Przejdź do głównej zawartości

Stosik grudniowy

Pora podsumować czytelniczo grudzień, a przy okazji cały rok.
W grudniu skupiłam się głównie na tych książkach, które kupiłam w poprzednich miesiącach przy okazji różnych promocji i wyprzedaży, a które nie były aż tak atrakcyjne, by czytać je w pierwszej kolejności. Nowość była w zasadzie tylko jedna...


1. Kristin Hannah - Słowik. To właśnie owa wspomniana nowość, skusiłam się na Słowika po bardzo dobrych recenzjach na wielu blogach poświęconych książkom i nie tylko książkom.  I tak - to jest bardzo dobra rzecz,  jest o kobiecie/kobietach, co lubię, ale jest o wojnie. Ja nie lubię książek i filmów o wojnie. Czytam i oglądam, ale nie lubię. Wojna jest okrutna, i jestem zdania że wielkim jest nauczyć nasze dzieci i wnuki jak do niej nie dopuścić, a nie tego, jak walczyć. Ale co ja gadam... pozostanę pacyfistką już na zawsze, i raczej więcej się za książki o wojnie brać nie będę. Bo są smutne, okrutne, i dramatyczne. Bo pokazują zło  w sposób realistyczny i prawdziwy, a nie wydumany jak w thrillerach. Bo pokazują brud , głód i upokorzenie, które sami sobie gotujemy jako gatunek. I co z tego, że pokazują też dumę, miłość, wsparcie...

2. Guillame Musso - Wrócę po Ciebie. Musso, jak zwykle sprawny i niespecjalnie zaskakujący co do ogółu, bo w szczegółach sprawny i zaskakujący nawet. Stary i niby zgrany pomysł - co, jeśli dane jest komuś przeżyć określony dzień jeszcze raz... taki dzień świstaka. No i oczywiście miłość w tle, a jakże. I w tym wydaniu, co okazało się istotne, bo coraz gorzej widzę, stosunkowo duże litery. Pora się w końcu wybrać zoperować te oczy...

3. Simon Beckett - Zimne ognie. Becketta do tej pory czytałam cykl o doktorze Davidzie Hunterze, który w moim odczuciu jest niezły. Tu bohaterką jest kobieta, która postanowiła mieć dziecko, a nie mieć męża... czy ja wiem... jak dla mnie zbyt wydumane, chociaż do poczytania. Bo, żeby było jasne, to jest kryminał, czy tam sensacja, czy thriller. Jak zwał tak zwał, jest zagadka, są morderstwa, i jest zło. Całość taka sobie.

4. Thomas Harris - Czerwony smok. Tego autora ( i pewnie tytułu) przedstawiać nie trzeba... historie związane z Hannibalem Lecterem miłośnicy tego typu literatury i filmów świetnie znają. Ja nie znałam pierwszej części...  I zgodzę się z tym, co gdzieś na temat tej książki przeczytałam - aż szkoda tak dobrej historii i interesujących postaci na taką krótką książkę... a może dobrze, że rzecz nie została rozwleczona? Pozwolę sobie tu wrócić do mojej niechęci do książek o wojnie - a chęci do czytania historii opartych na źle. To zło, które pokazuje na przykład Harris,  jest jednostkowe, i ludzkość ( no, może nie ludzkość, ale policjanci, FBI, jakieś inne służby) jednoczy się, by to zło pokonać. Wojna wyzwala złe instynkty w każdym z nas. I to mnie przeraża tak bardzo, że pozostanę przy horrorach.

5. Tess Gerritsen -  Dawca. Kiedy pisałam o innej z jej książek, chyba Jotka napisała w komentarzu, że jej nie powaliła ta autorka - już wiem, co chyba miała na myśli. Sprawne to, dobrze się czyta, ale nie zostaje nic a nic. Ja , chociaż czytałam to kilkanaście dni temu, musiałam się właśnie chwilę zastanowić, o czym to było. Zero refleksji, nic na dłużej, w dodatku wtłoczony w treść wątek biednych rosyjskich sierot... w sumie nie wiem, czemu wybrano akurat rosyjskie.  jak ktoś mi kolejną powieść Tess Gerritson położy obok łóżka, to pewnie przeczytam, ale szukać na pewno nie będę. Bardzo przeciętne, w dodatku jakoś mam wrażenie, że to już było.  Na przykład w medycznych thrillerach Robina Cooka...

6. Anne Tyler - Lekcje oddychania. No. Sięgnęłam po tę książkę przez przypadek ( przecena w Media Markcie, czy czymś takim), skusiły mnie magiczne słowa "Nagroda Pulitzera" na okładce. I tak, to jest coś. Dla mnie autorka nowa, nie czytałam nic wcześniej, a tu okazuje się, że to postać znana bardzo. Lekcje oddychania mnie zachwyciły. W czym rzecz? Małżeństwo, 28 lat stażu, dwójka dzieci, była synowa, wnuczka... amerykańska prowincja... banały. I jeden dzień z ich życia. Owszem sporo retrospekcji i wspomnień, ale całość głównej akcji to jeden dzień. książka jest o tym, jak  jedni manipulują drugimi, jak można na siłę kogoś chcieć uszczęśliwić, jak bardzo można być samotnym w związku... i o tylu ważnych sprawach, że wciąż mam je w głowie. A już końcowa scena z układaniem pasjansa to coś, co wydało mi się literackim majstersztykiem. Bo oto w prostych słowach udało się autorce oddać urok i sens długoletniego, już być może nie tak namiętnego, ale wciąż kochającego się małżeństwa. Czego sobie i innym długoletnim małżeństwom życzę.


I tyle byłoby grudnia. A cały rok? Opisałam tutaj, na blogu, 80 książek - to , co przeczytałam w tym roku. Nie jest to jakiś ogrom, zwykle czytam około 100 książek rocznie, ale zwykle spora część to pozycje, do których wracałam. Ot, taki nawyk czytania niektórych książek po kilka razy. Bo fajne, bo odstresowują, bo jakoś dla mnie ważne. A ten rok był inny - czytałam sporo nowości, w ogóle straszliwe dużo kupowałam. No i może przez to, że to były dla mnie książki nowe, czytałam mniej. I zupełnie porzuciłam w tym roku czytnik - nie mogę znieść cen e-booków. Jeśli mam zapłacić trzy dychy, to jednak wolę za papierową wersję...

Komentarze

  1. Myślałam, że książki elektroniczne są tańsze niż tradycyjne o.O Nie zgadza mi się tu rachunek ekonomiczny, ale co ja tam wiem :D

    Ja korzystam z bibliotek :) Nawet szybko pojawiają się w nich nowości - mówię tu o bibliotekach krakowskich. Nie narzekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się ten rachunek tez nie zgadza, ale właśnie, co my tam wiemy. Mozna oczywiście złapac tańsze wersje na czytnik, ale nie nowości... ja najchętniej widziałabym wersję: jeśli kupujesz wersję papierową, to e -booka masz może nie gratis, ale na przykład za 25% wartości wersji papierowej. Bo ja nie znosze bibliotek, poniewaz tam książki trzeba oddać, a ja lubię je mieć. Bo do nich wracam. Bo kocham zapach zadrukowanego papieru i widok kolejnych tomów na półkach.

      Usuń
  2. Aniu, gratuluję ilości przeczytanych książek. Jak sama piszesz dla Ciebie samej porównując się do innych lat, to może nie maximum osiągnięć, ale ja uważam, że jest czego gratulować. Inspiruj i w kolejnym roku Swoimi książkowymi pozycjami :)
    Kochana, Szczęśliwego Nowego Roku! Niech to będzie dla Ciebie dobry czas!
    Pozdrawiam:
    Renia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie:), Reniu. Inspirować dalej zamierzam, chociaż może wrócę do mojego zwyczaju czytania staroci i pozamęczam Was Dumą i uprzedzeniem oraz innymi dziełami Jane Austin, czytanymi po setki razy, znowu moim nieśmiertelnym Kingiem, albo Mrozem...

      Usuń
  3. Wiele interesujących pozycji, o których nie słyszałam. Choć ,,Dawcę" chyba gdzieś spotkałam. E-booki powinny być zdecydowanie tańsze.80 czy 100 książek rocznie to jest bardzo dużo. W ogóle jestem zdziwiona, bo w kręgu moich znajomych sporo osób czyta, a blogach też widzę, że ludzie czytają książki, a polski poziom czytelnictwa niby jest niski... Wiem, że nie wszyscy czytają, bo też znam takie osoby, co ani jednej książki w roku nie przeczytają, ale trochę mnie zaskakuje, że jednak jest więcej tych, którzy nie czytają, niż czytają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nad tym czytelnictwem nie jeden raz rozmyślałam, ale to chyba jest tak, że wokół siebie masz ludzi podobnych do siebie - ty czytasz, oni też. I pozostaje wypaczony obraz reszty świata - na przykład moja teściowa nie rozumie, po co w ogóle czytać książki.. przecież jest telewizor.

      Usuń
    2. Chyba właśnie tak to jest. No tak, jest telewizor, tylko to co tam puszczają pozostawia wiele do życzenia. Poza tym to czytanie rozwija.

      Usuń
    3. To takie przekonywanie już przekonanych... a reszta i tak wie lepiej:)

      Usuń
  4. Lekcje Oddychania już wpisałam na swoją listę must read w nowym roku. Aniu, kiedy masz czas tyle książek przeczytać? I bloga prowadzić? Ja chyba jednak jestem jakaś niezorganizowana. Muszę się wziąć za siebie. Pozdrawiam i życzę ciekawego nowego 2017 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam kłopoty ze snem, to daje czas na czytanie... mam tez nienormowany czas pracy - czasem tyram kilka dni pod rząd po 16-18 godzin na dobę, a czasem dwa tygodnie bimbam sobie. A tak powaznie - czytam nocami, bo niestety naprawdę nie mogę spać. A Lekcje oddychania to naprawdę warto:)

      Usuń
  5. Są książki, do których warto wracać nawet kilka razy, rozumiem doskonale. :) 80? dobry wynik, u mnie w tym roku tak słabo, ze aż wstyd chyba będzie podsumowanie robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie do podsumowania to właściwie zmusił ten cykl stosików - a właściwie mi to podsumowanie ułatwił. Ot, podliczyłam co było...I nigdy nie jest wstyd, jeśli czytasz. Nie ma żadnego znaczenia ile... czasem jednak książka w roku może bardzo wiele zmienić.

      Usuń
  6. O Słowiku czytałam,że warto, myślałam, że dostanę pod choinkę, ale nie...
    Dostałam za to inne pozycje i kilka dostał mój mąż, więc długo nie muszę iść do biblioteki.
    Aktualnie poczytuję felietony Daukszewicza "Prosto z ambony" i zaczynam Latarnika- K.Lackberg
    Twój wynik roczny imponujący, gratulacje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jotko, bo bardzo warto - tylko ja nie już chyba nie chcę się bać, płakać, i martwić, że to może dotknąć mnie i moich bliskich. Wyobrażać sobie, co sama zrobiłabym w określonej, wojennej rzeczywistości. Bo czytać o mocach nadprzyrodzonych jest znacznie łatwiej...

      Usuń
  7. To, że przeczytałaś 80 książek w roku - jakkolwiek niezwykle imponujące - można jeszcze zrozumieć :D , ale że przeczytałaś 6 książek w grudniu - to zupełnie inna bajka :) . SZACUN - pozdrawiam zawstydzona o wiele mniejszym rezultatem :( - Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego zawstydzona? Czytasz, a ile to nie ma sensu się licytować... ja tylko podsumowałam, a wyszło, co wyszło. Tobie za to szybciej niż mnie czytanie idą inne, cudowne sprawy:)

      Usuń
  8. Zazdroszczę przeczytania aż tylu książek! Ja niestety nie mam czasu aby osiągnąć taki wynik.
    Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku!
    dreamerworldfototravel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie wiem, czy to kwestia czasu - zwykle im mniej go ma, tym lepiej jestem zorganizowana :):):).

      Usuń
  9. Niezły stosik Aniu,gratuluje i pięknego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie:). A sylwester... no cóż, przez połowę będę pilnowała malutkiego wnuka....

      Usuń
  10. Stosik imponujący, ja w grudniu kompletnie nie miałam czasu, tak wiec skończyło się na trzech /ale grube bestie/. Szampańskiej zabawy i szczęścia w Nowym Roku Aniu...cieplutko pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, nowy rok zawsze niesie nowe nadzieje:). A grube bestie sa najlepsze:):):)

      Usuń
  11. Książek czytuję sporo, ale co trzeci dzień książka? Nie wiem, czy pobiłabym ten rekord ;)
    Ostatnio skupiam się na Mrozie i grudzień jemu właśnie poświęcam.


    Dobrego Roku, Anno.
    Dużo zdróweczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, co trzeci to nie, wychodzi jedna co 4-5 dni. Tyle, że statystyka jest zwodnicza... są książki na jeden wieczór, czy pół nocy, sa takie na dwa tygodnie. A mróz już nowy w zapowiedziach:)
      Dzięki za życzenia, i też życzę - niech jest dobry, ten nowy.

      Usuń
  12. Ja tylko z życzeniami, bo czasu mi brak;)
    Szczęśliwego Nowego Roku Anno!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i samych dobrych dni zyczę

      Usuń
  13. Po te "Lekcje oddychania" chętnie sięgnę zatem. Szczęśliwego Nowego Roku Anno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wiele szczęścia życzę, a ksiązkę gorąco polecam

      Usuń
  14. Aż mi wstyd... Raczej daleko mi do 80 książek :( Może w 2017 uda mi się przeczytać więcej! :p
    Nie przepadam za e-bookami, trochę mnie męczy ich czytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, nie w tym rzecz, by ci było wstyd. To nie liczba jest ważna...

      Usuń
  15. Fajny stosik. "Słowika" będę szukać, moje klimaty :)
    Ja w tym roku przeczytałam mniej pozycji bo koło 40 (w 2015 ponad 70), ale chyba więcej takich "moich", trafionych i zapamiętanych.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowik jest teraz wszędzie, więc pewnie go - a właściwie ją, bo to ona - trafisz. I już wspominałam o tym - to nie liczba nas określa, tylko to, co z tym przeczytanym czymś zrobimy:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…