Przejdź do głównej zawartości

Ogrodowe grzybobranie

Spokojne piątkowe popołudnie...cisza, nawet ptaków za bardzo nie słychać, tylko owady sobie  nienachalnie bzykają... Małżonek , jak zwykle przed udaniem się do jakiś ogrodowo - garażowych zajęć, zaproponował spacer po włościach. No bo może jakieś maliny dojrzały od wczoraj, kilka kolejnych jeżyn, może jakaś borówka amerykańska pozostała jeszcze na krzaczku, no  i może... może... może... może w końcu coroczny prawdziwek postanowił wyrosnąć? Bo w naszym ogrodzie rosną grzyby, ale zwykle czerwone kozaki i podgrzybki, czasem jakiś maślaczek, a prawdziwek nie wiedzieć czemu tylko jeden.
Ale nie w tym roku! Po prostu jakieś szaleństwo, właśnie znaleźliśmy osiem! Są jeszcze małe, ale do jutra będą w sam raz na coś smakowitego.
Popatrzcie, te wyrosły w brzozowym zagajniku, a w zasadzie pod forsycjami na skraju owego zagajnika:




Te znaleźliśmy pod  samym dębem,  i na skarpie, na której on stoi:




Jest jeszcze troszkę totalnych maleństw, jutro pewnie zaraz z rana małżonek popędzi je pańskim okiem wspomóc, może będzie coś więcej:).

Bo takiego tałatajstwa to rośnie cała masa:


Chociaż co do młodych purchawek, to jeden z moich kuzynów twierdzi, że to bardzo smaczny grzyb jadalny. Ja jakoś nie jestem przekonana, pozostanę przy tych sprawdzonych. Na razie muszę się pozastanawiać, czy to będzie śniadanie, a więc jajecznica na grzybach, czy może obiad, czyli zupa grzybowa. A może sos do mięsa? Ktoś ma jakieś fajne pomysły na osiem małych prawdziwków?

PS. Kolejne dwa, wcale niemałe, namierzone`;).

Komentarze

  1. No prawdziwe grzybobranie! Ja to makaronowa jestem, więc zrobiłabym grzybki w sosie śmietanowym i makaron tagliatelle i dużo natki pietruszki, mniam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniam, ale mi ślinka pociekła na samą myśl o takim pysznym daniu Asiu :) Też lubię makarony pod wszelka postacią.

      Usuń
    2. Jotko, tych grzybków robi się coraz więcej, po porannej kontroli jest kilka nowych:). Makaron chyba nie, wprawdzie mąz dosyć lubi, ale dla mnie makaron to ostatnia rzecz, którą wybieram do jedzenia.

      Usuń
    3. Widzisz, Gabuniu, a ja z tych niemakaronowych:), za to młodsza córka mogłaby nic innego nie jeść

      Usuń
  2. No powiem Ci Anno, że zazdraszczam Ci tych Twoich włości, w których można nawet znaleźć grzyby. Uwielbiam je w każdym wykonaniu. Od dłuższego czasu nie chodzę po lasach z obawy przed kleszczami, których z roku na rok przybywa oraz wszystkim co pełza i skacze. Czasem kupuję grzyby od przydrożnych grzybiarzy, gdy wracamy z jakiejś wycieczki i myję, kroję, a poporcjowane zamrażam w woreczkach, by w zimie cieszyć się pyszną zupką lub sosikiem :)

    Pozdrawiam i smacznego życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogrodzie też trzeba uważac na kleszcze, te paskudy niestety są wszędzie. ja czasem kupuję kurki w Biedronce , są całkiem dobre, a bez kłopotu można je dostać.

      Usuń
    2. oj tak tych okropnych kleszczy wszędzie pełno już nawet po ogródku, czy działce swobodnie pochodzić nie można. Lubię kurki, czy to smażone, czy jako sosik z wieprzowa polędwiczką, pyszotka :)

      Usuń
  3. Witaj, Anno.

    Nie ma chyba piękniejszych grzybów od prawdziwków zerkających z leśnego poszycia :)
    Może jeszcze czerwonogłówce albo... muchomorki :)
    Czego byś nie upitrasiła na pewno będzie pysznie :) Smacznego.

    Pozdrawiam :)
    Lena Sadowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, prawdziwki są prześliczne. Muchomory , te czerwone, też u nas rosną, ale zwykle trochę później - naprawdę uroczy widok

      Usuń
  4. Nie przepadam za grzybami i grzybobraniem, więc nie mam za czym tęsknić. Smacznego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za grzybobraniem tez nie przepadam, na szczęście to mąż biega po lesie. Za to zjadać, w umierze, bardzo lubię.

      Usuń
  5. Jak dla mnie to może być sos albo pyszna zupa...piękne okazy Anno, smacznego...pozdrawiam, miłego weekendu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ urosło jeszcze więcej, pewnie wystarczy i na zupę, i na coś jeszcze:).

      Usuń
  6. Wyglądają przyjaźnie.
    Rzadko jadam grzybki i raczej marynowane. Mówią mi, że dużo tracę, ale co ja poradzę na to, że z grzybów najbardziej lubię... schabowe.

    Pomyślnych plonów.Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo podoba mi się konstatacja o przyjaznym wyglądzie, to takie...hm... radosne:). Ja akurat marynowanych nie, w ogóle różne takie z octem to nie za bardzo moja bajka - to znaczy zjem, ale naprawdę rzadko, i raczej jak jest z czymś zmieszane. A czy tracisz? O gustach sie nie dyskutuje:)

      Usuń
  7. No to miłe zaskoczenie w takim razie :)
    Ja na grzybach byłam tylko 2 razy i jaka była moja radość, gdy znalazłam dwa prawdziwki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja , jak już komuś napisałam, za samym chodzeniem na grzyby nie przepadam, to domena męża. Ale skoro same do ogrodu mi przyszły... no to jest napprawdę miłe. Oby zechciały przychodzić stale:).

      Usuń
  8. Grzyby w ogródku ;)). Jadam tylko smażone kanie, więc nie doradzę, co jeszcze można z grzybów wykombinować... Mimo wszystko smacznego, bo jakiś pomysł masz. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kanie niestety u mnie w ogrodzie nie rosną, a też bardzo je lubię. taka duża, panierowana, pachnąca kania...och... sama radość. No, prawdziwkom tez nic nie brakuje. Właściwie to teraz prowadzimy hodowlę, bo jest ich wciąż więcej i więcej. Właśnie mąż postanowił je podlać:):):)

      Usuń
  9. zapachniało mi grzybami ... sa takie piękne, czyż nie szkoda ich zaraz tłamsić
    w garze ??? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie sobie rosną. Ale taki ich los... no nie ruszam tych niejadalnych, ale te, choćby nie wiem co, zjem.

      Usuń
  10. Jakie świetne!!!

    Ostatni raz byłam na grzybach... chyba w podstawówce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąz się rozochocił i właśnie pojechał. Ciekawe, czy coś przywiezie?

      Usuń
  11. Uwielbiam zbierać grzyby :) A prawdziwki to po prostu uwielbiam podsmażone na maśle z solą i niewielką ilością pieprzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To całkiem niezłe, a jakie proste rozwiązanie. Ale ja chyba mam ochotę na zupę, jak wystarczy, po tak zrobię.

      Usuń
  12. Normalnie bym zazdrościł, ale dzisiaj zebrałem takie ilości grzybów, że już niczego nikomu nie zazdroszczę :-)
    U mnie większość pewnie pójdzie na suszenie, część zrobię z jajkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i pięknie, mój mąż tez pojechał do lasu, ale przywiózł umiarkowanie mało. Ale obiad i śniadanie było:).

      Usuń
  13. U mnie również pokazały się grzyby, tylko muszę znalezć czas, by wybrać się do lasu.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prawdziwkach własnie w moim ogrodzie pokazują się kozaki, te z brązowymi łebkami. Ciekawe, co będzie następne. A do lasu zawsze warto pójść.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …