Przejdź do głównej zawartości

Stosik czerwcowy


Cały czerwiec miałam poczucie, że nic nie czytam, tylko kupuję - nieustannie wchodziły mi w ręce promocje na książki, od słynnej biedronkowej zaczynając. Bo to była naprawdę wielka rzecz, kupować normalne , ciekawe książki za 4,99. Niestety, z powodów ode mnie niezależnych na początek tej akcji się spóźniłam, ale i tak trochę  z tego dziwnego sklepu wyniosłam. A potem poszłam banalne nabyć nowy czajnik elektryczny w sklepie z AGD -  a tam promocja na książki, tym razem cena 9,99. No nijak się opanować nie mogłam... jeszcze oczywiście wszystkiego nie przeczytałam, jedną z tych po piątce odłożyłam po kilku stronach ( ale pewnie jeszcze do niej wrócę),  na inne na razie nie mam nastroju, ale to cudowne uczucie kupować książki nie patrząc na cenę. Szkoda, że nowości tak się nie da :(.

 No to co było w czerwcu:


1. Przewodnik po Indonezji - jest lato, trzeba więc poznawać fajne urlopowe miejsca, no nie? Mam w domu kilkadziesiąt przewodników, w swoim czasie wydawała je gazeta wyborcza, i muszę przyznać, że już się przekonałam, że ich jakość jest różna ( w sensie skonfrontowałam  rzeczywistość z opisami w przewodnikach), ale i tak uważam, że to fascynująca lektura.

2. Anton Myrer  - Ostatni kabriolet. Muszę powiedzieć, że to moje czerwcowe odkrycie, nie znałam tego autora i rzecz nabyłam  po zapoznaniu się z opisem na okładce ( to z tych po 9,99), i to naprawdę strzał w dziesiątkę. Trochę przypomina mi twórczość Erich Segala, może dlatego, że bohaterowie  to ( na początku) studenci Harvardu.  Ktoś powie, że o studenckim życiu napisano już wszystko... tylko są lata 40,  Ameryka włącza się w wojnę, dzieje się różnie... Epicka opowieść o losach przyjaciół ze studiów wciągnęła mnie na tyle, że czytałam do rana.

3. Steve Martin - Cała przyjemność po waszej stronie.  Kolejne pozytywne zaskoczenie, bo Steve Martin do tej pory kojarzył mi się wyłącznie z aktorstwem, i to różnych lotów.  Ale skoro dawali za 4,99... i doskonale że się skusiłam. Bohaterem jest ...hm...przeciętny Amerykanin, tyle że ów gość ma  specyficzną osobowość - ni to lekki autyzm, ni to zaburzenia obsesyjno - kompulsywne, ni to nerwice natręctw. Bardzo go rozumiem :). I czytałam z wielką przyjemnością, i jestem pod urokiem stylu pisania pana Martina.

4. Tess Gerritsen -  Ciało. I jak tu nie kochać promocji...  znów całkiem niezłe doświadczenie, i pewnie będę szukać innych powieści tej autorki. To coś pośredniego pomiędzy kryminałem, thrillerem medycznym, a romansem. Może nie najwyższych lotów, ale całkiem sympatyczna lektura, a już na wakacje idealna.

5. Stephen King - Rose Madder. No dobra, wiem, wiem... Ci, którzy czytują mój blog dłużej, chyba byliby zdziwieni, gdyby King się w moim stosiku nie pojawił. Nawet tego nie planowałam, ale za 4,99 kolekcję należało uzupełnić.  To dzieło mnie nie powaliło, chyba mam na razie Kinga przesyt, ale za to historia zmusiła mnie do zastanowienia się, od czego zwykle ten autor startuje.  Maltretowana żona, ktoś bez pracy, ktoś cierpiący, ktoś, kto poniósł właśnie wielką stratę... on zaczyna zwykle od smutku, który wcale nie jest obcy czytelnikowi, nie jest " z innego świata". Może dlatego go lubię.

6. Nicholas Evans -  W pętli. To kupiłam ze względu na nazwisko autora, przecież jego Zaklinacz koni to totalny przebój i must have.  Ten człowiek chyba kocha zwierzęta, a one jego, i rozumieją się nawzajem. Tu jest o wilkach, i nie da się tego w dwóch zdaniach opowiedzieć, po prostu bardzo polecam. Ja nadal tkwię w tamtym świecie... I w dodatku w tle nuci mi się Obława kaczmarskiego. Bo to ten klimat.

7. Ann Brashares - Ostatnie lato.  Nie znałam wcześniej autorki, podobno to jej pierwsza powieść dla dorosłych. Jest piękna. Urocza. Smutna. To o dorastaniu, nie dzieciaków, ale trójki młodych ludzi, dwóch sióstr i ich przyjaciela, w pięknej scenerii, co dodaje jeszcze więcej uroku lekturze.  Dorastanie nigdy nie jest bezkonfliktowe, i nigdy bezkonfliktowe nie są siostrzane relacje. Warto.

Komentarze

  1. Zamierzam zamówić książkę poleconą na jednym z blogów - nie ma jej w Bibliotece. I dopiszę do tej listy książki: Kinga i Evansa. Zawsze znajdzie się czas na ich przeczytanie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel, się proszę, informacją o tym co chcesz zamówić? A jeśli chodzi o Kinga, to jak napisałam, Rose Madder mnie akurat nie zachwyciło... wolę inne jego powieści.

      Usuń
  2. Jak najbardziej się zgadzam z tym, że dobrze jest kupować książki bez patrzenia na ich cenę i aż żal nie skorzystać, kiedy naprawdę fajna, ciekawa książka jest w cenie 5 czy 10 złotych. Sama się nie umiem powstrzymać, dzięki czemu powiększyłam swoją biblioteczkę ;D. A książka zawsze znajdzie miejsce w mojej torebce, także korzystam jak tylko mogę ;D. King oczywiście musiał się pojawić ;D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że jeszcze ze dwa miesiące albo i dłuzej będę o tych tanich książkach pisała, bo nie ukrywam, że zaszalałam:).

      Usuń
    2. Pisz, ja poczytam, bo książki zawsze mnie ciekawią ;D.

      Usuń
    3. mam od początku blogowania taki plan, by na przełomie miesiąca opisywać swój stosik - na razie, od stycznia, dobrze mi idzie:)

      Usuń
  3. Rozumiem Cię Aniu doskonale. Mój wzrok zawsze jak zahipnotyzowany, spoczywa na książkach, gdziekolwiek je widzę. Nie zawsze było mnie na nie stać, więc wyczytywałam całą lokalną bibliotekę. Wracając z naręczem książek do domu, jestem w tym momencie idącym szczęściem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne określenie:). Też u mnie różnie z możliwościami kupna bywało, tyle, że ja nienawidzę bibliotek, bo tam te książki trzeba w końcu oddać...

      Usuń
  4. Powiem Ci Anno, że bardzo mnie zaciekawiły Twoje recenzje, a cena jeszcze bardziej, bo fundusze ograniczone nie pozwalają na szaleństwa w Empiku itp. Pozycja 4 Tess Gerritsen, bardzo lubię jej książki przeczytałam kilka, jedne mi się mniej podobały, inne np. tak mnie wciągnęły, że przeczytałam je jednym tchem. W jej książkach najczęściej akcja wartko się toczy i zakończenia są nieoczekiwane, tak jak można to przewidzieć nieraz w innych książkach. Polecam Ci "Ścigana", "Ostatni, który umrze", oraz "Dawca".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukam, dzięki. A czytałas Grawitację? Podobno nie ma nic wspólnego z filmem pod tym tytułem, oprócz tego, że podobno Spielberg jakoś tam się zainspirował.... pewnie tylko tytułem...

      Usuń
    2. Nie czytałam, ale zerkałam na film, gdy ostatnio szedł w telewizji i nie bardzo mnie zainteresował, raczej nie jest to moja tematyka, chociaż Apollo 13 oglądałam i bardzo mnie zaciekawił.

      Usuń
    3. A ja wlasnie lubię takie klimaty...

      Usuń
  5. Chętnie sięgnęłabym po książkę Evansa :) Fany stosik :) Ja też zaczynam nadrabiać zaległości lekturowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego Evansa nabyłam w Biedronce, kosztował chyba 12,99, albo coś takiego - na pewno jeszcze w czerwcu, może gdzieś będzie:).

      Usuń
  6. Tess Gerritsen trochę mnie rozczarowała, po przeczytaniu Milczącej dziewczyny nie miałam ochoty na dalsze jej książki, może kiedyś spróbuję raz jeszcze...
    Te okazyjne książki po 4,99 często omijam, bo mają bardzo mały druk, niestety lub rozpadają sie po jednym otwarciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to było pierwsze spotkanie, i nie było źle, ale może akurat Ciało jest dobrym wyjątkiem w jej twórczości. Co do wydań - to były normalne wydania, całkiem typowe, nic się złego z nimi nie dziej, tyle, że Biedronka miała taką szaloną promocję.... A na przykład ten Ostatni kabriolet, za dychę, to bardzo porządne, twarde, lakierowane okładki i porządnie zszywany środek. Ale masz rację, czasem bywa różnie...

      Usuń
  7. Trochę tego nazbierałaś Anno, jest co czytać...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te już przeczytane, ale to co czeka, ma znacznie większą wysokość:)

      Usuń
  8. OOO też kupiłam Kinga "Rose Madder", ale w Biedronce za 12,99 (trzecia książka za 1 grosz). Czytałam, ale chętnie sobie do niej wrócę, no i oczywiście muszę mieć na własność. A pozostałe dwie to: Jane Austen "Opactwo Northanger" i Emily Brontoe "Wichrowe wzgórza". Zatem wychodzi po 8,66. Mam tylko nadzieję, że będą w miarę trwałe.
    Miłej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jane Austen i Emily Bronte nie kupowałam, bo mam:), i baaaaaardzo lubię. Kiedyś już wspomniałam Dumę i uprzedzenie, a i inne pewnie się pojawią, bo lubię do nich wracać. Ot, tak ze mnie niepoprawna romantyczka...

      Usuń
  9. Nie czytałam, ani nawet nie znam żadnej z prezentowanych przez Ciebie książek, obracam się aktualnie w trochę innych klimatach książkowych, a gust książkowy zmienia mi się co kilka lat ;-) Duży ten stosik, ja zwykle w miesiącu daję rady trzem książkom i ulubionemu miesięcznikowi, no i blogosferze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bylam zdziwiona "przerobem" czerwcowym, bo nie miałam poczucia, że dużo czytam w tym miesiącu. Zaczęłam od stycznia notować , co czytam, za pośrednictwem bloga własnie, bo jestem ciekawa ile tego jest w skali roku - na pewno mniej, niż kiedyś, niestety... oczy już nie te... i internet zabiera sporo czasu. A co teraz czytujesz, Gaju?

      Usuń
  10. O kurczę!!!! Jakie tu rozczytane towarzystwo.
    Pogratulować tylko.
    Ja też bez czytanie /a także bez pisania/ nie wyobrażam sobie życia.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pisanie to tylko tutaj, po kilka zdań - wolę odbierać niż tworzyć. Dzięki za maila, odezwę się:)>

      Usuń
  11. Niezły stosik nazbierałaś :) To teraz życzę dużo czasu na czytanie :) Bo tego mi najbardziej brakuje - swój stosik też zbieram :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te już przeczytane, w czerwcu. Ale fakt, kolo lóżka stos wysoki... a wlaśnie ukazał się nowy King - Koniec warty, W poniedziałek nabęde i będę czytała w pierwszej kolejności

      Usuń
  12. Indonezja też w promocji? Czy to autorstwa Piotra Śmieszka? Jeśli tak to strzał w dziesiątkę. Po polsku niewiele jest dobrych przewodników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to pozycja, którą mam od lat, wydana przez gazetę wyborczą, jest taka sobie, ale coś tam się dowiedziałam - lubię być choć trochę przygotowana:)

      Usuń
  13. Żadnej nie czytałam, ale zapowiadają się ciekawie. Segala uwielbiam, więc na siostrzaną pozycję wymienioną przez Ciebie będę polować jako pierwszą. Ja też ostatnio odkryłam fajne książki, co prawda wypożyczone w bibliotece ale cieszę się, że trafiły w moje ręce. Niedługo podzielę się tytułami u siebie, może akurat coś trafi również w Twój gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to będę śledzić Twoje notki:), a Ostatni kabriolet naprawdę ok.

      Usuń
  14. Co za szczęście, że są takie miejsca, gdzie można nabyć tanie książki. Kiedyś trafiłam na akcję w markecie: książki na wagę i byłam nieco zdegustowana tą formą sprzedaży. Przed wyjazdem zakupiłam kilka tanich i ciekawie zapowiadających się pozycji, aby je przeczytać na wyjeździe i nawet jednej karki nie przeczytałam. I pomyśleć, że mam opinię mola książkowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wagę jeszcze nie kupowałam, ale kto to wie, co będzie. Ja jadę na urlop za niecałe dwa tygodnie i planuję zabrać tylko czytnik - ale nie mam w nim nic nowego, niestety...

      Usuń
  15. Ojeju, skąd ja to znam... Obecnie mam na zaimprowizowanej półce (na głównej miejsce się dawno skończyło) około ośmiu tytułów, nie tylko z empika, ale też z akcji, o których wspominasz... No ale w końcu wakacje, nie można sobie pozwolić na to, żeby w ten wspaniały czas chociaż na jeden dzień zabrakło literackiej rezerwy! A Kinga uwielbiam, od roku czytam prawie tylko Mistrza
    Grozy, aż czuję jego wpływy w moich opowieściach.

    Ja na takie książki za 4.99 uważam, bo nie lubię wydań kieszonkowych - są dla mnie trochę ograniczone, wolę duże formaty, gdzie projektant okładki mógł się rozbujać artystycznie, poza tym lubię czuć w ręce to, co czytam :) Nie wspominając już o tym, jak mały druczek męczy moje oczy - i tak mam już szkła grubości denek od słoików... Choć w podróży mogą być nieocenione, ja i tak w torbie znajdę miejsce dla trzech czy czterech książek.

    Czytanie przewodników pewnie może być interesujące, a zwłaszcza, jeżeli nie zamierza się wyjechać w omawiane w nim miejsce. W przyszłości chcę taką pracę, żeby pensja wystarczała na dalekie wojaże!

    Ciepełka
    Martyna z dezawi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam grube szkła, ale jakoś sobie radzę. do torby wolę czytnik niż kilka ciężkich tomów. A przewodniki... cóż... nie czytam tak sobie, tylko robię przygotowania do wyjazdu. Już niedługo:):)

      Usuń
    2. Ale super! To udanego wyjazdu życzę :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …