Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2017

Tanio i dużo, czy jedno drogie?

Przy okazji poprzedniego postu o nowych , wiosennych bucikach, przyszło mi do głowy ciekawe zagadnienie, które na własny użytek już rozwiązałam, ale interesuje mnie, jak podchodzą do tego tematu inne osoby.
Ja sama mam wielką szafę pełną ciuchów, mnóstwo butów, torebek i różnych dodatków, tyle że wyłączając dwie torebki,jedną parę butów, jedną sukienkę i jeden kardigan, to wszystko taniocha. Jestem mistrzynią tanich zakupów ( oczywiście zdaję sobie sprawę z relatywności tego słowa, myślę, że do wyjaśnienia mojego rozumienia za moment dojdę).

BUTY:
Moje dziesiątki butów ( no dobra, niemal już dwie setki) nabywam głównie w sieci, i tylko wtedy, gdy pojawia się magiczne przynajmniej  30% zniżki i darmowa dostawa. Oznacza to, że jedna para butów w ogólnym rozrachunku nie może być droższa niż około 60 złotych, a często bywają jeszcze tańsze. Oczywiście, to nie jest skóra... tyle, że ja takich oczekiwań nie mam, bo moim stopom będzie jednakowo w każdych butach - i tak źle, i tak stopa się s…

Wiosna z bucikami:)

Kiedy w internetowych sklepach z butami pojawiają się promocje, zaczynam wielką walkę. W dodatku...no cóż, zwykle z góry przegraną, pytanie tylko jak bardzo przegraną. Tym razem, jako że podobno mamy wiosnę, nie płakałam tak bardzo i przegrałam 0:5.

Dziś przyszły, wszystkie w uroczych różowych pudełkach:


Swoją drogą, zdjęcia fatalne, bo tej wiosny światło jest jak w końcówce listopada, niestety.

No to teraz po kolei:


W ciepłej porze roku bardzo lubię klapki, i te powyżej uwiodły mnie  takim "szpilkowym" charakterem, cieniutkim obcasem, a już koralik na obcasie... sweet, sweet, sweet.

Kolejne klapki są w interesującym  kolorze  - według opisu to kolor szampana, według mnie różowe złoto.

Mają słupkowy obcas, będzie się więc w nich szybko biegało. Prosty wniosek - nadają się na zakupy:)

Teraz sandałki - te pierwsze mają szeroki, haftowany w kwiaty obcas, po prostu must have tego sezonu:

Są wytworne, proste i niesamowicie wygodne - oczywiście póki co pochodziłam w nich tylko w d…

Pudrowo różowo

Mam już dosyć zimna, może więc różowy kolor przywoła wiosnę... ale żadne tam mocne fuksjowe róże, ani świecąco  -  neonowe, ani nawet nie takie landrynkowe...
Melinda postanowiła wskoczyć w pudrowy róż, w wersji wiosennej. Zamierzam wszystkie grube swetry, w tym właśnie różowe, wpakować w worki,odpompować z nich powietrze, i wysłać na letni odpoczynek na najwyższe półki w garderobie. Bo zimą pudrowo różowo było bardzo, od futerka zaczynając, przez kilka swetrów ( tak ze trzy konkretnie), swetro - sukienki ( dwie), jeden cienki sweter, którego nie mam, ale mi się śni po nocach i chyba go sobie w końcu kupię, chociaż nie wiem czemu nie chce się przecenić...
Na wiosnę i lato pudrowy róż tez ma się dobrze. Na początek komplet, spódnica i bluzeczka, z koronki:


Właściwie nawet lepiej każda z tych części wygląda odrębnie, tutaj z białą spódnicą, o której kompletnie zapomniałam, że ją mam - a idealnie się nada na najbliższy okres:



Tu następne znalezisko kompletnie vintage, ta bluzka została u…

Zima zła?

Kocham zimę, kocham śnieg, kocham sporty zimowe. Ale zimą....
Sama nie wierzę, że to się dzieje... ostatnie pół godziny spędziłam biegając po ogrodzie i ratując moje cudne rośliny przed połamaniem - na gałęziach, liściach i kwiatach leży mokry, ciężki śnieg, one tego nie wytrzymują i leżą na ziemi... otrzepywałam to, póki się jeszcze da, to dramatyczny widok. W dodatku... ech, magnolie, forsycje czy inne krzaki ozdobne po prostu przestaną być takie piękne. Ale czereśnie, wiśnie, morele, brzoskwinie, truskawki... chyba przyjdzie w tym roku o nich zapomnieć, bo właśnie były w pełni kwitnienia. Wszystko zmarznie , i nie przetrwa...

Rano za oknem było tak:

Tu niżej  można dopatrzeć się cudnej, różowej magnolii - próbowałam ją otrzepać ze śniegu, bo gałęzie już leżały na ziemi:



To byłoby nawet zabawne, gdyby nie było takie przygnębiające - te forsycje wydobyłam spod śniegu, teraz stanowią z ta oszałamiająca bielą niezły kontrast:



I mój ukochany dąb, on ucierpi najmniej, mam nadzieję, bo na…

O gąbkach

Wszędzie na blogach zajączki, jajka, wiosenne gałązki i kwiaty...całkiem logiczne, przecież i wiosna, i święta... a ja postanowiłam poszperać po starych katalogach ze zdjęciami, by zobaczyć czy nie ma tam czegoś stosownego. No i nie wiem, czy to stosowne, ale bez wątpienia ciekawe.
To zdjęcia sprzed czterech lat, z rejsu po greckich wysepkach Dodekanezu. Na jednej z nich, Kalymnos, powędrowałam do zakładu, właściwie do takiej manufaktury, zajmującej się gąbkami. Trudno tu mówić o produkcji, bo produkuje je przecież matka natura, ale trzeba je wyłowić, i przystosować do potrzeb współczesnego konsumenta. Bo naturalna gąbka nie wygląda milusio, mięciutko i delikatnie :).

W samej fabryczce jest gorąco, duszno i nieco mroczno... wszędzie leżą różne gąbki - w koszach, na półkach, w różnych pojemnikach/ Ogólnie jest tak...hm... brązowo, piaskowo, beżowo:


Część pomieszczenia to takie mini-muzeum, można obejrzeć dawne wyposażenie nurków, i zapoznać się ze sposobami obróbki tych gąbek. To nie b…

No dobra, idą święta

Nie mam jakoś specjalnie świątecznego nastroju, wprawdzie wokół piękna, chociaż obecnie chłodna wiosna, zielono, żółto i różowo.  Moje chęci ani nastroje  nie mają jednak wpływu na kalendarz, i Wielkanoc już za rogiem. No to trzeba było coś tam przygotować...


Zacznę od ciasteczek. Nabyłam niedawno takie oto gadżety:


Urzekły mnie na wystawie, uznałam więc, że foremek nigdy zbyt wiele, i w ten sposób mam teraz dwojakiego rodzaju ciasteczka - na tych są wyciśnięte za pomocą pieczątek różne  wiosenno - świąteczne motywy:



A te mają wiosenno - świąteczne kształty:


Nie są jeszcze nijak ozdobione, bo  na razie nie mam pomysłu na żółty i zielony lukier, a barwnika spożywczego w domu nie mam. No, mogłabym ozdobić na biało baranki...

Wielkanoc w kontekście jedzenia to też różne szynki, więc postanowiłam wypróbować mój nowy szynkowar. W trakcie gotowania wyglądało to tak:


Po przestudzeniu i wypakowaniu  tak:



Niestety nie zdążyłam sfotografować całej porcji, bo została pożarta... całkiem to niezł…

Dawno, dawno temu...

Long, long time ago... dawno, dawno temu, tak dawno, że najstarsi ludzie już tego nie pamiętają, był sobie kwietniowy dzień. I była ona, i był on, i dalej są.


O rany, ależ to było dawno...nawet zdjęcia ledwo ten czas przetrwały :):). Człek był młody, wcale nie taki głupi, tyle że czasy były zupełnie inne. Wolę pamiętać tylko chwile...jak ta na zdjęciu. Podobno małżeństwa zawarte w okolicy Świąt  są najszczęśliwsze. Wtedy było tydzień po Wielkanocy :).  Czyli - coś w tych przesądach jest. 

Siła natury :)

Ogrodniczka ze mnie żadna, ale kocham mój ogród i chciałabym, żeby wyglądał pięknie. Ciężko mi to idzie, bo nie znoszę grzebania w ziemi ( to paradoks, wiem, ogród chcę, ale żeby sam o siebie zadbał), jednak jest jedno miejsce, o które dbam z upodobaniem i wielką przyjemnością. Taras. Tu bowiem wystarczą skrzynki, donice i takie tam. Jakiś czas temu odkryłam świetny sposób na przedłużenie sobie przyjemności podziwiania wiosennych kwiatów. Otóż  nabywam jesienią cebulki, nie sadze ich jednak, tylko chowam do lodówki. Trwają tam sobie w chłodzie aż do kwietnia, i wtedy, gdy wszystkie żonkile, hiacynty czy tulipany już kwitną, ja wkładam  moje wychłodzone cebulki do ziemi. No i siłą rzeczy kwitną dopiero pod koniec kwietnia czy w maju... gdy inni już o takich kwiatkach zapomnieli. A, to trzymanie w lodówce jest potrzebne, ponieważ te rośliny by zakwitnąć, potrzebują okresu chłodu - w naturze zapewnia im to zima.
Dlaczego o tym piszę? Otóż w zeszłym roku wyhodowałam takim sposobem całą sp…