Przejdź do głównej zawartości

SzaLOVE

Skoro jest zima, to musi być zimno, a skoro jest zimno, to trzeba się otulać czyś ciepłym, a ciepły to jest szal. No to będzie o kilku szalikach, z dedykacją dla Anabell z bloga http://cobytujeszcze.blogspot.com, która ostatnio pokazała cudowny, własnoręcznie zrobiony ażurowy szal... Zainspirowała mnie, by pokazać takie właśnie szaLOVE rękodzieła, w większości jednak nie z moich rąk. Ja wprawdzie dziergać potrafię, i to zarówno na drutach, jak i na szydełku, poradzę sobie tez z haftem, natomiast kompletnie nie umiem szyć. Ale nie w szyciu rzecz... tylko w cierpliwości. Bo te piękne szale i chusty to nie jest kwestia niezwykłych umiejętności ( chociaż oczywiście też), ale głównie cierpliwości, której mnie po prostu kompletnie brak. Ja lubię duże, szybkie formy, z grubych włóczek, żeby efekt był już, a nie po kilkudziesięciu czy więcej godzinach dłubania...
Ale moja mama...och....ma już naprawdę dużo, dużo lat, a produkuje absolutne cuda. Popatrzcie, najpierw czerwony szal, który dostałam na gwiazdkę kilka lat temu -  z cieniusieńkiej, jedwabnej włóczki, lekki, ale ciepły:


Oryginalny kolor to piękne bordo, coś u mnie wygląda to na dość nijaką czerwień, ot, uroda zdjęć w dzień wprawdzie słoneczny, ale kompletnie zasmogowany ( wiem, nie ma takiego słowa, ale to oddaje okropność powietrza zza mojego okna). Szal jest szeroki i długi, nie mam pojęcia ile mama go robiła, ale sądzę, że parę tygodni. Na szczęście po operacji zaćmy ( która mnie dopiero czeka, juz niedługo) widzi najlepiej z całej rodziny, ale u licha, ona ma 80 lat...

 Następny prezent od mamy to cudowna biała chusta, z równie cieniutkiej włóczki, tym razem lekko moherowej, więc zrobiła się niesamowicie puszysta i delikatna. Dzieło znów jest spore, ubrałam tę chustę Melindzie, by było wdać jej  rozmiar:


Chusta jest tak piękna, że jedna z moich córek wykorzystała ją w sesji ślubnej - bo to nie jest śnieżna biel, tylko taka śmietankowa, idealnie pasowała do jej sukienki. Ponieważ to chusta, a nie szal, to można udrapować ją na sto sposobów, pasuje niemal do wszystkiego, grzeje i otula... no mistrzostwo świata. Mamo, dziękuję.

Tu jeszcze jedno dzieło mojej mamy, może już nie tak imponujące, bo z grubszej włóczki,  ale wtedy zrobiła te szaliki dla każdej dziewczyny w rodzinie - a troszkę nas, kobiet, jest...każdej córce, synowej, wnuczce...Na szczęście sobie też zrobiła, bo jak wiadomo, szewc bez butów...:



Jeśli chodzi o moją twórczość w dziedzinie szaLOVEj, to jak już wspomniałam, wolę formy szybciej dające efekty. Na przykład takie:


 To są szaliki w typie boa, pierwszy i trzeci robi się w ciągu 3-5 minut ( tak, minut, nie pomyliłam się), bo cała zabawa polega na włóczce, którą się po prostu odpowiednio skręca i rękami przeplata. Banał, w dodatku bardzo szybki banał, ale jak dla mnie efektowny. Drugi i czwarty to już jakieś 2,5 - 3 godzin, ale w sumie też ekspresowe działanie, więc nie ma powodów do dumy z rękodzieła..

Natomiast to poniżej zrobiła jedna z moich córek, na rękach. To szal-komin, można też nosić to coś jako coś w rodzaju kamizelki, albo nawet sukienki... zabawne, wesołe, śmieszne, ale urocze. No i zrobiła to dla mnie...


Kiedyś, gdy w sklepach było szaro, ponuro i mało co, bawiłam się w dzierganie znacznie częściej, robiłam sobie i rodzinie swetry, rękawiczki ( pięciopalczaste też), czapki, szaliki, skarpety... Teraz jakoś mi się nie chce... A można wyczarować z włóczki takie cuda...

Komentarze

  1. Moja koleżanka potrafi zrobić na drutach praktycznie wszystko. Szkoda tylko , że nie daje się namówić na założenie własnej strony. A miałaby czym się pochwalić.
    Twoja córka zrobiła piękny szal-komin.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Namawiaj ją, choćby po to, by inni mogli inspirować się pięknymi robótkami...Czasem ma się ochotę na coś, a pomysłu brak, chociaż czasopism i stron dotyczących dziergania jest sporo. A młoda ( no, swoje 30+ to ona już ma) istotnie ma czasem fajne pomysły.

