Przejdź do głównej zawartości

Pora na czarny bez


Po wiosennych forsycjach, bzach, magnoliach i azaliach przyszła pora na jaśminy, akacje  i czarny bez - wszędzie oszałamiająco pachnie, okoliczne zarośla są przepięknie biało-zielone...  A jeśli ktoś ma ochotę na przepyszną nalewkę z kwiatów czarnego bzu, to właśnie teraz pora, by ją przygotować. 
Oryginalny przepis, który dostałam od koleżanki, jest taki: na 40 kwiatów potrzebne są 2-3 cytryny, 2-3 pomarańcze, 2 kg cukru, 3 kwaski cytrynowe -  należy połączyć kwiaty z pociętymi na dość małe kawałki cytrusami ( ze skórką)l niech razem z cukrem leżą sobie  ze 2 dni, potem dolewa się 2 litry chłodnej, przegotowanej wody, znowu to leży dwa dni.  Oczywiście w trakcie leżenia całość należy mieszać. A potem to już jak  kto woli, wódka 1;1,  albo, dla wielbicieli ostrzejszych smaków, może być spirytus. I dać temu czas na przegryzienie się:).

Ja biorę więcej kwiatów - nawet około 100, i więcej cytrusów, nie zmieniając ilości cukru. Dodaję alkohol w proporcji 3/4 wódki, 1/4 spirytusu. To, co wychodzi, jest przepyszne - cudownie pachnie, ma piękny kolor, smakuje chyba wszystkim. Na zdjęciu mikstura w trakcie przygotowywania, gotowy specjał pokazywałam kiedyś w poście o nalewkach. 


Dodam też, że już zaczyna się pora na coś w rodzaju ratafii - przynajmniej tak nazywano to coś w moim domu - to rodzaj wieloowocowej nalewki, którą robi się na raty. Zaczyna się od truskawek, potem wiśnie, maliny, śliwki, chyba też można dodać agrest, jagody, brzoskwinie - cała zabawa polega na tym, by przygotować sobie mniej więcej teraz spory garnek, najlepszy taki ogromny kamionkowy, wlać w to litr alkoholu, kilogram cukru, i w miarę dojrzewania owoców dodawać po kilogramie tychże. Teraz są już truskawki, więc od nich się zaczyna. A potem, co kto lubi... jeśli całość okaże się zbyt słaba lub za mało słodka, to można dolać alkoholu, dosypać cukru... Za bardzo młodych lat podkradałam rodzicom ten produkt, bo ciężko się było zorientować, a na imprezkach takie owocki z alkoholu super się zjadało:). 

Komentarze

  1. Na tę nalewkę chyba się skuszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco zachęcam, jest naprawdę doskonała i ten zapach...

      Usuń
  2. No i teraz już wiem, po co pewna kobieta wczoraj zbierała koło naszego domu białe kwiaty czarnego bzu :) może przeczytała taki fajny przepis u Ciebie i postanowiła spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabuniu, a może chciała zrobić kwiaty czarnego bzu zapiekane w ciescie - to przepyszne danie i bardzo łatwe do zrobieia

      Usuń
    2. Jaka ja jestem zacofana w kulinariach, a składnik mam pod nosem. Mogłabym w takim bądź razie ładnie się uśmiechnąć Aniu o przepis? :)

      Usuń
    3. Gabuniu, zbierz okolo 20-25 kwiatostanów - tyle, ile planujesz placuszków. Trzeba uważać na żyjątka - albo otrzepać kwiatki, lub umyć ( ale wtedy traci się cenny pyłek), albo położyć je na chwilę na biały papier, powinny same powychodzić. Trzeba przygotować ciasto naleśnikowe - chyba każdy ma swoje ulubione, ważne by było dośc gęste, jakby co można zawsze mlekiem rozrzedzić. Ja zwykle dodaję nieco cukru, bo to słodkie danie:).
      Rozgrzewasz olej, zanurzasz kwiatki w cieście i hop na patelnię. Można wtedy odciąć nożyczkami wystający ogonek i łodyżki, a można to zostawić dla ozdoby:). Oczywiście odwracamy, po upieczeniu na papierowy ręcznik , by się z tłuszczu troszkę odsączyło ( chyba że pieczesz na patelni beztłuszczowej). Ja już niczym nie posypuję, bo robię lekko słodkie ciasto, ale można posypac cukrem pudrem. I smacznego.

      Usuń
    4. To dopiero :) O nalewce słyszałam, ale o cieście nie. Może się pokuszę i spróbuję zrobić i jedno i drugie.

      Usuń
    5. To smacznego zyczę:)

      Usuń
    6. Dziękuję Anno za przepis i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Nalewka ;D. Ja to akurat stronię od wszelkiego alkoholu, jak tylko mogę, ale czasami się skuszę ;). Jąśmin pięknie pachnie. Miłego popołudnia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdego według oczekiwań:). A jaśminy mam w ogrodzie cztery,i chyba jeszcze dokupię

      Usuń
  4. Z nalewkami zupełnie nie mam doświadczenia, raz tylko zrobiłam zioła szwedzkie, ale to była prościzna. Ale bez faktycznie wygląda na nas z każdego krzaka, w mojej okolicy bez liku tych krzaków i może chociaż zrobię kwiaty w cieście naleśnikowym - też po raz pierwszy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to pamiętaj, że ciasto musi być gęstsze niż na nalesniki:) - i może być słodkie.

      Usuń
  5. Czarny bez kojarzy mi się z podwórkiem babci i sokiem na przeziębienia z dzieciństwa. Nie lubiłam tego, więc i ten biedny bez nie kojarzy mi się za dobrze. Tak zaczęłam się zastanawiać nad tą nalewką ale chyba bardziej nad tą owocową. Dwa lata temu zrobiłam moją pierwszą z malin, nadal stoi nie rozpoczęta - jakoś szkoda mi jej ot tak wypić, nawet przy wyjątkowej okazji - bo w końcu to moja pierwsza. Tłumaczę sobie, że z wiekiem nabierze jeszcze lepszego smaku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno z wiekiem nic jej się nie stanie:). Ja oprócz nalewek robię też czasem owoce zalane alkoholem - idealny dodatek do lodów czy innych deserów:)

      Usuń
  6. Kiedyś w górach piłam napój z czarnego bzu z cytryną robiony przez włascicielke chaty na szlaku- uratował mi życie w upały , a smak pamiętam do teraz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jotko, ten bazowy syrop można zamiast zalewać wódką po prostu rozcieńczać wodą - powstaje doskonały napój, pewnie coś takiego jak to, co pamiętasz:).

      Usuń
  7. Szkoda, że tak późno znalazłam ten przepis - i Ty mówisz, że leniwa jesteś :) nie żartuj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu późno, jeszcze kwitnie wszystko. A lenistwo moje jest powszechnie znane... ja po prostu robię tylko to, na co mam aktualnie ochotę:)

      Usuń
    2. To witam w klubie robiących to na co mamy ochotę - ale chleby uwielbiam piec :) U nas po bzie już nie ma śladu

      Usuń
    3. Wyślę ci paczką:)

      Usuń
  8. Heeejj, mam urodziny 24 sierpnia, prześlij do paczkomatu na Wąwozowej 2 :)

    Swoja drogą alkohol to jest taka dziwna rzecz... Ja mało mogę go wypić, ale nie umiem mało potrzebować. Tzn. źle: nie to, że potrzebuję dużych ilości, bo absolutnie nie, nawet przeciwnie. Ale małych ilości nie umiem bardzo nie potrzebować... Tak zrozumiale?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten paczkomat to w Wawce czy w Lublinie? Bo to się da zorganizować:). Aresztę po siódmym czytaniu chyba pojęłam. Chyba.

      Usuń
    2. Hahah, w Warszawie.

      Wiem, że nie jest to proste, ale jeśli ktoś ma mnie zrozumieć, to i tak Ty, więc pewnie zrozumiałaś dobrze.

      Usuń
  9. Jakoś tak zawsze zapach niedobrze mi się kojarzył. A teraz tęsknię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... jak się czegoś nie ma... za to inne zapachy cię otaczają:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…