Przejdź do głównej zawartości

Kopi Luwak

Ci, którzy lubią kawę, z pewnością wiedzą, że na szczycie rankingu na najlepszą, a jednocześnie najdroższą kawę świata, plasuje się indonezyjska Kopi Luwak. Swoją drogą, kopi znaczy po prostu kawa, a luwak to po polsku łaskun lub cyweta.


Piłam tę kawę już wcześniej, w Polsce, rzeczywiście kosztowała majątek, i rzeczywiście była smaczna. Czy najlepsza na świecie? O gustach, jak wiadomo, się nie dyskutuje... Znacznie ciekawsze od zastanawiania się, czy najlepsza, czy też nie, jest przyjrzenie się swoistemu procesowi jej produkcji.  A wygląda to tak: owoce kawowców porastających wyspy indonezyjskie zjadane są przez małe, drapieżne zwierzątko  zwane  łaskunem, cywetą lub lokalnie luwakiem.  Łaskun wybiera zawsze najsmaczniejsze owoce, jednak trawi tylko ich miąższ, a resztę wydala.  Odzyskane w ten sposób ziarna poddaje się typowemu przetworzeniu. Po przejściu przez przewód pokarmowy luwaka ziarna tracą gorzki smak, nadając wytwarzanej z nich kawie niepowtarzalnego, łagodnego aromatu, dzięki któremu Kopi Luwak zyskał tytuł najlepszej kawy świata.

Nieźle, prawda? No to może jak to wygląda z bliska. Najpierw same kawowce - większość ma w środku czerwonych owoców nieco przypominających czereśnie dwie pestki, niektóre tylko jedną. Raz opowiadali coś o wersji męskiej i żeńskiej, raz o różnych odmianach... więc nie wiem dokładnie, ale same drzewka są bardzo ładne, u nas niektórzy hodują je w doniczkach:




Biedne luwaki siedzą w klatkach, wypuszczają je, by mogły się najeść i przetrawić... podobno taki luwak zjada tylko te owoce, które sam sobie wybierze, i są to zwykle te najbardziej okazałe i dojrzałe. Wyglądają całkiem przyjemnie, ale jakoś tak smutno... podobno po trzech latach "służby" je wypuszczają, ale kto to wie.




Tutaj widać kolejne etapy czyszczenia ziaren po "przerobieniu" ich przez zwierzątka - są wielokrotnie myte, obłuskiwane, aż zostaną czyste, białe ziarenka, w ogóle jeszcze nie pachnące jak kawa. 


 Bo teraz trzeba jeszcze te ziarna upalić. Mam zdjęcia z dwóch różnych plantacji, na pierwszym wersja bardziej przemysłowa, do tej maszyny wchodzi podobno trzy kilogramy kawy:


a tutaj ...hm... wszystko robi się ręcznie:


A wszystko to po to, by na zakończenie napić się naprawdę bardzo dobrej kawy, w dodatku jakże uroczo podanej:




 Warto też dodać, że właściwie wszędzie kawa jest parzona w zaparzaczach różnego rodzaju, raczej rzadko spotyka się ekspresy typu włoskiego, do których my w Europie jesteśmy przyzwyczajeni. I każda kawa, niekoniecznie luwak, jest bardzo dobra, chociaż nieco inna od tych, które pijam na co dzień. Bardzo smakowała mi kawa balijska, zwykle podawana w większym naczyniu, o lekko ziemistym posmaku. No i bardzo często trzeba powiedzieć, że napój ma być bez cukru... tam wszystko słodzą, nim zdążysz cokolwiek powiedzieć:).

Komentarze

  1. No nie, słodkiej nie przełknę! O tej kawie słyszałam, ale nie miałam okazji pić. Żal mi tylko tych zwierzaków, ale cóż, co kraj to obyczaj.
    Kiedyś w palmiarni poznańskiej słyszałam historię o jakiejś roślinie, której nasiona muszą przejść przez przewód pokarmowy jakiegoś ptaka, by wykiełkowały.
    Świat przyrody jest niesamowity...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, to całkiem sporo roślin kiełkuje dopiero po...hm... po spożyciu:). Tyle, że my tego potem nie jemy czy nie pijemy... jedna z koleżanek po prostu nie była w stanie zrobić nawet małego łyczka:).

