Przejdź do głównej zawartości

Przedświątecznych przygotowań ciąg dalszy

O ciasteczkach dopiero co było, ale no muszę się pochwalić najnowszymi dokonaniami na linii działań około świątecznych - wczoraj i dzisiaj razem z młodszą córką zajęłyśmy się pierniczkami i piernikowymi choinkami. No i wyszło takie coś:


Ponieważ od tej, zielonej choinki zaczęłyśmy, to lukier tak nieco niedokładnie położony, bo musiałyśmy się rozkręcić.  Na kolejnej , białej, już wszystko gra:


Potem zabrałyśmy się za lukrowanie i ozdabianie małych pierniczków, na razie wyszło tyle:



Można oczywiście podziwiać z mniejszej odległości - pierniczki są ozdobione białym i czekoladowym lukrem, i całym mnóstwem różnych słodkich dupereli, czekoladkami, rodzynkami, orzechami i migdałami:








A na zakończenie zostało odrobinę pierniczków na ostatnią, maleńką choinkę:


Przy okazji zrobiłyśmy więcej ciasteczek, które pokazywałam ostatnio, bo już dziwnie zanikać zaczęły, a za jakąś godzinę będziemy jeszcze robiły cynamonowe gwiazdki z bezą - po raz pierwszy, więc nie mam pojęcia, co nam wyjdzie.

Komentarze

  1. Nie, wychodzę, po pierwsze, nie jem słodyczy, a skręca mnie w żołądku na sam widok, po drugie, nienawidzę kucharzenia :-( Spadam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie możesz docenić artystycznej strony? Bardzo się starałam...

      Usuń
    2. Doceniam, ale nie mogę patrzeć, bo sobie postanowiłam, że nie jem, a to trudne wytrzymać, jak się takie coś widzi :-(

      Usuń
    3. No to na pocieszenie dodam, że chwilowo są takie...no... twarde, bo jeszcze nie zmiękły. Więc i tak na razie można tylko na nie patrzeć, chyba że komuś zębów nie szkoda:)

      Usuń
  2. Ja doceniam to, że zrobiłyście same i to jeszcze taaaaaaaaaaaką ilość.
    Czy Wy to na pewno dacie radę zjeść? My byśmy nie dali ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dla nas, córek z mężami, syna z żoną, wnuków ( właściwie jednego, bo drugi za malutki) - ta ekipa, czyli 9 osób plus niemowlę obsadza całośc Swiąt, a poza tym to jest dla wizytujących nas w drugie święto na obiedzie i podwieczorku rodziców, teściowej, brata z żona i dziećmi, siostry oraz teścia brata. Toż to nawet po dwie sztuki na głowę nie będzie...

      Usuń
    2. Rany...to faktycznie, trochę Was będzie ;)
      Dacie radę. A co prócz pierniczków?

      Usuń
    3. No jeszcze te ciasteczka, które pokazałam ostatnio, owoce i moczka. Jeśli nie wiesz, co to moczka, to niedługo to pewnie wyjasnię...

      Usuń
  3. Jesteście irytujące, :P denerwujące, ;) miażdżąco pokazujące jak bardzo jestem beznadziejna w takich przygotowaniach :((((( . Mimo wszystko udanej sesji ciasteczek bezowych ;) :) - pozdrawiam Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyrobiłyśmy się, niestety, bo się goście przyplątali :):):). A Ty się nie denerwuj, święta mają być na luzie :)

      Usuń
  4. A nie będzie Wam szkoda przerabiać na cholesterol tyle ładnych pierniczków?
    Zjecie i ich uroda przeminie ;( ,zmieniając się w cholesterol.
    Bo cholesterol przyrasta nie z mięsa ale z cukru i mąki.
    Chylę czoła, ale z ręką na sercu przyznaję się, że jestem niewymownie szczęśliwa, że w tym roku nie muszę się "wysilać przedświątecznie i świątecznie"
    bo będziemy w domu sami, robiąc to, na co w danej chwili przyjdzie nam ochota.
    W ramach dobroci dla męża ukręcę sernik wiedeński, bo to jego ulubione jedzenie, robota przy tym niewielka, niemal sam się robi a i ja się załapię, bo to bezglutenowe wszak będzie.Poza tym zakupię duuużo bezglutenowych bomb kalorycznych czyli różnych orzechów i suszonych owoców i będę się tym pasła.
    Aniu, a jak się tak rozpędzicie w tych pierniczkach to może i domki z piernika zrobicie?
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no domków nie będzie, choinki wystarczą. Rozumiem, że ten cholesterol i takie tam... no rozumiem, ale od kiedy skończyłam jakies dwa lata pomagałam mamie i babci dekorowac pierniczki, potem robiły to moje dzieci, teraz lada moment będa wnuki. I chociaż ja nie jestem przesadnie świąteczną osobą, ta tradycja jest święta:). Nie piekę na święta właściwie żadnych ciast, nie ma tradycji makowca w mojej rodzinie, więc świąteczne podwieczorki sprowadzają się do ciasteczek , które pokazałam kilka postów temu, oraz tych właśnie pierniczków, oprócz tego jada się owoce, o tej porze roku są to głównie cytrusy. No dobra, jest jeszcze jeden deser, ale o tym może kiedyś...

      Usuń
  5. Ale widok, no fantastyczny po prostu. A smak pewnie będzie na miarę master szefa. Gratuluję Wam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy, teraz pierniczki trochę poleżakują w zimnie, bo muszą zmięknąć - na święta będa już miękkie - a smak to już ocenią jedzący :):):)

      Usuń
  6. OMAMUŃCIU! Co za niesamowita manufaktura. Pochwalić za cierpliwość i wytrwałość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, starałyśmy się bardo :)

      Usuń
  7. Je też jęknęłam, jak zobaczyłam te cuda. Nawet, jeśli to byłą praca na 4 ręce, to niesamowicie sprawne jesteście. Ile to Paniom zajęło czasu? Podziwiam nieustająco. Rzeczywiście, to jest duże przeżycie estetyczne. Jesteście artystkami. Tak ozdobionych pierniczków nie dość, że nigdy nie jadłam, to nawet nie widziałam. I nie zazdroszczę, tylko wybałuszam oczy ze zdziwienia, że tak można. Bardzo pracowita jesteś Anno :) A jak się taką piernikową choinkę je? Kroi się ? Odłamuje? W ogóle te pierniczki są tak piękne, że szkoda je jeść, są jak klejnociki:). Nie mogę się napatrzeć .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie pierniczki to u nas tradycja, nie pamiętam nawet jak dawno to się zaczęło, na pewo już w domu mojej babci. Kiedy dekoracją zajmują się najmłodsze dzieci w rodzinie, nie sa może takie dopracowane, ale są pełne ich szalonych pomysłów zdobniczych:):):). Chwilowo wnuki jeszcze troszkę za małe na dekorowanie pierniczków, więc działałyśmy same - to jest dosyć szybkie zajęcie, bo wszystkie ozdoby sa przygotowane w miseczkach, lukruje się po kilka sztuk na raz, a potem układa wzorki - na talerzach widac pewną "seryjność"... dziś wszystko powkładam do puszek i będzie sobie do świąt dojrzewać.

      Usuń
  8. Ja w sobotę również piekłam pierniczki:)) Czuć w powietrzu święta;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cudowny aromat, prawda? I nie tylko ten związany z pierniczkami... to jeszcze coś więcej...

      Usuń
  9. Oj narobiłaś smaka tymi pierniczkami. Chętnie bym zamówiła u Ciebie jedną porcję 😉 Moje przygotowania sa na innym etapie ale też i tegoroczne święta 🎄 zapowiadają się inne niż zwykle. Pozdrawiam cieplutko pomimo porannego mrozu 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie to, że za tydzień będę już dosyć daleko ( na kolejny tydzień), to kto wie, może byśmy sie dogadały:). o i zaintrygowałaś mnie tymi innymi świętami...

      Usuń
    2. O, może lecimy w tym samym kierunku? U nas się zrobiła już taka mała przedświąteczna tradycja, żeby naładować akumulatory w ciepełku. A co do świąt,to będą tak inne jak nigdy dotąd .......

      Usuń
    3. Raczej nie - ja zimą to na narty... i tez od paru lat dorzuciłam taki przedświąteczny wyjazd do kalendarza:)

      Usuń
  10. Gratulacje, są piękne i pachną nawet przez monitor. Dla mnie pierniczki nieodłącznie kojarzą się z magią świat. Mam zamiar upiec na Mikołajki, ale nie wiem czy nie za wcześnie, bo nie mam pewności czy dotrwają do świąt. Moje są bardziej skromne, ale właśnie takie wolę :-) Jeszcze raz gratuluję tak pięknej pracy, a właściwie efektów pracy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mojego przepisu muszą być wcześniej upieczone, bo dosyć długo trwa proces zmiękczania. I ta magia wlasnie... jak już mam pierniczki to wiem, że święta blisko:). A co do tego, że takie strojne - jakoś tak zawsze było... i nawet nie myślę, że można inaczej, taka rodzinna tradycja.

      Usuń
  11. Ciasteczka wyglądają cudownie i apetycznie! A jakie zmyślne choineczki;) Klimat pieczenia ciastek i ciast w domu, a potem ich widok na świątecznym stole - jest bezcenny. Bo przecież, to nie tylko o jedzenie chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ni dodać, nic ująć - to własnie tak jest, bezcennie...

      Usuń
  12. No na bogato i tak powinno byc w święta, a nic tak nie smakuje, jak własne. My wolimy bez ozdób, ale gdy syn był mały, to obowiązkowo dekorowaliśmy i pwenie z wnukami kiedyś też udekoruję. Choineczki piękne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choinki to właściwie tegoroczna nowość, skusiłam się po prostu na foremki, trzeba było je sprawdzić:). I masz rację, dla wnuków sporo się robi :):)

      Usuń
  13. Brawo Anno jestem na prawdę pod wielkim wrażeniem. Podziwiam za chęci, talent kulinarny i pięknie smakowite ozdobienia, a ta ilość mnie powaliła :) Mi najzwyczajniej w świecie się nie chce, nie mam daru do takich zabaw, a dodatkowo moja cukrzyca niezbyt przychylnie podchodzi do takich słodkich smakołyków ;)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja daru też jakoś nie mam, ale się nauczyłam i działam. Na cukrzycę nie ma mocnych, niestety, trzeba się pilnować. Ale może chociaż jednym sie poczęstujesz? Ich wcale nie jest tak dużo, biorąc pod uwagę dla lu to osób, już o tym wyżej w komentarzach pisałam.

      Usuń
    2. A ja już się poczęstowałam, bo lubię słodycze zwłaszcza pierniczki i ciężko mi się ich wyrzec :) Tak wiem ileż to osób będzie zajadało te cudeńka, czytałam komentarze ;)

      Usuń
  14. Takie cudowne. Tak pięknie wyglądające! No jej, aż mam smaka. To nie fer. Ale tak o ciasteczkach to ja mogę czytać i czytać, i oglądać i w ogóle super sprawa, że tak sobie pieczecie i układacie choinki i różne wzroki. Jestem zachwycona. Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jest nie fair? Że ciasteczka? Że razem? No fajnie jest... dziś druga córka prawie się obraziła, że zrobiłyśĶy to bez niej...

      Usuń
  15. Gratuluję. Pięknie wyglądają. Nie lubię co prawda słodkich wypieków ale patrzy się na to cudnie:) Niech smakują i dają przyjemność podczas jedzenia i patrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to takie trochę do patrzenia, przynajmniej na razie, bo jeszcze twarde. Za jakieś dwa tygodnie, czyli akurat na czas, będą idealne.

      Usuń
  16. Witaj, Anno.

    Cudeńka :)
    Uwielbiam zapach domowych pierników.
    U nas Święta pachną, gdy zaczynam gotować barszcz, bo on musi swoje odstać, żeby był najpyszniejszy :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barszcz robi u nas zięć, bo tylko on ma taką rodzinną tradycję - w sumie to chyba ze cztery różne zupy będą:)

      Usuń
  17. No to pojechałaś z tymi pierniczkami.
    A gdzie je sprzedajesz i po ile?
    Bo ja wszystkie mogę kupić.
    :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie są na sprzedaż:). Ale może powinnam o tym pomysleć? Na emeryturze uruchomię manufakturę

      Usuń
  18. Widok jak w cukierni :) Wesoło i apetycznie . Udanych dalszych wypieków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakos natchnienie mi się skończyło...

      Usuń
  19. Piekę ciasteczka i też dekoruję. Tylko trochę mniejsze ilości, bo potem nie ma kto jeść ha!ha! Takich choinek jednak nie robię a to świetny pomysł, podpatruje więc...
    Pozdrawiam Aniu, miłego tygodnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nabyłam stosowne foremki w jednym popularnym dyskoncie, ale wystarczy mieć kilka rozmiarów, a potem zlepiałam lukrem

      Usuń
  20. O rany! Raz w życiu zrobiłam ciasteczka... Z gotowego ciasta:D
    W tamtym roku tez miałam w planach, nawet ciasto kupiłam... Ale zapomniałam o nim;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... może cię nalezy jednak nieco kulinarnie wyedukować? Ale w sumie po co...

      Usuń
  21. Bardzo ładne pierniczki, szczególnie podobają mi się choinki. Raz próbowałam robić takie, ale za mocno się rozjeżdżały, mimo że próbowałam je trzymać w pionie wykałaczkami.
    Jak dzieci podrosną to na pewno będziemy razem stroić pierniczki, a na razie jakoś nie ma czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te są zlepione lukrem, przyznam, że gotowym, nabytym w znanym dyskoncie. Lukier na pierniczkach jest absolutnie hand made.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…