Przejdź do głównej zawartości

Posylwestrowo o alkoholu


Mam to szczęście żyć wśród ludzi, którzy z alkoholem problemu nie mają. Są tacy w rodzinie i wśród znajomych, którzy nie piją w ogóle, są nie pijący okresowo, typu przyszłe mamy, albo mamy karmiące, są osoby, które nie wpadłyby na pomysł pójścia na piwo, ale noworoczny toast spokojnie wznoszą.


Sama uważam alkohol za coś, co zostało stworzone dla ludzi ( dorosłych), i jak wszystko, powinno być stosowane z umiarem. Jest kilka sytuacji,  w których alkohol jest dla mnie totalnie zbędny - określone sytuacje zdrowotne, ciąża i karmienie, w obecności małych dzieci ( właściwie w ogóle w obecności dzieci), również nie wyobrażam sobie picia w samotności. No, oczywistym powodem by nie pić jest tez konieczność prowadzenia samochodu. Piłeś, nie jedź. Lubię za to wyluzować się na urlopie, przy okazji na przykład urodzin, spotkania z przyjaciółmi... przy czym wyluzować się nie oznacza dla mnie upić się, a oznacza wypić tyle, by zapewnić sobie dobrą zabawę. I koniec. Również dlatego, że źle toleruję nadmiar alkoholu i następnego dnia cierpiałabym okrutnie... a po co.
Czemu w ogóle poruszam ten temat? Bo mam koleżankę, którą spotykam dość rzadko, ale coraz bardziej się martwię. Tam piją właściwie wszyscy...na zasadzie po powrocie z pracy drink, po obiedzie piwo, wieczorem jakieś winko do telewizora...również samotnie. W dodatku wypicie codziennie piwa  czy lampki wina w ogóle nie jest tam  uważane za picie, przecież to tylko jedno,w dodatku piwo czy wino to przecież nie alkohol... A dla mnie to osoba, która jest tak zwaną wysoko funkcjonującą alkoholiczką. I co? I nic, bo ona czuje się z tym doskonale i nie widzi żadnego problemu.
A może to ja widzę zło tam, gdzie go w ogóle nie ma?

ps. Zdjęcie na użytek posta zrobiłam przed chwilą, wykorzystując wino z napoczętej butelki, która od maja walała się po lodówce. Nawet tego nie skosztowałam, uznałam, że nadaje się tylko do wylania, co uczyniłam bez żalu. W razie potrzeby - mam inne :):):):).

Komentarze

  1. Nie piłeś, wypij...to takie dokończenie Twojego cytatu ;-)
    Picie przy każdej okazji to taka nasza cecha narodowa, która przenosi się na coraz młodsze pokolenie. Prowadziłam do niedawna program profilaktyczny dla młodzieży w szkole i co roku pojawiał się sygnał wynoszony z domów, ze drink czy piwo to nie prawdziwy alkohol, który też może prowadzić do uzależnienia.
    Nawet napisałam kiedyś post KTO ROZPIJA NASZE DZIECI?
    Nie wiem czy kiedykolwiek zmieni się to na lepsze, wszak państwo czerpie z tego ogromne zyski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie. Poszłaś wprawdzie w innym, niż przewidywany przeze mnie, kierunku, ale chyba w tym znacznie ważniejszym. Zyski z alkoholu istotnie sa ogromne, a młodzi ludzie i niestety dzieci to potencjalni lub już świadomi klienci... miałam kiedyś okazję siedzieć z licealistami i posłuchać ich opowieści o alkoholu i o piciu w gimnazjum. Nawet, jeśli prawdą było tylko 10 procent tego, co mówili, a reszta przechwalaniem się na uzytek mój i swój własny, to to było straszne. Żeby było jasne - święta nie jestem i nie byłam, ale to były dzieci.... Jak dorosły chce się upodlić, jego wola, chociaż i to jest straszne - stąd zresztą mój post... nie chciałabym , by moja koleżanka miała kłopoty...

