Przejdź do głównej zawartości

Czy bezinteresowna zawiść musi istnieć?

 Dwa czynniki zobligowały mnie do napisania tych kilku linijek.

Po pierwsze, sporo ostatnio w sieci zwykłej złośliwości, zawiści, tak zwanego hejtowania czy jakkolwiek inaczej - ważne, że pojawiają sie osoby, które mając odmienne zdanie - co szanuję - wyrażają je w paskudny sposób. Ok, nie wszystko wszystkim musi się podobać... nie musimy mieć tych samych poglądów... ale  to przecież nie wyklucza wyrażenia swojego zdania w kulturalny sposób. Nawet, jeśli drugiej strony nie rozumiem, mimo pokładów empatii. A jak już mnie krew zalewa, to może lepiej policzyć sobie do dziesięciu i zamilczeć... Ciekawe bardzo rozważania, bliskie temu tematowi, pojawiły się ostatnio u Margot  - http://iameverywoman.eu/dlonie/, oraz u Niewidzialnej Kobiety - http://niewidzialnakobietaizycie.blogspot.com/2017/01/ekstrawagancja-czy-kicz.html. Te  dwa blogi kręcą się wokół szeroko rozumianej tematyki mody, ale i na innych ten temat zaczyna się pojawiać, w różnych ujęciach - to, co ma być miłe, staje się przykre i  bolesne... Pojawia się, postawione właśnie przez Margot, ważne pytanie - ignorować czy interweniować? Do tej pory ignorowałam, ale chyba należy jednak nie pozwalać na taką słowną agresję.

Po drugie, sytuacja totalnie odwrotna, która mnie zaskoczyła, a przecież normalność i kulturalne zachowania zaskakiwać nie powinny... W czym rzecz? Jako, że poznałam pana Adama Małysza, to obserwuję jego oficjalny profil na Facebooku. Ostatnio był Turniej Czterech Skoczni, ze znakomitymi wynikami naszych skoczków, i pan Adam o tym napisał - jest dyrektorem sportowym w PZPN i towarzyszy naszym skoczkom, więc to był taki krótki, ale szczery wyraz radości z ich sukcesu. I wszystkie komentarze pod tym wpisem były dobre, miłe, radosne...wspierały zarówno skoczków, jak i pana Adama, czytając czułam dumę i patriotyzm w tym dobrym , wartościowym znaczeniu. Nikt tam nie napisał niczego nawet sugerującego złośliwość, zawiść, zazdrość czy inne takie. Było miło, kulturalnie, ciepło i serdecznie. Czyli można. Żadnej agresji, czysta radość.

I teraz pytanie - od czego to zależy? Dlaczego czasem potrafimy się zjednoczyć, by pokazać dobro, a czasem przynajmniej niektórym z nas odbija....Dlaczego czasem zadajemy z satysfakcją komuś ból, czynimy przykrości, dokuczamy? I w jednym i w drugim opisanym przypadku jesteśmy schowani za ekranem komputera...

Komentarze

  1. Dziękuje za odwiedziny na moim blogu:) Temat, który dzisiaj poruszasz jest trudny bo tego hejtu w internecie ostatnio sporo się widzi i często nie jest to podyktowane żadnymi racjonalnymi argumentami. Ludzie robią to po to żeby komuś dokopać, zranić kogoś i być może w ten sposób odreagować własne niepowodzenia. Nie wiem czy warto reagować, czy nie lepiej ignorować bo do takiej osoby żadne racjonalne argumenty nie przemówią. Czasem brak reakcji jest najlepszą reakcją, no chyba że pojawiają się groźby, wtedy trudno przejść obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ten brak reakcji mi sie wydawał najlepszym wyjściem, ale po poczytaniu różnych wypowiedzi w różnych miejscach już sama nie wiem, czy jednak nie powinno powiedzieć sie basta.

