Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2017

Stosik marcowy 2017

Wiem, to zaczyna się robić nudne. Najpierw przez pół roku zamęczałam wszystkich Kingiem, teraz Mróz rządzi niepodzielnie. No, jakieś małe wyjątki są... on jednak pisze szybciej niż ja czytam, to jakiś fenomen. Inna sprawa, czy jakość wszystkiego jest zgodna z oczekiwaną...

No to jedziemy:


1. Na początek coś odmiennego: Tony - Bunkrów nie ma. To jest książka z gatunku "śpiewać każdy może...", no dobra pisać każdy może. Autor, wspomniany Tony,  pisze bloga o swoich podróżach, jednak niekoniecznie w stylu "ach, jak tu pięknie, zwiedziłem dwa klasztory i cztery świątynie, byłem w muzeum i podziwiałem krajobrazy". Pisze inaczej... o tym gdzie i z kim się doskonale bawił, co pił i jadł, jaka była impreza i u czyjego boku się obudził.  Książki nie można kupić inaczej, niż przez jego blog, więc potencjalni czytelnicy wiedzą, co ich czeka, jednak jest dziwnie... A jednocześnie jest ciekawie i fascynująco.

Dalej już typowo. Mróz, Mróz, Mróz i Mróz.

2. Remigiusz Mróz - Inwigi…

W stylu Marie Kondo

Mistrzyni porządków to ze mnie nie jest, i całkiem mi z tym dobrze. Niemniej jednak lubię mieć wszystko poukładane i ogarnięte. Podobno mistrzynią sprzątania jest ostatnio Japonka Marie Kondo, nawet jakieś książki na ten temat napisała. Jej zasady wcale mnie nie przekonują, jednak kilka pomysłów sobie przyswoiłam. O niektórych to nawet nie wiem, czy inspirowałam się ową japońską miss porządku,  czy widziałam to gdzieś, czy też sama wymyśliłam.
Na początek kablomania... konia z rzędem tej z Was, która ogarnia te wszystkie kabelki walające się po szufladach. Kable do ładowarek, do różnych połączeń pomiędzy jednym urządzeniem a drugim, jakieś cuda inne... Otóż zrobiłam kiedyś tak:


Może da się to zrobić ładniej, ale zwykłe pudełko po butach oraz rolki po papierze toaletowym lub ręcznikach papierowych spowodowały, że wszystko zmieściło się w jedno pudełko i nic się ze sobą nie plącze. Od razu też widać końcówki kabli, więc wiem, którego potrzebuję. Mąż też całkiem zadowolony :).

Tę samą za…

Zielona Irlandia

Dziś Dzień Świętego Patryka, święto Irlandii, zielonego piwa, klimatycznych koncertów i pokazów... Mam do tej pięknej wyspy wielki sentyment, pasuje mi ich muzyka, oglądanie ich, gdy tańczą jest cudownym przeżyciem, a guinness to jedno z moich ulubionych piw. Jedynie nie tęsknię do irlandzkiej whisky, ale ja do żadnej whisky nie tęsknię:).
Cudowna, chociaż surowa przyroda, niesamowita historia w tle, nieustająca chęć i potrzeba niezależności, lepsze od angielskiego jedzenie i ciekawi ludzie -jak ich nie lubić?

Poniżej kilka irlandzkich migawek - z setek zdjęć wybrałam te, które kojarzą mi się z tą wyspą najbardziej.
Irlandia to wyspa, więc wszędzie króluje woda, skały, klify i inne urwiska. Wszędzie tez jest zielono... to kolor Irlandii:









Oczywiście nie wszędzie jest morze, tu urocze, lecz doświadczone trudnymi wydarzeniami miasteczko:


Ten pałacyk powstał jako wyraz miłości męża do swej żony:


A to podobno najsłynniejszy irlandzki pub:


I znów woda:



Typowe dla Irlandii są też owce - wszę…

Szybkie wiosenne foto

To będzie najkrótszy post w historii - zaraz biegnę do pracy, ale zdążyłam rano machnąć kilka fotek w ogrodzie i jedną, przyznam się od razu, w pokoju... ale też wiosenną.
No więc na poprawę humoru, na szybsze przyjście wiosny, na uśmiech, na cokolwiek dobrego i miłego - pooglądajcie.

Najpierw krokusy - żółty tylko jeden, ale tych liliowych całe stadko:




To, dla mniej wprawnych ogrodniczek i ogrodników -  żonkil. Mam nadzieję, że już jutro czy pojutrze rozkwitnie:



Tu widać oczywiście krokusy, ale obok są żonkile, a wprawne oko zauważy też kiełkujące tulipany:



Te krokusy pokazały szafranowe "oczka":



I, na zachętę, brzoza. Co prawda w wazonie, ale listki już wypuściła:


W takich warunkach to mogę już spadać do pracy:)/ Miłego wiosennego dnia:).

Coś bym zjadła...

Robiłam  sobie porządek na pulpicie komputera, i znalazłam niewielki katalog, do którego powrzucałam po wakacjach zdjęcia indonezyjskiego jedzenia - miałam zamiar o tym napisać. Sporo już czasu upłynęło, ale może lepiej późno niż wcale:). Bo jedzenie zarówno na Jawie, jak i na Bali bardzo mi smakowało. Wydawało mi się, że będzie ciężko, bo nie jestem wielką fanką ryżu, a okazało się, że ryż podawany tam, a to co ja sama gotuję, to są zupełnie różne dania... A jedliśmy zarówno w hotelach, jak i w restauracjach "na mieście", ale też nasz fantastyczny przewodnik zaprowadził nas w miejsce, gdzie jadają tubylcy. I to jedzenie może nie wyglądało zbyt efektownie, ale było przewspaniałe.
To była taka cała uliczka straganów z jedzeniem, przy każdym jeden czy dwa małe stoliki. Nikt tam nie mówił po angielsku, ale na szczęście były obrazki, a nasz przewodnik, z wielką cierpliwością bawił się w tłumacza.  Wszystko było podejrzanie tanie... jak już wspomniałam, wyglądało dziwnie...:



Musz…

Zielono mi

Podobno kolorem tego roku będzie zielony. Nie miętowy, nie szmaragdowy, nie butelkowa zieleń, tylko po prostu zielony. Czyli właściwie jaki? Oczywiście modowe czasopisma, blogi, portale prześcigają się w podpowiedziach co do odcienia i jego niuansów, ja jednak na własny użytek postanowiłam zrobić zielony remanent w szafie, nie patrząc na te różnice odcieniowe. Zielono będzie i już.

Na pierwszy ogień jedyna nowość w mojej zielonej kolekcji - sukienkę widziałam raz na manekinie, na wystawie zamkniętego już sklepu. Potem jej nigdzie nie było, pojawiła się w sklepie online. No to na nic nie czekając zamówiłam, bo wszystko mi się w niej podobało, łącznie z ceną. I dawno nie przeżyłam takiego rozczarowania po otwarciu paczki.... niby wszystko jest ok, ale sukienka ma zupełnie inny fason, niż się spodziewałam - zarówno na manekinie, jak i na zdjęciach na stronie jest chyba lekko ściągnięta do tyłu, i nie oddaje prawdy - bo w rzeczywistości ma krój oversizowej bluzy, a nie ołówkowej sukienki.…