      Usuń
  2. Moja mama robiła chusty na szydełku i przy pomocy różnych rekwizytów, ja zawsze wolałam druty. Kiedyś chusty i szale z włóczki odeszły w zapomnienie, teraz wracają i dobrze, bo Twoje są piękne i pomysłowe :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jednak wolę druty od szydełka, chociaz sobie z nim radzę. mam jednak w rodzinie znacznie większe mistrzynie... aż zazdrość bierze, jak niektóre osoby cudnie dziergają na różne sposoby....

      Usuń
  3. Piękne,wszystkie. Rzeczywiście kolor nazwałabym bardziej makowym niż bordo. Osobiście wolę zawsze otulić się chustą i częściej robię chusty niż szale. Nie tak dawno "odkryłam", że chusta zrobiona z melanżowej włóczki zwykłym ściegiem francuskim bywa bardzo efektowna, a robi się rekordowo szybko.
    Nie dziwię się, że córka wykorzystała tę białą chustę do zdjęć- jest śliczna i ma bardzo efektowny wzór. Jedna z moich koleżanek, której zamarzył się ślub pózną jesienią zrobiła sobie z tej okazji prześliczną białą pelerynę, sięgająca jej dobrze za siedzenie. Narobiła się, bo jak się ma 175 cm na boso, to taka pelerynka dość duża musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już kilka razy widziałam tego typu chusty czy pelerynki jako ślubne dodatki, bardzo są moim zdaniem stylowe, a czasem mają jakąś rodzinną historię. Tylko ktoś musi to zrobić... a sama najlepiej wiesz, jakie to wyzwanie:)

      Usuń
  4. Piękne wszystkie! Podziwiam! Robię na drutach (ostatnio bardzo rzadko), nie dziergam, nie mam córek ani uzdolnionych synowych. Miałam taką jedną śliczną chustę szydełkową od cioci, ale to było 40 lat temu. Powinna mimo to gdzieś być, ale zniknęła (anilany mole nie jedzą). Cóż, nic nie jest wieczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze się znajdzie? Ja miałam piękną sukienkę zrobioną na szydełku, moja kuzynka ze strony taty potrafiła coś takiego zrobić - ale byłam wtedy nastolatką i owa sukienka ( naprawdę cudowna z perspektywy czasu) wydawała mi sie obciachowa czy tam babcina. I nie mam jej już... oczywiście byłaby za mała, ale wzór by się przydał... Musze kiedyś tę kuzynkę ( ma już ponad 605 lat) poprosić, by mnie tego wzoru nauczyła...

      Usuń
  5. Uwielbiam chusty i szaliki, oczy mi aż błyszczą, jak patrzę na Twoje cuda. ;) Takie piękne i zrobione własnoręcznie. Czasu pochłonęły, ale jest co podziwiać i co wdziać na szyję ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że własnoręczne - czy w ogóle ręcznie robione dodatki są zawsze jakieś takie...inne... opróćz urody mają też to coś, pochodzące od osoby, która poświęciła swój czas...

      Usuń
  6. Aniu,ale Ci zazdroszcze:).Jakie to piękne. Wszystkie bardzo mi się podobają i chciałabym mieć. Kiedyś trochę robiłam na drutach i szydełku, ale nie takie piękne wzory.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, te najpiękniejsze to dzieło mojej mamy, ja tez nie umiem:). A może umiem, tylko jestem zbyt leniwa i zbyt niecierpliwa?

      Usuń
  7. Można wyczarować. I ja kiedyś też czarowałam ;)
    Podziwiam Twoją mamę. Tak, jak kiedyś moją babcię. Też dziergała dla całej rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja też podziwiam:). Jak tu nie podziwiać, gdy ktoś wkłada i serce, i pracę, i talent... na szczeście sporo młodych bardzo osób tez się nauczyło i tworzą:)

      Usuń
  8. Uwielbiam takie szale, chusty, jakieś otulanki. Piękne rzeczy pokazałaś - a te boa :D - cuda jakieś. Nie wiem jak takie coś w ogóle można zrobić, a co dopiero w 5 minut ? Efekt rewelacyjny - kolory zachwycające. To coś zrobione przez Twoją córkę muszę skopiować :) . Pozdrawiam - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margot, to jest kwestia odpowiedniej włóczki - niestety ostatnio nie mogę jej dostać, chociaz przekopuję się przez allegro ebay i wszystkie możłlwe internetowe pasmanterie... A komin córki - banał... rób, i pokaż co ci wyszło:)

      Usuń
  9. Ta chusta jest bajkowa!!! Nie dziwię się, że córka wykorzystała ją w takim pięknym dla siebie dniu:))
    Szal potrafi zmienić całą stylizację... Też kiedys trochę dziergałam, ale niezbyt, to lubię...;)
    Szczególnie, że można trafić w sklepie coś fajnego za grosze:) Ostatnio upolowałam dwa szale po 5 zł:)) Jeden z pomponami:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że można upolować prawdziwe cuda, tylko trzeba umieć - a ja jakoś mam z tym kłopot, więc czasem jednak dziergam... albo namawiam kogoś, by mi pomógł:)

      Usuń
  10. Witaj, Anno.

    Ten pierwszy szal na zdjęciach wygląda na koralowy i to właśnie jeden z moich ulubionych kolorów. Piękna robota. Szczególnie chusta urzeka.
    Kiedyś dostałam od kuzynki wielką chustę z bardzo cieniutkiej wełenki, to był majstersztyk koronczarski. Bardzo o ten prezent dbałam. Była tak cieniutka, że mieściła się w dłoni. I kiedyś wyprano mi ją w pralce razem z pościelą :( Była nie do odratowania. Do dziś nie przyznałam się kuzynce, że została zniszczona.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, jaka szkoda, tez bym się chyba nie przyznała, ale gorsza jest strata takiej pięknej rzeczy. Niestety i mnie kilka razy zdarzyło się wyprać coś nie tak... A koralowy kolor tez bardzo lubię:)

      Usuń
  11. Ja bardziej gustuję w chustach i kominach, ale te Twoje szale są bardzo ciekawe i co ważne mają swoją historię :) Fajnie jest mieć mamę, która wyczaruje takie gustowne cudeńka. Niestety u mnie nikt nie ma takich zamiłowań i zdolności twórczych, więc wszystkie tego typu okrycia kupujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kominów też mam sporo w kolekcji, ale one sa takie...no... zwyklejsze:). Musze poszukać, bo gdzies powinien być taki, który zrobiłam sobie jako pierwszy, jakieś 35 lat temu... to już miałaoby wartośc historyczną:)

      Usuń
    2. o proszę, to koniecznie poszukaj, bo bardzo jestem ciekawa jak wygląda to Twoje archiwalne cudo i oczywiście czekam na fotki ;)

      Usuń
    3. Tylko trochę ozdrowieję, bo mam koszarna grypę jakąś..

      Usuń
  12. a mnie podoba się tylko ten ostatni komin , który zrobiła na rękach Twoja córka - super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie on tez się podoba:), w dodatku ma w sobie jej cząstkę...to takie miłe dostać od dziecko coś handmade:), nieważne ile to dziecko ma lat:)

      Usuń
  13. Mama - złota rączka, śliczne są...
    Osobiście nie lubię tych ażurowych ale na innych to mi się podobają.
    Odwiedzasz mnie wiec wiesz jakie ja lubię. SzaLove - uwielbiam...pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to właśnie lubię, że nie wszyscy lubią to samo. Ja akurat w dziedzinie szali, chust, kominów to lubię chyba większość...

      Usuń
  14. Skoro jest zima to musi być zimno a skoro jest tak zimno to noszenie takich przepięknych szali jest samą przyjemnością :) Cała rodzina utalentowana bo i Twoja Mama i Ty i Twoja córka.. Tylko pozazdrościć, bo ja zawsze chciałam się nauczyć i nigdy jakoś cierpliwości nie starczało ;) Moja Mama robiła na szydełku i swetry i czapki i szaliki, były to czasy szarej, Gomułkowskiej komuny. Nie nauczyłam się, choć próbowałam, widać zbyt oporna jestem. Ale u Ciebie te piękności podziwiam :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie wtedy się nauczyłam, a moje córki obserwując babcię i mamę jakoś tez to sobie przyswoiły.

      Usuń
  15. Uwielbiam szale, jak otulę szyję i plecy od razu robi mi sie ciepło po całości. Twoja mama robi przepiękne rzeczy, ale i twoje dzieła są bardzo oryginalne i wbrew temu co piszesz -godne pochwały są to rękodzieła. Zwłaszcza, gdy chwali osoba, która w rękach zdolności nie ma. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). To prawda, że jak człek się zawinie w takie miękkie, ciepłe coś, to od razu lepiej... mama moja największa z nas mistrzyni, w sumie tez haftuje i inne takie - za to nie szyje, chociąz próbowała się nauczyć.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…