Przejdź do głównej zawartości

Srebrne wesele

Nie, nie moje to srebrne wesele, ja po pierwsze nie za bardzo lubię takie imprezy, a po drugie mam większy małżeński staż. To było srebrne wesele mojego brata, który podejście do imprez tego typu ma takie same, ale... i tu zaczyna się ciekawa historia. Otóż 25 lat temu, bo weselu brata zostało jak chyba po każdym trochę alkoholu. Moja mama, nikogo o nic nie pytając i nikomu i tym nie mówiąc, postanowiła schować coś z tego, i wyciągnąć po 25 latach, właśnie na okoliczność srebrnych godów. I cudownie, świetny pomysł, wytrwała i nikomu nic nie powiedziała, nikt tego nie znalazł i nie wypił, wszystko byłoby cudownie, tylko moja mama właściwie nie pije alkoholu i zna się na nim jak ślepy na kolorach... i schowała to, co uznała za najlepsze i najciekawsze - wino musujące udające szampana, bo w tamtych czasach tylko takie coś było dostępne. Kiedy nam już powiedziała, zapadła cisza, bo każdy był pełen obaw, co w tej butelce po 25 latach będzie.

No cóż, sprawdziliśmy.

Po pierwsze, gazu to tam nie było już dawno. Po drugie, trudno określić, jaki to miało kolor. Po trzecie, pojawiły się osady, niestety nie szlachetne, i w kieliszku coś pływało. Po czwarte... odważyłam się spróbować - w niczym do niczego to podobne nie było, nawet nie potrafię określić jakie to było... totalnie żadne.... Sami popatrzcie:


No to znaleźliśmy inny napitek, którym można było wznieść toast, bo 25 wspólnych lat to ładny szmat czasu. I, dla bezpieczeństwa, jeśli ktoś chce przechować jakiś alkohol, to polecam po prostu weselną wódkę - na pewno się nie zepsuje, da się w razie czego z czymś zmieszać, ale może śmiechu będzie mniej :):):):).


Komentarze

  1. A to ci heca! Ale nawet taka historia zostanie w rodzinie jako ciekawostka :-)
    Ja w sumie też taką znawczynią wina jestem...
    Ale że 25 lat mama nie puściła pary, no no! Podziwiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama to ma różne pomysły, teraz namawiam ją bardzo na spisanie takich właśnie rodzinnych historii, bo ja już nie wszystkie znam, a co dopiero moje dzieci i wnuk!

      Usuń
  2. O jej! xD xD
    Miało być dobrze, ale wyszło jak wyszło ;D. Faktycznie, to był fajny pomysł tak otworzyć coś z wesela kilkadziesiąt lat później, tylko nie ta butelka z nie takim trunkiem ;D. Niezła akcja. Brawo za odważenie się spróbować. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszło zabawnie, a co do próbowania, to ja z tych odważnych, właściwie jeszcze się nie zdarzyło, by mnie coś odrzuciło:)

      Usuń
  3. Ale patrz, jaka wytrwałość, by nikomu o butelce nie powiedzieć! Szkoda, że z winem musującym nie jest jak z winem :D
    25 lat to faktycznie sporo, moi rodzice właśnie niedługo będą obchodzić, także faktycznie szacunek dla wszystkich za tak dobrane małżeństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z winami też jest różnie, tylko nieliczne nadają się do tak długiego przechowywania. Mam teraz ze trzy z 1995, podobno powinny być dobre, bardzo jestem ich ciekawa.

      Usuń
    2. Czeka na jakąś okazję:)

      Usuń
  4. Pomysł świetny ... śmiechu pewnie przy tej okazji było co niemiara :) Najważniejsze, że związek Jubilatów przetrwał nie tknięty zębem czasu i ma się w odróżnieniu od trunku doskonale ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wszyscy bardzo się rozchichotali, w dodatku ich dzieci przygotowały im album z przezabawnymi zdjęciami z tych 25 lat:):)

      Usuń
  5. Witaj, Anno.

    Pomysł wart powielenia tylko z tą wytrwałością różnie bywa :) Myślę, że ten szmpanopodobny trunek będziecie wspominać dłużej niż "jakieś tam" super-wino :) A o to przecież chodziło, nie?

    Pozdrawiam :)
    Lena Sadowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama jest szalenie wytrwałą osobą, jak ona sobie coś postanowi, to tak musi być. Gdyby była młodsza, to pewnie by wszyscy mówili, że jest uparta... A tego dziwnego szampana to pewnie za kolejne 25 lat wszyscy będa wspominali:)

      Usuń
  6. Czekaj. Czekaj. Slow down, ja dopiero przy skuterze i przewodnikach i tego, że trochę zazdroszczę "roślin zupełnie obcych", ale jestem tak napełniona sama, że zazdrość ulatuje gdzieś... Też bym piszczała, w sensie: chichotała chciała docisnąć skuterkiem, że hej. Tylko nie jestem blondynką ani trochę :( Co nawet jest w pewnym sensie dziwne, ale mniejsza z tym.

    Gody, inne takie - fajna historia, może nauczy mnie świętowania takich rzeczy, może schowam coś z naszych godów bezimiennych, choć siódemka - właśnie sprawdziłam - to rocznica wełniana. Iiii....

    Plus za odwagę za wypicie.

    Ja w poprzednim życiu dostałam na urodziny wino ze swojego rocznika i byłam zachwycona prezentem, ale wino to wino, było zaskakująco pyszne. Takie tam szybkie myśli, żeby kolejny wpis ich nie przerwał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię czasem zagrać na stereotypie " głupiutka blondi" - ciekawych rzeczy się mozna o innych dowiedzieć. Tam akurat żadnej gry nie było, inny świat, wakacje, pełen luz i zabawa.
      Co do godów i innych takich mam straszny problem ze świętowaniem i celebracją. mistrzynią jest moja mama i brat zrobił to dla niej, ja , jakiś czas temu, odmówiłam, całkiem dumna z mojej własnej asertywnej postawy. A teraz nie wiem, czy dobrze zrobiłam, bo sprawianie przyjemności innym jest całkiem przyjemne - a mnie nic by nie ubyło. I tak zaczynam do tego podchodzić - ok, ja nie lubię, ale inni się ucieszą - co jest więc większe, moja niechęć do imprezy jako takiej, czy moja radośc, że inni dzięki mnie dobrze się bawią?Muszę to jeszcze przemyśleć.
      A wino? Mój mąz jest koneserem i kolekcjonerem, a ja się przy nim wyrobiłam:).

      Usuń
  7. Smaku może i nie miało, ale i tak będziecie go pamiętać już do końca życia:) Ja przechowuję swoją nalewkę dopiero od dwóch lat. Zrobiłam pierwszy raz sama i tak naprawdę jeszcze jej nie spróbowałam. I kiedy tak czytałam zaczęłam się zastanawiać co takiego skrywa moja nalewka pod zakrętką:)
    Wszystkiego Najlepszego dla Brata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najwyższa pora skosztować, bo może trzeba albo podciągnąć moc spirytusem, albo dosłodzić... moje najstarsze nalewki mają około 12 lat, ale najlepsze są właśnie po dwóch.

      Usuń
  8. Dzięki tej rocznicy będziecie też wspominać ów napój, który Twoja mama przechowywała przez tyle lat. Nam jeszcze 4 i pół roku brakuje do srebrnych godów. Faktycznie jest to kawał czasu, ale w sumie przeleciało szybko.

    Dużo szczęścia i miłości oraz kolejnych 25 lat razem dla Twojego brata Anno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, i Wam życze samych słonecznych dni:). Ja już nie pamiętam, kiedy to było...

      Usuń
  9. Zabawna historia :) Ja mam buteleczkę z likierem z truskawką i malutką limoncellę, które kupiliśmy podczas podróży poślubnej we Włoszech i za 3 lata, kiedy "stuknie" nam 25, może je otworzymy... A może nie, bo szkoda ruszać i ładnie wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trzeba wypić i pojechać po nowe:)

      Usuń
  10. A to ci historia.

    Jednak kobieta zdolna jest do zachowania tajemnicy - proszę panów!

    Alkohole kupuje pan M. z powodów okazjonalnych i tylko tyle, aby jeszcze zostało, jakby dobre duchy przywiodły miłego gościa.

    Miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mamusia to w ogóle niezwykła kobieta, mimo swoich 80 lat. Tylko czekam, co znowu wymyśli, a my będziemy drżeć o jej życie. Ale przynajmniej się nie nudzi... A alkohole w domu to ja mam, ale z piciem jakoś słabo idzie:(

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …