Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2017

Stosik lutowy 2017

Masakra jakaś... Ja nie wiem, co ja w tym lutym robiłam, bo na pewno nie poświęciłam wolnego czasu na czytanie. Hańba, wstyd . Popatrzcie tylko jaki ten stosik mało stosikowaty...:


Nawet zdjęcie jakieś koszmarne jest :(.  Czarne tło, czarne okładki. Płakać chyba powinnam.

Poszłam w lutym tropem wczesnej twórczości Remigiusza Mroza, jeszcze kilka innych jego pozycji czeka, a w zapowiedziach już 5 część cyklu o Chyłce... ech, chyba muszę porzucić siedzenie w sieci tyle czasu na rzecz czytania. Ale do rzeczy:

1. Remigiusz Mróz - Chór zapomnianych głosów. Kiedyś czytywałam dużo fantastyki, i to zarówno takiej twardej, typowego SF w stylu polecieli w kosmos  daleko, daleko, jak i fantasy, również wszystkie wersje pośrednie. Lema też.  Książka Mroza to z jednej strony twarda fantastyka z podróżami zarówno w przestrzeni, jak i w czasie, z drugiej strony krew się leje jak w horrorze, intryga jak w dobrym kryminale czy innym thrillerze, a całość ma znacznie głębsze przesłanie. Podobno w jakie…

Trzy bez atu

Gracie w brydża? Albo w inne gry karciane? Nieważne, i tak nie o grach chciałam napisać, a o kartach. U mnie w domu gra się w karty od kiedy pamiętam, u moich dziadków w gabinecie stał przepiękny stół, okrągły, na jednej nodze - w tej nodze był barek. Na środku stołu była wykonana techniką intarsji szachownica, a z boku wysuwały się specjalne podstawki na szklankę czy kieliszek. Ot, przepiękny gabinetowy mebel do spędzania wolnego czasu... niestety już go nie ma :(. Wtedy dziadkowie i pokolenie moich rodziców grywało głównie w kanastę, kartami , których wygląd do dziś pamiętam - jedna talia miała koszulki w odcieniach  zieloni, druga w kolorze musztardowo  - brązowym.  Potem, już w domu mich rodziców, pojawił się znacznie mniejszy stolik,  z blatem z płyty wiórowej przykrytej szkłem, również z szachownicą - ta namalowana była od spodu szyby, i ze trzy razy byłam świadkiem malowania jej na nowo, bo szyba pękała, i była zmieniana. Tyle, że u nas w domu grywało się oprócz kanasty  w bry…

Pourlopowo zimowo

Wszystko dobre, co się dobrze kończy - jeśli chodzi o urlop, to mam zawsze mieszane uczucia co do tego, czy on się musi kończyć... W przypadku wyjazdu narciarskiego zwykle jestem zadowolona, no chyba że pogoda nie dopisze, co mi się już od bardzo wielu lat nie zdarzyło. Tym razem pierwszy dzień był taki sobie, sporo jeżdżenia w chmurach, co oznacza bardzo słabą widoczność, ale daliśmy radę. Cała reszta wyjazdu to cudowne słońce, temperatury w dzień powyżej zera, zachwycające widoki oraz dobre jedzenie i picie.
Od kilku lat zawsze robię sobie tego typu zdjęcie, można to chyba nazwać odwróconym selfie:


Lubię sobie wmówić, że mam długie nogi...

Zdjęcie z cieniami to w ogóle daje sporo możliwości, na przykład tutaj:



Na obu ja to ten cień z prawej, na pierwszym macham do was łapką, na drugim dodatkowo na pierwszym planie są moje narty:). 
Z ciekawszych miejsc warto jeszcze rzucić okiem na zamarznięty zbiornik na wodę do armatek śnieżnych:

Takich zbiorników jest tam wszędzie sporo, bo i arm…

Pozdrowienia z urlopu

jeśli zdrowie i finanse pozwalają, to ze dwa razy w sezonie wyjeżdżam na nieco dłuższe narty - dłuższe oznacza u mnie 5-6 dni. W tym sezonie byłam już w Słowenii, teraz pojechałam jeszcze na kilka dni do Austrii. Jest, jak zwykle, cudownie...na tym zdjęciu widać jeszcze podstawę z chmur, ale ono zostało zrobione  zaraz z rana, a ja bardzo lubię ten efekt chmur poniżej miejsca, w którym jestem.


Dużo śniegu, doskonale przygotowane trasy, sympatyczna obsługa, coraz więcej nowinek technologicznych - na przykład można w specjalnej maszynie zeskanować swój karnet i dzięki temu wydrukować sobie  wykres swojej dziennej narciarskiej aktywności. Coś to niestety jednak za dobrze nie zadziałało, bo mój dzisiaj według maszyny wyglądał tak:



a ja przejechałam znacznie więcej... ale i tak to jest fajne:). Wygląda na to, że według maszyny po przerwie na kawę już poszłam sobie precz, a to kompletna nieprawda:).

No a poza jeżdżeniem na nartach podziwiam widoki, bo jak nie zachwycać się takim pięknem:




Ju…

Uczę się peyote

Niesłychanym zbiegiem okoliczności stałam się posiadaczką takiego cuda:





Jest to bransoleta utkana ściegiem peyote parzystym ( jak można się domyśleć, jest też nieparzysty) z maleńkich koralików różnego rodzaju - z połyskiem, matowych, opalizujących... sam wzór jest odzwierciedleniem  fragmentu obrazu mgławicy  Serce z gwiazdozbioru Kasjopei, uchwyconego teleskopem Hubble. Po prostu musiałam to mieć...
Jednocześnie doszłam do wniosku, że nauczę się takie robić. Jak wiadomo, w Internecie jest wszystko, więc znalazłam kurs, jak to się robi. Kolejnym niesamowitym zbiegiem okoliczności miałam w domu koraliki - znacznie gorszej jakości, niż te powyżej, ale do uczenia się oblecą. No i zrobiłam takie coś:


Błędów w tym co niemiara, wzór wymyślony na poczekaniu z głowy, ponieważ zależało mi na zaobserwowaniu, jak te koraliki zachowują się w rożnych konfiguracjach. No i jak pisałam, znacznie gorszej jakości są same koraliki. Ale już umiem:). Teraz spróbuję zrobić coś ciekawszego... A może ktoś t…

Wiosenne torebki

Podobno nigdy nie jest zbyt dużo butów i torebek. Dla kobiety, oczywiście, bo mój mąż ma na przykład na ten temat zupełnie inna zdanie, ale wie, że i tak w tym zakresie nie wygra. Mając na uwadze zbliżającą się wiosnę ( albo i nie, bo co to ma za znaczenie), zrobiłam przegląd i uzupełnienie torebkowych zasobów. O torebkach pisałam już kiedyś w poście Frędzle,  może pora znów do nich wrócić. Bo ja to dziwny przypadek jestem, torebki w wersji porządnej odkryłam całkiem niedawno, dobrze po czterdziestce, wcześniej wystarczały mi płócienne worki, albo inne szmaciane wersje. Aż kiedyś zobaczyłam u koleżanki istne cudo... i się zaczęło. Jak każdy neofita, wpadłam chyba w przesadę.
Miałam wprawdzie pisać o wiosennych torebkach... o, o takich wiosennych:


ale przypomniałam sobie, że mam też jedną kompletnie zimową,  w tym sezonie jej nie używałam, ale były okresy, kiedy stanowiła mój znak rozpoznawczy, również dlatego, że do środka mieści się wszystko, łącznie z laptopem:


Znajomi mieli czasem …

Piękno dla innych, czyli WOŚP 2017

Wydawałoby się, że WOŚP 2017 przeszedł już do historii, wszak finał był w połowie stycznia - dla mnie jednak cała akcja trwała nieco dłużej, bo swoje wsparcie dla Orkiestry już od kilku lat prowadzę poprzez aukcje na Allegro. Pisałam o tym tutaj: http://annaciuchyidrobiazgi.blogspot.com/2016/09/piekno-dla-innych.html

W tym roku ponownie śledziłam poczynania zespołu Biżuteryjek, czyli grupy utalentowanych twórczyń i twórców biżuterii, którzy postanowili swój talent, swój czas i swoją energię w tworzeniu piękna poświęcić dla innych. Ich dzieła można licytować na Allegro, a cały dochód przeznaczony jest na WOŚP. Wzorem lat poprzednich, upatrzyłam sobie kilka cacuszek, i zaraz Wam pokażę, co nabyłam, przy okazji wspierając WOŚP.

Zacznę od bransoletki z serduszkami, które zawsze się w tej akcji pojawiają. Tym razem artystki wykonały trzy zbliżone w klimacie bransolety, pod wspólnym hasłem Miasta Świata. Była tam pomarańczowo - czerwona Barcelona,  turkusowe Ateny, i różowy Paryż. Oj, ciężk…