      Usuń
  2. Ja tam mało pijąca jestem ale są okazje kiedy używam tego trunku. Lubię szampana i czerwone wino, słabe drinki...piwa nie lubię, czysty alkohol - no może jeden kieliszek na imprezie.
    Właściwie to może dla mnie alkoholu nie być, bez niego zawsze potrafię świetnie się bawić.
    Stoi w barku, bo przecież być musi, na wszelki wypadek ale może dlatego stoi, bo my z mężem nie pijemy.
    W Sylwestra wypiłam 2 lampki szampana i to mi wystarczyło.
    No cóż, jak koleżanka nie widzi problemu to jej sprawa, oby nie było za późno.
    Serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie alkoholu w barku nawet całkiem sporo, i różnorodny, ale tak sobie stoi. Pomijając wszystko innego bez przerwy oboje z mężem poruszamy się samochodem, nasze dzieci też, znajomi jak do nas przyjeżdżają to też raczej samochodem...i o alkoholu do kawy nawet nikt nie pomyśli. I nie tu jest problem, że alkohol w ogóle istnieje... niech istnieje, czasem jest fajny bardzo. Ale czasem... mnie przerażają - i chyba się ich boję - osoby pijące codziennie, nawet jeśli niewiele.

      Usuń
  3. Przeczytałam Twój wpis Anno i komentarze powyżej i tak sobie pomyślałam, gdyby wszyscy byli tak rozsądni i dojrzale myślący, to nie byłoby tych wszystkich patologi alkoholowych. Sama piję rzadko i mało, bo też nie chcę potem odchorowywać, po co się upijać, chyba tylko dlatego, jak to robią panowie, by chwalić się ilością spożytych trunków. U nas w barku też sporo trunków wszelakich, większość sprezentowanych, stoją sobie grzecznie i czekają na swoją okazję :) Mąż lubi sobie od czasu do czasu zrobić drinka, mówiąc, że to leczniczo, żeby odpędzić plątające się wirusy :) ale nie jest to często, czyli wszystko pod kontrolą.
    Jeśli ktoś ma już poważny problem z alkoholem to się do tego nie przyzna, tylko będzie się za każdym razem usprawiedliwiać, że to przecież jest normalne, naturalne, niegroźne, to tylko tak jak piszesz, jeden kieliszek, jedno piwo itd. a potem ani się człowiek obejrzy, a ilość się stopniowo zwiększa i okazuje się, że już człowiek bez tego nie może normalnie funkcjonować. Wiem coś o tym z moich obserwacji tu i tam, sama też pisałam kiedyś na ten temat i o takiej znajomej, która tak się właśnie usprawiedliwiała i nie rozumiała dlaczego mąż się jej czepia, a tu podaję linka gdybyś miała ochotę zerknąć http://gabunia76.crazylife.pl/2016/03/17/jak-pojdziesz-na-dno-to-ja-razem-z-toba/

    Pozdrawiam ciepło i z krainy śniegu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam wcale nie jestem taka rozsądna i dojrzale myśląca, ja tylko wiem, że nadmiar szkodzi, i że potem cierpiałabym - więc albo piję bardzo mało, albo wcale, w dodatku jak już, to rzadko, przy okazjach, o których już wspominałam. Zdaję sobie sprawę, że ci mający problem tego nie widzą...i tu właśnie mój problem, bo chciałabym pomóc, a nie wiem jak. W dodatku to nie jest tak, że ilośc wypijanego alkoholu się zwiększa - czasem jest tak, że stale ta sama ilośc działa coraz silniej. "Mocna głowa" przestaje z czasem byc taka "mocna". I ten jeden kieliszek wystarcza, by już się az tak nie kontrolować.

      Usuń
    2. Myślę Anno, że wobec alkoholizmu człowiek jest bezsilny, osoba, która się uzależniła musi sama przyznać się przed sobą, że ma poważny problem i chcieć dobrowolnie poddać się leczeniu, a to jest na prawdę bardzo trudne osiągnięcie.

      Usuń
    3. Niestety masz rację. Piszę "niestety", bo to oznacza, że pomoc jest bardzo ograniczona...

      Usuń
  4. Takie lekko "przechodzone" wino można wykorzystać do zabejcowania mięsa, zagotowując je z przyprawami i gorącym zalewając mięso, np. wołowinę.
    W Sylwestra wypiłam kieliszek białego Chardonnay, bo mi jakoś od kilku lat szampan nie idzie. A tak ogólnie to bardzo rzadko piję jakiś nawet nisko procentowy alkohol- chorowałam na WZW typu B i mój organ zwany wątrobą zle reaguje na alkohol.
    Znajomi śmieją się ze mnie, że powinnam być barmanką, bo na tym stanowisku powinna być osoba niepijąca;)
    Podejrzewam, że już od samych oparów byłabym chora;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już bylo bardzo przechodzone:), poza tym to było chyba słodkawe coś, pozostało po ostatnim weselu, u mnie nikt by tego nie przełknął, słodki alkohol jest be. Mnie tam szampan wchodzi, w tym roku tez wszedł, wytrawny oczywiście, bo jako rzekłam słodki alkohol jest be. Czy ja wiem, czy barman powinien być niepijący? Powinien być rozsądny i niepijący w pracy.

      Usuń
  5. Alkohol spożywany często, zawsze prowadzi w złą stronę, a pijący zwykle nie zdają sobie z tego sprawy. Nie wszyscy popijający piwko czy lampkę wina od czasu do czasu się uzależniają. Twoja koleżanka może też należy do tej grupy. Picie alkoholu przez dorastającą młodzież jest przerażające - zgadzam się. Jednak wiadomo, że jesteśmy pijącym narodem, a młodzi dorastają w takim właśnie otoczeniu. Ja uważam, że alkohol jest dla ludzi, oczywiscie w granicach rozsądku. I tylko dla dorosłych, ma się rozumieć. Nie piję alkoholu ani dużo ani często, ale czasami piję. Czytałam w komentarzach o pełnych barkach... i jakoś tak nie wiem, po co one, skoro ich właściciele są nie pijący...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może...czego jej zyczę. A z moim pełnym barkiem to jest tak - po pierwsze prezenty. Naprawdę sporo alkoholu przychodzi wraz z gośćmi, znacznie mniej niż później wypijają, więc zapasy rosną. Po drugie zdarza nam się przywozić lokalne alkohole z zagranicznych wojaży, potem każdy skosztuje i tyle. I miałam w ostatnich latach trzy wesela... i mnóstwo niepijących lub pijących mało gości na nich:):):)

      Usuń
    2. A, to tak, goście lubią przynosić w prezencie jakąś butelkę;)

      Usuń
    3. Nie wiem jak to postrzegasz - ale w moim otoczeniu butelkę dostaje facet. Kobiety raczej nie...

      Usuń
    4. No tak, butelki są dawane facetowi, ale zasilają wspólny, domowy barek. Mam znajomych, którzy nie zawracają sobie głowy wymyślaniem prezentu. Przy każdej okazji(urodziny itp.)dają ładnie zapakowaną butelkę z alkoholem.

      Usuń
  6. Nie podoba mi się w obecnych czasach fakt, że alkohol coraz częściej jest traktowany jako napój a nie używka. I ta ogólna akceptacja czy raczej przymykanie oka na picie, podpijanie niestety systematyczne. Wyraziłam swoje oburzenie na ten temat w swoim wpisie pt. "Przyzwolenie" - jeśli ktoś ma ochotę zerknąć - zapraszam. Owszem wszystko jest dla ludzi, ale w odpowiedniej ilości, natomiast mam wrażenie, że coraz więcej ludzi nie wie gdzie jest granica. Czasem słyszę nawet rozmowy osób zmotoryzowanych o "bezpiecznej" dawce alkoholu - ratunku, dokąd ten świat zmierza!!!!!!!!!!!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie prowadzę po alkoholu, mam też opór przed siadaniem za kierownicę następnego dnia, bo wiem, że wolno spalam alkohol, nawet małe dawki. Są kraje ( na przykład Wielka Brytania), gdzie dopuszczalna dawka jest dośc spora, i zawsze wtedy zastanawiam się ( gdy tam jeżdżę), ilu kierowców w polskich warunkach zostałoby uznanych za pijanych. I nad tym, że wcale nie ma jakoś wielu wypadków z powodu alkoholu. A u nas są.

      Usuń
  7. Niektórzy nie mają umiaru a przecież wszystko jest dla ludzi.... Na co dzień szkoda czasu na picie w takim stylu - na drugi dzień jest złe samopoczucie, nie można jeździć autem, tak nie da się funkcjonować. Lubię alkohol, mam miliony nalewek domowej roboty, wina, ale raczej kolekcjonersko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę jak ja - miałam okres fascynacji nalewkami i sporo ich robiłam. Ostatnio niemal wcale nie robię, bo miejsca w szafce brak, a pić nie ma komu. Owszem, są dobre, ale to wciąż alkohol, a u nas naprawdę mało chętnych...

      Usuń
    2. Witam w klubie - stosuję rozdawnictwo - brakuje miejsca na trzymanie i inaczej musiała bym pić dzień w dzień w chyba wolę inne sporty ha ha ha :) ale kieliszek czegoś mocniejszego dla zdrowotności , raz na jakiś czas , czemu nie ?

      Usuń
  8. Moim zdaniem to zrozumiałe, że się martwisz. Takie picie "codziennie po trochu" może doprowadzić do nieciekawej sytuacji.
    Mam takich znajomych, którzy potrafią bawić się bez alkoholu. Tak, jak mówisz - wszystko dla ludzi, ale z umiarem!
    Niepojęte jest dla mnie, jak można prowadzić po alkoholu. Można nie szanować swojego życia, ale trzeba się liczyć z życiem innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - chcesz się zabić, twoja wola, ale czemu narażać innych? A z ta zabawą z alkoholem czy bez to ciekawa sprawa, swoją drogą. Moim zdaniem problem polega wtedy na tym, że towarzystwo jest takie niesymetryczne, jeśłi więc wszyscy nie piją, jest całkiem sympatycznie, a nawet doskonale. Wszyscy piją - podobnie. A jeśli tak pół na pół, to zwykle robi się nieciekawie...

      Usuń
  9. Regularne popijanie, nawet jednego drinka, ale codziennie jest bardzo niebezpieczne. niestety osoba, której to sie zdarza nawet pewnie nie wie, że może być uzależniona. Kiedys znajoma opowiadała mi o historii, która wydarzyła się w rodzinie jej zięcia. Do szpitala trafiła jego ciotka z powodu kłopotów z sercem. Wkrótce okazało się, że serce to najmniejszy problem. Kobieta była silnie uzależniona od alkoholu, nawet o tym nie wiedząc. Dopiero, kiedy nie wypiła swojego codziennego kieliszeczka organizm zaczął wariować. Konieczne było odtruwanie i dalsze postepowanie. Nie wiem, jak to sie skończyło, czy sie uwolniła od nałogu. Ale to najlepiej pokazuje, jak cienka bywa granica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sobie zapamiętam tę historię, i, oczywiście bez żadnych informacji, kiedyś opowiem...

      Usuń
  10. Dyskusja o alkoholu bywa problematyczna - bo albo się jest za, albo przeciw, ciężko uchwycić zdrowy środek. Oczywiście częste upijanie się jest złe, częste, czyli prawie codzienne bycie na rauszu jest złe, ale gdy zaczynamy mówić o mniejszych ilościach 1 lampka wina do obiadu, codziennie, czy jedno piwo dziennie, to sprawa robi się dyskusyjna.
    Ludzie od setek lat pili wino i piwo jako jedyne napoje, bo kiedyś picie wody było bardzo niebezpieczne. Więc w jakimś sensie nasz układ trawienny jest przystosowany do alkoholu. Po drugie jest sporo badań, poważnych badań, które wskazują, że niewielka dawka alkoholu chroni nasz układ krążenia - a choroby układu krążenia nadal są największym zabójcą. Ostatnio przeczytałem o dużych badaniach, które dowiodły, że piwo pite w umiarkowanych ilościach pozwala znacznie obniżyć poziom złego cholesterolu. Francuzi, którzy są w ścisłej czołówce narodów konsumujących alkohol - są uznawani za najzdrowszy europejski naród!
    Sądzę, że problem nie leży w ilości picia (w Polsce spożywa się mniej alkoholu na głowę, niż wynosi średnia UE), tylko w sposobie, a właściwie kulturze picia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczekiwałam na taki głos, jak Twój, Hegemonie, bo zdaję sobie sprawę, że włożyłam kij w mrowisko. I myślę jeszcze o jednym aspekcie takiego "małego"picia - o piciu w samotności. Bo jeśli lampka wina do obiadu jest ok, to jak patrzeć na taką samą lampkę wina wypitą tylko do telewizora, samotnie Czy to coś zmienia? A jeśli to nie lampka wina, tylko pół litra piwa? Przeciez zawiera dokłądnie tyle samo alkoholu, co pięćdziesiątka przeciętnie procentowej wódki? Poza tym na przykład francuskie wina stołowe są słabiutkie, często jeszcze mieszane z wodą - a nasze piwo wcale słabe nie jest...
      I żeby nie było - ja nie stawiam się w opozycji do Twojej wypowiedzi, ja zadaję pytania, na które odpowiedź dla mnie samej nie jest jasna.

      Usuń
  11. Alkoholizm ma różne oblicza. Czasem to najbardziej spektakularne z przemocą i zaniedbaniem, a czasem jest to cicha choroba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym pierwszym przypadku jest wręćz społęczna presja, by pomóc. A co w tym drugim?

      Usuń
  12. Ja ze względu na zażywanie leków na reumatoidalne zapalenie stawów nie piję alkoholu. Ale jako abstynent nie narzekam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj, Anno.

    To Ty masz rację. W uzależnieniach nie chodzi o ilość, lecz m.in. o regularność stosowania używki.
    Niestety - pokutuje u nas to podejście "ilościowe". Nietrudno sprawdzić, czy jest się uzależnionym - wystarczy całkowicie odstawić używkę na pewien okres czasu(np. na miesiąc) i obserwować swoją reakcję. Nerwowość, agresja, snucie się z kąta w kąt, "zajadanie" sygnalizują, że dzieje się coś niepokojącego i warto wtedy poszukać pomocy. Przeważnie uzależnienie nie pozwala wytrwać w abstynencji "tak długo", a wtedy wszystko zależy od tego, czy osoba chce zobaczyć swój problem. To jest najtrudniejsze - przyznać się przed sobą i od tego dopiero może rozpocząć się
    terapia/leczenie. Z moich doświadczeń wynika, że żadne "podpisywania w kościele", przymusowe odwyki, nawet okresowe niepicie przeważnie się nie sprawdzają, bo najpierw musi się zmienić sposób myślenia i temu przede wszystkim służy profesjonalna pomoc.
    Podpowiadam, żebyś zasugerowała koleżance okres abstynencji, jeśli jesteś z nią w na tyle bliskich stosunkach, że możesz to zrobić bez popsucia relacji, ewentualnie poszukała kogoś, kto jej to zaproponuje. Tyle zawsze można zrobić, reszta i tak zależy od zainteresowanego, co nie znaczy, że można się zniechęcić i dać sobie spokój. Kiedy już się zaczęło, trzeba wciąż próbować, choć to bardzo niewdzięczna rola.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wcale nie chcę mieć racji..Twoja propozycja, jak sprawdzić, czy jest się uzaleznionym jest dobra i mi znana, ale jak sama wiesz, jest możłiwa dla kogoś, kto to sprawdzić chce - czyli przynajmniej hipotetyczne zakłada, że coś jest nie tak. A przeciez piwo dziennie nie jest nie tak, co ja tam gadam... a że czasem dwa... ale tylko czasem...

      Usuń
    2. Witaj, Anno.

      Oczywiście, że musi chcieć. Ale sama wiesz, że upierdliwe nękanie "Nie pij przez...", to jedyne, co można na tym etapie zrobić, więc trzeba próbować :)
      Zazwyczaj w takich rozmowach pada w końcu argument "mogę przestać, kiedy chcę" i na to trzeba czyhać :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Alkohol piję rzadko. W upijaniu się nie widzę nic ciekawego, ale tak żeby jedno piwko czy lampkę wina wypić to się zgodzę. Znam alkoholików i powiem (tak z moich obserwacji), że oni nie widzą nic złego w tym, że piją za dużo i nie widzą, że mają problem, a nawet jeśli widzą to im on nie przeszkadza. Jak napisałaś, alkohol jest dla ludzi i picie z umiarem jest ok. Łatwo popaść w uzależnienie, trudno się z niego wyzwolić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - problem mają bliscy alkoholików, a nie sami alkoholicy, przynajmniej do momentu, gdy sobie to uświadomią. A potem bywa za późno.

      Usuń
  15. Ja akurat lubię okolicznościowo się napic ale tylko dobry alkohol a nie byle co by się opic i nie pamiętac co się robiło po czym byc z tego dumnym.

    Fajny blog i pozdrawiam :)
    zazul.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Od codziennego picia się zaczyna, od jednego piwa, a potem często są dwa i trzy... Dla mnie picie każdego dnia to już pewien rodzaj alkoholizmu, bo jednak nie da się obejść bez takich trunków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam identyczne odczucia, ale czytając wszystko co powyżej to już sama nie wiem... Może to Hegemon ma rację?

      Usuń
  17. Alkohol nawet w drobnych ilościach może uzależnić! A to już jest bardzo niebezpieczne!
    Chorowałam na wirusowe zapalenie wątroby typu C, przeszłam ciężkie leczenie i w szpitalu spotkałam się z alkoholikami. Ich opowieści były wzruszające. Często pijące osoby miały już marskość wątroby, wodę w brzuchu itp. Lekarze potrafili odróżnić zakażonych przy zabiegu i tych co mają uszkodzoną wątrobę alkoholem.
    Te przykre doświadczenia sprawiły, że nie piję alkoholu. Jestem już cztery lata wyleczona.
    Alkohol to temat na który trzeba rozmawiać! Super, że poruszyłaś go.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na pewno nie można tematu picia zamiatać pod dywan, i udawać, że nic się nie dzieje. Tylko jak to robić? Delikatnie? Z buta? I poruszyłas też coś jeszcze innego - często to inna choroba powoduj, że osoby przestają pić czy palić w ogóle...

      Usuń
  18. Mnie się zdarza od czasu do czasu wypić lampkę wina w samotności, bo mieszkam sama z juniorem i trudno, żebym piła z nim. Nie robię tego regularnie, czasem jednak mam ochotę i sobie siadam z lampką wina, np. pisząc bloga. Nie widzę w tym nic złego. Dopóki butelki z winami kurzą się w kuchni, bo otwierane są niezwykle rzadko, ta lampka wina, a czasem pół to chyba nie jest żadne zło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie... ale dalej ja mam opór okrutny przed piciem solo. Alkohol mam chyba na zawsze skojarzony z imprezą, z ludźmi, z towarzystwem i , jak już pisałam, w samotności nie bo nie.

      Usuń
  19. Nie będę konkurować z mądrościami w komentarzach.... ;) Zwłaszcza, że pewnie byłabym akurat już kwalifikowała się do niepokoju wedle połowy :/ Bo mój barek nigdy nie jest pełny, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to kwestia wielkości barku? Twoje zdanie mnie ciekawi, z dwóch powodów co najmniej...

      Usuń
    2. I teraz jestem ciekawa jakich... A co do barku: tam po prostu nie może nic stać, bo za szybko wtedy idzie :/ A picie jak picie, złożona kwestia. Niektórzy mogą kilka razy w tygodniu, nawet w samotności, i nie wpadną w nałóg, inni wpadną po pół roku imprezowania. Zwłaszcza to picie w samotności jako coś złego uważam za mit, choć przyznaję, że alert się powinien włączyć, jeśli ma się odruch nalania w sytuacji stresującej, czy raczej - po stresującym dniu, bo w trakcie dnia to sobie nie wyobrażam zupełnie, nawet do obiadu niedzielnego czy jakiegoś tam nie lubię, bo za szybko źle się czuję i jestem senna. Siadanie za kółko - to w ogóle chyba nie wymaga dyskusji, za to bym kazała biegać nago po śniegu co najmniej.

      Usuń
    3. Jeden powód to taki, że po prostu mądra jesteś. Nie, żebym siebie miała za idiotkę, ale Ty jesteś mądra inaczej niż ja, masz inne doświadczenia i inne odniesienia niż ja, więc mnie ciekawi podejście kogoś takiego właśnie. I poza tym jednak dzieli nas pokolenie, a przynajmniej trzy czwarte pokolenia, liczę jednak na inny odbiór niż moich własnych dzieci. Drugi powód łączy się z czymś, co nie jest do upublicznienia, ale właściwie już to trochę wyjaśniłaś - związane jest bowiem z piciem w samotności, i nie Ciebie dotyczy ( to samotne picie, znaczy się, i codzienne).
      A z bieganiem nago po śniegu to uważaj, niektórzy to lubią, po saunie na przykład...albo po kąpieli w gorących źródłach. W takiej Islandii to norma jest:)

      Usuń
  20. Myślę, że wszystko jest dla ludzi - alkohol był, jest i będzie - wydaje mi się, że ludzie teraz inaczej piją, już nie po to, żeby spaść z krzesła. Pozdrawiam - Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chcę w to wierzyć... jednak obserwacje pokazują, że jest różnie.

      Usuń
  21. Z alkoholi - niemal wyłącznie czerwone wytrawne wino. Jeśli jest okazja, chętnie się napiję, ale mogę miesiącami nie pić i niczego mi nie brakuje. :-) Jednak ostatnio z domu zniknął nam prawie cały alkohol... okazało się, że ekipa robiąca u mnie remont się tak obsłużyła... Nie dość, że pili podczas pracy, to postanowili przeszukać dom i ukraść to, co znaleźli... ogólnie bulwersująca i bardzo nieprzyjemna sytuacja... a dla mnie niepojęta - co trzeba mieć w głowie czy też jak bardzo być uzależnionym, żeby coś takiego zrobić?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj u syna i synowej, na ich wspólnym urodzinowym przyjęciu dla 9 osób na 12 metrach kwadratowych właśnie takie czerwone wytrawne mieli... więc się skusiłam. Ale tak to jest - jak nie ma okazji, nie ma tez potrzeby. A ci "fachowcy" - rany, chyba bym szału dostała. Toż to złodzieje i tyle. Mnie niestety też kiedyś - jeszcze mieszkałam u rodziców - fachowcy ukradli pierścionek. Nie to, żeby był bardzo wartościowy, ale był pamiątką...i już do mnie niestety nie wróćił.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …