Przejdź do głównej zawartości

Pourlopowo zimowo

Wszystko dobre, co się dobrze kończy - jeśli chodzi o urlop, to mam zawsze mieszane uczucia co do tego, czy on się musi kończyć... W przypadku wyjazdu narciarskiego zwykle jestem zadowolona, no chyba że pogoda nie dopisze, co mi się już od bardzo wielu lat nie zdarzyło. Tym razem pierwszy dzień był taki sobie, sporo jeżdżenia w chmurach, co oznacza bardzo słabą widoczność, ale daliśmy radę. Cała reszta wyjazdu to cudowne słońce, temperatury w dzień powyżej zera, zachwycające widoki oraz dobre jedzenie i picie.
Od kilku lat zawsze robię sobie tego typu zdjęcie, można to chyba nazwać odwróconym selfie:


Lubię sobie wmówić, że mam długie nogi...

Zdjęcie z cieniami to w ogóle daje sporo możliwości, na przykład tutaj:

 

Na obu ja to ten cień z prawej, na pierwszym macham do was łapką, na drugim dodatkowo na pierwszym planie są moje narty:). 

Z ciekawszych miejsc warto jeszcze rzucić okiem na zamarznięty zbiornik na wodę do armatek śnieżnych:


Takich zbiorników jest tam wszędzie sporo, bo i armatek śniegowych wiele - a one do produkcji śniegu potrzebują wodę, której zwykle na wysokości ponad 2000 m jakoś mało:).  Kiedy byłam w tym samym miejscu w grudniu ( wtedy tylko w ramach śnieżnego safari, jeden dzień, bo taka była konwencja wyjazdu - codziennie jeździmy w innym miejscu, to spodobało mi się na tyle, że zechciałam przyjechać na dłużej), naturalnego śniegu nie było wcale a wcale. Teraz - jak widać, sporo. O tej porze roku bywają tez często lodowe fontanny, ale tym razem jakoś nie zrobili - a szkoda, bo to ładny widok.

Na zakończenie jeszcze jeden widoczek, tym razem z długiej, ośmiokilometrowej trasy kończącej dzień - zamiast zjeżdżać z góry gondolą , można było wybrać taką opcję - piękna, widokowa trasa, niestety nie dla wszystkich, ponieważ końcówka jest dosyć trudna, w dodatku pod koniec dnia już zniszczona.



To natomiast poranny widok z okna:


 Urocze owce i dwa wielkorogie barany gdzieś tam sobie wędrowały, wprowadzając bardzo sielską atmosferę. 

Natomiast najzabawniejsza historia tego wyjazdu łączy się z tym:

( to nie moje zdjęcie, ściągnęłam z sieci, bo to co mogłam sfotografować , zwykle natychmiast zostawało pożarte:):):)).

Otóż mój brat mówi do mnie pewnego razu tak: słuchaj, oni jedli takie coś, ja bym to chciał skosztować. To było takie jakby pół kuli, chyba jakiś pudding albo galaretka, polane sosem. NO dobra, poszłam poszukać... rzecz okazała się być sporej wielkości knedlem, albo raczej naszą kluską na parze, z nadzieniem z powideł śliwkowych, posypane mielonym makiem z cukrem waniliowym, zalane gorącym waniliowym sosem. Totalna bomba kaloryczna, ale jaka pyszna:).  Potem okazało się, że całość da się nabyć drogą kupna w prawie każdym sklepie spożywczym... za jakieś totalne grosze.  No dziś będzie na podwieczorek....
A czemu historia jest zabawna? Bo brat, próbując mi opisać  o co mu chodzi, bardzo już zdesperowany rzekł tak: no wiesz, to wygląda jak taki cycek. I od tego momentu ta potrawa już na zawsze chyba pozostanie dla mnie takim cyckiem:):):). 

Komentarze

  1. Faktycznie, zdjęcia cieni dają duże pole do fantazjowania :-)
    Deser wygląda apetycznie, co tam kalorie, trzeba próbować regionalnych potraw :-)
    Pogodę mieliście bajkową po prostu, ja już tęsknię za słońcem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie takie próbowanie regionalnych potraw to element konieczny wyjazdów, czasem coś potem wchodzi na stałe do mojej kuchni, czasem to tylko jednorazowy strzał. A pogoda...cóż... to jednak ponad 700 km na południe od naszych granic

      Usuń
  2. Zdjęcia bardzo fajne, te cienie takie wyraźne, piękną pogodę mieliście :) Mnie najbardziej zafrapował ten deser :) Powiadasz, że to kluska na parze z nadzieniem?(my mówimy w Wielkopolsce - pyzy). To ten sos musi "robić" ten smak. Bo jak patrzę, to aż mi ślinka leci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te zdjęcia są robione około godziny 15, więc były już wystarczająco długie, a słońca nic nie zasłaniało, było idealnie czyste niebo. Co do kluski - tak, taka nasza najzwyklejsza, sos dziś zrobiłam z budyniu waniliowego - wersja dużo mleka, mało proszku. No i ważna jest ta makowa posypka.

