Przejdź do głównej zawartości

Kosmetyczny cud za grosze?

O kosmetykach jeszcze nie pisałam, nie uważam się za znawczynię, ani też nie używam ich jakoś nadmiernie dużo. Kocham perfumy, mogę na nie wydać majątek, ale polecanie komuś konkretnego zapachu nie ma sensu, nie dość, że każda z nas lubi coś innego, to jeszcze kwestia połączonego oddziaływania skóry i owych perfum, efekty mogą być przeróżne. Kosmetyki kolorowe...hm... bardzo sobie cenię na przykład elementy makijażu permanentnego, bo mi się codziennie kreski na oku malować zwyczajnie nie chce. A tak mam dwa lata :).

Tym razem postanowiłam jednak o czymś ciekawym, na razie nie wiem, jak bardzo dobrym, napisać. Otóż jakiś miesiąc czy dwa temu przeczytałam, że w Hiszpanii przeprowadzono jakieś testy konsumenckie dotyczące kremów do twarzy. Typowe badanie , uczestniczki dostały kremy  do użytkowania bez żadnych oznakowań i miały wyrazić swoje opinie. W badaniu brały udział kremy bardzo tanie, z marketu, oraz markowe, bardzo drogie produkty.  No i wygrał krem, który można kupić i u nas w Polsce, kosztuje niecałe 9 złotych za 50 ml. To krem z Lidla... marki własnej tego sklepu, Cien. Bywa, że robię zakupy w Lidlu, bo mają ciekawe oferty spożywcze, na przykład w tygodniu włoskim poluję na fenomenalna zupę rybną ( mrożonka), czasem kupuję tiramisu w szklanych pojemniczkach, mają dobre jarzyny i zawsze są maliny. Ostatnio był tez dobry makaron z dodatkami w stylu indonezyjskim - daleko mu do tego podawanego na Jawie, ale był nawet niezły. Różne azjatyckie czary- mary też bywają niezłe. Ale kosmetyki? Przyznam szczerze, że nawet nie zbliżyłam się nigdy do półki z nimi. nie byłabym w stanie powiedzieć, co tam sprzedają.
No, ale skoro test konsumencki, taka wygrana, taka niewielka cena... to nabyłam, ten zwycięski krem na dzień, przy okazji z tej samej linii krem na noc, a w oko wpadł mi jeszcze jeden, jak się później okazało, też coś tam wygrał. Jak szaleć, to szaleć, normalnie na jeden krem wydaję ze trzy razy więcej, niż tym razem za trzy słoiczki.

Prezentuje się to wszystko tak:


Pozostałe słoiczki równie minimalistyczne, różnią sie kolorem nakrętek.  Ten, który wygrał, to ten w pudełku na przodzie, to krem na dzień Q10 Anti Wrinkle.   Z tyłu krem na noc do kompletu, ten z niebieską nakrętka ( pudełko już wyrzuciłam) wygrał coś innego, to jakiś nawilżający  Aqua. 
Jak to to działa, to na razie niewiele mogę powiedzieć, po kilku dniach jedynie tyle, że skóra mi nie zeszła, a jest milusio - łatwo się wchłania, przyjemnie, delikatnie pachnie-wręcz nie pachnie, konsystencja ok. Czyżby dało się dostać krem - ideał za kilka złotych??? Zainteresowane osoby  - tym testem konsumenckim - zachęcam do wstukania w wyszukiwarkę słów test konsumencki, kremy,  Hiszpania, Cien - samo wyjdzie. Jest tam też lista wszystkich kremów biorących udział, i kolejność według pań testujących. No... szokujące. 

Komentarze

  1. Niby cena to też jakość, nie zawsze. Jeśli chodzi o kosmetyki przekonał mnie o tym filmik od "RedLipstickMonster", gdzie robi porównanie ekonomiczne vs. drogie. Bardzo mnie zaskoczył efekt końcowy. Wychodzi na to, że nie zawsze droższe oznacza lepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, i wiele razy o tym sie przekonałam. Ale co to znaczy ekonomiczne? Raczej widziałam jako drogie kremy powyżej setki, a ekonomiczne to rzędu 30-50. A tutaj mowa o produkcie za 9 złotych... Chociaż przypominaj sobie wywiad z twórca marki Ziaja, on też coś wspominał o tak niewielkich sumach... koszty rosną przez marketing - tu mamy bardzo tanie opakowanie, a są marki, gdzie słoiczek jest niemal dziełem sztuki:).

      Usuń
    2. Ciężko się dziwić, że producenci inwestują w opakowania. Konsumenci bardzo często kupują "oczami". Lubimy to co ładne ^^

      Usuń
  2. Wcale mnie to nie dziwi, też kiedyś o podobnych testach słyszałam i wcale nie wygrały najdroższe, bardzo znane marki. To tylko utwierdza mnie w tym, żeby nadal kupować kosmetyki albo sprawdzone albo polecane przez tych, co sami sprawdzili, chociaż każdy ma inną cerę i inne odczucia. Ale zdarza mi się np. wydać dużo na lakier do paznokci lub inny specyfik i ... wracam do ulubionego:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio kupowałam mojej teściowej szampon... obeszłam z nią za trzy duże supermarkety, bo musiał być dokładni taki, a nie inny. A tego akurat nie było... proponowałam jej kolejne, moim zdaniem spełniające jej warunki, ale nie i nie.

      Usuń
  3. Czasem warto sprawdzić , bo po co przepłacać ? Osobiście przeraża mnie ta ilość kosmetyków w sklepach. Staję przed regałami i czuję się jak dziecko we mgle ... Cenowy zawrót głowy też może przyprawić o zawał. jednym słowem nie jest łatwo wybrać odpowiednie kosmetyki i do tego pogodzić jakości z przyzwoitą ceną :) Dlatego fajnie jest jak czasem ktoś coś poleci . Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś ( tak 20 lat temu) wydawało mi sie, że jestem z kosmetyką na bieżąco, nawet trochę wtedy w tej branży pracowałam. Teraz mam podobnie - tyle tego, że właściwie nie wiadomo, w czym rzecz.

      Usuń
  4. Czytałam o tych badaniach. Zaskoczyły mnie. Że taki Cien z Lidla najlepszy?! - pomyślałam sobie wtedy. Raczej nie kupuję specjalnie drogich kosmetyków, ale też do Lidla mało zaglądam, a tu widać, że trzeba. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie tak, moje zdziwienie było na tyle duże, że przy najbliższej wizycie w Lidlu postanowiła to sprawdzić :). Tyle, że nie wydaję sądów po tygodniu użytkowania, więc na razie tyle, ile napisałam :).

      Usuń
  5. Bardzo ciekawe :) Muszę wypróbować ten krem, bo jak do tej pory, to produkty marki Cien były bardzo nie ciekawe dla mojej skóry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie mam na razie doświadczeń i innymi produktami tej marki - to mój pierwszy zakup :)

      Usuń
  6. Ciekawe ... kilka razy kupowałam produkty tej marki i raczej nie byłam zachwycona :( . Może trzeba spróbować ponownie - skoro wygrał, to też kupię :) . Pozdrawiam Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że 9 złotych mogę poświęcić, jakby się nie nadał, użyję do stóp albo co :)

      Usuń
    2. hahaha mam klika takich do stóp albo na łokcie ;) :D

      Usuń
    3. Jeszcze torebkę albo buty można zakonserwować, jakby co :):)

      Usuń
  7. Wszystkie kosmetyki mają szkodliwe substancje. Produkowane są z dodatkami chemii. Moje córki zwracają uwagę na to z czego wyprodukowano kosmetyki, które używają. Zgroza, te najdroższe mają najwięcej szkodliwych składników. Dodam tylko, że trudno dostać kosmetyki przyjazne naszemu organizmowi.
    Pozdrawiam Anno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wiele produktów zawiera szkodliwe składniki, ja przyjęłam zasadę, że owszem, czytam sklady i zwracam na to uwagę, ale też nie robię z tego podstawy mojego życia. AKurat w wypadku kosmetyków nazwy składników nie zawsze mi coś mówią... Ale tak, warto szukac rzeczy przyjaznych :)

      Usuń
  8. Zawsze patrzyłam na te kosmetyki, ale bałam się kupić ;) Dzięki za info!
    Ja zawsze uważałam, że te droższe kremy mają jakąś wartość... Dopiero po latach przekonałam się, że nie...
    Na dodatek producenci robią nas w bambuko i wciskają każdą bajkę;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też raczej z tych, co stawiali na droższe. Tym bardziej byłam ciekawa, i proszę, można bardzo tanio :):):):)

      Usuń
  9. Właśnie kończy mi się krem i chyba mam ochotę wypróbować coś nowego. Może spróbuję ten krem? Toż to nie majątek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, to podejście mi towarzyszyło przy zakupie. Biorąc jednak pod uwagę Twoją młodośc, może ten z niebieską nakrętką, AQua?

      Usuń
  10. Witaj, Anno.

    Mój problem z kosmetykami to alergia :( I od wielu lat przekonuję się, że reklamy są nierzetelne, więc wszystko sprawdzam na sobie. Najgorzej, jak wycofają coś ze sprzedaży albo "ulepszą". Ostatnio dostałam alergii na tusz, którego używałam już jakiś czas. Tak łzawiły mi oczy, że nie mogłam prowadzić. Okazało się, że zmienili skład i nawet nie raczyli o tym poinformować klienta (bo punkt sprzedaży muszą). To kłopotliwe, bo muszę zaczynać z nowym produktem od początku, a efekt jest taki, że obdarowuję potem koleżanki (one mi się rewanżują - kupują coś, przynoszą i mówią - sprawdź, jak dobre, to sobie zostawiam, jak złe - to oddaję), mam też pięknie zadbane torebki, rękawiczki i buty i czasami aż mnie cholera bierze, ale co robić, jak to wszystko ma termin przydatności.
    Wyżaliłam się, a teraz do sedna - wiele razy przekonałam się, że cena z jakością ma niewiele wspólnego, choć przyznam, że krem poniżej dychy to naprawdę coś :)
    A w ogóle - to ktoś mi kiedyś powiedział, że produkty robione pod markę konkretnego sklepu muszą mieć dobrą jakość. W spożywce mi się to przeważnie sprawdza, więc spróbuję z kremem (ostatnio kupiłam fajne kozaczki, więc jakby co i nikt nie będzie chciał, to i tak wykorzystam).

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście mało alergiczna na kosmetyki jestem, jedzeniowo niestety gorzej - więc zdaję sobie sprawę, jaki to może być problem. Przyznam, że tez mi się wydawało, że za taką cenę to musi być nic dobrego, ale się miło dziwię już drugi tydzień :). Sprawdź - i napisz, czy Ci ewentualnie służy, bo jeśli tak będzie, to kolejny argument za będę przekazywać :).

      Usuń
  11. Kurcze anja używam kremu dziecięcego do twarzy z ziaji za kilka zloty :) i szczerze nigdy bym nie wydala wiecej niż 20 zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kremy dziecięce zostawiam dzieciakom:), ale fakt, przynajmniej na pewno nie uczulają. Mnie zdarzyło sie wydac znacznie więcej, ale nie wiem wcale, czy było warto - chyba że dla poczucia się, że "jestem tego warta" :)

      Usuń
  12. Od lat nie używam żadnych kremów do twarzy, a jedynie nawilżam skórę oliwką dziecięcą, bo doszłam do wniosku, że grunt to dobre nawilżenie a zmarszczki i tak przyjdą z wiekiem. No i raz w tygodniu stosuję maskę z żyworódki i jestem naprawdę bardzo zadowolona z efektów, bo mogę porównać się z moimi koleżankami z klasy które mają mi za złe, że nie zdradzam czym się smaruję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to jest żyworódka??? Muszę poszukać, bo kojarzy mi się tylko z jaszczurką...

      Usuń
  13. Słyszałam o tym teście, ale jakoś bałam się zaufać...ja nie używam wielu kosmetyków jeśli to lubiè Bielende i kiedyś dermosan, ale trochę za tłusty dla mnie jest. M0ja tajemnica to maseczki z gliny;)moja skóra to lubi i codziennie rano robię. Mam taki rutuał, który bardzo lubię...radio złote przeboje;)jem jogurt i siedzę w glinianej maseczce...potem mogę jechać do pracy.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też ne ufałam - ale stwierdziłam, że za taką cenę nic sie nie stanie, jeśłi z konieczności te kremy wyrzucę. I proszę... A dermosan to jednak nie - tylko leczniczo.

      Usuń
  14. A ja ostatnio się nacięłam na kremie Jandy. Zero zapowiadanego efektu. Krem drogi, ale akurat był w promocji. Najwyżej oceniam kremy firmy Soraya.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kremów Jandy też sie przymierzałam - może jednak sobie odpuszczę. Soraya jakoś nigdy nie weszła mi w ręce, czemu się sama dziwię :)

      Usuń
  15. hmmm czasami proste rozwiązania są najlepsze, ten krem udowadnia tę tezę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie - skoro dobre, i tanie - to po co przepłacać?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…