Przejdź do głównej zawartości

Bal przebierańców

Jedną ze szczęśliwszych chwil mojego życia był moment, w którym moje najmłodsze dziecko skończyło trzecią klasę podstawówki. Dziwne? Może ktoś zapyta dlaczego? No to już odpowiadam - bo to oznaczało, że koniec z balami przebierańców... rany, jak ja tego nienawidziłam... może jestem dziwna, ale mimo dużej miłości dla ciuchów bardzo nie lubię się przebierać, ani nie lubiłam przebierać moich dzieci. A tu cztery lata w przedszkolu i trzy lata w podstawówce, dla każdego z nich, co roku, trzeba było wygenerować jakieś fajne przebranie. A dawniej - bo moje dzieci już dawno dorosłe - nie wystarczyło pójść do sklepu i kupić Batmana, Spidermana czy dowolną disneyowską księżniczkę...

Kiedy ja byłam mała, produkował się mój tata, który w tym kierunku nawet posiadał pewne talenta :). Na przykład kiedyś byłam jeżem - uszyto mi pelerynę, do której były przymocowane zrobione z kartonu stożkowate "kolce" . Byłam też Czerwonym Kapturkiem - to było dosyć proste przebranie, a ja lubiłam czerwony kolor. Wystarczyło przecież włożyć coś czerwonego, czerwoną czapeczkę, a w rękę wziąć koszyczek z jedzeniem dla babci, i gotowe.  Moje własne dzieci bywały Zorro, bałwankiem, biedronką, Japonką ( udało się wykorzystać posiadane kimono), był też Koziołek Matołek. Nie pamiętam wszystkich tych przebrań, ale co roku trzeba było stworzyć  w moim wypadku trzy nowe - bo przecież stare albo "już było", albo "było brzydkie", albo po prostu się rozpadło.  I tak to się kręciło, co karnawał ja cierpiałam, a dzieci się doskonale bawiły, i tylko dlatego ja nie oporowałam.
Niestety dla mnie - bo najwyraźniej wiele osób to lubi -  zdarzyło mi się dostać zaproszenia na "dorosłe" bale przebierańców. Kiedyś moja bliska koleżanka zrobiła imprezę sylwestrową w tej formule - nie poszliśmy, bo akurat miałam inne plany, ale na zdjęciach zobaczyłam bardzo kreatywne pomysły - oglądanie tego nawet mnie bawiło, jednak sama nie czułabym się dobrze w roli przebierańca.
Skąd ten post? Bo właśnie znów ktoś wspomniał o tego typu imprezie.... cóż, sobotni wieczór w domu jest niezwykle przyjemny. A może przebiorę się po prostu za siebie?

Komentarze

  1. Przebranie się za samą siebie to świetny pomysł ;D. Też nie lubiłam balów przebierańców, jak chodziłam do szkoły, bo nie miałam się nigdy za co przebrać... To nie było miłe, uczestniczyć w imprezie przebierańców, nie będąc przebranym za nikogo, tylko w sukienkę. Ale plusem było to, że właśnie nie każdy był przebrany. W sumie to nie chodziłam na szkolne imprezy, może ze 2 razy mi się zdarzyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem z czasów, kiedy udział w takim czymś był obowiązkowy...a jeszcze najgorsze było to, że najładniejsza dziewczynka w klasie ogłaszała, że ona będzie królewną i że już żadna inna królewną być nie może - i jej siła oddziaływania na grupę była tak duża, że żadna inna królewną już nie była...

      Usuń
    2. To katorga niemal... Siła perswazji. Straszne takie coś.

      Usuń
  2. Tak się składa, że dużo balowałam ale nie były to bale przebierańców, nigdy...
    Co do przebierania na bale dzieci to za moich czasów trzeba było samemu zrobić i robiłam, teraz nawet wnuki już nie chodzą na takie bale. Młodszy jeszcze był rok temu ale to już nie jest mój problem tylko córki a ona to lubi. Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na balach takich typowych tez bywałam - i nawet mi szkoda, że w czasach mojej balowej aktywności nie było mody na długie suknie... pamiętam, w jakich pięknych, długich kreacjach chadzała dawno temu na bale moja mama...pamiętam taką jedną srebrną, z gołymi plecami......cudo. A tata miał z tego samego materiału krawat:).

      Usuń
  3. Nigdy nie byłam na balu przebierańców więc nawet nie wiem czy bym się odnalazła, ale na samą myśl czuję wewnętrzny opór . Więc chyba to nie dla mnie :) Uwielbiam balować... jednak wolę być sobą :)
    Moi synowie oczywiście zaliczali przedszkolne i wczesnoszkolne bale przebierańców, ale w czwartej klasie definitywnie im przeszło to przebieranie się , a ja odetchnęłam :) Nie było wypożyczalni strojów więc stworzenie takiego stroju o jakim marzy dziecko nie było prostą sprawą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to masz odczucia zgodne z moimi. Mnie tez przebieranie drażni, a worzenie strojów dla dzieci było mordęgą:)

      Usuń
  4. Faktycznie, z przebieraniem sie jest zawsze problem. Gdy ja występowałam w szkole w przedstawieniach stroje kombinowali rodzice, a babcia umiała szyć. Gdy moje dziecko chodziło do przedszkola i szkoły, trochę kombinowałam sama, a trochę moja mama wyszukiwała w second handach. Dzis jest łatwiej, ale przez to stroje mało pomysłowe i podobne.
    U nas jutro Dzień Przebierańca dla wszystkich w szkole, ja chyba przebiorę się za...siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest doskonały plan, ciekawe czy zgadną , za kogo się przebrałaś:)

      Usuń
  5. Przebieranie dzieci też wspominam z mieszanymi odczuciami. Trzeba było kombinować, więc szyłam z zasłony(bo materiałów w sklepach wtedy nie było) czerwonego kapturka. Nie wszystkie dzieci czuły się fajnie w przebraniu, jak widziały, że inne są ładniejsze. Teraz to rodzice mają łatwo;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suknia z zasłon to przecież już było... Scarlett O;Hara przecież sobie taką uszyła - tylko o ile pamiętam, tamte zasłony były zielone:).

      Usuń
  6. A ja zaczęłam się przebierać dopiero w liceum - na pierwszy dzień wiosny który stał się dniem wagarowicza :) Wtedy wagary w ten dzień nie były jeszcze całkiem legalne ale za to nikt nas nie rozpoznał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz wagary w pierwszy dzień wiosny są legalne? Chyba nie jestem na bieząco:).

      Usuń
    2. Oj....ale "za moich czasów" było to suuuuurowo karane :)

      Usuń
    3. super brzmi to "za moich czasów"... ech...rozmarzyłam się....

      Usuń
  7. W pełni Cię rozumiem. Ja też nienawidzę się przebierać a przebieranie czy raczej szukanie kostiumów dla mojego dziecka to równie karkołomne zadanie dla mnie. Obecne przedszkolne mamy, traktują te bale naprawdę poważnie i chyba aż za poważnie, bo niekiedy zamawiają kostiumy (NAJMODNIEJSZE) nawet z poza kraju, co by ich dziecko wyróżniało się marką, ceną.. A to chyba nie o to chodzi.
    Tak czy inaczej, przede mną jeszcze kilka takich bali u mojego dziecka. Wielkie szczęście, że jest tylko raz do roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie tez słyszałam o jakiś dziwnych zwyczajach z kupowaniem jakiś super przebrań dla dzieci, oraz robienie tym maluchom stosownego makijazu... dla mnie dramat, ale ja to chyba nienowoczesna jestem. Lada moment będe musiała ogarnąć temat ze względu na wnuki:)

      Usuń
  8. A ja uwielbiam przebieranki :D i zawsze lubilam sie przebierac i swoje dzieci tez pewnie bede :D hle hle :d
    Ale jak nie lubisz to faktycznie, masz kamien z serca w koncu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przynajmniej ktoś, kto lubi - bo już zaczynałam podejrzewać, że to jakiś spisek... nikt nie lubi, a wszyscy biora udział:):):):)

      Usuń
    2. W tych dziecięcych miałam na myśli - bo dorośli to już inna sprawa

      Usuń
  9. Oj, ja z przebieraniem córki dłuższą miałam drogę. Ale lubię :) Przedszkole, podstawówka. A potem gimnazjum, gdzie pomagałam wymyślać kreacje do ról na kółko teatralne i to nie tylko dla córki, ale i czasem dla koleżanek. Ja wymyślałam, mąż, parał się wytwórstwem, ...a córka grała ;) Bawiliśmy się świetnie. Potem jeszcze było liceum w klasie teatralnej, więc i tu zajęcie dla mnie się znalazło. A teraz... to chyba wnuki dopiero będę przebierać ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, do przebierania się w związku z rolami teatralnymi czy innymi tego typu nic nie mam, i takie w pełni akceptuję. W szkole bawiłam się w kabaret ( w liceum) i tam było to oczywiste. Ja nie lubię szczególnie tych balików dla dzieci... ale to ja. A zaciekawiła mnie ta klasa teatralna w liceum, jak dla mnie doskonała rzecz...chętnie bym pouczęszczała:)

      Usuń
    2. To była klasa teatralno dziennikarska. Pół klasy prowadziło gazetę szkolna i radio. A pół miało warsztaty teatralne prowadzone przez aktorów. Występowali też. Fajna sprawa :) A jeszcze wcześniej, w gimnazjum to nawet nie było jakieś tam kółko, to było porządne koło ;) Zdobywali nagrody i wyróżnienia w konkursach teatralnych i recytatorskich. Szkoda, że tylko trzy lata. I szkoda tego gimnazjum :( Baliki dla dzieci, wiadomo... ;)

      Usuń
    3. No szkoda takich szkół... i też chętnie bym sobie pochodziła na warsztaty teatralne... zawsze chciałam być aktorką:)

      Usuń
  10. hahah - te bale dla dorosłych rzeczywiście są całkiem popularne, chyba w przeciwieństwie do Cibie całkiem je lubię. Z drugiej strony pamiętam taki bal z czasów studiów i pamiętam, że się właściwie nie przebrałam - chyba nie miałam takiej odwagi. A dzieci - to akurat uwielbiałam - niektóre przebrania były autentycznymi wyzwaniami, ale zawsze się w końcu udało. Mimo wszystko - udanej imprezy - może jednak pójdziecie ;) - Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak podejrzewałam, że Ty oporu nie masz - ale Ty umiesz szyć... a to zupełnie zmienia postać rzeczy. A na imprezę sie jednak nie wybieram:)

      Usuń
  11. Ja też najchętniej przebieram się za...siebie.
    I to najbardziej lubię! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pomyśl, ile takie przebranie daje możliwości: ja prywatna, ja służbowa, ja z młodości, ja za 10 lat, ja na imprezie, ja na nartach, ja na plaży i jeszcze tyle różnych innych mnie...

      Usuń
  12. Byłam dwa razy na przebieranych imprezach i naprawdę było wesoło. Szkoda tylko, że nie wszyscy potraktowali to hasło poważnie i część gości się nie przebrała. W sumie przebierańcy i "zwyczajni" bawili się oddzielnie. Aniu, wymyśl coś dla siebie - masz tyle fajnych rzeczy, że na pewno coś wykombinujesz. Np. lata 20., lata 30. - sądząc po garderobie, którą u ciebie oglądałam, znalazłabyś fajne zestawienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwono, nie w tym rzecz, że nie wymyślę - bo istotnie mam z czego kombinować. Tylko ja tego po prostu nie lubię... Tak jak pisałam - jak patrzę na to z zewnątrz, na przykład oglądając po fakcie zdjęcia - to bardzo doceniam, co ludzie wymyślili. Ale ja źle się w takiej sytuacji czuję. No i o zabawie nie byłoby mowy...

      Usuń
  13. Ja też trochę cierpiałam, gdy przychodziło do balików w przedszkolu i szkole. Mama pomagała mi uszyć coś dla chłopców. Albo wykorzystywałam to, co było pod ręką. Na szczęście chłopcy dawali sie przekonać, chyba nie bardzo lubili te baliki, a w domu zostać nie mogli. Jako mała dziewczynka lubiłam się przebierać, ale w domu, przymierzać różne dorosłe stroje. Babci pelerynka do czesania włosów była, pamiętam, świetną długą spódnica dla mnie ;).Jako dorosła byłam na dwóch balach przebierańców, w domu znajomej, więc tak swojsko (było nas razem z 30 osób). Byłam zalotnym Czerwonym Kapturkiem i Cyganką. Było wesoło. Takie przebieranie się kojarzy mi się trochę z teatrem. A aktorstwo, to moje dawne tęsknoty. Masz rację, że na co dzień przybieramy różne role i różne stroje na te okazje są też jakimiś przebraniami (na służbowo, na sportowo, na domowo).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako mała dziewczynka tez lubiłam wkładać sukienki i buty mamy... och, jakie one były piękne...

      Usuń
  14. A mnie zrobiło się smutno, gdy mój syn wyrósł z takich imprez... Lubiłam mu tworzyć przebrania...A miałam zawsze konkretne zamówienie od niego np. Centurion, Żółw Ninja ;)
    Sama też bym się chętnie za coś przebrała:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty, podobnie jak Margot, masz dar tworzenia czegoś - no może nie z niczego, ale jesteście kreatywne. Ja tylko odtwarzam...

      Usuń
  15. A ja zawsze lubiłam bale przebierańców. Kiedy byłam mała stroje szyła moja mama, a potem dla mojej córci ja i chociaż nie jestem żadną krawcową, całkiem nieźle mi wychodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tez masz to "coś" - wyobraźnię, i umiejętnośc łączenia ze soba róznych różności. No i to dobrze, że ktoś lubi... :)

      Usuń
  16. Podobnie jak Autorka, będąc małą dziewczynką lubiłam przebierać się w sukienki i buty Mamy. Z dzieciństwa jakoś mało pamiętam jakieś bale przebierańców. Nigdy nie byłam na balu przebierańców dla dorosłych, a szkoda, bo takie marzenie gdzieś tkwi w mojej głowie. Natomiast mam szeroki przegląd strojów na przedszkolne bale karnawałowe. Generalnie dzieci to lubią, choć czasem są i takie, które nie chcą się przebierać. Czasem zdarzają się mali przebierańcy, którzy nie do końca dobrze się czują w stroju, bo rodzicom zabrakło wyobraźni i strój przeszkadza, jest niefunkcjonalny lub za ciepły (cały dzień w przebraniu z futra łącznie z kapturem imitującym głowę zwierzątka). Na długo zapamiętałam przebranie małego chłopczyka o bardzo jasnej cerze ubranego w czarny strój z narysowanym szkieletem. Efekt był raczej odwrotny od zamierzonego.
    Pozdrawiam karnawałowo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko było kiedyś bałwankiem ( stroj był od sąsiadki, która potrafiła tworzyć, a jej dzieci już z tego wyrosły). Całośc była urocza, ale właśnie było tak, jak piszesz- młodemu było za ciepło... A bal dla dorosłych? A może tylko przebierana domówka? Zorganizuj:)

      Usuń
  17. Pamiętam coroczne zamieszanie, wokół mojego przebrania... :p Wtedy to się wydawało takie proste i oczywiste, a rodzice musieli się sporo nabiegać.\
    Teraz nie czułabym się dobrze na balu przebierańców. Imprezy nie w moim typie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też mi się tak wydaje, że dziecko nie zdaje sobie sprawy ( i dobrze), że niekoniecznie jego wspaniały pomysł na przebranie jest równie wspaniały dla mam czy taty, które musi to teraz jakoś wykonać:)

      Usuń
  18. Przebranie się za siebie wcale nie jest takim głupim pomysłem. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach ludzie na co dzień noszą maski i udają kogoś, kim nie są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda... tylko po czym poznać, kto akurat w danym momencie jest naprawdę sobą...

      Usuń
  19. Lubię przebieranki;)Ja nie miałam takich balów czyli omijały mnie, ale córkę przebierałam i wygrywałyśmy:) kiedyś dziecięce kostiumy były oceniane. Bardzo to lubiłam:) pytałam za kogo chce być przebrana,potem poszukiwanie materialów i szycie, a potem radość dziecka i moja, że tak super wygląda. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię konkursów, nawet jeśli wygram, bo martwię się wtedy o uczucia i emocje tych przegranych... poza tym rywalizacja zabija współpracę, więc niech konkursy trwają tylko w sporcie... a tak to sie po prostu bawmy. A swoją droga, to te przebrania musiały być piękne...

      Usuń
  20. Witaj, Anno.

    Pamiętam taki bal, który wygrała osoba w stroju Quasimodo. Przebranie naprawdę było rewelacyjne :)
    Nie przeszkadzają mi przebieranki. Wkurza mnie tylko, jeśli ktoś zapomina, że to ma być przede wszystkim dobra zabawa, a nie konkurs o złote kalesony dziadka Protazego.
    Przebranie się za siebie daje szanse na spełnienie wszystkich wymogów tego typu zabaw (oryginalność, kreatywność, pomysłowość itd.). Chyba, że spotkasz kogoś przebranego za Ciebie ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot, własnie...dobra zabawa... a swoją droga, chciałabym zobaczyć kogoś, kto się przebierze za mnie. Byłoby bosko:):):):):)

      Usuń
  21. Nie było przebierania, ale ubierałyśmy wybrane elementy, np. berety na moherówce, boa na party "moulin rouge", prawie kimona na japońskim sushi. Myślę, że zabawa najważniejsza, a nie stroje. A przebierać się za siebie bardzo lubię.
    Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ten pomysł to mi sie nawet podoba - jeden element, podkreślający tematyczność imprezy , czy jej myśl przewodnią, jest jak najbardziej do przyjęcia - zapamiętam, dziękuję bardzo:)

      Usuń
  22. Właśnie tak. Ważne jest, by się dobrze bawić. Niektórzy lubią przebieranki i dobrze się bawią występując na różnych karnawałowych imprezach w najbardziej szalonych strojach, inni nie, więc na takie imprezy nie chadzają. Ja byłam na kilku, daaawno temu, ale to też raczej nie moja bajka... Za to kilka razy urządziliśmy imprezę "pod hasłem". Mój mąż oraz nasza przyjaciółka mają urodziny w styczniu. Karnawał w pełni, więc aż się prosiło, by troszkę poszaleć. Wymyśliliśmy więc, że będziemy robić imprezy tematyczne, takie wspólne urodziny dla wspólnych przyjaciół. Najważniejsze było ustalenie hasła, pod jakim organizowaliśmy takie spotkanie. Były różne, najczęściej wybieraliśmy jakiś naród, kraj, film... Potem ustalałyśmy z tą przyjaciółką, jakie menu przygotujemy (dobre to było, ona robiła część smakołyków, ja część, nie przepracowałyśmy się nigdy). Menu musiało pasować do hasła imprezy. Przy wymyślaniu dań też była świetna zabawa :) Mój mąż dbał o muzykę, oczywiście też absolutnie podporządkowaną tematowi imprezy :) A goście? Goście znali wcześniej hasło i zawsze się starali jakoś imprezę dodatkowo ubarwić. To nawet nie były przebieranki. Raczej elementy strojów, jakieś rekwizyty... no, pełna dowolność. Pamiętam, jak na imprezę "rosyjską" nasz przyjaciel przyszedł w zwykłym ubraniu, ale udekorowanym niesamowitą liczbą różnych medali, a jego żona przywdziała autentyczne walonki i chuścinę na głowę :) Była bardzo różnorodna muzyka (oj, dało się wybrać, dało...), nasze "rosyjskie" dania też się cieszyły powodzeniem... Była też impreza pod tytułem "Czterej pancerni i pies". Duużo czasu zajęłoby mi jej opisywanie... Była świetna, tania, wesoła, bez przebieranek, ale z elementami oczywistymi - znalazł się jakiś hełmofon, jakiś hełm, szabla z pętem kiełbasy (kto pamięta odcinek, gdy Szarik kradnie niemieckim żołnierzom kiełbasę?), harmoszka, jakaś flinta.. ktoś przyszedł w żołnierskiej pałatce... obrusy były z gazet, potrawy proste (co nie znaczy, że niesmaczne i w małym wyborze), napitki takoż (hm... alkohol oczywiście też był dla chętnych - można było wtedy kupić "Siwuchę", wódkę w takiej fajnej "staroświeckiej" butelce, z nalepką jakby z szarego papieru :) )... Całość naprawdę nieskomplikowana i nie wymagająca w zasadzie żadnego wielkego przebierania się. Wilk syty i owca cała...A tak przy okazji. Moja córka wpadła w tym roku na fajny pomysł, gdy przyszło wymyślać strój na balik w przedszkolu. Wnuczka zapragnęła być Czerwonym Kapturkiem. Córka dobrze radzi sobie z szyciem, więc przygotowała jej bardzo realistyczny strój, ale... do wykorzystania w innych , codziennych okolicznościach :). Z aksamitu w kolorze pięknej głębokiej czerwieni w białe kropeczki uszyła: 1) spódniczkę, 2) rodzaj narzutki, pelerynki z ślicznym kołnierzykiem (na wiosnę jak znalazł), 3) kapturek (wykrój znalazła na jakiejś stronie z zimowymi czapeczkami dla dzieci). Do tego fartuszek,
    koszyczek - i Czerwony Kapturek gotowy. Nowe ubranka dla wnuczki też. Wilk syty i owca cała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to masz energię do pisania... powinnaś sama założyć jakiegoś bloga i to wszystko opisywać:). Impreza tematyczna, w takim niewymuszonym klimacie, to w sumie czemu nie - w sensie jedzonko, muzyka, elementy dekoracji i co kto sam zechce:). Może nad tym pomyślę...Bo w końcu co mam robić, skoro śluby w rodzinie już obsłużyłam?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …