Przejdź do głównej zawartości

Polatać jak Małysz...

Lubię różne ekstremalne wyzwania i planując urlop. szukam zawsze czegoś takiego. Tym razem padło na latanie... nie, nie stałam się ptakiem,i nie chodzi banalnie o samolot. Małysz wspomniany w tytule ma tu swoją rolę ( swoją droga jutro się z nim spotkam:)). Już w poprzednim poście wspomniałam o skoczniach narciarskich, i dziś właśnie jedna z nich była bohaterką dnia - a mianowicie mamucia skocznia w Planicy.  Planica to tak w ogóle wielki kompleks skoczni stojących pośrodku niczego, ja naliczyłam ich tam osiem - trzy małe, dwie średnie, dwie duże no i mamut. Całość wygląda tak:


Widać, jak różnią się wielkością, prawda? I widać też, jaką piękną pogodę mieliśmy, więc można było polatać... Otóż już  w roku 2015 nad tą największą skocznią, po jej lewej stronie ( patrząc na zdjęcie) założono linę, po której można zjeżdżać w specjalnej uprzęży. Lina ma około 550 metrów długości, spadek wynosi ponad 200 metrów i 38 stopni, a rozpędzić się można do około 75 km na godzinę. Leci sie około 40 sekund - zrobiono to po to, by zwykły śmiertelnik mógł chociaż w części poczuć się jak skoczek narciarski. No to zechciałam się poczuć. Najpierw obejrzałam sobie dokładnie skocznię   - no duża jest, bez dwóch zdań. Jeśli ktoś się uważnie przyjrzy, to po lewej, tak nieco połowy zdjęcia, widać takie kulki - są one uczepione do liny, po której będziemy zjeżdżać, samą linę też widać:



Potem obejrzałam "lądowisko", czyli koniec tej zabawy:


 Na linach widać takie żółte taśmy czy też gumy, one mają za zadanie zahamować delikwenta, a potem widoczni na zdjęciu panowie elegancko podjeżdżają taką platformą, odczepiają i już można triumfalnie podnieść ręce w geście zwycięstwa.

Nim jednak do tego dojdzie, trzeba dać się zapiąć w specjalną uprząż, założyć kask, i specjalny plecak z krążkiem potrzebnym do zjeżdżania. Tu na zdjęciu widać, że to konkretne obciążenie:


Potem udać się należy pod prawą część całego kompleksu  i wyciągiem krzesełkowym , którym zwykle jeżdżą zawodnicy, wjechać na samą górę. Potem kawałek pieszo, aż do największej skoczni, jeszcze w górę schodami, aż na sam szczyt skoczni - wyżej, niż startują skoczkowie... i widac mniej więcej to:


Krata na pierwszym planie ma chyba za zadanie zniechęcić samobójców... potem widać najazd z belkami startowymi, gdzieś daleko próg skoczni, sama bulla jest słabo widoczna. Mili panowie wpinają w linę, odpinają zabezpieczenia... i fru.... coś pięknego po prostu, taki lot. Zdecydowanie chcę jeszcze, a adrenalina wciąż we mnie buzuje, mimo, iż minęło już pół dnia. jak ktoś chce zobaczyć więcej proponuję wpisać w Google hasło  Zipline Planica, są filmiki z różnych zjazdów.  ja mam swój własny...

A na zakończenie zdjęcie, które robię sobie na każdym wyjeździe narciarskim, jeśli tylko jest odpowiednia pogoda:


Wspominałam o Małyszu? Jutro tu przyjeżdża, i będzie gościem specjalnym. W planie jest jeszcze jedna impreza na skoczni, jakaś dyskoteka... no i narty, to cały czas. Cały rok czekam, by w końcu można było pojeździć...

Komentarze

  1. O my God, za żadne skarby bym na tych linach nie zjechała. Stanowczo nie! Ale tobie gratuluje odwagi, widoków, filmików i urlopu. Baw się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bawię się:), dziękuję. A Ty nigdy nie mów nigdy, może właśnie kiedyś ci przyjdzie ochota...

      Usuń
  2. ja też bym nie :( o nie !!!!
    Ale na nartach po normalnemu - już tęsknię :) . Pozdrawiam najwyraźniej wyjazdowo - odpoczynkowo Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sniegu jest na razie mało, ale na szczeście zrobiło się trochę poniżej zera i w końcu naśnieżają armatkami. No to trzeba się na te narty gdzieś umówić. Jaką stację preferujesz?

      Usuń
  3. Skoczkowie narciarscy to bardzo odważne osoby:)) Jestem pod niesamowitym wrażeniem Twoich fotografii;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A odważni są, na pewno, ja byłam uwiązana na linie, oni latają bez takiego wspomagania

      Usuń
  4. Piękne widoki, ekstremalne wyzwania, ciekawy i wspaniały urlop. Życzę samych przyjemnych przeżyć.
    Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, ja własnie tak lubię wypoczywać. czynnie i w biegu:)

      Usuń
  5. No Ty jak coś zaplanujesz, to na maksa :-)Fajnie, pozdrów Małysza:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dwie godziny idę z nim na dyskotekę... no dobra, idę z mężem, ale on tam będzie i pewnie będzie dla wszystkich miły - ostatecznie pewnie ma to w tle jakąs umowę sponsorską albo co. A w planowaniu takich szaleństw istotnie jestem dobra :):):):)

      Usuń
  6. Witaj, Anno.

