Przejdź do głównej zawartości

Żyjący wulkan

Po powrocie z wakacji pisałam ( i pokazałam, na ile to możliwe ) o pięknym wschodzie słońca, który miałam okazję oglądać w okolicach wulkanu Bromo. jeszcze ciekawsza była późniejsza wspinaczka do krateru. No, może nie wspinaczka, ale kilkukilometrowa wędrówka.

Tak wszystko wyglądało jeszcze przed świtem - tajemniczy płaskowyż, cały w mgłach i chmurach, coś na środku wystawało, coś parowało, coś delikatnie warczało czy też syczało... tajemniczo, magicznie, niezwykle pięknie:



Te dwa zdjęcia po prawej są zrobione w momencie wschodu, wszystko nabierało niezwykłych barw, zaś zdjęcie z lewej pokazuje wulkaniczny stożek, który nagle wyłonił się z mgły. Tyle, że to nie ten... Za nim jest drugi, ten, z którego wydobywają się kłęby pary wodnej, i to na ten żyjący się wdrapaliśmy.


Jak tam się dostać? Najpierw takimi pięknymi jeepami zjechaliśmy niżej, na poziom tego płaskowyżu. Potem były dwie możliwości - Można było wynająć konia z przewodnikiem, można też było kilka kilometrów pójść pieszo. Poszliśmy pieszo. Jak widać, krajobraz jest niezwykły, to wszystko wulkaniczny piasek czy też inna wulkaniczna gleba, szaro-buro-czarna, bardzo sypka i pyląca. Byłam już wcześniej na innych wulkanach, więc wiedziałam, czego się spodziewać, ale za każdym razem jest inaczej... pięknie, surowo, dziwnie.


Ostatnia część trasy to ostre wejście na szczyt krateru - kiedyś dla wygody turystów zrobiono tam schody, obecnie ze schodów pozostała część poręczy. Wejście nie jest jakoś trudne, ale po paru kilometrach wędrówki zaczyna się czuć zmęczenie... No ale chęć dołączenia do tych ludzików na szczycie jest silniejsza niż cokolwiek.



Sam krater otoczony jest wątłą barierką, na zdjęciach z prawej widać jakieś mizerne słupki. Można obejść go naokoło, pachnie siarką, syczy, warczy, bucha para. Wrota do piekieł dla niektórych, dla innych potęga natury. No duża dziura, i groźna taka...

A to widok ze szczytu - widać ludzkie mróweczki, które jeszcze wędrują, na drugim planie świątynia, którą po drodze mijaliśmy, stojąca dokładnie pośrodku niczego, a tam daleko czekają nasze jeepy, grzecznie zaparkowane na czymś w rodzaju drogi. Tak, tak ich dużo...
No i trzeba dodać, że to to samo miejsce, które na wcześniejszych zdjęciach jest w mgłach i chmurach...



Lubię wulkany, i cieszyło mnie, że ten pokazuje swoją siłę - chociaż nic się właściwie nie działo... Wokół niestety sporo komercji - wynajmują jeepy, wynajmują koniki, można nabyć jedzenie czy picie, a na samym szczycie wulkanu można kupić kwiatki, które według jednego z wyznań ( niestety nie pamiętam, czy chodziło o buddyzm czy hinduizm, chyba ten drugi, ale..ups, zapomniałam, może ktoś wie) wrzucone do wulkanu dają szczęście czy spełnienie życzenia.  Cała zabawa polega na tym, że sprzedawca wchodzi tam po te, które nie poleciały zbyt daleko i sprzedaje je kolejny raz... I jak tu w cokolwiek wierzyć?

Komentarze

  1. Ach robi wrażenie! W 2013 roku miałam okazje odwiedzić park Timanfaya na Lanzarote i w tym momencie oddałam cześć naturze. To co wulkan zrobił z tym miejscem, jak niesamowicie to wszytko wygląda... do tej pory nie mieści mi się w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, wulkany potrafią kwitnąca krainę w jednej chwili zmienić w czarną pustynię. Pojedź na Islandię, tam jest dopiero wow.

      Usuń
  2. Widoki niesamowite! Sprzedaje kwiaty na szczycie wulkanu - pretensjonalne, tym bardziej jeśli sprzedaje już raz sprzedane kwiaty po raz kolejny - oszustwo. Podoba mi się to określenie: Wrota do piekieł dla niektórych, dla innych potęga natury. ;) Na Islandii chyba jakiś wulkan daje oznaki życia, że tak określę. Lepiej jak śpią moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Islandii wulkanów jak mrówków, ale tam wdrapałam się tylko na kompletnie nieczynny, te żyjące tylko podziwiałam u podnóży. Ale o Islandii to kiedy indziej napiszę, mam w planie. A z tymi kwiatami to przecież biznes...

      Usuń
    2. Fantastyczne spotkanie z wulkanem ... mogę jedynie pozazdrościć wrażeń :)

      Usuń
    3. Tak... jak on uroczo mruczał...:):):)

      Usuń
    4. Ooo, fajnie jak napiszesz o tym ;). A no biznes...

      Usuń
    5. Tylko muszę odszukać zdjęcia z tamtej wyprawy, są na którymś z pendrivów, a nie opisałam sobie... i teraz lezy tego kilkadziesiąt, wszystkie do sprawdzenia:(:(

      Usuń
    6. Spokojnie, znajdą się. ;)

      Usuń
  3. Zdjęcia niesamowite, aż trudno uwierzyć, że to na Ziemi :-)
    Komercja wkrada się wszędzie, niestety. Tam gdzie dociera turysta, tam jest okazja do zarobku. Nie wiem czy jeszcze gdzieś ostały się dziewicze skrawki planety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że tej dziewiczości to już niewiele się ostało. Ale może, gdzieś... będę szukała nadal. A wulkany mają to do siebie, że tworzą niezwykle formy wokół siebie, takie własnie kosmiczne.

      Usuń
  4. Przepięknie to wygląda! Zazdroszczę widoków, choć jak już kiedyś wspominałam, chyba bym się bałam tam wejść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że ciekawośc by zwycięzyła i jednak byś weszła. Bo technicznie to nie jest trudne, tylko to poczucie, że pod stopami coś buzuje...

      Usuń
    2. Nominowałam cię do zabawy :)

      Usuń
  5. Komercja niestety dociera wszędzie. Zastanawiam się, czy kwiaty wrzucone do keateru, wyjęte przez sprzedawcę i wrzucone po raz drugi - przynoszą szczęście podwójne ;-) Wspaniała, zachwycająca wycieczka, zazdroszczę. Jakiż mały jest człowiek wobec potęžnej natury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobne skojarzenie - zastanawiałam się, czy jeśli ja spróbuję wydobyć te kwiaty i wrzucić je głębiej, to będę miała takie głębsze szczęście... ale potem doszłam do wniosku, że to przecież trzeba jeszcze wyznawać odpowiednią religię...

      Usuń
  6. Witaj, Anno.

    Najbardziej podobają mi się te zdjęcia rodem wyjęte z filmów SF. Podobną mam wizję, gdy myślę o apokalipsie spełnionej :)
    A wulkany to interesujące "stworzonka" :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą apokalipsą to masz rację - pył, żadnych roślin, gorąco... brak wody... a jednocześnie przedziwnie pięknie.

      Usuń
  7. Zdjęcia przenoszą do innych wymiarów i odległego świata. Fantastyczne przeżycie. Niemniej jednak na brzeg krateru trudno byłoby mnie wyciągnąć nawet po linie.
    Serdeczności zasyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś zrobią kolejkę? Wtedy spróbujesz?

      Usuń
  8. Jest pięknie, tak... Jest chęć, żeby kiedyś. Ale z drugiej strony nie ukrywam, że ilość tej masy homo sapiens uspakaja moje "chciałabym" chyba skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tym razem tak, to była mniej atrakcyjna część wycieczki, natężenie jednostek ludzkich na metr kwadratowy lekko przerażało. Umiem się wyłączać z tłumu, a w tej sytuacji nawet udawać, że to zabawne, ale akurat kontemplowanie piękna ( i czegokolwiek zresztą) lepiej mi idzie w innych warunkach. Tyle, że dla mnie akurat było to "kiedyś", drugiego razu nie będzie.

      Usuń
  9. Wulkany są piękne, ale nie lubię jak psują moje plany. Dymiący Bromo (albo jeszcze inny,na Lomboku) powoduje często zamykanie lotniska w Denpasarze. Oby jutro mu się nie chciało uaktywnić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzecznie poczekają, aż dolecisz gdzie trzeba:). Wnioskuję, że jednak pojechałaś na Bali:)

      Usuń
    2. Do Australii, ale z przesiadką na Bali

      Usuń
    3. Też fajnie... mąż ostatnio wszystko przelicza na bilety lotnicze...

