Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2017

Stosik styczniowy '2017

No i to już drugi na blogu stosik styczniowy... żeby więc nie powtarzały się tytuły, dodałam rok:).  Styczeń to nie był dla mnie zbyt dobry miesiąc, sporo chorowałam, mnóstwo też podobnych historii w mojej rodzinie, niektóre niestety wciąż się ciągną. I, to wcale nie było tak, że gdy człek chory, to ma czas na czytanie - czas może i tak, ale gorączka i boląca głowa skutecznie zabijała wszelkie próby zgłębiania się w nawet najciekawszy temat.  Ostatecznie wcale nie wypadło tak źle, ale trochę dziwnie:


No to idziemy od dołu, bo to będzie w kolejności czytania:

1. Jo Nesbo -  Łowcy głów. Tę książkę to właściwie powinnam zaliczyć jeszcze do grudnia,  1 stycznia dokończyłam ostatnie kilka stron... i to było dla mnie dziwne doświadczenie. Stałe czytelniczki/czytelnicy mojego bloga wiedzą, że jestem bardzo eklektyczna w zakresie czytanych pozycji, a kryminały czy thrillery pojawiają się często. Skandynawskie nawet nie, bo właściwie to, co się u nas pojawiało, czytałam znacznie wcześniej, nim…

Bal przebierańców

Jedną ze szczęśliwszych chwil mojego życia był moment, w którym moje najmłodsze dziecko skończyło trzecią klasę podstawówki. Dziwne? Może ktoś zapyta dlaczego? No to już odpowiadam - bo to oznaczało, że koniec z balami przebierańców... rany, jak ja tego nienawidziłam... może jestem dziwna, ale mimo dużej miłości dla ciuchów bardzo nie lubię się przebierać, ani nie lubiłam przebierać moich dzieci. A tu cztery lata w przedszkolu i trzy lata w podstawówce, dla każdego z nich, co roku, trzeba było wygenerować jakieś fajne przebranie. A dawniej - bo moje dzieci już dawno dorosłe - nie wystarczyło pójść do sklepu i kupić Batmana, Spidermana czy dowolną disneyowską księżniczkę...

Kiedy ja byłam mała, produkował się mój tata, który w tym kierunku nawet posiadał pewne talenta :). Na przykład kiedyś byłam jeżem - uszyto mi pelerynę, do której były przymocowane zrobione z kartonu stożkowate "kolce" . Byłam też Czerwonym Kapturkiem - to było dosyć proste przebranie, a ja lubiłam czerwo…

Pudełkowe szaleństwo

Jedna z blogowych koleżanek ostrzegła mnie, że to uzależnia...teraz i ja ostrzegam - to uzależnia, wciąga, bawi, jest fajne... co? No kosmetyczne pudełka... Jakiś czas temu opisałam listopadowe pudełko Liferia, tak mi się spodobało, że nie tylko pociągnęłam dalej swoją przygodę z Liferią, ale zamówiłam jeszcze BeGlossy oraz ShinyBox. Wszystkie urocze... mam już ładny stosik, bo co miesiąc przychodzą wszystkie trzy, żeby Was jednak nie zanudzić, to pokaże tylko trzy najnowsze. Najpierw może świeżutka, dzisiejsza dostawa ShinyBox, tym razem pod hasłem Party Time.  Wygląda wesoło i radośnie, i jest bardzo wypełnione, aż 10 produktów:



Cechą charakterystyczną jest zawsze ( niezależnie od firmy) uroda samego pudełka, oraz piękne opakowanie środka - bibułka, kokardka, naklejka...zawsze ulotka z opisem, często dodatkowe rabaty na zakup określonych kosmetyków. Czasem jest jeszcze dodatkowo jakiś prezent. Pudełko ShinyBox zamówiłam po raz pierwszy, i zaskoczyło mnie, jak dużo się w nim mieści. W…

Cekinowo

W końcu wróciły do mnie , po różnych weselno-sylwestrowo-karnawałowych podróżach, wszystkie moje cekiny. Bo ja uwielbiam cekiny, chociaż zdaję sobie sprawę, że  bardzo w nich łatwo przekroczyć granicę kiczu, że bardzo w nich łatwo narazić się na śmieszność i miano bezguścia. Tyle, że cekiny są takie urocze...
Zacznę od kompletu, który ostatnio mój zięć określił bardzo ciekawie. Otóż mierzyła go moja córka (a jego żona), nastawiona do zestawu dosyć negatywnie, ale chodziło o kreację na wesele, które było w Sylwestra. Młoda założyła, a zięć westchnął, i powiedział tak: wyglądasz, jak jakaś gwiazda... no Brodka na scenie albo coś...a mój zięć wielbi Monikę Brodkę:):):). Ponieważ zdjęcia niekoniecznie oddają wszystkie detale, to dodam, że to zwykłe cekiny, nie te dwustronne, w kolorach...hm... ja mówię, że w kolorach benzyny, bo właściwie można tu zobaczyć wszystko od złota, przez zieleń, turkus, błękit i niemal granat...Spódnica jest krótka, nie ma się co czarować, dobre nogi są potrzeb…

Pamiątki z podróży

Ostatnio się jakoś tak dosyć poważnie zrobiło, a blog mój  miał w założeniu być raczej lekki, i nieść czytającym przyjemność i rozrywkę, dawać odprężenie po trudnym dniu - bo w swoim narcystycznym pojęciu uznałam, iż ładne rzeczy, ładne miejsca, dobre książki  - wszystko okrutnie to subiektywne kategorie - niosą to właśnie i pozwalają wrzucić na radosny luz. No, może to ja miałam się po ciężkim dniu tutaj odprężyć się, wyluzować, i poczuć się radośnie. A może najlepiej przyjąć wersję - i tego będę się trzymać - że każdy, absolutnie każdy , jeśli tylko zechce, czerpie radość z bycia tutaj? To byłoby cudowne.... Bo mnie cieszy Wasza i moja tu obecność:).

No to w ramach cudowności idę sobie przez kuchnię ( mąż uznał, że skoro mi już lepiej, to dzisiaj ja gotuję, hahaha), i patrzę... wzrok padł na taka niewielka półeczkę, na której wdzięcznie sobie stoją nieużywane kubeczki, pamiątki z dwóch wypraw, o których za moment. Natchnęło mnie to myśli nieco szerszej, związanej z pamiątkami z podr…

Dopadło i mnie :(

Miłe czytelniczki i nieliczni mili czytelnicy, przepraszam za moją małą ostatnio obecność i komentowanie ze sporym opóźnieniem... otóż padłam. Moją rodzinę ostatnio jakiś chorobowy pech prześladuje, od typowych dla tej pory roku przeziębień poprzez zapalenia oskrzeli, zapalenia płuc ( a dla seniorów i maleństw to naprawdę ciężka sprawa), a nawet kompletnie nieplanowane operacje, bardzo poważne, akurat przed Nowym Rokiem.  Ja trwałam jako ta ostoja, biegająca pomiędzy całością, sama walcząc tylko z paskudnym katarem. Niestety katar postanowił się wściec, przekształcił się jeszcze nie wiem do czego ( wizytę u lekarza mam dopiero jutro rano...). W efekcie wczoraj  nie kontaktowałam, mając 39 stopni gorączki, dwie ostatnie noce dygotałam na zmianę z oblewaniem się potem...ech, każdy kto chorował ( a więc chyba każdy) doskonale wie jak to jest. A tu na blogach takie ciekawe tematy... sama zapoczątkowałam jakieś rozmowy, i nie odpowiadałam... ale proszę, wybaczcie, nie widziałam na oczy. Dz…

Czy bezinteresowna zawiść musi istnieć?

Dwa czynniki zobligowały mnie do napisania tych kilku linijek.

Po pierwsze, sporo ostatnio w sieci zwykłej złośliwości, zawiści, tak zwanego hejtowania czy jakkolwiek inaczej - ważne, że pojawiają sie osoby, które mając odmienne zdanie - co szanuję - wyrażają je w paskudny sposób. Ok, nie wszystko wszystkim musi się podobać... nie musimy mieć tych samych poglądów... ale  to przecież nie wyklucza wyrażenia swojego zdania w kulturalny sposób. Nawet, jeśli drugiej strony nie rozumiem, mimo pokładów empatii. A jak już mnie krew zalewa, to może lepiej policzyć sobie do dziesięciu i zamilczeć... Ciekawe bardzo rozważania, bliskie temu tematowi, pojawiły się ostatnio u Margot  - http://iameverywoman.eu/dlonie/, oraz u Niewidzialnej Kobiety - http://niewidzialnakobietaizycie.blogspot.com/2017/01/ekstrawagancja-czy-kicz.html. Te  dwa blogi kręcą się wokół szeroko rozumianej tematyki mody, ale i na innych ten temat zaczyna się pojawiać, w różnych ujęciach - to, co ma być miłe, staje się przykre…

SzaLOVE

Skoro jest zima, to musi być zimno, a skoro jest zimno, to trzeba się otulać czyś ciepłym, a ciepły to jest szal. No to będzie o kilku szalikach, z dedykacją dla Anabell z bloga http://cobytujeszcze.blogspot.com, która ostatnio pokazała cudowny, własnoręcznie zrobiony ażurowy szal... Zainspirowała mnie, by pokazać takie właśnie szaLOVE rękodzieła, w większości jednak nie z moich rąk. Ja wprawdzie dziergać potrafię, i to zarówno na drutach, jak i na szydełku, poradzę sobie tez z haftem, natomiast kompletnie nie umiem szyć. Ale nie w szyciu rzecz... tylko w cierpliwości. Bo te piękne szale i chusty to nie jest kwestia niezwykłych umiejętności ( chociaż oczywiście też), ale głównie cierpliwości, której mnie po prostu kompletnie brak. Ja lubię duże, szybkie formy, z grubych włóczek, żeby efekt był już, a nie po kilkudziesięciu czy więcej godzinach dłubania...
Ale moja mama...och....ma już naprawdę dużo, dużo lat, a produkuje absolutne cuda. Popatrzcie, najpierw czerwony szal, który dostał…

Biały sweter

Kiedy byłam małą dziewczynką, chciałam mieć sweterek jak śnieg. Biały. A mama z jakiegoś swojego powodu, pewnie ważnego, nigdy mi takiego nie sprawiła... Miałam czerwony, miałam granatowy, miałam kolorowe... ale białego niestety nie.  No to kiedy już dorosłam ( a nawet przerosłam, ale to zupełnie inna bajka), sama sobie sprawiłam biały sweter. Właściwie...hm... białe swetry.

Zacznę od takiego, który właściwie to jest kremowy, i jak widać, jest taki nijaki:


Za to wystarczy się odwrócić.... i hm... już nie jest taki grzeczny, spokojny i nijaki:


  Za ten tył go uwielbiam. Kiedy go kupowałam, nie mogłam przymierzyć, a byłam z bliskim kumplem. I pytam go, czy ten dekolt z tyłu nie za duży, czy nie będzie jego zdaniem wystawać zbyt wiele - a on na to: za duży, będzie wystawać, bierz:). No to wzięłam...
To w ogóle jedyny znany mi facet, który ma ciuchów więcej niż każda z nas, albo i wszystkie razem wzięte, zna się na tym i nie jest gejem. I lubi wędrować po sklepach, ale takich tanich ciuch…

Posylwestrowo o alkoholu

Mam to szczęście żyć wśród ludzi, którzy z alkoholem problemu nie mają. Są tacy w rodzinie i wśród znajomych, którzy nie piją w ogóle, są nie pijący okresowo, typu przyszłe mamy, albo mamy karmiące, są osoby, które nie wpadłyby na pomysł pójścia na piwo, ale noworoczny toast spokojnie wznoszą.


Sama uważam alkohol za coś, co zostało stworzone dla ludzi ( dorosłych), i jak wszystko, powinno być stosowane z umiarem. Jest kilka sytuacji,  w których alkohol jest dla mnie totalnie zbędny - określone sytuacje zdrowotne, ciąża i karmienie, w obecności małych dzieci ( właściwie w ogóle w obecności dzieci), również nie wyobrażam sobie picia w samotności. No, oczywistym powodem by nie pić jest tez konieczność prowadzenia samochodu. Piłeś, nie jedź. Lubię za to wyluzować się na urlopie, przy okazji na przykład urodzin, spotkania z przyjaciółmi... przy czym wyluzować się nie oznacza dla mnie upić się, a oznacza wypić tyle, by zapewnić sobie dobrą zabawę. I koniec. Również dlatego, że źle toleruję…

Kolibry

Dzień dosyć ponury, wiele osób narzeka, że ten rok jakoś bez rozmachu się zaczyna. Chciałam podzielić się w najbliższym czasie różnymi cekinowymi cudami, bo przecież karnawał i balować by należało, ale nie mam nawet warunków, by Melindę poubierać i sfotografować. Stoi jakaś smutna w kąciku..

Znalazłam więc kilka starych zdjęć (  są zrobione w maju 2015 roku ) z uroczymi, radosnymi i pełnymi energii kolibrami. Miałam je wtedy okazję obserwować w naturalnym środowisku, chociaż, jak widać, one przylatują do poidełek - mają tam wodę z cukrem. Powiem szczerze, że myślałam, że one są mniejsze - w tamtym parku można było obserwować kilkanaście odmian, i wszystkie były mniej więcej podobnej wielkości, miały po 6-8 cm, niektóre były nieco większe. Bardzo żałuję, że nie sfotografowałam tablicy, na której były ich zdjęcia i opisy, ale cóż... może kiedyś oda się do Ameryki Południowej wrócić:).









Śliczne ptaszki, prawda? Pięknie się obserwuje moment, gdy, z wrodzonym im wdziękiem, właściwie wiszą w…