      Usuń
  2. Wow! O czymś takim to nie słyszałam! Lubię zapach kawy, samej kawy nie. Choć zdarzało mi się pić czekoladę z dodatkiem kawy lub na odwrót, jak kto woli. ;D Pierwsze też słyszę o takim zwierzątku. Ekstra wpis! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się dużo o kawie dowiedziałam, jak piznałam bliżej pewna baristkę, od syna, który jest kawomaniakiem, a I sama bardzo lubię. Czarna i gorzka

      Usuń
  3. Nie słyszałam ani o tej kawie ani o tych zwierzętach. I nie wiem czy chciałabym się skusić, znając już teraz proces wytwarzania. Jednak temat produkcji kaw jest tematem rzeką. Byłam kiedyś w organizacji, która pomagała ludziom w krajach misyjnych, głównie Afryce. Wtedy dowiedziałam się jak okrutnie marne grosze (nawet nie pieniądze) dostają tamci ludzie za produkcję kawy. Nie pamiętam dokładnie już teraz ale w przeliczeniu na polskie złotówki oscylowało to chyba w okolicach kilkudziesięciu GROSZY, w momencie kiedy my w sklepie płacimy kilkanaście a często kilkadziesiąt ZŁOTYCH za jedno opakowanie.
    Ale poszerzyć swoją wiedzą o kolejną ciekawostkę świata - fajna sprawa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez jakiś czas starałam się kupować tylko kawę Fair trade. Tyle, że po pierwsze to wcale nie jest łątwe, a po drugie... hm... pojawia się stary dylemat - mają dostać te kilkadziesiąt groszy czy nic?

      A co do tego, jak niektóre produkty powstają, to lepiej nie wiedzie, albo być całkowicie otwartym:)

      Usuń
  4. Na kawach się zupełnie nie znam, więc dopóki mi smakuje, to ją wypiję. O tej więc nie słyszałam, ale trzeba przyznać, że dość... hm, ciekawy proces jej tworzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest najlepsza zasada, jaką znam co do jedzenia i picia - jak mi smakuje, to zjem/wypiję.

      Usuń
  5. Witaj, Anno.

    Ja stoję po drugiej stronie barykady i pijam herbatę :)
    Z kawą w nazwie - jedynie lody, a i to nie każde :)
    Podane przez Ciebie informacje są nie lada sprawdzianem dla smakoszy, choć ci najgorliwsi pewnie doskonale wiedzą, co pijają :)

    Pozdrawiam :)
    Lena Sadowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pijam znacznie więcej herbaty niż kawy, kawę jedną, maksymalnie dwie dziennie. Natomiast lody - tylko białe:). Na wyjazdach najczęściej brakuje mi właśnie dobrej herbaty, bo kawa całkiem niezła jest prawie wszędzie. Z herbatą jest bardzo różnie...

      Usuń
  6. O tej kawie i procesie jej przetwarzania już kiedyś słyszałam. nie jestem smakoszką kawy, bo po niej źle się czuję. Piję jedynie kawę zbożową i słabą rozpuszczalną z dużą ilością mleka lub śmietanki. Przyroda potrafi zaskakiwać i z pewnością jeszcze o wielu rzeczach nie słyszeliśmy. Czasem myślę, że lepiej wszystkiego do końca nie wiedzieć, by nie zepsuć sobie smaku ;)

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ten "sposób produkcji" czyni kawę znacznie delikatniejszą, w przewodzie pokarmowym luwaka ziarna tracą gorycz i kwaśny posmak, jakiś enzym trawienny załatwia je kompletnie. Oczywiście nie w tym rzecz, by to sprawdzć, tylko tak informacyjnie. Moja mam ma to samo, ona nie pije kawy w ogóle. Natomiast mnie zupełnie nie odpowiada rozpuszczalna czy parzona w szklance, pijam tylko z ekspresu, a w podróżach eksperymentuję:)

      Usuń
  7. Zmyślne zwierzaczki, mądra ewolucja, łebscy pierwsi ludzie, którzy na to wpadli. A ludzie za mało wiedzą o procesach wydalania w przyrodzie, nałożyli na to tabu i teraz łapanie się za głowę, że jak można to pić... No właśnie tak, jak jeść odpowiednio obsrane porzeczki, czy jakoś za przeproszeniem tak. Zdecydowanie, za dużo superego narosło na naszym ego, podczas gdy id stoi zaniedbane w kącie i płacze. A z niego też takie fajne zwierzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. A kawę piję codziennie, ale mało, jednak yerba wyparła ją zdecydowanie.

      Usuń
    2. Yerba nie, zwyczajnie mi nie wchodzi, chociaż sporo eksperymentowałam , kiedy młodzi mieli na nią szał. Natomiast dodatek yerby tak, to zupełnie coś innego, trochę podobnie mam z trawą cytrynową, samej nie pijam, uwielbiam jako dodatek. Zwierzaczki jak zwierzaczki, jedzą co lubią, mnie pasjonuje pierwszy odważny, co te odchody pozbierał i przerobił:).
      Co do naszego ludzkiego , przerośniętego ego... długo by, sama wiesz:)>

      Usuń
  8. Próbowałam wszystkich kaw dostępnych na polskim rynku (jeśli od stycznia nie pojawiło się nic nowego). O kopi luwak mogę powiedzieć tylko tyle, że jest najdroższa, bowiem smak nie utkwił mi w pamięci. Jestem na etapie Maxwell House (czysta ekologicznie).

    Pozdrawiam słonecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wszystkich to na pewno nie, z ciekawszych bardzo mi smakowała Blue Mountain z Jamajki. W ogóle jestem dziwnym przypadkiem, bo lubię robustę, a już przynajmniej mieszankę arabiki z robustą, stąd jako codzienną kawę mam Lavazzę Rossę, właśnie tak skomponowaną. Niezłe są też dla mnie kawy, które były dostępne w sieci kawiarni Conssonni ( albo jakoś tak), wszystkie Fair Trade, osobno mieszanki czarne i do kaw białych. Tyle, że to tylko Częstochowa i Kraków chyba. Włoskie Illy też lubię. Natomiast nie lubię, po prostu nie lubię jacobsa, tschibo, i davidoffa... Chociaż oczywiście są wyjątki.
      No i jak to jest, że czasem wejdziesz gdzieś na kawę, i podają po prostu cudo... ech... żadna super kawa, po prostu cudownie zrobiona...

      Usuń
  9. Kawy nie próbowałam... nie na moją kieszeń :), ale wiem , że w tym biznesie też nie zasypują "gruszek w popiele" ... obecnie najdroższą kawą na świecie jest nie kawa Kopi Luwak, ale produkowana przez Blaka Dinkin, biznesmena z Tajlandii /filiżanka kosztuje ok. 50 dolarów/ . Dinkin karmi słonie ziarnami kawy Thai Arabica, a następnie wykorzystuje przetrawione przez największego ssaka lądowego świata ziarna. I tak oto mamy konkurencyjną "słoniową" kawę o nazwie Black Ivory Coffee.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czeka mnie wyzwanie:), o tej jeszcze nie słyszałam. Pytanie, czy daje to słoniom, bo one też mają ten enzym, co luwaki do trawienia, czy też daje to słoniom, ot tak, dla biznesu?

      Usuń
  10. Słyszałam o tej kawie, ale nie wiem czy bym ją przełknęła znając te tajniki produkcji... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To urocze, czyste zwierzątka są:). A kawa pachnie pięknie, jak każda dobra kawa... i zachęca.No i tam była znacznie tańsza, niż można ją dostać u nas:).

      Usuń
  11. Z kaw najlepiej mi smakuje ta, którą osobiście zrobię we własnym ekspresie. Natomiast prezentowanego przez Ciebie cuda nie miałam okazji próbować, ale chyba wolę "tradycyjną", bo ten "cykl produkcyjny" ....... jakoś niekoniecznie mi odpowiada.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ta własna jest doskonała, ale jakoś tak się dziwnie dzieje, że ledwo przekroczy sie włoską granicę, to nawet na najbardziej zapyziałej stacji benzynowej podają wspaniałą kawę. No jak tak?

      Usuń
  12. Próbowałam u nas w Polsce, nawet smakowała, ma delikatny smak, proces produkcji mi nie przeszkadza. Jestem wychowana na wsi, tu różne rzeczy się jada niekoniecznie spod kranu ;-) Całe życie jadłam jagody prosto z lasu, ponoć "obszczane" przez lisy, jak niektórzy twierdzą i nie pamiętam, żeby ktoś od tego wścieklizny dostał ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Notario, jakoś tak podobnie mam , te jagody... ech, tyle ich zjadłam, z różnych lasów, i nic. A teraz taka psychoza, że boję się wnukowi dać.
      A ten delikatny smak kopi luwak własnie dzięki temu procesowi - jakiś enzym trawienny luwaków pozbawia kawy goryczy i nadmiernej kwasowości.

      Usuń
  13. "Produkcja" tej kawy wyklucza próbowanie. Wystarczy mi Lavazza. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A która, pytam z ciekawości, bo sama preferuję Rossę, ze względu na 40% zawartośc robusty:)

      Usuń
  14. Moim zdaniem ważne, żeby była świeżo zmielona i dobrze przyrządzona. Zupełnie nie ma znaczenia, kto miał ją wewnątrz wcześniej. Zwłaszcza, że tak naprawdę nie wiadomo z jakich ziaren mi ją zrobili. Piłam luwak z puszki produkowanej dla Pałacu Prezydenckiego. Nie powaliła mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie powala, po prostu jest dobra. A całe sedno ujęłaś w pierwszym zdaniu...

      Usuń
  15. Lubię kawę ale przyznaję, tej jeszcze nie piłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię próbować różne różności, a już zawsze to, co lokalnie sławne:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…