      Usuń
  10. To się nazywa przeżycie - przygoda - wspomnienia :) . Rewelacyjne zdjęcia i reportaż. Tylko pozazdrościć takich wakacji :). Pozdrawiam www.iameverywoman.eu - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fajnie było... ale minęło, teraz juz planuję kolejny wyjazd. Oby tylko zachować siły i mieć za co:)

      Usuń
  11. Ależ cudny!!!!
    Jestem zachwycona.
    Oryginalne te Twoje wojaże.
    Serdeczności Anno.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, planując wyjazdy zwykle szukam miejsc, gdzie można podziwiać naturę - przyznaję szczerze, że architektura i muzea są na drugim planie - oglądam je chętnie, ale przyrodę i cuda natury chętniej.

      Usuń
  12. Pięknie... aż mi dech zaparło. A co do kwiatów - ja bym wierzyła. Skoro ma to przynieść szczęście wrzucającemu, a nie sprzedającemu to już jego sprawa czy oszukuje - prawda? Pięknie, na prawdę pięknie i niesamowicie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... chyba muszę się z Twoim rozumowaniem zgodzić. Jako osoba wrzucająca te kwiaty mam w sobie wiarę... a reszta świata... a co mnie reszta świata...

      Usuń
  13. Miejsce jak z bajki! Trochę niebezpiecznej, ale jednak.
    Dla mnie zdecydowanie potęga natury.
    W takich miejscach trzeba wybaczyć komercję... Zawsze staram się przymykać oko, nawet jeśli kategorycznie nie powinno jej gdzieś być ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komercja wpycha się wszędzie. A piękno... i tak jest.

      Usuń
  14. Widoki cudne, lubię takie, zawsze lubię patrzeć na dzieła natury. O świcie niemal wszystkie pejzaże robią się niezwykłe :-) Napisz, jakie buty trzeba mieć. Ale chyba ziemia nie była pod stopami gorąca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wschodzące słońce nadaje niesamowite światło, no i te wszystkie mgły i przejaśnienia, kolory i blask.
      Buty to można tam miec dowolne w sumie, widziałam mnóstwo osób w japonkach, oczywiście tenisówki czy adidasopodobne lepsze, ale też wystarczające, solidne buty trrekingowe są zbędne. To proste wejście, a struktura podłoża jest raczej zbliżona do piasku czy pyłu, to jakies wulkaniczne osady. Ja preferuję skarpetki do butów, bo brudny człowiek stamtąd wychodzi niemiłosiernie, to mocno pyli. Gorąco nie było... lawa jest głeboko...

      Usuń
  15. Jejku...jakie zadziwiające miejsce :) Wspaniałe zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bardzo niezwykłe i bardzo piękne. Dzięki:).

      Usuń
  16. Uśmiałam się z tych kwiatków wielokrotnego użytku hi hi hi.
    A widoki! Jesuuuuuuuuuuu! I Ty tam byłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fajnie było. A z tymi kwiatkami to w hinduizmie jest tak, że oni codziennie je dają bóstwom w takich małych koszyczkach, razem z ciastkiem, albo owocem.

      Usuń
  17. WOW, ale czadowe widoki, a fotki są poprostu AMAZING :) Kurcze brakuje mi słów żeby coś napisać sensownego. To niesamowite jak różnorodna potrafi być przyroda, ile jest w stanie nam pokazać, zaoferować spektakl,który zapamięta się do końca życia. Też jestem zwolenniczką podziwiania cudów natury, a muzea, owszem może są ciekawe, ale na pewno nie potrafią nas aż tak zachwycić.
    Piękna wycieczka, niesamowite emocje, tego Ci nikt nie odbierze Anno :)

    Ściskam ciepło i czekam na kolejne opowieści i oczywiście niesamowite fotografie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie, bo wszystkie te zdjęcia są zrobione komórką...

      Usuń
    2. O proszę, to masz bardzo dobry telefon ze świetnym aparatem :) a mogę spytać jaki? Na prawdę ciężko jest zrobić dobre zdjęcia nawet sensownym sprzętem :)

      Usuń
    3. A proszę bardzo - Iphone 6S :)

      Usuń
    4. A to się nie dziwię, że takie cudne fotki, ten iphon jest ponoć świetny. No to czekam na kolejne Twoje opowieści i zdjęcia oczywiście :)

      Usuń
  18. Super wyprawa!
    Ja też bardzo, bardzo lubię wulkany, a najbardziej właśnie te aktywne. Po cichu marzę o Indonezji (w październiku byliśmy już tak blisko, bo w Singapurze) i o tamtejszych cudach przyrody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja usiłuję ogarnąć jakoś Japonię - ale chyba jeszcze nie teraz. Jest jeszcze tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć... Z azjatyckich samych na lata mi wystarczy....

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …