Przejdź do głównej zawartości

Siła natury :)

Ogrodniczka ze mnie żadna, ale kocham mój ogród i chciałabym, żeby wyglądał pięknie. Ciężko mi to idzie, bo nie znoszę grzebania w ziemi ( to paradoks, wiem, ogród chcę, ale żeby sam o siebie zadbał), jednak jest jedno miejsce, o które dbam z upodobaniem i wielką przyjemnością. Taras. Tu bowiem wystarczą skrzynki, donice i takie tam. Jakiś czas temu odkryłam świetny sposób na przedłużenie sobie przyjemności podziwiania wiosennych kwiatów. Otóż  nabywam jesienią cebulki, nie sadze ich jednak, tylko chowam do lodówki. Trwają tam sobie w chłodzie aż do kwietnia, i wtedy, gdy wszystkie żonkile, hiacynty czy tulipany już kwitną, ja wkładam  moje wychłodzone cebulki do ziemi. No i siłą rzeczy kwitną dopiero pod koniec kwietnia czy w maju... gdy inni już o takich kwiatkach zapomnieli. A, to trzymanie w lodówce jest potrzebne, ponieważ te rośliny by zakwitnąć, potrzebują okresu chłodu - w naturze zapewnia im to zima.
Dlaczego o tym piszę? Otóż w zeszłym roku wyhodowałam takim sposobem całą sporą misę hiacyntów i żonkili, kwitły jeszcze na początku czerwca, potem sobie spokojnie, zgodnie z naturą zapadły w okres przetrwania, jak to rośliny cebulowe. Liście zanikły, misa wyglądała na pustą. Uroku mojemu tarasowi przestało to dodawać, więc nakazałam zięciowi gdzieś to wynieść, z nadzieją, że może przetrwa zimę, a może nie - misa ziemi to może być za mało na silne mrozy... poza tym nie byłam pewna, czy takie sztucznie upędzone cebulki mają w ogóle szansę zakwitnąć kolejny raz. No i tak gdzieś w połowie marca przypomniałam sobie o nich... zięć pamiętał, gdzie je schował ( gdzieś w zakamarkach garażu), i misę przytargał. Wyglądało to tak:


Nie, to nie przekłamanie kolorów na monitorach, one są żółte!!!! Moje zeszłoroczne cebulki wykiełkowały w ciemnościach garażu, i rosły tam takie boroki niepodlewane, beż światła, bez czułego spojrzenia... ech... nawet pąki kwiatowe już się pokazały na hiacyntach.  Czym prędzej  podlałam, wystawiłam na światło, i zrobiłam research wśród znajomych biologów, czy mają te biedne rośliny jakąś szansę. Powiedzieli, żeby czekać, że muszą  tylko etioplasty przekształcić w chloroplasty.  Nie pytajcie, co to znaczy, ja też niekoniecznie wiem. No, zielone muszą się zrobić :):).

Minęły trzy tygodnie, dziś moja misa z cebulkami wygląda tak:


To te same roślinki, co na zdjęciu pierwszym, ale już pełne tych chloroplastów ( cokolwiek to jest), upojone wodą, i piękne... jak tu nie uwielbiać wiosny?

A nowe cebulki, które trzymałam całą zimę w lodówce,już są w ziemi. Na razie wychylają tylko  małe zielone czubki, więc do zakwitnięcia sporo mają czasu. I znów będę miała wiosenne kwiaty później niż natura przewiduje...

Komentarze

  1. No popatrz, znowu przypadek zadecydował i masz patent na przyszły rok :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, bo w garażu muszą się oprócz tych wszystkich donic zmieścić samochody...

      Usuń
  2. Zawsze mam problem z tymi cebulkowymi - ale warto się pomęczyć, bo tak jak Ty uwielbiam kwiaty w każdej postaci, a w ogrodzie, na tarasie, czy balkonie to już mus straszny - bez nich lata nie ma. ;) :) :) ślicznie te 'plasty' ;) haha wyhodowałaś :) . Miłego dnia - uściski - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tylko mąż narzeka, że całą zime jakaś cebula sie po lodówce wala...a jak trzeba, to nie ma:)

      Usuń
  3. Co za metamorfoza! Robi wrażenie. ;) Kilka razy pokazywałaś nam swój ogródek i co tam w nim masz i aż się wierzyć nie chce, że żadna z Ciebie ogrodniczka. Mi się bardzo Twój ogród podoba i to zamiłowanie do kwiatów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja lubię rośliny, a kwiaty w szczególności - jednak naprawdę nie lubie grzebać w ziemi, więc wciąz szukam łatwych rozwiązań :). Poza tym... hetera ze mnie i gonię rodzinę do roboty :):):):), a sama leżę i pachnę.

      Usuń
  4. Gdyby nie wola przetrwania, to już by ten nasz świat zniknął ;))
    Chwała kwieciu!!!
    Niech żyje życie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, ale hasła na sztandary:). ciekawe, czy my ludzie też jesteśmy tacy silni?

      Usuń
    2. Świetne hasła! Jak jesteśmy silni to nie wiemy, póki życie nas nie sprawdzi ;-)

      Usuń
    3. Może sobie zrobię poduszkę z wyhaftowanym kwiatkiem i napisem: CHWAŁA KWIECIU

      Usuń
  5. Witaj, Anno.

    Jak widać - na naturę nie ma mocnych:)

    Kiedyś mój storczyk dostał focha i przestał kwitnąć. Znajoma florystka poradziła, by go - jak to określiła ze śmiechem - "za karę" wstawić na dwa tygodnie do ciemnicy. Pomogło:)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to może ze dwa z mojej kolekcji też wyśle na chwilowe wygnanie? Skoro to działa...

      Usuń
  6. Mnie kiedyś kartofle w piwnicy prawie kwiatki wypuściły, na bało, bo zapomniałam, że tam zostały. I już nawet ze starego kartofla młode się granulki porobiły. Taka to żywotność bywa roślin. Masz ogródek wiosenny doniczkowy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może należało poczekać, az te młode podrosną? Doniczki, a raczej donice to mam na tarasie, w gruncie też coś tam rosnie

      Usuń
  7. Sprytna z Ciebie ogrodniczka, chociaż nie lubisz uprawiać roślin ;)
    Hiacynty na pewno pięknie pachną! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, to jeden z najładniej pachnących kwiatków. A jak człowiek jest leniwy, to musi być pomysłowy

      Usuń
  8. Nadzwyczajna moc jest w naturze:)Powtórzę za Tarą - niech żyje życie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sama nie mogłam uwierzyć, że to jeszcze odżyje... wola życia nade wszystk:)

      Usuń
  9. Aniu, zatkało mnie, aż nie wiem, czy ci wierzyć. Z żółtych biedulków takie piękniochy, nie do wiary. Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwono, nigdy nie ogarnęłam Photoshopa, bo jakoś nie czuję potrzeby:). Samo takie się zrobiło...i to lubię, kiedy nic nie musze robić, tylko patrzeć i wąchać :)

      Usuń
  10. Wow, ależ zmiana! Nigdy nie widziałam takich cudów :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…