Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2016

Różowe pudełko

Wędruję po różnych blogach, ciekawych, fantastycznych, zwyczajnych... przeróżnych. Dużo się dowiaduję, uczę się, śmieję i smucę z cudzych doświadczeń. A czasami.... hm... pieniądze wydaję. Bo Stara Kobieta z bloga http://starakobieta-i-ja.blogspot.com opisała razu pewnego różowe pudełko. A że ja lubię różne cuda, nowości, i rzeczy jeszcze mi nieznane, zamówiłam sobie następne ( bo co miesiąc pojawia się nowe).

Otwarłam, bom niecierpliwa bardzo, a pudełko piękne, różowe, i w środku produkty w bibułkę owinięte i znów róż, tym razem kokardki:



No to kokardka rozszarpana, bibułka odwinięta, i cóż tu mamy:



Może tu widać lepiej - w środku pięć produktów:



1. Mnie najbardziej spodobał się widoczny na pierwszym planie zestaw dwóch podkładów  z gąbeczką ( to większe po prawej), moja ulubiona wersja - moczę gąbeczkę i nakładam podkład. Eleganckie opakowanie z lusterkiem... dobrze, dobrze, bo kolory niestety nie do końca moje, mam bardzo jasną karnację, a tu zestaw powiedziałabym typowy - dla mnie…

Stosik listopadowy

Jakiś ten listopad taki... taki listopadowy. Rozpoczął się pięknie, ciepło i słonecznie, trwał nie najgorszy, nawet wybuchnął ciepłem, ale i tak jest tylko listopadem... W ostatnim czasie mniej czytam, bo jakoś znaczne więcej pracuję. Niby dobrze, ale  czuję nieustająco  niedosyty wszystkiego.  No właśnie chociażby czuję niedosyt czytania, stąd stosik w tym miesiącu nieduży. Niby jeszcze  nie koniec miesiąca, ale wiem, że nic więcej z tego nie będzie, chociaż kolejka  książek do przeczytania długa.

No to te kilka sztuk:



1. Donna Tartt - Tajemna historia.  Kiedy czytam  w opisie na obwolucie czy okładce, że rzecz dzieje się na amerykańskiej uczelni czy kampusie, to zwykle dostaję  nawet więcej niż poprawną historię, którą się dobrze czyta, osadzoną w realiach znanych autorce czy autorowi, więc autentyczną, dobrze napisaną. Podobnie było tutaj. Leży sobie w Mediamarkt stos książkowych okazji, wyłapałam tę, i się nie zawiodłam, za to zaskoczyłam. Historia o chłopaku z niebogatej rodziny,…

Akcja "idą święta" otwarta

To, że idą święta, to nic odkrywczego, zwłaszcza, że właściwie sklepy i centra handlowe katują nas nimi od 2 listopada. Właściwie to bardzo mnie to denerwuje, bo nie jestem osobą przesadnie wszystko celebrującą, a tak czuję się jakoś zobowiązana do włączenia się w te przedświąteczne działania. Zwyczajowo jest u mnie na wigilijnej kolacji i na świątecznych obiadach cała rodzina, a to w zależności jak ową całość liczyć jest od 10 do 24 osób. W tym roku na wigilijnej kolacji będzie to minimum, czyli 10, więc jest ok. O reszcie na razie nie myślę...

No a skoro idą święta, to idzie też czas wzmożonego spożycia różnych smakołyków, z których niektóre - na przykład ciasteczka - można zacząć przygotowywać już teraz. No to proszę, na pierwszy ogień poszły różne wersje ciasteczek maślanych. Te z dziurkami, niezależnie od kształtu, noszą w naszej rodzinie nazwę "kocich oczek",  tutaj wersja z oczkami - gwiazdkami, i z oczkami - serduszkami. W kolejce czekają jeszcze zwykłe, okrągłe &quo…

Wodospady Islandii

Kiedy po raz pierwszy pojechałam do Norwegii, sądziłam, że znalazłam się w wodospadowym raju. Tych zjawiskowych cudów natury było tam mnóstwo, nie nadążałam fotografować, nieustannie się zachwycałam.  A potem odwiedziłam Islandię...
Ta dziwna wyspa okazała się być jednym z najbardziej fascynujących miejsc, gdzie byłam. Ogień i lód, wulkany i wodospady, cisza, spokój, mało ludzi.  Wodospady sa tak o tyle ciekawe, że takie coś zwykle kojarzy się z górami, z których owa woda może spadać. A Islandia ma swój sposób na wodospady - otóż idzie sobie człowiek płaskowyżem, skacze z jednej kępy wulkanicznych kamieni na drugą, i zapowiadanego wodospadu ani słychu, ani widu. W pewnym momencie zaczyna być słychać delikatny szum, a na horyzoncie pojawia się mgiełka, o taka:


Okazuje się, że tam jest wąwóz, w wąwozie ogromna, lodowcowa rzeka, i ogromny wodospad. teraz już nie szumi delikatnie, tylko wyje, wszędzie pełno wody, a człowiek stoi zszokowany pięknem i siłą natury.

Na zdjęciach poniżej kilka…

Skąd się wzięły gejzery?

Jakiś czas temu obiecałam różne wulkany, wodospady i inne cuda Islandii - przyszedł na to czas, i przez jakiś czas zainteresowane/zainteresowanych będę zamęczać tymi cudownymi miejscami... Zdjęcia pochodzą z sierpnia 2012 roku, o ile pamiętam większość jest zrobiona starym aparatem kompaktowym typu małpka,  więc są takie sobie. Poza tym światło w Islandii jest trudne... o tej porze roku jest jeszcze bardzo długo jasno, ale tez pochmurnie, często padał deszcz, wiało i było dosyć zimno - mnie taka pogoda pasuje, ale wielbiciele tropików nie mieliby tam czego szukać.

Na początek wybrałam coś, z czego Islandia słynie - gejzery. Generalnie gorących źródeł to jest tam zatrzęsienie, prawie w każdym hotelu było jakieś miejsce do wylegiwania się w ciepełku, ale gejzer, ten najprawdziwszy z prawdziwych - jest tylko jeden. To nazwa własna, ale od tej nazwy pochodzi słowo używane chyba na prawie całym świecie do opisania czegoś, co jest gorące, bulgocze i wybucha. Przeraźliwie trudno to sfotograf…

Zimowy drobiazg

Zakładając tego bloga, umieściłam w tytule drobiazgi, bo akurat wtedy sporo różnych rzeczy dziergałam, tworzyłam, składałam. Ale jakoś z czasem te działania mi umknęły... ostatnio naprawdę rzadko coś robię. Niedawno zobaczyłam coś, co mnie zainteresowało, i postanowiłam to zrobić. Ot, taki komin, ten jest prototypem, więc może kolejne będą ciekawsze, na razie pokażę próby. Rzecz jest z bawełnianego sznurka, zamiast drutów użyłam pałeczek do perkusji, w trakcie robienia wyglądało to tak:



Całość jest dwukolorowa, jak widać, a jeśli nie widać ( wiadomo, każdy ma inny monitor), to jeden ze sznurków jest jeżynowy, a drugi bladoróżowy. Ten bladoróżowy jest delikatnie cieńszy.

Tutaj już Melinda prezentuje gotowe dzieło, może całość powinna być jeszcze luźniejsza, albo inaczej ułożona:


Złożony komin wygląda tak:

Będę jeszcze eksperymentowała, może ktoś ma pomysł, jak dodać temu drobiazgowi urody?