Przejdź do głównej zawartości

Winter is coming

Nie, nie będzie tu historii rodu Starków, ani nie będę namawiała do czytania czy oglądania Gry o tron ( dla nieczytających/nie oglądających tego dzieła informacja - Winter is coming to zawołanie rodu Starków z wykreowanego przez R.R.Martina świata Gry o tron). Będzie banalnie o nadchodzących chłodach, a co za tym - o możliwości założenia nowych, ciepłych sukienek i innych ciepłych ubrań, takich milutkich, pieszczących skórę, delikatnie puszystych....ech... bardzo lubię na przykład dzianinowe sukienki  i oversizowe swetry. I grube  kolorowe rajstopy... i botki... zima daje znacznie więcej możliwości ubrania się w coś ciekawego niż lato, bo cóż latem? Sukienka na ramiączkach, top i szorty, bikini... bo raczej człek chce się rozebrać, a nie ubrać. A tu w szafie czekają rozkosznie milusie i cieplutkie futerka ( sztuczne, oczywiście), nowe w zapowiedziach różnych sklepów... szale i apaszki, rękawiczki... no może czapek nie lubię, ale po prostu nie noszę i już.

No to po tym przydługim wstępie efekty kilku wyjść do galerii handlowych w ostatnich dniach, zawsze przypadkiem, i zawsze to nie zakupy były powodem pójścia tam.  A to książkę byłam nabyć, kupić prezent dla kogoś, spotkać się na kawie, o, apteka też tam była na liście. Ciuchy nie, ależ absolutnie nie, przecież już mam na sto lat sukienek! No dobra, przyznam się, że jeszcze na dwie czekam, kupiłam przez internet - pewnie pokaże przy innej okazji. Poza tym muszę coś nowego przymierzyć Melindzie, nie może stać w kącie i się nudzić:).

Najpierw taka sukienka wpadła mi w oko:


Okazuje się, że jednak Melinda jest ode mnie chudsza w różnych miejscach, bo na mnie sukienka opina się bardziej, warkocze ładnie się uwypuklają ( są również z tyłu). Dzianina nie jest zbyt gruba, akurat na chłodniejsze  jesienne dni. I zimowe, rzecz jasna.


To nie sukienka, a ażurowy sweterek z krótkimi rękawami, urzekł mnie szaro-srebrystym , nieco metalicznym kolorem, ciekawą fakturą i skośnymi cięciami u dołu oraz na rękawach - z pozornie prostego ciucha zrobiło się coś ciekawszego:



Ta sukienka swoje  sklepowe lepsze czasy ma już chyba dawno za sobą, podejrzewam, że ktoś znalazł ją w najciemniejszym kącie sklepowego magazynu, przy okazji sprzątania wyprzedażowego. Jest z jakieś bardzo starej kolekcji, ale kosztowała po prostu grosze i nie mogłam jej nie kupić. Pięknie układa się na sylwetce, jest długa i milusia:



Ta zupełnie inaczej - jest z nowej kolekcji, i nie wiedzieć czemu fatalnie wygląda na zdjęciu. Kupiłam ją dla melanżowego efektu kolorystycznego, bo jest bardzo jasno szara, z wplecionymi nieco ciemniejszymi nitkami, oraz z czymś metalicznym, na tyle delikatnym, że wygląda jak obsypana brokatem - delikatnie lśni, a ja, jak rasowa sroka, lubię wszystko co błyszczy:).



To też bardzo wyprzedażowy nabytek, dosyć gruby sweter  - kardigan, o płaszczowym charakterze. Ma zakładane poły, z obu stron wykończone frędzlami, oraz możliwość związania paskiem, z której chyba zrezygnuję ( na zdjęciu zawiązany jest do tyłu). To najdelikatniejszy sweter jaki ostatnio trzymałam w rękach, miękki, cieplutki, i bardzo lekki,



I ostatnia rzecz, ta nie ma nic wspólnego z zimą. Koronkowe kuloty. Kiedy zobaczyłam je na stronie internetowej jednego sklepu, wpadłam w zachwyt, ale po pierwsze powaliła mnie stanowczo zbyt wysoka cena, a po drugie ja w kulotach??? Niestety to nie moja długość i nie mój typ spodni. No ale wciąż o nich myślałam... i w myśl zasady "If you can't stop thinking  about it, buy it" wciąz je śledziłam. Taniały... taniały... taniały... aż okazało się, że kosztują 39 złotych polskich. Nabyłam, nie będę chodzić, zrobię z nich spódnicę, bo ta koronka, a raczej gipiura, jest cudowna. A może będę chodzić? I tak już nie teraz, to koronka, a winter is coming...




Robi się zimno.... może trzeba rozpalić w kominku? Wypić tę kawę, póki gorąca? Przytulić się do kogoś...

PS.
W wyniku komentarzowej wymiany zdań  tu  zdjęcie dla Leny B.  -  cieniutka spódnica z grubą górą:)

Komentarze

  1. Też bardzo lubię oversizowe swetry, potem otulić się kocem i grzać się tak. Sukienki bardzo fajne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, kocyk musi być. A co do sukienek, to chyba zapomniałam, że kupiłam tę szarą w warkocze, bo wśród tych dwóch , które jeszcze do mnie nie dotarły, też jest dzianinowa szara...

      Usuń
  2. Winter is coming - ale mają zawołanie! xD xD Sweterek z krótkimi rękawkami jest bardzo ciekawy i w ogóle lubię szary kolor. Ostatnio czytałam, że można wykorzystać letnie ubrania jesienią, np. nakładając na golf sukienkę albo na sukienkę gruby sweter. Jednak nie wiem, czy bym się odważyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam każdy ród ma swoje zawołanie, i dzieci tychże uczą się tego, by znać okrzyki swoje i wrogów:). ja czasem zakładam typowo letnie ciuchy własnie w takich konfiguracjach, szczególnie lubię włożyć zimą takie szyfonowe spódnice - moim zdaniem świetnie wyglądają z grubym swetrem i solidnymi butami. A takie niby spódnice baletnicy...mam szarosrebrną i chabrową:).

      Usuń
    2. Zabawne to jest ;D. Ooo, czyli fajnie to wygląda i można się w takich połączeniach dobrze czuć?

      Usuń
    3. Upozowałam na Melindzie szarą, bardzo cieniutką, szyfonową spódnicę, gruby jasnoróżowy sweter i szarą kamizelkę ze strusich piórek. Dorzuciłabym jasnoróżowe kowbojki, ale są jeszcze w pudle z zimowymi butami - zamieszczam zdjęcie w poście zobacz sobie:)

      Usuń
    4. Fajnie wygląda! Chyba kiedyś się tak ubiorę. A co, mogę trochę zmienić styl ;D. Dziękuję ;).

      Usuń
    5. I jest ciepło - przecież pod spódnicą możesz włożyć ciepłe rajstopy, jedynie może się to elektryzować - sztuczne tworzywo z rajstop z syntetyczną podszewką spódnicy:(.

      Usuń
  3. Och już się cieszę na tę nadchodzącą zimę, sezon wielkich, ciepłych swetrów to bezwątpienia cudowny czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej mnie ktoś rozumie:). Tylko na zimowe wyjazdy trzeba mieć większą walizę:)

      Usuń
  4. Mnie też nie przeszkadza konieczność ubierania się jesienią i zimą, o dziwo, mniejsze mam z tym problemy niż dobieranie garderoby latem. Tylko dzianina to nie dla mnie, a już absolutnie nie dzianinowe sukienki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jestem zadziwiona, tkwiłam w przekonaniu, że wszyscy kochają dzianinę. A szale? Wielgachne, mięciutkie, kaszmirowe szale?

      Usuń
    2. Bo ja wiem? Kaszmirowe chyba nie... Ja w ogóle jestem raczej mało wymagająca jesli chodzi o ubrania. Ot, aby nie wiało.

      Usuń
    3. Przyszły mi na myśl te kaszmirowe, bo przed poprzednią gwiazdką kupowałam w jednym znanym sklepie komplet waliz na prezent i w ramach "gratisu" ( jaki to gratis, kupę kasy tam w sumie zostawiłam) dostałam własnie takie szale - ogromne, mięciutkie, bardzo delikatne. I jakoś tak wyobraziłam sobie Ciebie, udającą się do Narodowego, stylowo zawiniętą w taki szal. Pasowało mi:).

      Usuń
  5. Zakupy warte mistrzyni wyprzedaży :-) Masz nosa!
    Muszę się pochwalić, że dziś, wracając z pracy wstąpiłam do jakiegoś sklepiku i wyszukałam sukienkę w jesiennych kolorach za całe...25 zł (przecena przeceny). Nie jest typowo jesienna, jeśli chodzi o tkaninę, ale do legginsów i kardigana - cudnie.
    Najbardziej podobają mi się u Ciebie pierwsza sukienka i ostatni komplet :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ostatnim zestawie same starocie - jeśli tak można określić ciuchy, które mają rok czy dwa. Chodziło mi o zestawienie cienkiego z grubym:).
      A wyprzedaże bywają wciągające, ja w tym roku i tak jakoś spokojnie... bywały sezony, gdy mnie ponosiło:)

      Usuń
  6. Ależ ta Twoja Melinda lubi się przebierać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe od kogo się nauczyła:):)

      Usuń
  7. Wow... Kompletnie się na ciuchach nie znam - zdaję się na Desigual, Calvina Kleina i Esprit (oczywiście nie w Polsce) i biorę jak leci, z jedynym tylko zastrzeżeniem, żeby było wcięcie w pasie... ale ten ażurowy sweterek... jest piękny.
    A dla mnie zima to okres, aby przeczekać do wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zakupy ze znacznie tańszych sieciówek, za granicą ciuchy kupuję wcale lub naprawdę rzadko - mam wrażenie , że jest to samo ( mówię o Europie). A jak już się wyrwę na zakupy, zwykle w okolice Hannoveru, to same prezenty świąteczne nabywam:)

      Usuń
    2. A ja nie lubię zakupów ciuchowych, szukania, myślenia o tym... Więc jak się już udam na zakupy (raz na pół roku - rok), to kupuję całą walizę na zapas. Jeśli trafię na coś fajnego, to nabywam wiele sztuk np. kilka takich samych swetrów, ale każdy w innym kolorze... I staram się nie myśleć o pieniądzach, lecz jak najszybciej załatwić problem na najbliższy rok...
      A Tobie to sprawia przyjemność i widać, że się tym bawisz :), stąd spektakularne nabytki :), ciekawe zestawienia i oszczędności :)

      Usuń
    3. Ja zwykle kupuję spontanicznie, bo raczej to, co potrzebuję, to mam - i każdy kolejny zakup to tak naprawdę fanaberia... i, jak zauważyłas, dobra zabawa.

      Usuń
  8. Ta pierwsza sukienka podoba mi się najbardziej. Chociaż nie powiem, trochę będzie mi brakować cieplejszych dni :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pierwsza to aktualna kolekcja Mohito. Cieplejszych dni tak, ale nie upałów:)

      Usuń
  9. Zima to wyzwanie i stan ducha. U mnie jest tak: do połowy listopada wręcz uwielbiam się ubierać. Lubię swoje cienkie płaszczyki wcięte w talii, lubię botki za kostkę ale nieocieplane, lubię kolorowe rajstopy do spódnic, uwielbiam dzianinowe sukienki (ostatnio... ach, ostatnio coś tak cudownego dostałam - nie, nie kupiłam, dostałam od Ciotki z Poznańskiej, której szafę przeczesywałam dość często, mieszkając u niej trzy miesiące całe wszak, potem okazji było mniej - niestety 3/4 rękawa, więc wymagające jak na mój układ krwionośny czy jakiś, ale cudne, tak cudne, że od koca sierpnia pieję, a nie nałożyłam ani razu: miękkie i eleganckie, eleganckie jak cholera i sportowe naraz) i szale wszelkiej maści. Po grudniu coś się już robi nie tak, w marcu wyglądam jak kloszard. Może w tym roku będzie inaczej...? Eeeech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Z Twoich frędzlowate mi się podoba najbardziej, mam coś podobnego, fajne, ale ciężko pod kurtkę wcisnąć.

      Usuń
    2. Nie wpycham tego pod kurtkę, samo w sobie będę nosić:). Pokaż to coś cudnego , proszę, brzmi świetnie. I podrzuć jakiś tytuł bardziej wymagający - bo czytam same czytadła ostatnio. A kloszardzi bywa, że wyglądają niezwykle stylowo.

      Usuń
  10. Zestawienie cienkiego z grubym bardzo mi się podoba. Muszę pokombinować w moich ubraniach, bo na to bym sama nie wpadła. Pozdrawiam serdecznie. ( Chyba mi komentarz wskoczył nie tam gdzie trzeba, trochę mi przeskakują Twoje wpisy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z komentarzem ok jest. A cienkie z grubym - lubię, ale pod warunkiem, że cienki jest dół. Odwrotnie jakoś mi nie pasuje...

      Usuń
  11. Witaj, Anno.

    Na co dzień muszę elegancko i klasycznie (błe), więc swetry, dzianinowe sukienki, legginsy i tym podobne kojarzą mi się bardzo wygodnie i lekko. Lubię wszystko, co dopasowane i z dekoltem, więc apaszki do tego nieodzowne. Gdy baza neutralna, jednokolorowa, można poszaleć z dodatkami, a nic się na taką bazę lepiej nie nadaje jak właśnie mięciutkie, przytulaśne swetry. Lubię też wszystko, co ma wielkie golfy, długi rękaw i sięga przed kolana :)
    Ta granatowa pobudziła mnie do pokombinowania :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się niemal co do joty - bo jedynie mam odmienne zdanie co do legginsów, ja uważam, że w ogóle nie powinni tego byli wymyślić. Ani to spodnie, ani rajstopy...

      Usuń
  12. Imponująca kolekcja - gratuluję :) Osobiście też cieszę się , że zrobiło się nieco chłodniej i mogę poprzebierać w mojej trzeszczącej w szwach szafie by stworzyć stylizację dnia :) Faktycznie afrykańskie upały nie sprzyjają modzie . Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście mam garderobę, więc nic mi nie trzeszczy - ale jakiś czas temu nabyłam worki próżniowe do spakowania akurat nieużywanych ciuchow... muszę to otworzyć, bo tam swetry są... a wpakować różne letnie fitu-fitu

      Usuń
  13. Masz rację Aniu, jesienią i zimą można się przebierać do woli:) Ja też lubię dzianinowe sukienki, ale talia już nie ta i nie w każdej dobrze wyglądam. Swetry jak najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez niestety robi się coraz więcej, i solennie sobie obiecuję coś z tym zrobić, i jakoś nic... ale muszę, bo ciuchy się zmarnują:)

      Usuń
  14. Ja do sukienek przekonałam się dopiero niedawno i właśnie szykuję się na jakieś drobne zakupy ;)

    A Grę o Tron serdecznie polecam! :)

    taka-se-nazwa.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sukienki są bezkonkurencyjne - żaden facet nie będzie wyglądał tak jak ja ( a w dżinsach i swetrze bywa różnie, oj różnie). A do GoT nie trzeba mnie zachęcać, jestem fanką od pierwszego słowa książki i pierwszego filmowego klapsa. Tyrion rządzi. I mam sentyment do Arii oraz Daenerys.

      Usuń
  15. sukienki zdecydowanie nie dla mnie bo nie chodzę, ale sweterek bym przytuliła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś tez nie chodziłam - potem zaczełam, własnie zimą, bo były takie w sam raz do wysokich butów:)

      Usuń
  16. Fajne rzeczy. Koronkowe kuloty, o których pisałaś na moim blogu wyglądają wspaniale :) i myślę, że mogą zastąpić spódnicę. Połączenie futrzanej kamizelki i lekkiej spódnicy bardzo do mnie przemawia i lubię tego typu kombinacje. Wszystkie pozostałe propozycje bardzo ciekawe i jestem pewna, że stworzą jakieś piękne stylizacje. Pozdrawiam serdecznie - miłego weekendu - Margot www.iameverywoman.eu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jak coś z nich wyprodukuję, to pokażę, na razie leżą i czekają na lepsze czasy. Za oknem zrobiło się gorąco, wygląda na to, że cała reszta dzianin tez jeszcze poczeka:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…