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że są tu dwa wątki, dla sportowców nie zawsze jesteśmy mili, wystarczy, że zaczną przegrywać, to już komentarze inne będą...sam Małysz tego doświadczył w przeszłości.
    Po drugie łatwiej jest znieść sukcesy zbiorowe, niż powodzenie sąsiada, któremu nawet nowego samochodu inni zazdroszczą.
    Poza tym zawiść to tez takie nasze polskie piekiełko, a przykład idzie z góry...za mało telewizji oglądasz i nie okrzepłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku sportowców jest róznie, niekoniecznie to kwestia przegrywania - popatrz, co wypisują Agnieszce Radwańskiej po wygranych meczach - wyzywają ją od Isi - Pisi, piszą, że za pieniądze to gra, a na olimpiadzie jej się nie chciało... i cała masa takich. Nie wierzę, że na olimpiadzie jej się nie chciało...
      Z tymi sukcesami zbiorowymi to masz chyba rację, taki Stoch i inni niech mają, ale żeby Kowalski spod trójki tez miał... po moim trupie czy jakoś tak:(. Masz rację, że Tv za mało mam, ale nie chcę:):):)

      Usuń
  3. Aniu, świetnie to napisałaś. Hejtują jako anonimy, dowalają w chamski sposób, dowalają również blogowe koleżanki, poniżają...szkoda słów...czy sprawianie komuś przykrości sprawia im przyjemność? Może to forma dowartościowania?
    Już mnie męczy temat jakie to MY Polki - jesteśmy beznadziejne!
    Dla takich zachowań mówię NIE!
    Adaś to człowiek z wielka kulturą.
    Do tej pory ignorowałam hejt, szkoda mojego zdrowia na takie zachowania, jak będzie go więcej na moim blogu to takie komentarze będę usuwane. A tym co odbija...no cóż...bywa...
    Aniu, ty potrafisz w kulturalny sposób komentować, jak coś Ci się nie podoba to mówisz to ale z wielką kulturą, nie każdy to potrafi. Pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Basiu, ja całkowicie rozumiem, że nie wszystko wszystkim musi się podobać, jako i mnie nie wszystko pasuje. Tylko własnie... albo nic nie mówię, albo staram sie pokazać, że dla mnie to coś jest nie takie... nie trzeba przeciez od razu bluzgać. A już czepianie się wieku, wyglądu, czy gustu...hm... brak mi słów.

      Usuń
  4. Anonimowi, schowani za tarczą ekranu, w ten sposób usiłują leczyć lub zabić swoje kompleksy albo głupota - po prostu. Najlepiej nie reagować. Widziałam kiedyś w ogłoszeniach o pracę, jak ktoś chciał zatrudnić osoby do pisania komentarzy. Byłam zaskoczona - po co płacić komuś, żeby pisał komentarze? Teraz myślę, że mogło chodzić o politykę albo jakąś inną konkurencję. Tak czy owak, ohydny sposób. Co do sportowców - Jotka ma rację, jeśli wygrywają, to się ich kocha... Swoją drogą, trudno nie lubić Adama Małysza - jest wielki poprzez swoją skromność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdziwiłabys się, jak na pisaniu komentarzy różnego rodzaju można zarobić... Można w ten sposób pokazać, jakie coś lub ktoś jest cudowne, lub, oczywiście, odwrotnie. Nie oglądam tv, ale czytuję sporo w sieci, równiez tekstów o polityce i naszej ponurej rzeczywistości - oj, jakie tam sie pojawiają bluzgi czasem...

      Usuń
  5. Ja też tego nie rozumiem. Starałam się, szukałam przyczyn, ale to na nic. Ludzka nienawiść uderza z wszystkich stron. Byle jakiś post czy artykuł choćby na fb a za chwilę sto kilka komentarzy z przekleństwami, z ignorancją z wyzwiskami... Odpuściłam. Nie czytam komentarzy, bo to do niczego nie prowadzi. Nie udzielam się też w dyskusjach, bo nie uważam takiego hejtu za dyskusje a jak sama napisałaś wyładowaniem swoich frustracji zza monitora, bo wtedy jesteśmy przecież tacy odważni, bo nikt nas nie widzi a często nie zna..
    Nie rozumiem tego. I nie wiem czy zrozumiem ludzką nienawiść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja własnie czasem czytam, ale w dyskusjach opartych na złości czy agresji tez się nie udzielam - nie będę tego soba firmować... bo masz rację, jak zrozumieć takie pokłady niczym nie uzasadnionej nienawiści?

      Usuń
  6. Bardzo trudny temat poruszyłaś Anno, będący zmorą dla większości blogerów. Sama byłam kilkukrotnie shejtowana i faktycznie nie jest to przyjemne uczucie. Teraz nawet, gdy piszę na dość kontrowersyjny temat mam obawy, czy nie zostanę obrzucona błotem. Podobnie jak Ty rozumiem i szanuję zdanie innych nawet, gdy jest odmienne od mojego i nie do końca się z nim zgadzam, ale za cholerę nie mogę pojąć co takiego fascynującego jest w upokarzaniu i wyśmiewaniu innych. Myślę, że osoby, które tak robią mają poważne problemy z samym sobą, chcą w ten sposób się dowartościować i zaszpanować własną głupotą, są tacy cwani, bo tak na prawdę nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie ekranu i wypisuje te wszystkie brednie. Nie do końca wiem jak należałoby się zachować wobec hejterów, ale myślę, że trzeba takie komentarze ignorować, tak jakby ich wcale nie było, bo o to właśnie chodzi takiemu oprawcy, by zwrócić na siebie czyjąś uwagę, by odnieść zamierzony sukces, czyli wyprowadzić swoją ofiarę z równowagi, a jeżeli taka ignorancja nie pomoże, to wtedy pozostaje usuwanie takich hejtujących komentarzy.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę sobie, Tobie oraz innym blogowiczom wiele cierpliwości i samozaparcia oraz powodzenia w zwalczaniu tych upierdliwców

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście jakoś z tym nie mam problemów, zaglądają do mnie miłe i mądre osoby, które nawet odrębne zdanie wyrażają w sposób kulturalny, grzeczny i bez złości. Tyle, że ja mało trudnych tematów poruszam... książki, ciuchy, zwiedzanie świata... tu nie ma czego niszczyć. Natomiast tak, twój obecny temat jest ciężki i różnie może być. ja juz się wypowiedziałam, chociaż mogłabym o wiele dłużej...

      Usuń
    2. Masz rację Anno, piszę na trudne i drażliwe tematy, bo to jest życie, od tego się nie ucieknie, a wbijając przysłowiowy kij w mrowisko, muszę się liczyć z różnego rodzaju komentarzami. Jednak cały czas uważam, że można swoje zdanie wyrazić kulturalnie, w miarę spokojnie, a nie tak od razu mieszać z błotem, rzucać wyzwiskami i poniżać, na to nie znajduje wytłumaczenia.

      Widzisz Aniu nie piszę o modzie, bo w moim przypadku jest ona mocno okrojona, taka nijaka, więc żeby się nie dołować bardziej raczej unikam tego tematu. O podróżach też raczej nie piszę, bo ze względu na moje zdrowie, samopoczucie i finanse mało podróżuję, a jak już się uda, to są one zazwyczaj takie najnormalniejsze ot nic niezwykłego, więc sama widzisz, pozostaje mi codzienność i o tym mi się pisze najlepiej, bo staram się szczerze opisywać to co myślę i czuję w danym temacie :)

      Usuń
    3. tak naprawdę to codziennośc jest najciekawsza...

      Usuń
  7. To taka nasza polska bezinteresowna zawiść. Dokopać komuś, popsuć mu przyjemność, wpędzić w kompleksy. Można? Można, bo co mi zrobicie, nawet nie wiecie, kim jestem. To takie małe, prostackie, chamskie zachowanie. Na zdrowy rozum powinno się je ignorować, ale z drugiej strony pozwolić, żeby taki ktoś psuł atmosferę? Dlatego może reagujmy i wspierajmy sie w tych reakcjach - jeśli znajdziemy się na blogu, na którym szaleją hejterzy może warto spróbować stanąć murem za autorem. Jak myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak myśle, Iwono, razem na pewno jest szansa coś zdziałać. Poza tym Internet jest tylko pozornie anonimowy...tu tak naprawdę nic nie ginie...i nikt się do końca nie ukryje.

      Usuń
  8. Dziękuję za wspomnienie mojego bloga :) . Dyskusja, która rozwinęła się u mnie skłania jednak do stwierdzenia - REAGOWAĆ - i ja osobiście , osoba bardzo niecierpliwa tudzież starająca się żyć zgodnie z jakimiś podstawowymi choćby zasadami elegancji i taktu również tak uważam. Wydaje mi się, że gdyby każdy zdecydowanie skrytykował hejterów piszących nie tylko na naszych blogach, ale blogach innych, wówczas wytrącilibyśmy im z rąk podstawową broń, jaką jest znęcanie się nad jedną wybraną osobą. Co do Małysza - może jest tak, że sukces łagodzi obyczaje? Raz jeszcze dziękuję - miłego dnia - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margot, to Ty rozpoczęłas ten temat, swoim tekstem o dłoniach... nie wiem, kto tak bardzo się do jego powstania przyczynił, nie wiem, na którym blogu była ta nieprzyjemna sytuacja, i chyba nawet nie chcę wiedzieć. Temat wydał mi się jednak na tyle ważny, że postanowiłam wciągnąc w niego - może w nieco innym wymiarze - równiez czytelniczki ( bo przeciez mamy inny zasię©, chociaż częściowo na pewno sie pokrywa) mojego bloga. To ja jestem wdzięczna, że poruszyłaś trudny temat... bo jak jz pisałam, sama na szczescie takich nieprzyjemnych czy obraźliwych komentarzy nie doświadczam.
      Zwróć uwagę, co napisała nieco wyżej Iwona - zewrzyjmy szyki i reagujmy... jestem za.

      A z sukcesem to nie jest takie oczywiste... podam ten przykład jeszcze raz - Małysz budzi radośc, entuzjazm, wsparcie. Agnieszka Radwańska już niekoniecznie.. podobnie Anna i Robert Lewandowscy... Ewa Chodakowska...to tylko kilka przykładów.

      Usuń
  9. Też nigdy tego nie zrozumiem, a w zasadzie to nie wiem, czy zależy mi na tym, żeby zrozumieć, z takimi ludźmi nie da się kulturalnie dyskutować, więc wdawanie się w dyskusje jest bez sensu. Chyba usuwanie bluzgów jest najlepszym wyjściem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wcale nie chcę tego rozumieć, zastanawiam się tylko, jak reagować. Usuwać tak, tylko czy to wystarczy?

      Usuń
  10. Witaj, Anno.

    Zgadzam się z Iwoną Kmitą. Jeśli chamski komentarz nie zostanie usunięty przez Autora bloga, to Goście powinni jasno dać do zrozumienia, że nie życzą sobie takiego poziomu dyskusji i że w tym miejscu taka osoba sobie nie pohasa.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że to najlepsze działanie, jakie możemy podjąć, jeśłi na takie coś trafimy.

      Usuń
  11. Niektórzy tak mają i już - też o tym pisałam w ostatnim poście. Jak czegoś nie lubię to staram się to omijać a nie kipieć jadem i nienawiścią. A jak smakuje anonimowy hejt też już wiem - kiedyś nieopacznie przyznałam się, że z własnej woli nie pracuję - ile pomyj mi na łeb wylano....jakim to darmozjadem i kulą u nogi oraz ciężarem dla społeczeństwa jestem. Osobiście takie zachowania staram się ignorować, chyba że kogoś już bardzo atakują i mam dość ale w realu nie mogę znieść poniżania i złośliwości i najpierw reaguję a później się zastanawiam po co....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to niestety sama wiesz, w czym rzecz. A swoją droga, w czym mają problem inni, by wiedzieć lepiej, jak Ty masz sobie poukładac swoje życie? W realu to ja bardzo długo jestem grzeczna. Bardzo długo. Jednak jak już wybuchnę ( na szczęście rzadko) to mąż udaje, że mnie nie zna:). No idę wtedy jak taran.

      Usuń
  12. Milczenie, czyli ignorowanie jest poniekąd przyzwoleniem na to, co się dzieje, jednakże z hejtem się nie wygra; ludzie czują się bezkarni i anonimowi w internecie i dają upust emocjom, mszczą się na nich, bo w codziennym życiu sami są frustratami, którym się nie układa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam się własnie do tego skłaniać - że milczenie i ignorowanie jest w jakimś sensie przyzwoleniem. Może i z hejtem się nie wygra, ale chociaż w tę walkę wejdę i będę dzialać, jeśłi będzie potrzeba.

      Usuń
  13. Jedni są zawistni, inni nie, bo jak to ludzie - są różni. Nie wiem, czy to jest tak do końca bezinteresowna zawiść, bo jeśli ktoś sobie podnosi poprzez takie działania samopoczucie czy samoocenę, no to już jest motyw. Niektórzy są zwyczajnie złośliwi z natury. Anonimowość sprawia, że niektórzy stają się odważniejsi i przekraczają granice, bo nikt im nie patrzy w oczy, ani na ręce. Hejt stał się elementem życia wirtualnego i się go nie pozbędziemy. Adam Małysz osiągał sukcesy i myślę, że to bardzo lubiany sportowiec, no już były, ale jednak nadal Polacy mają do niego sentyment i darzą go sympatią. Z kolei blogerki modowe np. coś tam tworzą, osiągają, chwalą się tym i ktoś może im coś przykrego napisać z zazdrości. Czyjś sukces może razić osobę, która nic nie osiągnęła. Smutne to wszystko, że w sieci ludzie pokazują się niekiedy z tej gorszej strony, zamiast w sposób kulturalny wyrazić swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka anonimowośc jest cześciowo urojona, bo internet dla wtajemniczonych na dużo pozwala, w sensie wcale nie trudno namierzyc kogoś. Czyjś sukces kole w oczy, głównie tych, którym sie nie udało...
      A Adam Małysz powiedział, że bardzo chciałby dalej startować w rajdach ( na przykład Dakar), tylko to sa niewyobrażalne koszty, a Orlen jako partner strategiczny się wycofał. taki jeden start w Dakarze to jest podobno milion. Milion euro...

      Usuń
  14. Czasami nie da się zrozumieć ludzi. Ja już jestem czasami zmęczona tym wszystkim. Najgorzej, kiedy chcesz z kimś kulturalnie porozmawiać, ale się nie da, bo albo ktoś widzi wszystko jako czarne lub białe, albo jedynym argumentem jest jakiś pocisk, bo na nic więcej go nie stać. Przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli dla kogoś jedynym argumentem jest siła, czy to w postaci fizycznej, czy jakiejkolwiek innej, to niestety... istotnie ręce i inne takie opadają.

      Usuń
  15. Do hejterów nic nie trafia. Zazwyczaj, kiedy pojawiają się gdzieś w komentarzach - hejter ma ostatnie zdanie. Ta osoba broniąca kogoś (albo chociaż upominająca, że każdy może myśleć inaczej) w końcu się poddaje, bo argumenty hejterów są tak bezsensowne, że już się nawet nie chce tłumaczyć...
    Internet daje poczucie ogromnej anonimowości. Czasem zastanawiam się skąd w ludziach tyle jadu? Poza tym... Gdyby nie podobało mi się, co ktoś robi (jak choćby sposób prowadzenia bloga) to bym nie czytała. Wydaje się oczywiste, ale nie... Trzeba przeczytać i koniecznie zostawić kąśliwy komentarz :/ To smutne, że tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, przeciez to takie proste - jak mi sie podoba, to tam nie zaglądam i nie czytam... prosta zasada - ale tym osobom chyba chodzi o coś dokładnie odwrotnego - skoro mi się nie podoba, to pokrzyczę, zdenerwuję, a najlepiej...hm... zniszczę. Bo tak jak napisałaś - w końcu można nie wytrzymać i się poddać...

      Usuń
  16. Witam w szacownym gronie kulturalnych komentujących. Do wyżej napisanych komentarzy dodam moje przemyślenie 😉 zastanawiam się jaki procent komentujących w sposób niekulturalny miałoby odwagę powiedzieć to samo prosto w oczy?
    Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre pytanie - jestem pewna, że w realu wiele hejtujących to miłe osoby... bo w realu trzeba spojrzeć na rozmówcę... a tutaj? mam piszącego gdzieś, niestety.
      I bardzo to sympatyczne, co napisałas na początku - miło mieć kulturalnych komentujących...dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna.

      Usuń
  17. Myśląc o hejcie, warto zadać jeszcze jedno pytanie –Komu hejt jest na rękę, czyli kto na hejcie zarabia? Otóż zarabiają właściciele internetowych portali. Hejter przyciąga innych użytkowników, zmusza ich do płomiennej, zawziętej dyskusji, do udostępniania danego tekstu czy mema na portalach społecznościowych, jednym słowem – zwiększa klikalność. Hejter – jak każdy forumowicz – w internecie stał się darmowym pracownikiem, dzięki którego aktywności zwiększa się zysk właściciela domeny. Dlatego na nawoływania wielu informacyjno-rozrywkowych portali, by ich użytkownicy skupili się na kulturalnej dyskusji, należy raczej patrzeć jak na działania rzeźnika, który rozpoczyna kampanię na rzecz praw zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety chyba masz rację... jak zwykle, gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi banalnie i brutalnie o pieniądze...

      Usuń
  18. Zanim się zacznie zwalczać hejt, to trzeba się zastanowić, co hejtera "kręci". Jego kręci reakcja, każda reakcja. Jeżeli zaczniemy mu przypominać o kulturalnym zachowaniu, o tym, że nie zgadzamy się na obrażanie, to sprawiamy, że hejter osiągnął cel - spowodował naszą reakcję: złość, oburzenie, obrzydzenie. Reakcja sprawia, że ego hejtera rośnie w siłę. Moim zdaniem, jedynym sposobem na hejt, jest niedopuszczanie do niego, czyli heter ląduje w spamie. To jest dla niego najsroższa kara, że się go nie zauważa.
    A pozytywy po zwycięstwie skoczków - na szczęście nie zawsze i nie wszędzie jesteśmy bezinteresownie zawistni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli Twoim zdaniem totalnie ignorować?

      A co do skoczków,to ciekawe jak będzie w WIśle i w Zakopanem:)

      Usuń
  19. Jest taka niesamowicie otwarta i może kontrowersyjna osoba, która darmowo oddaje swój czas, żeby ćwiczyć z kobietami prowadząc videobloga na swojej stronie Fit Matka Wariatka. Kiedyś miałam okazję słuchać jak prawie 2 godziny wyżywała się na hejterkach, namawiając je do opuszczenia jej strony, skoro się coś nie podoba. Ludzie z czatu ją uspokajali, że to trzeba olać, że nie powinna się przejmować, a ona na to, że ona się nie przejmuje, że to nie dotyka jej samopoczucia, tylko chodzi o kulturę i ona mówi stanowczo NIE!
    Podsumowała te osoby krótko i dosadnie, bo taka już jest "To są gwiazdy w necie, a pi.dy w świecie". Dlatego reagować! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zrobię sobie tabelke w Excellu, by policzyć i rozpisac opcje reagowania:):):). To oczywiście żart, ale zwróć Olu uwagę, że są wyraźnie dwa typy reakcji - ignorować i reagować Kiedyś byłam za ignorowaniem, bo uważałam, że takiemu trollowi chodzi o zainteresowanie, więc nie ma sensu go podsycać. Ale są jednak tacy, którym chodzi o złość, wyładowanie agresji, i taką własnie kompletnie bezinteresowną zawiść - na to to jednak trzeba reagować. Fit Matka Wariatka, mówisz... poszukam:)

      Usuń
    2. W blogowej dyskusji postawiono mi pytanie:Jak to sie dzieje, że zło może tak zdominować to co dobre? Może masz na to jakaś odpowiedź?Odpowiedziałem krótko:


      Chyba nie da się uzasadnić dominacji zła nad dobrem. Jedno i drugie jest w nas i to od nas zależy co wybierzemy, czy też w gronie jakich ludzi się znajdziemy.
      Gratuluję wszystkim kulturalnej dyskusji, z której wiele wynika

      Usuń
    3. Zawsze mówię, że na tyle sie znam, na ile juz sie sprawdziłam... z tymi wyborami masz rację, my decydujemy, a nie ktoś nas wpycha w jakies kanały... my decydujemy. I dziękuję w imieniu komentujących i swoim:).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…