Przejdź do głównej zawartości

No dobra, idą święta

 Nie mam jakoś specjalnie świątecznego nastroju, wprawdzie wokół piękna, chociaż obecnie chłodna wiosna, zielono, żółto i różowo.  Moje chęci ani nastroje  nie mają jednak wpływu na kalendarz, i Wielkanoc już za rogiem. No to trzeba było coś tam przygotować...


Zacznę od ciasteczek. Nabyłam niedawno takie oto gadżety:


Urzekły mnie na wystawie, uznałam więc, że foremek nigdy zbyt wiele, i w ten sposób mam teraz dwojakiego rodzaju ciasteczka - na tych są wyciśnięte za pomocą pieczątek różne  wiosenno - świąteczne motywy:



A te mają wiosenno - świąteczne kształty:


Nie są jeszcze nijak ozdobione, bo  na razie nie mam pomysłu na żółty i zielony lukier, a barwnika spożywczego w domu nie mam. No, mogłabym ozdobić na biało baranki...

Wielkanoc w kontekście jedzenia to też różne szynki, więc postanowiłam wypróbować mój nowy szynkowar. W trakcie gotowania wyglądało to tak:


Po przestudzeniu i wypakowaniu  tak:



Niestety nie zdążyłam sfotografować całej porcji, bo została pożarta... całkiem to niezłe, a już na pewno bez konserwantów i dziwnych dodatków. Przypomina dobrej jakości kiełbasę szynkową.

Oprócz tego pachniało wczoraj w całej okolicy oszałamiająco, bo przyszła tez pora na uwędzenie różnych pyszności. Nie wiem dlaczego nie sfotografowałam całości jeszcze w wędzarniku, ale tu proszę część - najpierw soczyste boczki:

 

A tu świeżo uwędzony schab:



W niedzielę i poniedziałek będzie u mnie jak zawsze tłum, byłoby miło, gdyby zrobiło się nieco cieplej...

Komentarze

  1. No kochana, wpędzasz mnie w kompleksy, bo u mnie wszystko w lesie, albo w polu, a aura za oknem nie sprzyja świątecznemu nastrojowi. Ale jak tak u Ciebie pooglądałam to zachciało mi się i ruszam po południu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No miłych doznań kuchennych życzę :):):). Ja kombinuję jakie ciasto upiec, bo tort bezowy dopiero co zrobiłam, na rocznicę, więc wypadałoby cos innego.

      Usuń
    2. Ja planuję babę majonezową i może syn coś zasugeruje...

      Usuń
    3. A ja mam kompletnie nieuzasadnioną porą roku ochotę na jakiś piernik :):)

      Usuń
    4. Bo zimno jak w grudniu :-)

      Usuń
    5. E, tak źle nie jest. Boję się tylko przymrozków, bo wystawiłam już na taras moje lantany :)

      Usuń
  2. Ile jedzenia już przygotowane! Ciasteczka urocze, szynki, boczki, jej! Podziwiam za pracowitość. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam potem tylko sobie siedziec i pachnieć, to teraz coś tam trzeba zadziałac:) - ale to wbrew pozorom nie jest ciężka praca

      Usuń
  3. Świetne są ye pieczątki do ciasteczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne zestawy tematyczne takich pieczątek można nabyć w Tescomie

      Usuń
    2. :) noooo...szynkowar mam w posiadaniu już długo i zaraziłam nim całą rodzinę:))) Ciastek nie potrafię piec ale pieczątki mi się podobają

      Usuń
    3. Ciatska to łatwizna, jak chcesz to ci podrzucę przepis

      Usuń
    4. Ojjj... kaczki na wodzie mogę puszczać płaskimi kamieniami- nie muszę ciastkami . Zawsze coś spieprzę - wolę zostać przy pieczeniu chleba.

      Usuń
  4. Noo, u ciebie istna manufaktura. Wędzone wędliny wyglądają przepysznie, ta szynka z szynkowara, to...tak sobie ;) Ale na pewno wiesz, co jesz (chociaż świniaka chyba nie tuczyłaś od prosiaka?). Ja część mazurków własnie zrobiłam, ale zdjęcia wstawię po Świętach.
    Pamiętam, że masz rodzeństwo, sporą rodzinę. Ja jestem jedynaczką, a i tak będzie nas po południu 17 najbliższych osób. Ale już nie mam sił na jeszcze większe przygotowania. Musi starczyć to, co będzie (i pewnie jeszcze zostanie). A co to lantany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda jak wygląda, ale smakuje całkiem nieźle. No wprawdzie świnek nie hoduję... Tym razem będzie nas delikatnie mniej, bo brat z rodziną jada nad morze. Reszta - tradycyjnie u mnie :), chociaz martwi mnie ta pogoda.
      Lantany to takie kwiaty, w lepszym klimacie to roślina wieloletnia, u nas niestety nie znosi zimy. Miałam je kiedyś, byłam zachwycona, i szukałam zawsze - ale ostatnie dwa lata jakoś były nieuchwytne. teraz namierzyłam na allegro, i własnie przyszły.

      Usuń
  5. A co to takiego ten szynkowar? pierwszy raz słysze o takim urządzeniu. Jakaś zapóźniona jestem. Aniu, gratuluję urobku, tyle pyszności już gotowe. To ilu tych gości będziesz miała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szynkowar to , jak sama nazwa wskazuje, maszynka do warzenia szynki. Najpierw odpowiednio przygotowuje się mięso, potem napycha nim owo urządzenie, stoi sobie w lodówce 48 godzin, a potem całośc idzie do kąpieli wodnej, i w temperaturze około 80 stopni lezy kilka godzin. Po wystudzeniu wychodzi mniam, mniam...

      Usuń
  6. Widzę, że u Ciebie już wszystko gotowe i można świętować:) Też mi się marzy taki szynkowar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten nabyłam w tescomie, akurat trafiłam na jakąs promocję - jest fajny, bo ma wbudowany termometr i jest z tworzywa,a nie z metalu, więc nie trzeba używać dodatkowych woreczków.

      Usuń
  7. Wow! Ależ pyszności narobiłaś, niezapomniany zapach wędzonek znam z domu rodzinnego. Szynkowara nie znam, ale i tak by mi się nie przydał. U mnie będzie skromnie, będziemy tylko z mężem, jemy nie wiele i jest tylko jeden dzień Wielkanocy - Niedziela. W poniedziałek wszyscy idą do pracy i szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten szynkowar ma opcję na kilogram mięsa oraz na pół kilograma - więc nic wielkiego. Poza tym ja zwykle robię sobie porcję, potem przecinam na mniejsze kawałki i zamrażam. Ja też jem niewiele, podobnie mąż. Ale jak się zwali cała rodzinka, to już co innego :)

      Usuń
  8. Witaj, Anno.

    Bardzo smakowita Wielkanoc się Wam szykuje:)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki to urok tych dni... nie samymi jajkami stoją :)

      Usuń
  9. Uwielbiam pieczątki do ciasteczek! Niestety w tym roku darowałam sobie robienie ciastek, bo razem z mamą robimy wielką blachę mazurka i jeszcze większą blachę sernika. :) Babcia również coś tam upiecze i obawiam się, że ciasteczka byłyby przesadą.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie na wpis o Wielkanocy w Wielkiej Brytanii. :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te ciasteczka mają to do siebie, że można je długo przechować, w puszcze na przykład. raz jedna się schowała na jakies trzy miesiące...

      Usuń
  10. Wszystko gotowe, możesz świętować. U mnie praca cały czas trwa...pozdrawiam wiosennie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to nie... ale własnie wróciłam z ostatnich zakupów, jutro już nie zamierzam nigdzie biegać :)

      Usuń
  11. I jak tu nie przybrać choć paru kilogramów przez święta? U mnie sprawy mają się podobnie ;)

    Wesołych i rodzinnych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie mów, ja tam lubię smaczne jedzonko...

      Usuń
  12. Oj napracowałaś się nieźle. Mniam, mniam ...... Pieczątki do ciasteczek wykorzystywałam na Boże Narodzenie, natomiast wielkanocnych nie szukałam w sklepach. Ciasteczka śliczne. Szynkowaru używałam jakiś czas temu i było pysznie.
    Przegląd blogosfery albo wpędza w kompleksy albo jest motorem do działania. Wybieram to drugie czyli jesteś Aniu moją motywacją ;)
    Pozdrawiam ciepło i życzę spokojnych, rodzinnych świąt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja też nie szukałam, ale jak sie przechodzi w jakies galerii handlowej obok Tescomy, to same wchodzą te cuda w oczy :):). Może powinnam byc ich reklamą żywą, bo sporo tam kupuję. A bycie motywacją jest i miłe, i zobowiązujące. Miłego :):):)

      Usuń
  13. Niewiarygodne :) :) :) Jestem pełna zachwytu. Wręcz czuję te wszystkie zapachy :) :) :) Ciekawa jestem jak to jest u Ciebie, gdy MASZ nastój świąteczny :D . Wspaniałych Świąt przy tak suto zastawionym stole - pozdrawiam serdecznie Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, bo się zarumienię. Jakbym miała stosowny nastrój, to po prostu ciasteczka byłyby polukrowane...

      Usuń
  14. Anno składam Tobie i Bliskim serdeczne życzenia świąteczne.
    Elżbieta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje pięknie i wzajemnie samego dobrego zyczę

      Usuń
  15. Same wspaniałości :) Aż człowiek robi się głodny na sam widok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze troszkę zostało, nie zjedliśmy wszystkiego - może więc wpadniesz na drugie śniadanie:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …