Przejdź do głównej zawartości

Kolibry

Dzień dosyć ponury, wiele osób narzeka, że ten rok jakoś bez rozmachu się zaczyna. Chciałam podzielić się w najbliższym czasie różnymi cekinowymi cudami, bo przecież karnawał i balować by należało, ale nie mam nawet warunków, by Melindę poubierać i sfotografować. Stoi jakaś smutna w kąciku..

Znalazłam więc kilka starych zdjęć (  są zrobione w maju 2015 roku ) z uroczymi, radosnymi i pełnymi energii kolibrami. Miałam je wtedy okazję obserwować w naturalnym środowisku, chociaż, jak widać, one przylatują do poidełek - mają tam wodę z cukrem. Powiem szczerze, że myślałam, że one są mniejsze - w tamtym parku można było obserwować kilkanaście odmian, i wszystkie były mniej więcej podobnej wielkości, miały po 6-8 cm, niektóre były nieco większe. Bardzo żałuję, że nie sfotografowałam tablicy, na której były ich zdjęcia i opisy, ale cóż... może kiedyś oda się do Ameryki Południowej wrócić:).









Śliczne ptaszki, prawda? Pięknie się obserwuje moment, gdy, z wrodzonym im wdziękiem, właściwie wiszą w powietrzu. machają tymi maleńkimi skrzydełkami tak szybko, że wyglądają jak nieruchome.
Poniżej jest filmik, ale nie wiem, czy będzie się odtwarzał...




Na zdjęciach są kolibry w parku, przystosowanym do obserwacji ( mnóstwo poidełek, wytyczone ścieżki, i mnóstwo mieszkających w okolicy ptaszków) - ale na przykład w hotelowym ogrodzie też wisiało poidełko, i podobno one było dla pary "własnych" ptaszków - podobno mają gdzieś tam gniazdko i z owego poidełka korzystają tylko one... Było znacznie trudniej je tam zobaczyć, zwykle najwięcej obserwacji czynili palacze - oni od świtu wychodzili do owego ogrodu na papierosa, i w tym czasie te śliczne ptaszki mogli spokojnie oglądać... ja chyba jednak wolałam o świcie spać:). Trzeba jednak przypomnieć, że w okolicach równika ( a akurat na zdjęciach takie okolice są) dzień zawsze trwa 12 godzin - słońce wstaje około 6 rano i zachodzi o 18. W tropikach to zawsze dla mnie najtrudniejsze - kiedy człowiek po całym dniu zwiedzania, podziwiania różnych cudów i biegania z miejsca na miejsce w końcu chciałby może walnąć się na plaży - jest już ciemno. No to można tylko iść do plażowego baru....

Komentarze

  1. Ptaszki jak motyle, podobne wrażenie wyniosłam z motylarni właśnie. Filmik odtwarza się, spoko. Kolibry lepsze niż cekiny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre się błyszczały niczym posypane brokatem... i to migotanie tych malutkich skrzydełek.. urocze.

      Usuń
  2. Lubię oglądać ptaki na zdjęciach, a kolibry są niezwykle urocze i ujmujące. Może to dlatego, że takie małe? ;) Czekam aż Melinda się do nas uśmiechnie ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melinda potrzebuje kilku dni zapewne, światło ostatnio fatalne, a poza tym jeden super cekinowy komplet pożyczyłam córce... jak wróci do mnie, to pobawię się w zdjęcia.

      Usuń
  3. Oglądałam film o kolibrach, chyba to był z serii o ptakach Davida Attenborougha, on umiał opowiadać! Nie potrafię ogarnąć rozumem, jak można machać skrzydłami kilkadziesiąt razy na sekundę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam stałam jak urzeczona... kilka godzin. Na początku darłam się jak głupia w stylu: patrz, patrz jaki śliczny, o a ten też... potem już tylko podziwiałam:)

      Usuń
  4. Aniu śliczne zdjęcia i kolibry to niezwylłe ptaszki. Myślę, że co tam plaża;) takie ptaszki warte wszystkich wolnych chwil.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, plaża jest nudna ( chociaż w tym roku widziałam piękne plaże...ech...), a ptaszki są słodkie. No i nie wiem, czy jeszcze kiedyś będzie okazja je zobaczyć w naturalnym środowisku:)

      Usuń
  5. Po tygodniu można się przyzwyczaić i to na tyle, że gdy nocą było zaledwie +27 ubierałam cienki sweterek, bo mi było....chłodno. Ale na szczęście nie musiałam wstawać o określonej godzinie, bo nie był to pobyt "zorganizowany".
    Kolibry są śliczne, a zresztą właściwie wszystkie ptaki mi się podobają.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nigdy jakoś nie przyzwyczaiłam:). No i wielbię wtedy klimatyzację, bo nie byłabym w stanie spać - nawet ten szum mi już nie przeszkadza, byle chociaż nieco chłodniej... No i masz rację, ja zwykle mam czas zorganizowany i czasem to wstawanie o świtaniu lub wcześniej jest wkurzające. No ale coś za coś:).
      A ptaki też lubię chyba wszystkie. No, może za kaczkami nie przepadam, chociaż smaczne.

      Usuń
  6. Piękna wycieczka, ciekawe doświadczenia i obserwacje wyniosłaś, będziesz miała na prawdę niezapomnianą pamiątkę pełną wrażeń, której nikt i nic Ci nie zabierze. Nie miałam okazji widzieć tych uroczych ptaszków na żywo, ale skoro na zdjęciach i filmiku są a prawdę zjawiskowe, to wyobrażam sobie jak dopiero realnie muszą być urokliwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - i jeszcze ta bujna roślinność wokół, różne zapachy i dźwięki... zupełnie inny świat.

