Przejdź do głównej zawartości

Stosik listopadowy

Jakiś ten listopad taki... taki listopadowy. Rozpoczął się pięknie, ciepło i słonecznie, trwał nie najgorszy, nawet wybuchnął ciepłem, ale i tak jest tylko listopadem... W ostatnim czasie mniej czytam, bo jakoś znaczne więcej pracuję. Niby dobrze, ale  czuję nieustająco  niedosyty wszystkiego.  No właśnie chociażby czuję niedosyt czytania, stąd stosik w tym miesiącu nieduży. Niby jeszcze  nie koniec miesiąca, ale wiem, że nic więcej z tego nie będzie, chociaż kolejka  książek do przeczytania długa.

No to te kilka sztuk:



1. Donna Tartt - Tajemna historia.  Kiedy czytam  w opisie na obwolucie czy okładce, że rzecz dzieje się na amerykańskiej uczelni czy kampusie, to zwykle dostaję  nawet więcej niż poprawną historię, którą się dobrze czyta, osadzoną w realiach znanych autorce czy autorowi, więc autentyczną, dobrze napisaną. Podobnie było tutaj. Leży sobie w Mediamarkt stos książkowych okazji, wyłapałam tę, i się nie zawiodłam, za to zaskoczyłam. Historia o chłopaku z niebogatej rodziny, studiującym na dobrej uczelni wśród tłumu nadzianych kolegów to nic nowego, jeśli jednak akcja zawęża się do małej grupy  bardzo elitarnego kierunku, ekscentrycznego wykładowcy i historii, której finał - a więc kto zginął i kto zabił - znany jest od samego początku... robi się ciekawie.

2. Szczepan Twardoch - Król. Czekałam na tę książkę, bo Twardoch jest bezdyskusyjnie w mojej trójce gorących polskich nazwisk, a po Morfinie i po Drachu poprzeczkę postawił szalenie wysoko. Czytałam, i nie potrafiłam oprzeć się uczuciu, że wszystkie jego książki są o tym samym. O tym, jaka ważna jest tożsamość i jak trudno ją czasem zaakceptować. Bo szukać wcale nie trzeba. Z jednej strony półświatek przedwojennej Warszawy - i to wystarczyłoby, żeby było ciekawie. Tylko jest jeszcze druga strona... wielokulturowość, przemoc, konflikty narodowościowe... I można sobie poczytać tylko jako coś , jak na Twardocha, dość rozrywkowego,  a można się nieźle zadumać, co polecam.

3. Remigiusz Mróz - Behawiorysta.  Mroza było u mnie już mnóstwo, to jego najnowsza pozycja, równie sprawna i dobra do czytania jak inne. Może trochę już widzę "zmęczenie materiału", chociaż finał ma niezły, a może co za dużo na raz, to niezdrowo, ale w dziki zachwyt nie wpadłam. tak, warto, tak, dobre, tak... takie samo.

4. Nicholas Sparks - Spójrz na mnie. W sumie całkiem niedawno ( no kilka lat temu, 5-6) uwielbiałam czytać Sparksa, bo mnie odprężał, poza tym lubiłam czytać o miłości, a to było zapewnione. Potem zaczął mnie nudzić, bo wszystkie jego książki są takie same. Sentyment i 50% obniżki zachęciły mnie do nabycia, i chyba nie było warto - nie umiem tego skończyć. Nudzi mnie, ale może się jeszcze rozwinie. Z tego powodu nawet nie czekam  z postem stosikowym do końca miesiąca, bo jednak chciałabym to skończyć, a ciężko idzie. Ktoś czytał i może mnie jakoś zachęcić?

Komentarze

  1. Remigiusz Mróz ma bardzo dobrą opinię - tzn. jego książki. Muszę się więc nimi zainteresować. Natomiast Szczepan Twardoch to mówisz że się trochę powiela?
    To od czego radzisz /od kogo/ zacząć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie nie nie , Twardoch jest doskonały, no moim zdaniem znacznie, znacznie głębszy. Wymaga wysiłku przy czytaniu i ma przesłanie. I ja tę powtarzalność to w charakterze zalety zaznaczyłam. A Mróz jest świetny - ale i o wiele łatwiejszy, czy mu się to spodoba co napisałam, czy nie. Powiedziałabym tak ( nieskromnie niestety) - Mróz jest dla wielu, Twardoch dla nielicznych.

      Usuń
  2. Bardzo mi się ten stosik podoba - nic z niego nie czytałam, więc wiem za czym będę szperać przy najbliższej wizycie w bibliotece:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i będzie na mnie, jak Ci nie podejdzie :):):):).

      Usuń
  3. Stosik i tak spory, ja nawet takim nie mogę sie pochwalić, chyba że zaliczyć fragmenty książek, które kupuję dla biblioteki. Mroza zamówiłam na gwiazdkę i mam nadzieję przeczytać.
    Z wieloma książkami znanych autorów tak chyba jest, że zdarza im się coś gorszego, a czemu napisali? Bo wydawca zamówił, bo czytelnicy czekają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To własnie dyskusyjne, czy oni napisali coś gorszego, czy czytelnik czego innego oczekiwał. Fajnie się mówi, że wszystko tkie podobne, nic nowego, ble ble ble. A co ja wiem, kim jestem by tak sobie gadać... może akurat ja, czytając, byłam na nie do wszystkiego? I potem wołam wszędzie: och, jka ta ksiązka be... coś nie w formie chyba jestem :)

      Usuń
    2. No niezupełnie jest tak jak piszesz, zbyt surowo siebie oceniasz, bo jeśli opinie na temat niższych lotów danego twórcy potwierdzają się u większej grupy czytelników (krytycy to co innego) to musi coś w tym być, w końcu dla czytelników twórcy piszą, prawda? A oczekiwania powinno sie mieć, w końcu tym kierujemy sie przy wyborze lektury...

      Usuń
    3. No tak...Tylko współczesnych nam, piszących, chyba oceniamy inaczej niż tych , którzy robili to kiedyś...

      Usuń
  4. Żadnej z nich nie czytałam, a znam tylko Sparksa. Chyba rozejrzę się za Mrozem, jestem Go ciekawa, chociaż kilka książek nadal czeka, aż będę mieć więcej wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, gdyby mieć sporo czasu... i jeszcze móc go wypełnić własnie czytaniem... A gdzie filmy? Muzyka? Sport? jak to zrobić, by mieć wszystko?

      Usuń
  5. Własnie czytam Twardocha - masz rację, jest świetny. Znam Morfinę, nie czytałam Dracha. Dlatego nie mogę powiedzieć, że pisze "powtarzalnie" w pozytywnym słowa znaczeniu. W każdym razie jestem ok. 100 strony i bardzo mi się podoba. Choć, przyznaję, mocna to rzecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dla mnie jego ksiązki wszystkie sa takie mocne. W Drachu jest tez podobny smaczek, czy też zabieg literacki jak w Królu, tylko nie jest to język jidysz, a niemiecki i gwara śląska. Muszę poszukac starszych powieści i opowiadań Twardocha, bo trochę tego jest... a jeszcze nie znam.

      Usuń
  6. Jesteś pochłaniaczką książek podobnie jak ja. Sparksa "Spójrz na mnie "nie znam. Mam nadzieję, że zachęcisz, jak przeczytasz. Stosik książek pokaźny, więc wieczory zapewnione.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sama nie wiem, co z tym Sparksem tym razem. Bo od jakiegoś czasu mnie nie porywał w sensie jakości literatury, ot takie czytadła, ale w takiej własnie kategorii, czytadło na odprężenie, wygrywał. A teraz mam jakieś kłopoty... wczoraj nawet nie zajrzałam.

      Usuń
  7. Muszę przyznać, że choć stosik niewielki, to wciąż większy od mojego. Ja to zupełnie nie mam teraz czasu na czytanie czegoś, co nie jest mi niezbędne na uczelnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, taki czas. Kiedy miałam okres bardzo intensywnej pracy, wieczorem ze zmęczenia padałam, i o czytaniu nawet nie śniłam... a jeśli, to brałam książkę doskonale mi znaną, i otwierałam na chybił trafił, by przeczytać kilka zdań i zasnąć... teraz mam zawodowo spokojniejszy okres, to i czytać mam czas.

      Usuń
  8. A ja wzięłam się za żyjącego pisarza, co raczej mi się nie zdarza. Wreszcie dotarłam do Marcina Wrońskiego. Bliższa koszula ciału ;-) A tych przez Ciebie opisanych nie znam. O Twardochu wiem, słyszałam, nawet słuchałam z nim audycji w radiu, mówił bardzo ciekawie, ale nie podobają mi się jego... tytuły :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Notario, a Majewski? Też zyje.. ok, już się nie czepiam. O Wrońskim słyszałam, może mi kiedyś w ręce wpadnie, chociaz Lublin to nie moje okolice.
      A tytuły Twardocha? Hm... kiedyś czytałam taki prześmiewczy bardzo artykuł, jak autorzy ( tam akurat chodziło o literaturę SF) wybierają imiona bohaterów, tytuły i nazwy kosmicznych miejsc. Było porównanie jak dzieje się to u piszących Polaków, a jak za granicą. I coś w tym jest. Trafiłam też gdzieś na nieobiektywne rzecz jasna, ale ciekawe zestawienie najlepszych tytułów. Jak dla mnie - nie trafione. A podobają mi się na przykład tytuły Hemingwaya... I jeszcze - mówię o tytułach, a nie o zawartości - P. Coelho.

      Usuń
    2. Masz rację, Lech Majewski mnie zachwycił :-) I zamierzam czytać dalej. Czyli już dwa odstępstwa, co najmniej, niewykluczone, że zmienię przyzwyczajenia. Przecież czytałam też np. "Madame" Libery i też mi się podobało bardzo :-D

      Usuń
    3. Czyli klasyczne never say never, i za to Cię bardzo cenię, że sie nigdy nie usztywniasz. Nie zachwycasz się bezkrytycznie , masz dobry gust...ech.. długo by mówić... a wiem tylko tyle, ile napiszesz tu i ówdzie. I jeszcze jedno bardzo ważne - dzięki Tobie dużo sie dowiaduję i ucze :)

      Usuń
    4. Czuję się zażenowana... masz o mnie przesadnie dobre zdanie, jestem jak Ty, zwykłą czytelniczką i trochę melomanką ;-) Naturę mam bardzo, bardzo zachowawczą bym powiedziała, ale na szczęście nie dotyczy to literatury, sztuki, muzyki, czyli kwestii artystycznych. No nie wiem, czy to dobrze, czy niedobrze :-D

      Usuń
  9. A ja podziwiam przede wszystkim pojemność twojej biblioteki. Co robisz z książkami "jednorazowymi", jak nazywam kryminały? Do raz przeczytanych raczej nie wracam, bo albo pamiętam "kto zabił", albo nie został ślad, tym bardziej nie warto wracać. Też myślałam o pisaniu na blogu swoich opinii o przeczytanych książkach, przeważnie kryminałach. Ale w końcu każdemu może podobać się co innego. Poczytałam sobie o książkach w poprzednich twoich stosikach i widzę, że nie jestem odosobniona w ocenie kilku książek (autorów). Świetna sprawa te comiesięczne recenzje, pomogą mi na pewno w wyborze lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię do książek wracać, nawet jeśli wiem, kto zabił :). Kiedyś już o tym pisałam - budowałam dom dla siebie i moich książek :):), po prostu zaprojektowałam pokój, bibliotekę, co do centymetra przemyślany, łącznie z nieco bardziej podniesionym sufitem, pod konkretne regały - żeby weszły. Już zaczyna się robić ciasno, ale na razie się nie martwię. Jak ksiązki zaczną z półek wylatywać, pewnie coś pooddaję. Ja nie korzystam z bibliotek, bo wizja oddania książki mnie przeraża.. ja jestem chomikiem, zbieraczką, posiadaczką... musze mieć.

      Usuń
    2. O, to ty młoda jesteś jeszcze :) Ja już wiem, że jestem śmiertelna i "pójdę boso", nie warto gromadzić przedmiotów, bo potem tylko kłopot dla potomnych...o tym pamiętali starożytni, a współcześni pamiętać nie chcą. Ale- tyle naszego, ile żyjemy :)

      Usuń
    3. Szalenie to miłe, co napisałaś, Haniu, dziękuję, i oczywiście młodośc jest względna. A skoro mam już wnuki... I niestety tez się coraz bardziej przekonuję o swojej śmiertelności, i ta świadomośc mi sie nie podoba, chociaż nie mam innego wyjścia niż się z tym, ze stosownym dystansem, pogodzić. Taka skłonnośc do gromadzenia czy posiadania jest u mnie chyba genetyczna, mama moja, bardzo już starsza pani, tez wciąz kupuje ksiązki...

      Usuń
  10. U mnie ostatnio z tymi stosikami słabo, pomimo zmiany okularów przy świetne sztucznym bardzo bolą i łzawią oczy a dni coraz krótsze, kiedy czytać jak nie wieczorami.
    Właśnie skończyłam "Kasacja" - Remigiusz Mróz, zaczynam ""Rewizja" a potem "Zaginiecie".
    Ja mnie wciągnie to nie wiem co będzie z porządkami na Święta ha!ha! Pozdrawiam Anno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CO tam porządki, jak już czytasz cykl o Chyłce, to po Zaginięciu jest jeszcze Immunitet :). A oczy to wiadomo... trzeba dbać, ma się tylko dwa:). Ja już całkiem niedługo będę musiała poddać sie operacji, na razie jeszcze coś widzę:)

      Usuń
  11. Lubię ten cykl Stosik ;). Sparks! To jest to, co mi najbardziej przypadło do gustu. Coraz częściej też zastanawiam się nad przeczytaniem czegoś R. Mroza, bo i widuję tutaj i w sklepach, ale też mam zaległości, więc nieprędko to się stanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez lubię ten typ wpisów tworzyć...i mam jakąś dokumentację tego, co sama przeczytałam.

      Usuń
  12. A ja jestem właśnie w trakcie czytania książki Sparksa - którą poleciłaś.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleciłaś - nie poleciłaś, wtedy pod koniec listopada miałam sporo co do niej wątpliwości, na szczeście w grudniu dokończyłam czytanie i było znacznie lepiej, niż się zaczynalo:). A jak Tobie się podoba?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…