Przejdź do głównej zawartości

Stosik lutowy 2017


Masakra jakaś... Ja nie wiem, co ja w tym lutym robiłam, bo na pewno nie poświęciłam wolnego czasu na czytanie. Hańba, wstyd . Popatrzcie tylko jaki ten stosik mało stosikowaty...:


Nawet zdjęcie jakieś koszmarne jest :(.  Czarne tło, czarne okładki. Płakać chyba powinnam.

Poszłam w lutym tropem wczesnej twórczości Remigiusza Mroza, jeszcze kilka innych jego pozycji czeka, a w zapowiedziach już 5 część cyklu o Chyłce... ech, chyba muszę porzucić siedzenie w sieci tyle czasu na rzecz czytania. Ale do rzeczy:

1. Remigiusz Mróz - Chór zapomnianych głosów. Kiedyś czytywałam dużo fantastyki, i to zarówno takiej twardej, typowego SF w stylu polecieli w kosmos  daleko, daleko, jak i fantasy, również wszystkie wersje pośrednie. Lema też.  Książka Mroza to z jednej strony twarda fantastyka z podróżami zarówno w przestrzeni, jak i w czasie, z drugiej strony krew się leje jak w horrorze, intryga jak w dobrym kryminale czy innym thrillerze, a całość ma znacznie głębsze przesłanie. Podobno w jakieś wypowiedzi pan Mróz powiedział, że zmiany gatunków są mu potrzebne - może i tak, w tym szaleństwie jest metoda. Do polecenia, ciekawe.

2. Remigiusz Mróz - Wieża milczenia. To podobno debiut tego autora. W pierwszej warstwie kryminał, w dodatku rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych, i co ciekawe, nie czułam, że czytam polskiego autora - było amerykańsko. I było ciekawie, chociaż jak to u Mroza zamotało się mocno, mocno, i z lokalnej historii w stylu Kinga zrobił się globalny szał. Może zbyt globalny, chociaz i tak jest ok. Też do polecenia.

3. Katarzyna Bonda - Florystka. Tak mi średnio z Bondą po drodze, ale znów za grosze dawali w Biedronce, to nabyłam. Szału nie ma, ale może być, pewnie gdybym mieszkała w Białymstoku wciągnęłabym się głębiej. Kolejna część działań Huberta Meyera, profilera policyjnego. Trzeba przyznać, że to dosyć wielowymiarowa postać, i dla niego warto to czytać. Kolejne Bondy czekają...


I koniec. Zaczęłam wprawdzie Krótką historię siedmiu zabójstw. Zaczęłam Shantaram. I nie idzie mi... a to podobno takie super książki... Może marzec będzie ciekawszy.


Za to dorzucę jeszcze jedno zdjęcie, zrobiłam dziś rano w moim ogrodzie:


To już wiosna, kochane i kochani, wiosna.....

Komentarze

  1. U mnie z czytaniem też niewielki postęp, raptem dwie pozycje, ale jakoś tak...
    Te krokusy od razu humor poprawiają, poproszę o więcej :-)
    U mnie w donicy pachną hiacynty i prymula wypuszcza kolejne kwiatki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej to będzie jak słońce więcej pogrzeje, bo teraz to one sie pozamykały. W doniczkach tez i hiacynty, i żónkile, prymulki musze sobie nabyć, bo to takie uroczo wiosenne kwiatki są:)

      Usuń
  2. Książki nie uciekną, przeczytasz później, natomiast przegapić wiosny nie można. Kwiatki długo nie kwitną. U mnie jeszcze nie ma wschodzących, ale za jakiś czas pojawią się przebiśniegi, a potem krokusy.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że książki nie uciekną, tylko mąż już mówi, że zaraz stos obok mojego łóżka zasłoni mu widok na świat:). A tam lezą te rozpoczęte, albo w o©ole jeszcze nie przeczytane. Albo takie, które mi nie wchodziły.
      A tymi krokusami to się dziś zaskoczyłam, to takie nasłonecznione, osłonięte miejsce - i proszę, już wypełzły:).

      Usuń
  3. U mnie stosik jeszcze mniejszy, tyle spraw, czasu mało, ech..
    Ale nic to, cieszmy się, że wiosną nadchodzi:) śliczny kwiatuszek:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym, że u mnie nie był to problem czasu, tylko raczej innego z niego korzystania, niekoniecznie lepszego. Na przykład na urlop ksiazka ze mną pojechała, a ja nawet do niej nie zajrzałam. Tydzien czytania w plecy :(

      Usuń
  4. Krótki miesiąc - mały stosik;) Żartuję, chciałabym móc Ci dorównywać w czytaniu. U mnie wiosna jest już na całego - przebiśniegi, krokusy i żonkile kwitna już, ale tu nie ma zimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przebiśniegi gdzieś mi sie pochowały, może niestety cebulki coś pożarło... A z ta krótkością miesiąca coś jest na rzeczy, niby trzy dn tylko, ale za trzy dni to mnóstwo można:)

      Usuń
  5. I u mnie jakoś cienko z czytaniem (choć stosik koło łóżka się piętrzy). Z blogowym pisaniem też słabo (niestety). Za to jakby bardziej w "realu" ostatnio żyję, co niewątpliwie jest z korzyścią dla najbliższych. Ale żeby choć trochę nadrobić "literackie" zaniedbania wybieram się niebawem na autorskie spotkanie z himalaistą - pewnie zakupię książkę z autografem.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, świat wirtualny jest miły, ale to tylko świat wirtualny... prawdziwe życie jest ważniejsze, ba, co ja plotę za bzdury - to po prostu życie. A o spotkaniu i o ksiązce napiszesz?

      Usuń
    2. Jak będzie interesujące to oczywiście, chociaż ostatnio wyszłam z wysokogórskich klimatów.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  6. O profilerach jest niezły serial, amerykański, nie znam całości, ale parę odcinków kiedyś oglądałam, zawsze tropią seryjnych morderców, tytuł "Zabójcze umysły". Ale muzykę do filmu dali, kurczę, niepasującą, za delikatną, w czołówce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zainteresuję się, bo serialowo jestem bardzo słaba, ja własciwie nie oglądam telewizji. Rozumiem, że tam każdy odcinek jest odrebną całością?

      Usuń
  7. Uf, jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja żyję zamiast czytać (i pisać zresztą też)Ktoś mi kiedyś powiedział, że czytać lubią tylko ci, którzy mają nudne życie. Prawie go wtedy pogryzłam. Ale może miał trochę racji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie miał racji - chociaż i takie osoby, z nudnym życiem, przecież czytają. A jeśli dzieje się coś, co pochłania mój czas...to cudownie, że się dzieje.

      Usuń
    2. Najtrudniej znaleźć ten balans i nie dać się całkiem pochłonąć. Chociaż to czasem niezwykle przyjemne (i czytanie i życie)

      Usuń
  8. Aktualnie wstyd się przyznać moje czytelnictwo leży odłogiem ...więc Twój stosik wywołał we mnie wyrzuty sumienia :)
    A krokusik sprawił wielką radość swoim widokiem ... tak, wiosna tuż tuż ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyrzuć te wyrzuty sumienia, poczytasz, jak będzie na to czas odpowiedni. A co do krokusów -jak je zobaczyłam, to od razu dzień stał się piękniejszy, i przeszukałam cały ogród w poszukiwaniu kolejnych oznak wiosny. Coś tam się już budzi...

      Usuń
  9. Mój luty jeszcze uboższy niż u Ciebie. Skończyłam zaczętą w styczniu książkę i zaczęłam kolejną, którą nadal czytam. Już dawno nie miałam takiego miesiąca co by tylko jedną - choć tak naprawdę nawet jednej w całości nie przeczytać. No ale, niekiedy życie stawia nam te realne scenariusze naszego życia, które musimy wziąć do ręki zamiast tych książkowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I sądzę, że to realne jest jednak znacznie, znacznie cenniejsze...i ważniejsze. Mnie wystarczy, że napadną mnie wnuki, co bardzo lubię - i przecież oni są znacznie ciekawsi i ważniejsi niż czytanie:)

      Usuń
  10. Stosik co do wielkości mam taki sam.
    Lubię Remigiusza Mroza.
    Serdecznie pozdrawiam, miłego dnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo on daje się lubić :). Póki co, najlepiej czyta mi się serię o Chyłce. A Ty co najbardziej lubisz w jego wydaniu?

      Usuń
  11. No ... nareszcie mnie nie zawstydzasz hahaha . :) Miłego marcowego czytania - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam. A co fajnego czytałas w lutym?

      Usuń
  12. U mnie też zaległości - wstyd się przyznać. czytam teraz 12. Grażyna Hase. Miłość, moda, sztuka” Krzysztofa Tomasika - lubię czytać o latach 60., 70., 80.Gdyby jeszcze czasu było więcej. A krokusik cudowny 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te lata to fajne byłī, też lubię - szczególnie, że to lata mojej młodości...

      Usuń
  13. Po raz pierwszy oglądając Twój stosik nie mam wyrzutów sumienia z powodu moich przeczytanych i nieprzeczytanych książek. W tym miesiącu trochę poczytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam nadieję nadrobić to w marcu - ale na razie jakoś super mi nie idzie, niestety

      Usuń
  14. Tych książek Mroza nie czytałam, tylko dwie pierwsze z Chyłką i jeden kryminał historyczny. Wszystko fajne, podobało mi się, zawsze chętnie go poczytam. A Florystkę też czytałam, chyba jako drugi kryminał z Meyerem (i jeszcze dwa z Saszą). I mam dość. Więcej nie chcę. Są inne znacznie ciekawsze autorki, Bonda przereklamowana, ale widocznie ma dobrego agenta i PR.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo te dwa to takie wczesne mrozy:):):), ja nie wiem, kiedy on to zdążył wszystko napisać - młodszy jest od mojego najmłodszego dziecka... mam jeszcze do przeczytania całą serię Parabellum, coś jeszcze ale chwilowo zapomniałam tytuł, a juz w połowie marca nawa, piąta już Chyłka...
      Co do Bondy - masz całkowitą rację. Przereklamowana.Tyle, że nabyłam jeszcze Lampiony i Okularnika, więc pewnie poczytam.

      Usuń
  15. Muszę się przyznać, że nie czytałam chyba jeszcze popularnych polskich powieści. Nie było mi dane jakoś usiąść do polskiego autora. Dużo słyszę i widzę Bondy, ale też nie orientuję się w temacie.
    A zdjęcie z ogrodu bardzo pocieszające :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mało czytam polskich autorów - ale parę nazwisk jest niezłych... warto. Bonda, szczerze mówiąc, niekoniecznie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…