    Skocznia wygląda imponująco.
    A ostatnie zdjęcie przywiodło mnie do skojarzenia, że przez te nerwy wyjazdowe tylko cień człowieka z Ciebie pozostał ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nie, nerwy wyjazdowe? A co to? Toż to sama przyjemność...

      Usuń
  7. O matko! Musi być ekstra taki "lot"!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poleciałabyś, no nie? Musisz się więc wybrać do Planicy:)

      Usuń
  8. Ale to robi wrażenie! A taki lot, matko nie zdecydowałabym się, ale tym bardziej podziwiam Ciebie. ;) Małysz będzie, śnieg jest, jeździć można, skok zaliczony - super! Będą miłe wspomnienia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, takie wspomnienia to świetna sprawa. A jak za parę lat już nie będę mogła tak szaleć... ech...

      Usuń
  9. To faktycznie musiał być udany poniedziałek! :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - czyli poniedziałki wcale nie muszą być paskudne:)

      Usuń
  10. Niesamowita jesteś Anno i troszkę szalona - pozytywnie szalona;) Miłej zabawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem szalona mówią mi... no jestem. Właśnie wróciłam do hotelu... Adam M. wracał z nami i sobie konwersowaliśmy... Bardzo jest miły i kontaktowy. A jutro będę jego przedskoczkiem na tej linie - skocze znowu:)

      Usuń
  11. Nie było mnie długo i od razu fajerwerki. Ja chcę! Wiesz, że ja chcę i wiem, że wiesz. Wysokość i szybkość i strach tuż przed i euforia, cudowne rzeczy! Bawcie się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne to linkowanie literki, już poprawiam...

      Usuń
    2. Tak własnie jest. I ten wyrzut adrenaliny tuż przed skokiem , powodujący spokój i absolutną pewność, że chcę to zrobić.

      Usuń
  12. Ostatnio właśnie mój tata powiedział, że chciałby zobaczyć mamucia skocznie.

    Co to znaczy - jutro spotkam Małysza?? Tak po prostu?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Na piwie z nim dziś byłam, a wczoraj na imprezie:), zdjęcia sobie porobiliśmy, poskakałam z nim w symulatorze - miałam lepszy wynik:). Świetny gośc, ciekawie opowiada, bez żadnego zadęcia i wywyższania się. I naprawdę skromny, powiedział, żeby najpierw czegoś dokonać, a potem o tym dopiero mówić...

      Usuń
  13. Jesuuuuuuuuu, ale to musiał być czad!
    Ja bym zjechała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nic tylko się spakuj i do Planicy:), bo to naprawdę super zabawa.

      Usuń
  14. A Małysza bardzo lubię - sporo osiągnął, a wciąż jest skromnym człowiekiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. I nadal lubi wyzwania... Opowiadał, jak pierwszy raz stanął na mamuciej skoczni, miał wtedy 17 lat. I wtedy tak mu niezbyt poszło...I jak wchodził na tę ogromną skocznię po tych setkach schodów ( ja tylko schodziłam) - nawet 6-7 razy w ciągu dnia, bo wtedy nie było tam kolejki. A jak fajnie cieszyły się trenujące na innych skoczniach dzieciaki, jak go rozpoznały - trenowali równiez bardzi młodzi Polacy i Polki :). tak, dziewczyny...

      Usuń
  15. Sam nie wiem, czy dałbym radę zjechać, ale pomysł bardzo mi się podoba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zastanawiaj się, do Planicy nie jest specjalnie daleko:). W ogóle Słowenia - dla mnie nowy kraj - to ciekawa estynacja, chociaz narciarsko wolę jednak Austrię czy Włochy

      Usuń
  16. Wow! Jestem pod wrażeniem, ja nigdy nie...bałabym się...
    ale takie zdjęcia to mi się podobają, też takie robiłam, fajne to słonko, fajne...miłego wypoczynku ...cieplutko pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam. Trzeba wszystkiego spróbować i tyle. Dziś też było super... dalej wspaniała pogoda

      Usuń
  17. Jaaaaaaaaa.....Aż mnie zaczęło łaskotać pod kolanami - mam lęk wysokości i przestrzeni ale kiedyś to zwalczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam. dokładnie to lęk otwartej przestrzeni - i to są fantastyczne sposobyna zwalcznie tałatajstwa.

      Usuń
  18. To musi być niesamowite wrażenie taki zjazd. Być może i ja kiedyś spróbuję, bo uwielbiam takie wyzwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto, jak będziesz miała okazję spróbuj koniecznie

      Usuń
  19. Co to jest adrenalina? Kiedyś czytałam, że ci wszyscy ludzie uwielbiający ryzyko i uzależnieni od adrenaliny mają w chromosomie x krótszą "nóżkę". Ponoć większość Amerykanów ma taką krótszą "nóżkę". I ty też z całą pewnością masz tę "nóżkę" krótszą ;) I świetnie dla ciebie. Ale tak, jak syty nie zrozumie głodnego, tak ja nie rozumiem tych ekstremalnych przeżyć. Brr, za złote góry, za żadne pieniądze nie zjechałabym, nie skoczyła, nie "poszalała". Ślimak jestem i dobrze mi z tym. A jaki ty masz zawód, że tak tęsknisz do ryzyka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i mam krótszą nózkę... nie przeszkadza mi to nic a nic. A zawodów to mam kilka... i prowadzę własną firmę, co oznacza non-stop stres:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…