Przejdź do głównej zawartości

Skąd się znamy?

Zupełny przypadek sprowadził rozmowę w gronie znajomych na tory wiodące w kierunku związków. No i zaczęło się wspominanie, gdzie kto poznał żonę/męża, partnera/partnerkę. Ne wiem, czy zapamiętałam wszystko, ale było ciekawie:

Osoba A: na pierwszym roku studiów, miałam wtedy innego chłopaka, został w rodzinnym mieście, bo się na studia nie dostał. No i wystarczyły 2 miesiące, by o nim zapomnieć:).

Osoba B: na koncercie, a właściwie na wolontariacie wokół tego koncertu w Bieszczadach. Oboje byliśmy świeżo po rozstaniach z innymi

Osoba C: na próbie chóru. Już sądziłem, że spędzę życie samotnie, a wtedy pojawiła się ona... ( bohater wypowiedzi miał wtedy jakieś 23 lata)

Osoba D: na obozie integracyjnym dla studentów przed I rokiem

Osoba E: umówiłam go na randkę z siostrą, nie przyszedł, więc go tak skrytykowałam i zwyzywałam, że umówił się ze mną:)

Osoba F: odbiłam go swojej siostrze

Osoba G: chodziliśmy razem do klasy w liceum, od pierwszego dnia wiedziałem, że się z nią ożenię

Osoba H: to brat męża mojej siostry

Osoba I: Chciałam mieć męża, a to był jedyny kawaler w odpowiednim wieku, jakiego znałam

Osoba J: Odwoził mnie swoją taksówką po imprezie do domu. Potem zadzwonił...

Osoba K: Poznałem ją na plaży nad Bałtykiem, okazało się że mieszka  blisko mnie

Osoba L: zabrakło miejsc na wycieczce do Bułgarii, więc pojechałam do Londynu - też tam pojechał

Osoba M: wybraniec mnie nie chciał, więc na złośc umówiłam się z jego najlepszym kumplem...

Osoba N: wpadliśmy


Nie ukrywam, że każda z osób zwykle temat nieco bardziej rozwijała, wszystkie opisane związki trwają przynajmniej 6 lat, najdłuższy ponad 50.

Komentarze

  1. Ile par tyle historii, niektóre banalne, inne bardzo ciekawe i nie ma recepty na długość związku. Ja poznałam mojego męża jeszcze w liceum, on chodził do technikum, razem uczyliśmy sie do matury,nasz staż 32 lata po ślubie.
    Fajny temat:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ciekawe, w tej grupie żadna para nie poznała się przez internet

      Usuń
    2. Dokładnie - ile par, tyle historii. :-) Ale obecnie to właśnie chyba internet jest tym podstawowym miejscem...

      Usuń
    3. I to mnie właśnie zaskoczyło po przemyśleniu - wśród powyższych opisanych osób było kilka w wieku 24-30, i nikt nawet nie wspomniał o internecie. A ja kilka fantastycznych osób poznałm w ten sposób, tyle, że nie męża :)

      Usuń
    4. To ja pobiję wszystkich: mój był pacjentem szpitala, gdzie pracowałam.

      Usuń
    5. Romans medyczny... toż to klasyka:)

      Usuń
  2. Ja wpisuje się w D a moja córka w G. Ile par tyle historii.
    Są też pary, które poznały się przez internet / kolegi syn tak poznał żonę/.
    Nie ma recepty na dobry związek /nie piszę, że idealny, bo nie wiem czy takie są ha!ha!/.
    U mnie to już dawno minęło 41...nie narzekam...pozdrawiam, miłego dnia Anno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy kto co rozumie przez ideał:):):)

      Usuń
  3. 'I' - bardzo śmieszne, ale jakże prawdziwe. Najciekawsze są historie ludzi, którzy zmieniając w ostatniej chwili plany wracają z wakacji, wyjazdów czy studiów ze swoją drugą połówką. Widać wtedy jak los nami kieruje i jak mało jest w tym kreowaniu przyszłości naszej kontroli. Pozdrawiam serdecznie - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No znam kilka takich historii, i to wręcz niesamowite, jaka tam była rola przypadku. jakiś autobus nie jechał, ktoś się wrócił...ech...

      Usuń
  4. Osoba E i M bardzo ciekawie poznały swoją drugą połówkę ;D. Świetne historie, zabawne trochę. Chociaż odbicia chłopaka siostrze nie popieram. Studia to jednak łączą ludzi w pary chyba najczęściej. Fajny pomysł na wpis. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osoba E już wiekowa jest, a owa siostra potwierdza relację. Mąż osoby E udaje, że wcale tak nie było :):):)

      Usuń
  5. Lubimy takie historie, bo gdy poznajemy partnera zwykle jest pięknie, towarzyszą temu pozytywne emocje, jest jakiś element zaskoczenia itp. :) Można rzec, że każda osoba ma jakąś swoją,a w dzisiejszych czasach dość często nawet nie jedną taką opowieść :) Niestety nie każda kończy się happy endem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, o,o... te emocje właśnie, to zwykle bardzo kręci... może stąd u niektórych chęć przezycia tego po raz kolejny?

      Usuń
  6. Córka ostatnio mi opowiedziała przeczytaną gdzieś historię. Chłopak poznał dziewczynę na imprezie, gdy ona odchorowywała w wc zbyt dużą ilość wypitego alkoholu. Podszedł i przytrzymał jej włosy... Tak się wzruszyła jego troską, że umówiła się na spotkanie. Teraz są już kilkuletnim małżeństwem. Bardzo romantycznie, nieprawdaż? ;) Różnie bywa.Czasem decyduje przypadek. Ja swojego męża poznałam w pociągu, gdy z koleżankami jechałyśmy na wakacje w Bieszczady. On z kolegami jechał w sąsiednim przedziale. Wyglądaliśmy przez okno i zaczęliśmy rozmowę. A nie mieli w ogóle jechać tym pociągiem. Gdyby się nie spóźnili na poprzedni pewnie w ogóle byśmy się nie poznali.Życie potrafi zaskakujące scenariusze pisać. Osobiście wolę poznanie się w pociągu od tej pierwszej historii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jakoś bym wolała:). Jak tu wnukom opowiadać, że dziadek poznał babcię, jak...hm.... no wiadomo:)

      Usuń
  7. fajnie tak powspominać :) czasami życie pisze niewiarygodne historie ;) lubie takie pogaduszki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dobre wspomnienia są ważne, a ten rodzaj wspomnień zwykle jest dobry. I właśne, fajnie czasem pogadać o miłych, ważnych przecież, a jednak już przeszłych sprawach.

      Usuń
  8. Takie jest życie - różne koleje losu przyciągają ludzi do siebie.
    Nam było to pisane - pomimo tego, że w czasie dzieciństwa przeprowadzaliśmy się dwa razy, wciąż mieszkaliśmy niedaleko siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście, przeznaczenie :). Czyli znacie się "od zawsze".

      Usuń
  9. Witaj, Anno.

    Życie bywa pełne niespodzianek :)
    Moi znajomi poznali się pod stołem na weselu koleżanki. Do tej pory mówią, że od razu poznali się z najgorszej (oboje byli zalani) i najlepszej (świeża znajomość została natychmiast skonsumowana pod tym stołem) strony:)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest najlepsza historia, jaką kiedykolwiek na temat poznania się usłyszałam:):):) totalnie odlotowa!

      Usuń
  10. W tym odnalezieniu się przez Internet jak dla mnie brak tej magii, tego zaskoczenia, tego "czegoś". Bo tam wchodzisz jak do sklepu, przeglądasz profile, czytasz, oceniasz zdjęcia czy się nadaje czy nie i wybierasz. Nie ma co prawda recepty na udany związek ale miłość ma przecież w sobie te motyle w brzuchu, te policzki płonące z zaczerwienienia. Więc ja wolę słuchać opowieści o tych niesamowitych historiach spotkań w realnym świecie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale... przez internet też można mieć motyle w brzuchu, oj można...

      Usuń
  11. Hahaha, ja mam totalną romanticę, przy czym jak się ma romanticę, to ona nie wydaje się taka dziwna. Chociaż nie... ja sama nie mogłam uwierzyć przez dwa pierwsze lata (w sumie jesteśmy siedem). Kiedy miałam 20 lat, a było to trzynaście lat temu poszłam na pierwszy wykład na pierwszym roku, z dwoma przyjaciółmi, i po wykładzie jak się dzieliliśmy wrażeniami powtarzałam tylko "cholera, ma obrączkę, ma obrączkę". Przez kolejne kilka lat robiłam happening, tzn. ja się WYDURNIAŁAM, udawałam przed wykładami, że poprawiam makijaż, rechotałam, że pierwsza ławka zajęta dla mnie i w ogóle były to totalne wygłupy, choć z czasem jak kilka razy porozmawialiśmy faktycznie zaczęłam reagować zawałami serca na sytuacje sam na sam w korytarzu, bo kiedy nie można robić z siebie błazna przed grupą, to ja nie umiem się za bardzo zachować, nie umiałam raczej. Potem skończyłam studia, a potem... no właśnie potem to był totalny splot okoliczności plus zniknięcie rzeczonej obrączki. Już nie będę zanudzać jaki, bo to cholernie długa historia, ale fakt pozostaje faktem, że miny moich znajomych z roku, gdy widzieli nas razem, zawstydzały mnie bardziej niż okropnie, bo wyszłam to totalnego posrańca i nawiedzoną groupies, a to nie było tak... Tylko jak to każdemu tłumaczyć z osobna, że to nie było tak i ja naprawdę żartowałam, a przypadkowo wyszło poważnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zanudzasz. I coś w tym jest, że dopóki człowiekowi nie zależy, to jest dowcipny, seksowny, wygadany, ogólnie boski wręcz. A jak już przychodzi co do czego, to bywa różnie...

      Usuń
    2. Tak... Przy okazji: właśnie to ciekawe, że u nas zbieg okoliczności nastąpił później. Akurat taka noc, że wałęsasz się po ulicy z łomotaniem w głowie pod tytułem "Czy przypadkiem nie powinnam się cieszyć z oświadczyn sprzed kilku godzin? Czemu się k**wa ni cieszę, jestem burą suką, każdy się z takich rzeczy cieszy, jestem złem, co ja robię, co mam robić?" a odpowiedź ci nagle wychodzi z bocznej ulicy, gdzie właśnie mieszka po wyniesieniu się ze swojego domu. Ale o dziwo nie, nie uwierzyłam po tym wszystkim w przeznaczenie.

      Usuń
  12. Uwaga, bo mam ciekawa historię: mój mąż poznał mnie we śnie :). Dwa razy mu się przyśniłam w odstepie równo tygodnia i się we mnie zakochał a potem mnie znalazł (przypadkowo) i oczywiście odbił. Od 20 lat jesteśmy razem! Historia ta utwierdza go w przekonaniu, że ktoś nami z góry czasami 'steruje' / pomaga nam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG. To jest naprawdę niesamowite...

      Usuń
  13. moi rodzice poznali się w sklepie, mama pomagała koledze z teatru, który poza byciem aktorem,miał sklepik mydło-powidło, i akurat wszedł tata,kupił od mamy skarpetki, a ona już 30 lat mu wiesza skarpetki na suszarce ;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kup im w prezencie pralko-suszarkę :):):). Też świetna historia, do zapamiętania. Skarpetki też mogą być symbolem związku :)

      Usuń
  14. My (czyli ja i mój chłopiec) poznaliśmy się przypadkiem - przez wspólną koleżankę i od spaceru do spaceru jakoś tak wyszło i wyszło dobrze. :) Wiele jeszcze przed nami, bo dopiero raczkujemy, ale po co gdybać i się zastanawiać - w tej chwili jest idealnie i trzeba to utrzymywać, a nawet powielać!
    Pozdrawiam cieplutko w te chłodne dni, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to życzę kolejnych miłych spacerów :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…