      Usuń
  3. Piękne widoki, szaleństwo na nartach...co za urlop...
    Bardzo podobają mi się zdjęcia cieni, tez sobie kiedyś takie robiłam jak brakowało mi fotografa.
    Co do potrawy to zabawna historia, nazwa powala ha!ha! Wygląda bardzo apetycznie, co tak bomba kaloryczna...pozdrawiam Aniu cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś podałam cycki na podwieczorek, bo dzieci wszystkie przyjechały - i wszystkim smakowało. A szaleństwo na nartach po prostu jest mi niezbędne:)

      Usuń
  4. To jest najważniejsze, ze urlop zaliczasz do udanych, słonka jak widać mieliście w nadmiarze, ach i ja za nim już tęsknię. Fajnie jest tak się zrelaksować, wyluzować i odskoczyć, na chwilę zostawiając tą codzienność gdzieś z boku :) Ech szkoda, że my tak nie możemy, mąż już wysiada, tak dzień w dzień na pełnych obrotach bez urlopu.
    Deserek wygląda mega apetycznie, aż mi smaka zrobiłaś, co prawda nie przepadam za kluskami na parze z powidłami, ale w połączeniu z tym sosem waniliowym, który uwielbiam musi nieźle smakować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się pracować bez przerwy, to bardzo wyniszcza nasze organizmy, nawet, jeśli pracę lubimy. Niestety wiem, że nie zawsze się uda urlop wygospodarować... gdzieś czytałam, że najlepszy urlop to taki trzytygodniowy, że dopiero wtedy organizm naprawdę wypoczywa - ja zwykle mam tylko 5 dni w jednym kawałku:)

      Usuń
    2. Wiem Aniu, ze się nie da, albo inaczej, nie powinno się, widzę jak mój mąż już chwilami fiksuje, ale niestety jest tak, że pracuje w rodzinnej firmie i nigdy tak na prawdę nie ma czasu na ten urlop, zawsze jest coś do zrobienia, albo ten urlop zostaje wykorzystany, gdy ja mam pogorszenie zdrowia i trzeba się mną zająć. Nie jest wesoło, ale cóż mam nadzieję, że w końcu i u nas zaświeci słonko, tym bardziej, że w najbliższym czasie idę do szpitala na poważny zabieg.

      Usuń
    3. No to będę trzymała kciuki mocno, i za Ciebie, by Ci se poprawiło, i za mężą twego - by mogł odpocząć:)

      Usuń
    4. Dzięki Aniu :) trzymaj mocno, bo się przydadzą

      Usuń
  5. Nogi to musisz Aniu mieć długie, chyba że na szczudłach byłaś ;-) Powtórzę się, ale urlopu bardzo zazdraszczam... ale słowo daje w pozytywnym znaczeniu - bardzo mi się chce oderewać od codzienności a ciągle okoliczności nie sprzyjają. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani nogi długie, ani szczudła - po prostu około godziny 15 cienie już takie długie:):):). No i buty narciarskie troszkę wzrostu dodają. Brak urlopu męczy, w końcu musisz odpocząć.

      Usuń
  6. Też czasami uwieczniam cienie. Albo je obserwują. Potrafią być ciekawe, stanowią taką inną perspektywę. Owce jakie cudne! No i tajemnica potrawy rozwiązana ;D. Zdjęcia i wrażenia są, także urlop się udał. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam, gdzie jeździłam, po południu nadal było piękne słońce, a ludzi w niektórych miejscach już niewiele, zdarzało się więc, że byłam na krzesełku dla 6 osób sama. Wtedy można sobie poobserwować cienie.... przyjemne urozmaicenie wjeżdżania.

      Usuń
  7. Grunt , że wróciłaś zadowolona, dokumentacja fotograficzna jest , wspominać jest co - a więc gratuluję i czekam na kolejny post :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że już chyba wiem o czym napiszę w kolejnym poście... i częściowo będzie to jeszcze miało związek z urlopem, ale niewielki. raczej ze spędzaniem czasu wolnego.

      Usuń
  8. Och, Germknödel mit Vanilla Soße! Aż mi ślinka pociekła. Jest co wspominać.
    W zeszłym roku chyba drinki pokazywałaś. Nie było ich tym razem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to !!!. Drinki były, oczywiście, ale nic nowego - Aperol Spritz rządzi nadal. I w dodatku w niektórych miejscach skąpią na pomarańczach...

      Usuń
  9. Piękne zdjęcia. Bardzo lubię takie klimaty. W Anglii, tylko przez parę dni był lekki mróz i to wszystko. Popatrzę na twoje zdjęcia i jest zima:) Potrawy nie znam, ale smakowicie wygląda. Pozdrawiam http://wyznania-poetki-esteki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię zimę, taką piękną i słoneczną. Anglia jednak ma zupełnie inny klimat....

      Usuń
  10. Piękna zima! Śliczne zdjęcia! Najpiękniejsze to z owcami! Artyzm! Super odpoczynek!
    Bardzo serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zdjęcie to zrobione przez zamknięte okno - to te owce tak wdzięcznie pozowały:)

      Usuń
  11. Ale piękne zdjęcia.... Mnie, jak wiesz, nie ciągnie ostatnimi laty nigdzie, bo tu mam swój raj (teraz MAM WIEEELKIE BŁOCKO...). Ale uwielbiam takie zdjęcia, ludzi, którym się chce... :) .... Właśnie dwa dni temu miałam okazję podziwiać podobne zdjęcia z wyjazdu "narciarskiego" sympatycznej rodzinki mojego A. Wśród wielu pięęęknych, słonecznych, był jeden taki filmik: Zjeżdżają z "górki" (tak piszę, bo się nie znam, ale to taka jakaś ekstra górka) rodzice( dwie pary) dzieci (kilkoro, małych), ostatni filmuje... Zjeżdżają i zjeżdżają... A wszystko w takiej cudnej mgle, mgle, mgle... (czy chmurach?). Nieprawdopodobnie piękne... Jak te Twoje owce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). We mgle czy w chmurach zdjęcia wychodzą super, ale zjeżdżać to ja wolę w słoneczku... A teraz juz kombinuję, bo za rok będe musiała założyć szkółkę narciarską chyba:), co roku jakies dziecko więcej:).

      Usuń
  12. Zazdroszczę, bo sama chętnie bym się na narty wybrała. A co do dania to wygląda super i az chciałoby się zjeść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo narty to jest zawsze świetna sprawa, a skoro się dużo spala, to trzeba też dobrze zjeść, no nie?

      Usuń
  13. Super "gra" cieniem;-) Faktycznie posiadasz dłuugie nogi;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że tylko na zdjęciu:):)

      Usuń
  14. Ja też bym z chęcią skonsumowała takiego "cycka", nie bacząc na kalorie ;)
    Na wyjeździe trafiła Ci się piękna pogoda - tylko pozazdrościć.
    Ej, no przecież masz długie nogi! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej porze roku w tamtych terenach zawsze jest słonecznie...To Karyntia, tuż przy granicy z Włochami - co południe Europy, to jednak południe Europy. A nogi to mam jakie mam, tylko ten cień taki rozkoszny:)

      Usuń
  15. Deser wygląda bardzo kusząco, a faktycznie dość banalny. Chyba spróbuję zrobić coś podobnego w domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zrobisz, bo to mało skomplikowane, a za to tyle radości:)

      Usuń
  16. Nogi faktycznie masz dłuugie;) Zdjęcia cieni są fajne, fantazyjne, a te z prawdziwym białym puchem orzeźwiające."Cycek" wygląda apetycznie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie to miłe, z tymi nogami - ale to tylko takie zdjęcie:):):). Cyek jest naprawdę smakowity, polecam,

      Usuń
  17. Takiego selfie nie znałam, a jest genialne, ponieważ nie tylko nogi wydłuża, ale wyszczupla sylwetkę. Super sprawa, więc kiedy będzie słońce, też sobie zrobię.
    Ta kluska to chyba pampucha? Jem ją na słodko i z dżemem.
    Serdeczności za słodkości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez uważam, że to niezły sposób na fajne zdjęcie. Być może w niektórych rejonach Polski to się tak nazywa... u mnie mówią banalnie kluski na parze.

      Usuń
  18. Cycka nie jadłam i nie znam, ale zdjęcia zrobiłaś przepiękne - SZACUN hahaah :) . Miłego konsumowania - Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki:). I nie mów, że nie jadłas nigdy klusek na parze... bo ci natychmiast każe wsiadać w samochód:), i zrobię.

      Usuń
  19. Anno pogodę mieliście "jak na zamówienie". Zdjęcia z cieniami są fajną inspiracją, a jednocześnie pokazują, że w różny sposób można się pokazać.
    "Cycek" wygląda apetycznie - a jego "historia" jest zabawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pogoda była wspaniała, zdarzała nam się siadywać na kawę bez kurtek, oczywiście na zewnątrz. Wiele osóļ sie opalało, czy chociaż wygrzewało na słoneczku. A cienie? od zawsze mnie fascynowały:)

      Usuń
  20. Przepiękne zdjęcia, cudowne widoki, nic tylko pozazdrościć :) A deser, tzn "cycek" musiał być przepyszny, wygląda wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko szkoda, że na następny wyjazd narciarski musze czekac przynajmniej do grudnia... A cycka pewnie znowu sobie zrobię, bo to nie jest skomplikowane:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…