się składało, że chusty moja córka omijała, raczej nosiła chłopaków w nosidełkach.
    Ta w nutki jest super...serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem ciekawa, co będzie wolała druga córka i synowa:)

      Usuń
  11. Masz rację Anno, taka chusta to wspaniała rzecz. Często widzę jak na rynek przychodzą mamy, a nawet tatusiowie z dzieckiem przytulonym do ich piersi, śpiącymi smacznie. Wygodne dla rodzica i dziecka. Chociaż ja na swoje spacerówki nigdy nie narzekałam. robiłam z dziećmi dalekie wypady. kiedy trzeba było, dziecko wygodnie spało, innym razem wsiadałam do autobusu beż problemu i jechałam do celu. nigdy nie miałam parasolek. Żal było dzieci, które w nich spały.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, niektó®e malutkie wózeczki nadają się tylko do siedzenia. A nasz maly do się nie nadaje do typowego spacerowania, bo wciąż tylko biega, jest bardzo aktywny

      Usuń
  12. O widzisz Anno, a ja widząc nieraz te maluchy takie bezwładnie poskurczane i pokrzywione zawsze myślałam, jak to z ich kręgosłupem będzie po jakimś czasie. Jak ja byłam w ciąży, to wtedy były nosidła i kupiłam nawet jedno, ale nie zdało rezultatu, synkowi było jakoś tak niewygodnie i wolał spacery we wózku.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co kto lubi, twój mały wolał wózek:). Dobrze zamotany maluch ma z kręgosłupem wszystko w porządku:)

      Usuń
  13. Chusty są fajne.Dzidziuś czuje bliskość mamy,więc jest szczęśliwy:) Nawiasem mówiąc,wszystkie chusty,apaszki i szaliczki są fajne:) Pozdrawiam,Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak, wszystkie chusty są fajne - o szaliczkach będę musiała napisać:)

      Usuń
  14. Tak tak! Babskie chusty! A co z ojcami na urlopach tacierzyńskich!? Co z dziadkami taszczącymi, co z wujami!? Jakie nutkikwiatkiważki!!!! Ja się pytam!!
    1)Chusta na byka. Czerwona z falbaną, dla ojców o szerokich karkach.
    2)Punk-Rock-shawl! Skórzana, nabijana ćwiekami, z delikatnym tłoczeniem w kształcie żyletki.
    3)Ninja black! Czarna okalająca głowę, (ojca dziada wuja). Na dole spięta kataną.
    4)Materiał w pionowe prążki, szyta w kant. Model Al Capone.
    5)Sznurkowa sieć, związana powrozem. W oczka gdzieniegdzie wplecione śledzie. Chusta Santiago.

    Mały zamontowany w tę ostatnią nie ma żadnych szans. Nawet najstarszy dziadek powie że morze:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne znasz Artura Andrusa pieśń piękną o małym punku i małym rockmanie? O wózku w pacyfki i tym w czaszki, i o ślicznych małych glankach? Takie małe glanki to już prawie młodemu kupiłam:), siłą się wstrzymałam, bo wtedy jeszcze nie chodził. Ale na jesień kupię, będa jak znalazł.
      Co do męskich modeli chust - ależ są:):):):). Model Al Capone miałam na stanie ( a właściwie córka), własnie dla zięcia. Czerwona na bycze karczycho...hm... to jest dobry plan.W czachy też widziałam. Jedynie chusyta Santiago to nowy pomysł, trzeba będzie opracować. Sprawdź hasztag #ttt ( tata też tuli)

      wiedziałam, że jak wpadniesz , to eksplodujesz, dyrektorze. Miło cię widzieć:):):))

      Usuń
    2. Sorki sorki! Dżendera na Chebziu chyba złapałem. Po a-spiryt-nie do siebie dochodzę. Wiadomo, jak to śpiewaczka piała, męska rzecz być daleko (od pociech co dają się w chustkę zawijać) a kobieca, wiernie czekać (aż chłop dżendera do domu przywlecze) i dzieciaka na barana weźmie.
      Jaka tam eksplozja!? Bzdurosteka usmażyłem ot co:))

      Usuń
    3. No to idę powiosłować, po kobiecemu:)

      Usuń
  15. Anno, jak widzę nowoczesna z Ciebie babcia... tak trzymaj :) O chustach słyszałam, lecz w naszej okolicy nie widziałam żadnej mamy noszącej dziecko w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nowoczesna :). Lubię przełamywać stereotypy. Już się nie mogę doczekać, żeby zabrać młodego na narty :)

      Usuń
  16. O tak chusty są świetne! Sama je uwielbiam, ale mam mało okazji by je zakładać. Oglądałam ostatnio film, w który mowa była o tym, że chusty dodają do sukienki niewinności, delikatności i nieśmiałości :D

    +Obserwuję

    coccinellelife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katarzyno, tylko tu pokazałam chusty do noszenia dzieciaczków, a nie te zakładane do sukienek jako dodatek... . A co do tezy o delikatności czy niewinności w pełni się zgadzam:)

      Usuń
  17. Chusta z nutami jest przecudna :) Sama bym się taką omotała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie kombinuję, jak tego dokonać - poczekam chyba na chłodniejsze dni:)

      Usuń
  18. W Indonezji wszystkie dzieci (nawet duże) są chustowane. Nie wydaje mi się, żeby chusty miały specjalny splot. Wiązane też są tak od niechcenia. Wózki się nie sprawdzają, po prostu nie da się przejechać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, u mojej córki to by nie przeszło... splot siaki, owaki, jeszcze jakiś, wiązanie to samo, one mają swoje nazwy i całe z tym zamieszanie:).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…