      Usuń
  7. Pięknie przedstawiłaś Anno swoje wrażenia z wycieczki. Dzięki tobie poznałam bliżej te niezwykłe maleńkie ptaszki.
    SERDECZNE ŻYCZENIA POMYŚLNOŚCI W 2017 ROKU PRZYJMIJ ANNO PROSZĘ.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie i Tobie również życzę dobrych dni... a kolibry są fascynujące:)

      Usuń
  8. Urocze ptaszki :) Super, że miałaś okazję je zobaczyć na żywo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... i chciałabym jeszcze kiedyś tam pojechać. Może niekoniecznie w to samo miejsce, oczywiście, ale kontynent jest przecież duży.

      Usuń
  9. Lubię czytać Twoje wspomnienia z podróży :) . Nigdy nie widziałam kolibrów - urocze :) . Czyżby Melinda strzeliła focha :D ? Pozdrawiam - Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie mogą być tylko wspomnienia - chwilowo nie planuję żadnej podróży ( a chciałam, nawet już sobie miejsce upatrzyłam), bo zdrowie tak niezbyt - nawet nie, że moje ( chociaż niestety też), ale bliskich osób, musze być na miejscu.

      Usuń
  10. Ptaszki cudne, nie widziałam ich "na żywo" ale fajnie z Tobą powspominać...
    Melindę ubierz kochana, niech sobie pobaluje.
    Mój rok rozpoczęty "na wesoło", ze znajomymi spacerek nad Pogorią ale tylko do obserwacji kaczki i łabędzie /a pogoda pierwszego dnia roku była cudowna/.
    Pozdrawiam więc w Nowym 2017 Roku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziś jeszcze piękniej, spadł snieg, świeci słońce... a ja w domu uziemiona... jeżdżę jedynie pomiędzy szpitalem, aptekami, lekarzami i jakies takie. Wczoraj kolejny alarm wieczorem mi zapewnili, na szczęście nic wielkiego. Jak człowiek zdrowi i w okolicy wszyscy w miarę ok, to sobie można podróżówać... teraz trochę poczekam.

      Usuń
  11. Są urocze..Miałam kiedyś okazję widzieć na żywo - w pierwszej chwili myślałam że to ćma albo jakiś inny przerośnięty owad. Ale są cudne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skojarzenie z ćmą też miałam, chociaż, jak już pisałam, nie są aż takie małe, jak podejrzewałam, że będa.

      Usuń
  12. Ach, to egzotyka :) Jako mała dziewczynka dostałam książkę Jana Sokołowskiego, ornitologa, "Kolibry" z pięknymi ilustracjami autora. ptaszki były przecudne, nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że to najmniejsze ptaki świata. Nie dotarłam do zachodniej półkuli, ani do ojczyzny kolibrów Meksyku. Źle znoszę upały, a tam wiecznie gorąco (no i z moim hiszpańskim kiepsko). Ale kolibry na żywo, to musi być fantastyczne przeżycie.
    Dokładnie wiem, jak się czujesz z chorobą bliskiej osoby. Też tak miałam w 2014, siedziałam na miejscu, jak na minie i kursowałam do szpitala. Ale taka nasza powinność. Spokoju i sił ci życzę na ten Nowy Rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój hiszpański też żaden, ale miałam okazję zwiedzam tamte strony z tubylcem, który studiował w Polsce na AGH i ma żonę Polkę - trafił mi się więc przewodnik tamtejszy, ale mówiący po polsku, świetna sprawa. Upałów też nie znosze i sie obawiałam, zresztą jest czego, niestety... ale na dużych wysokościach , tak powyżej 1500 m nad poziomem morza, było już całkiem nieźle:). Na przykład na wyspach Galapagos ( pisałam na przełomie kwietnia/maja o tym) było niestety masakrycznie gorąco... kolejnego dnia chyba bym już nie wychodziła w ogóle z klimatyzowanego pokoju:), nawet nocą było okropnie gorąco. Za to na przykład w Indonezji było znośnie. Nie wiem, to chyba kwestia wilgotności, pory roku, wiatrów...

      Usuń
    2. A ja na Bali w Ubud "zdychałam", w górach owszem, było nawet chłodno, żałowałam, że nie mam długiego rękawa i spodni. Ale potem na Sumbawa nad morzem znów dla mnie nie do wytrzymania - to był koniec lutego. Więc stwierdziłam, że tropiki nie dla mnie :(

      Usuń
    3. Luty - czyli na Bali pora deszczowa. Ja tam balowałam w lipcu, było nie więcej niż 27 stopni, wiec dało się wytrzymać ALe pamiętam taki jeden dzień , jeszcze na Jawie, było wilgotno i 31 stopni - to też już nie dla mnie...

      Usuń
  13. Lubię obserwować przyrodę i bardzo się cieszę, że mogłam oglądać tę piękną sesję zdjęciową, którą wykonałaś kolibrom. Podobają mi się Twoje wpisy z podróży. I właśnie to jest fajne, że można za pomocą bloga pokazać innym ludzi wiele interesujących rzeczy. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - ja wyjeżdżając gdzieś dalej ( pomijam wyjazdy na narty, to zupełnie coś innego) zawsze szukam miejsc, gdzie będzie ciekawa przyroda i to oglądam, Budynki - chociaż bywają piękne - mniej mnie fascynują

      Usuń
  14. Urocze ptaszki, takie wręcz wzruszające. Fajnie, że sobie przypomniałaś o tych zdjęciach. Ale na Melindę tez czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jeszcze nie raz jakieś starocie wygrzebię:). Melinda spokojnie czeka, aż moja córka odda mi najpiękniejszy cekinowy komplet:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…