Przejdź do głównej zawartości

Tanio i dużo, czy jedno drogie?

Przy okazji poprzedniego postu o nowych , wiosennych bucikach, przyszło mi do głowy ciekawe zagadnienie, które na własny użytek już rozwiązałam, ale interesuje mnie, jak podchodzą do tego tematu inne osoby.
Ja sama mam wielką szafę pełną ciuchów, mnóstwo butów, torebek i różnych dodatków, tyle że wyłączając dwie torebki,jedną parę butów, jedną sukienkę i jeden kardigan, to wszystko taniocha. Jestem mistrzynią tanich zakupów ( oczywiście zdaję sobie sprawę z relatywności tego słowa, myślę, że do wyjaśnienia mojego rozumienia za moment dojdę).

BUTY:
Moje dziesiątki butów ( no dobra, niemal już dwie setki) nabywam głównie w sieci, i tylko wtedy, gdy pojawia się magiczne przynajmniej  30% zniżki i darmowa dostawa. Oznacza to, że jedna para butów w ogólnym rozrachunku nie może być droższa niż około 60 złotych, a często bywają jeszcze tańsze. Oczywiście, to nie jest skóra... tyle, że ja takich oczekiwań nie mam, bo moim stopom będzie jednakowo w każdych butach - i tak źle, i tak stopa się spoci, jeśli bez rajstop. Skóra nic mi tu nie pomaga, więc po co mam tyle za nią płacić, w dodatku wiele lat, chociaż jadłam i nadal jem mięso, nie nosiłam nic a nic ze skóry. Nawet paska do zegarka.  Jedynym wyjątkiem co do ceny  wśród moich butów są buty trekkingowe, z porządną membraną, do chodzenia w góry i na różne moje wyprawy, chociaż i te kupiłam w promocji. Tyle, że kupiłam je jakieś osiem lat temu i nadal wyglądają i działają jak w dniu zakupu. Niezniszczalne, doskonała jakość. No, były drogie. O, sorry, jeszcze jedne z moich butów były niezbyt tanie, ale też pewnie już kolejnych nie kupię - buty narciarskie. Ze trzy sezony temu nabyłam, i, jak sądzę, do końca mojej narciarskiej kariery wystarczą.  Wszystkie pozostałe...hm... to szmaciany, syntetyczny, plastikowy szajs, a jednak są wygodne, śliczne, mogę mieć ich mnóstwo. A że się niszczą? I tu największy paradoks - wcale nie, ponieważ mając ich mnóstwo każde noszę stosunkowo rzadko, więc nie mają się kiedy zniszczyć. A jak już się zniszczą, to mały żal wyrzucić, bo za niewielką kasę nabędę podobne.  Przyznaję bez bicia, że w niektórych byłam tylko jeden raz. A może nawet wcale...

TOREBKI:
Przez bardzo wiele lat nosiłam tylko torebki z tkaniny. Ot, taki mój prywatny bzik, nie potrafiłam nie jeść mięsa ( nadal jem, coś muszę jeść a nabiał odpada), więc chociaż nie używałam w żaden sposób skór. Ogólnie byłam w tej dziedzinie niejako abnegatką, bo właściwie najlepiej funkcjonowałam bez torebki, tylko z dużą torbą na laptopa - no to po co mi jeszcze drugie coś dyndające  na ramieniu... aż kiedyś koleżanka przyszła z torebką, której zapragnęłam. Skórzaną, drogą, markową. Moje poglądy poszły w kąt, pobiegłam natychmiast do owego sklepu i padłam z szoku cenowego. Ale chciałam... i kupiłam, wprawdzie nie taką, jak koleżanki, bo inne były jeszcze piękniejsze. I to obudziło we mnie torebkowego demona, ponieważ okazało się, iż tu też można poszaleć w promocjach. Mnóstwo firm sprzedaje piękne torebki, czasem skórzane, czasem z różnych ciekawych materiałów, za niewielkie pieniądze w sieci. A to, czyli kupowanie w sieci, to już moja specjalność. No to teraz mam całe mnóstwo super torebek, też jak na takie torebki tanich. I też się nie niszczą, bo mam ich sporo.  Jeszcze raz skusiłam się na torebkę drogą, czy nawet bardzo drogą, ale spersonalizowaną - bo i takie firmy w sieci funkcjonują - z kilkudziesięciu dostępnych modeli wybierasz ten jeden, a rodzaj skóry czy taniny, kolor, podszewkę, dodatki wybiera się samej. Można nawet zażyczyć sobie jakiś haft, imię czy na przykład kota.  Czyli znów poszłam a malutkimi wyjątkami w wersję dużo, ale tanie.

CIUCHY:
Mam jedną, słownie jedną, jedna, jedną sukienkę, która kosztowała dużo. To taka za mała zielona, o której już pisałam, wierne czytelniczki pewnie wiedzą w czym rzecz. Pozostałe moje ubrania, a nie ukrywam, że mam ich sporo, nabywam w drodze oczekiwania na przeceny, w drodze łapania sieciowych okazji i wyprzedaży, czasem szukam na allegro. Nie patrzę specjalnie na jakość, chociaż lubię ubrania z naturalnych tkanin, ale taki na przykład polar... cóż, przy jego tkaniu żaden mały polarek życia nie stracił, a tkanina jest przecież doskonała. W dzisiejszym świecie tkaniny syntetyczne bywają naprawdę doskonałe, lepsze niż kiedyś... to nie są paskudne nylony, tylko syntetyki dobrej klasy. Sweter z żywej wełny gryzie i się mechaci, ciężko go prać -  z włóczek syntetycznych wrzucam do pralki i ok. Bawełniana koronka to koszmar w praniu i prasowaniu, te syntetyczne piorą się same i nawet prasować nie trzeba. Niektórych  innych tkanin też nie trzeba prasować... wszystko można wrzucić do pralko-suszarki... i znów zasada - mam dużo, więc rzadko to noszę, więc się nie niszczy. Gdybym  z każdą  sukienką miała biegać do pralni.... ( a swoją droga biegam nieustannie z garniturami męża - tego się do pralki nie da wrzucić). czyli znowu - mam mnóstwo, ale to tanie rzeczy.

BIELIZNA:
To może być kontrowersyjne, ale kiedy widzę ceny w Panache czy Avocado, ba, w Fellinie czy w Triumphie....  a tylko tam bywają satysfakcjonujące mnie rozmiary, to skóra mi cierpnie. Więc znalazłam firmy, polskie, które szyją doskonałą bieliznę za znacznie mniej. Nie zależy mi na marce, przez całe lata ciężko mi było kupić coś ładnego w moim rozmiarze, więc teraz trochę poszalałam. Ale znów - sporo, za stosunkowo niewielkie pieniądze ( nie da się kupić dobrego biustonosza za 25 złotych), i skoro jest tego sporo, to nosząc każdą sztukę rzadko -  mam je długo.

Podsumowując - moja metoda zakłada nabywanie rzeczy tanich, ale więcej - mam wtedy wybór, a fakt, że nie używam tego zbyt często, powoduje, iż jakość staje się mniej istotna. I tak będę miała każdą z tych rzeczy długo...

Wiem jednak, że istnieje zupełnie inna opcja, mnie obca - kupowanie rzeczy bardzo wysokiej jakości, drogich - ale nielicznych. Cenowo, w łącznym rozrachunku, pewnie wychodzi tak samo, ale ja wolę mieć zamiast jednej sukienki dziesięć:).

A jak z tym u Was? Naprawdę jestem bardzo ciekawa...

ps. Nie mogę przekonać się do szmateksów - ale nie z powodu tego, że tam coś używanego, tylko ja nie umiem w tych sklepach kupować. Niczego nie widzę, chociaż parę razy próbowałam, Jedna z moich córek jest mistrzynią, a jak spojrzę na blog Lumpoli... toż tam chyba są cuda, za grosze. Ale mnie w szmateksie chyba wysiada wzrok. Chyba szkoda...

Komentarze

  1. Twoje ciuszki widzę,bo nieraz pokazujesz i są śliczne. Ja lubiłam dużo,ale mam bzika jeśli chodzi o skład... Tu mogę mieć dużo firmowych i od projektantów,ale nie mogę-bardzo mało miejsca. W Londynie mieszkania są bardzo drogie i bierze się te małe. Przez taką ilość metrów nauczyłam się nie mieć za dużo i to mi odpowiada. Rzeczy piorę ręcznie,nigdy moich rzeczy nie prałam inaczej lub pralnia,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim starym mieszkaniu juz szafy pękały w szwach, i miałam wszędzie jakies stosiki ubrań poukładane. Teraz na szczeście mam dosyć dużó miejsca, więc sie tym za bardzo nie przejmuję. Ręcznie nie piorę niczego - od tego sa moim zdaniem te wszystkie programy w pralkach automatycznych, by z nich korzystać.

      Usuń
  2. Podziwiam Twoją umiejętność do wyszukiwania promocji, bo ja choć próbuję to rzadko trafiam na jakąś fajną promocję lub promocję w ogóle. Może za słabo próbuję? Albo po prostu nie umiem tego robić, bo zakupy nie należą do moich ulubionych zajęć. Mam duży rozmiar stopy, więc jeśli chodzi o buty, o adidasy konkretniej to stawiam na te droższe, gdyż dłużej je ponoszę, a naprawdę mam z butami problem, więc tak mi pasuje. Ciuchy z kolei staram się kupić tańsze, żeby mieć ich dużo, a nie tylko kilka rzeczy, nie lubię chodzić ciągle w tym samym. Z tym, że ich jakość nie powala na kolana i ostatnio zastanawiam się nad kupieniem czegoś droższego, tylko że znowu nie lubię łazić po sieciówkach, trzeba tam spędzić pół dnia, a mi szkoda czasu. Do lumpeksów zdarzyło mi się kilka razy wejść i nawet kupić jakiś t-shirt, ale też nie potrafię tam szukać fajnych ubrań, a wiem, że niektórzy wychodzą stamtąd z naprawdę świetnymi ciuchami, które w normalnym sklepie bardzo trudno dostać lub wręcz się takich nie dostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym tak - lata praktyki z tymi promocjami. Tyle, że dla mnie ciuchy z sieciówek sa tanie...no i za tym idzie ich umiarkowana lub słaba jakość. Podobają mi sie ubrania różnych młodych polskich firm - ale ceny sa dla mnie nie do przyjęcia. To, co uważam za drogie to ubrania od projektantów, lub własnie z małych , niezaleznych pracowni - ciekawe, dobre jakościowo, koszmarnie drogie.

      Usuń
  3. Podziwiam takich ludzi...
    Zrobiłaś świetne założenia i dobrze na nich wychodzisz...
    Mistrzynią w zakupach jest moja synowa, nigdy jej nie dorównam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tu do podziwiania, ale miło mi :). Moje starsza córka super ogarnia szmateksy, a młodsza raczej wybrała ten sam kierunek co ja. I czasem si.ę razem na zakupach świetnie bawimy, w dodatku nosimy ten sam rozmiar i możemy jakby co sie powymieniac.

      Usuń
  4. Oj, długo można...
    Właściwie nie ma na to reguły, zdarzało się, że kupiłam coś drogiego w promocji i okazało sie, że jakość nie dorównała cenie i na odwrót...
    torebek ze skóry dawno nie kupuję, bo są zbyt drogie i często żal wyrzucić, a już się dawno znudziła czy podniszczyła.Lubię kupować okazyjnie, chyba, że wypada jakieś wyjście muszę mieć coś szybko, co zdarza się raz na sto lat...
    Kiedyś buszowałam po szmateksach, ale te rzeczy, przynajmniej w naszych sklepach sa albo tak już zniszczone, albo podrasowane, ze po pierwszym praniu są już nie do użytku, a nie trafiam jakoś na rzeczy z metkami.Poza tym sieciówki oferują ceny niższe, niż niektóre ciucholandy.Jedynym odstępstwem jest u mnie bielizna, chociaż markową tez staram sie kupować w promocjach różnych i tu naprawdę sprawdza sie jakość. Gdy skusiłam się kilka razy na inna firmę niż ulubiona, to bielizna leży w szufladzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą bielizną to kiedyś zaryzykowałam ( polecam polski Gortex na przykład), i akurat ja na tym dobrze wyszłam. U mnie problemem jest nietypowy rozmiar, i naprawdę niewiele firm takowy ma, chociaz teraz jest już lepiej, niż jakieś 15 lat temu na przykład. Wtedy marzyłam o tym, by mieć biustonosz inny niż biały lub czarny...Teraz mam jakie chcę, i nie za trzy stówki za jeden.

      Usuń
  5. Po części się z Tobą zgadzam, torebki ze skóry ekologicznej kupuję, bo uważam, że są piękne i nie mam zamiaru przepłacać. Buty jednak wolę skórzane. Chociaż mam kilka z ekologicznej, ale głównie letnich. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, że niektórzy po prostu muszą nosić buty skórzane, bo stopy tego potrzebują, albo... albo każdy inny rodzaj zwyczajnie nie wytrzymuje warunków atmosferycznych. Ja niemal wszędzie jeżdżę samochodem, więc buty nie przemakają, co najwyżej mam noski obtłuczone od pedałów w samochodzie:)

      Usuń
  6. Nie lubię robić zakupów- ani tych spożywczych ani ubraniowych. I zupełnie nie interesuje mnie czy to co noszę jest modne- jedyne kryterium to moja wygoda i dobre samopoczucie w danej rzeczy. Mogę spokojnie przechodzić cały miesiąc w pozornie tym samym ciuchu co zawsze niektórych dziwiło. Bo z reguły jeśli mi coś "podapasowało" kupowałam dwa identyczne egzemplarze i nosiłam na zmianę.
    Od wielu lat chodzę niezmiennie w spodniach i zlikwidowałam wszystkie sukienki.
    Ostały się 2 długie spódnice, ale i tak tylko wiszą. Z uwagi na przebyte kontuzje muszę chodzić w sportowym obuwiu , najczęściej walkmaxx. Mają jedną wadę- są drogie, ale w nich mi nie dokucza kręgosłup. Torebki- co z tego że mam ich kilka- używam jednej i tej samej. Kryterium- lekka i liczne przegródki zamykane na suwak , musi pomieścić butelkę 0,33l.
    Jedyne co lubię kupować to książki i półfabrykaty do wyrobu biżuterii.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jestem zdania, że różnić się jest pięknie. Kryterium wygody jest, nie ukrywam, niezmiernie ważne, w niektórych ubraniowych kategoriach nadrzędne - mam jednak kilka czy kilkanaście ubrań, które na tyle mi sie podobały, że w ogóle mnie nie interesowało, czy sa wygodne ( nie są). Miałam taki czas, kiedy nosiłam niemal wyłączne spodnie, potem pokochałam sukienki, i teraz to sama nie wiem, co wkładam cześciej. Idea dwóch egzemplarzy jest mi bliska, miewam:). Częściej wprawdzie sa te same co do kroju, a inne w kolorze, ale to tez niektórych dziwi.

      Książki... na moim blogu chyba widac, że sporo ich kupuję. Półfabrykaty do wyrobu biżuterii - też, chociaz nie aż tak namiętnie, jednak rozumiem tę pasję. Ale ja w ogóle lubię kupować... i mój mąż też:).

      Usuń
  7. A ja chyba jakaś niekobieta jestem. Torebki nie, buty nie. No dziwadło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu się wyróżniasz:):), niekobieto:). Za to pieczesz chleb, a ja nijak nie umiem.

      Usuń
  8. Buty - właściwie noszę tylko ze skóry, nie mam za dużo, jak kupię to chodzę i chodzę. Nie kupuję przez internet, bo muszę mierzyć, żeby sprawdzić czy mi pasują, lubię buty firmy Embis.
    Torebki- kiedyś tylko skóra, teraz raczej ekologiczna choć choć ze skóry też mam parę egzemplarzy.
    Bielizna - biustonosze od lat tylko Triumph, reszta różnie.
    Ubrania - raczej tańsze, trochę sieciówki, coś tak wyszperam w sh ale rzadko, parę rzeczy lepszej jakości.
    Wszystkiego nie jest dużo, nie jest też mało, tak jestem pomiędzy przepełnioną garderobą a minimalizmem.
    Serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem minimalistyczna co do stylu ubrań, ale co do liczby to już nie:). Czyli u Ciebie umiar:), pewnie to najlepsze rozwiązanie. A butów mam dużó chyba przez traumę z młodości - wtedy nie miałam właściwie innych niż tenisówki, bo takich na mnie nie było. To sobie teraz odbijam:)

      Usuń
  9. Ja nie cierpię nadmiaru i ciuchów, butów i torebek wypadających z szafy, więc mimo że zasadniczo lubię sobie poszaleć w outletach to... no nie. Raz wydałam straszną kasę (w tym roku, czyli odkąd kasę mam, hahaha) na trzy swetry Desigual, raz na skórzaną (!) kurtkę. I choć całe kilka dni powtarzałam, że chyba przegięłam, to teraz nic a nic nie żałuję, to moje ulubione rzeczy, całą zimą było mi w nich dobrze (no, niecałą, bo jeszcze trwa), a kolejny fajny T-shirt za trzy dychy przeleży, bo nawet ciepłych dni tyle nie ma w roku (chociaż ten Twój z poprzedniego, czy też jeszcze poprzedniego wpisu bym chętnie :)). Torbę noszę głównie jedną, bo zawsze jak decyduję się na zmianę to albo jest za mała (ja z gatunku wielbłądów) albo staje się przyczyną tragedii pod tytułem "przecież pakowałam klucze/tampona/tabletki/niepotrzebne skreślić". Podsumowując, coraz więcej oddaję lub sprzedaję, coraz bardziej jestem ku minimalizacji... Buty skórzane u mnie mają znaczenie z jakiegoś powodu, więc też ostatnio pozbyłam się ze trzech par sandałów na rzecz jednych ecco. Ale z minimalizmem nie przesadzam, żeby nie było... Bo lubię ubrania, lubię buty, z torebkami nie bardzo, bo większość mi się podoba, ale nie dla psa kiełbasa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Desiguala na wszelki wypadek rzadko zaglądam, bo ten sklep uzależnia, ale ostatnio nabyłam torebkę tejże firmy na Allegro ( nową, z metkami), za 29,99. W dodatku większą, niż zwykle moje torebki bywają, ale nie wielbłądzią. Ja ciuchy oddaję, na szczęscie mam córki i synową. I siostrę. I, bywa, że oddaję mamie. Jakoś nigdy nic nie sprzedałam... nie umiem. Sandały ecco bym sobie chętnie kupiła, ale na mnie nie produkują. Skórzanej kurtki nie mam i miec nie będę, z zasady po prostu. Poza tym - no własnie, są strasznie drogie. Raz weszłam do Zary, i zobaczyłam taki cudowny długi kardigan, nawet nie popatrzyłam na cenę. I to było jedno z moich największych zakupowych szaleństw... poza tym wyznaję zasadę, o której nie napisałam w poście: If you can't stop tkinking about it - buy it. I dlatego chyba dobrze, że takiego jednego różowego garnituru już nie ma w sklepie...bo bym się nie opanowała. Poza tym...no cóż, bawmy sie, bo nie wiadomo czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie. Albo dwa.
      ps. Dorosłam do torebek jak już byłam znacznie starsza niż ty teraz. WIęc wszystko przed tobą:):):):)

      Usuń
    2. :):) Z torebkami - ma nadzieję, bo mi się podobają, tylko nie umiem
      Z zasadą - owszem. Stąd te desiguale i buty ecco, ostatnio jednak nie mogłam przestać myśleć o tunice na kobiecie, którą poznałam. Do dziś szukam podobnej i nie ma opcji... A ona kupiła ją w ciuchu z uciętą metką, bo nie mogłam nie zapytać... Na szczęście nie mogę też przestać myśleć o zupełnie namacalnych spodniach.

      Usuń
    3. od czasu do czasu trzeba poszaleć, bo inaczej zarabianie pieniędzy przestaje być zabawne. Wiem, może i bluźnię, ale kto wie, ile jeszcze będzie szansa na wydawanie... na kupowanie... na cieszenie się tym, co się ma.

      Usuń
  10. Ja się zgadzam !!! Czasy już są inne, nie musi być dobrej jakości jedna rzecz na lata, bo ... nikt nie chce chodzić w tym samym kilka sezonów. Nie mam oporów co do rzeczy z tak zwanych sieciówek, bo według mnie jakość jest dobra, nic się z tymi rzeczami nie dzieje dziwnego, a nawet gdyby, to za cenę kilkudziesięciu złotych można to przeżyć. Poza tym lubię zmiany i lubię odnawiać chociaż część garderoby zgodnie z jakimiś tam trendami, więc zakupy wyprzedażowe bardzo mi odpowiadają. Buty podobnie - nie zauważyłam, żeby się niszczyły, nie mówiąc już o torebkach - nawet te sprzed wielu lat mam w dobrym stanie, a przecież niemal żadna nie jest ze skóry. Więc ( od więc nie zaczynaj hahah ) dużo i tanio !!!!!!!!!!!! Pozdrawiam - buziaki - Margot :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałam na Twoją wypowiedź, i miałam nadzieję, że będzie własnie taka - właściwie to miałam pewnośc:):):). W tym zakresie odczuwałam, obserwując Twój blog, duże pokrewieństwo dusz:):)

      Usuń
    2. hahah ja też nie byłam zdziwiona Twoim postem - absolutnie wiedziałam od razu co napiszesz hahaha. Miłego weekendu - może jakiś tani zakup poprawi nam humor :) ;)

      Usuń
    3. Własnie dostałam sms z 30% znizką w Gorteksie, na bieliznę...skorzystałam :)

      Usuń
  11. Witaj, Anno.

    Staram się kierować jakością, ponieważ nie znoszę, gdy mi coś np.: odpada po paru minutach od włożenia:(
    Po iluś tam latach kupowania nie zachłystuję się ceną ani marką na wiarę i nie muszę świecić logo firmy na całą okolicę, wystarczy mi, gdy rzecz przetrwa pranie w stanie mniej więcej niezmienionym:)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to zniszczenia poprzez pranie jeszcze nie doświadczyłam :):)

      Usuń
  12. Nie przywiązuję zbytniej wagi do aktualnej mody i jej kryteriów, ani marek firm. Każda rzecz; buty, torebka, ciuch - musi "wpaść mi w oko" i wtedy wiem, że jest dla mnie;)
    Raczej częściej i taniej niż drogo i rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, "wpaśc w oko" to obowiązkowe jest, tylko mi niestety za dużo w to oko wpada:):))

      Usuń
  13. Kupuję dość rzadko. Lubię ciuchy, buty, torebki. Kupuję w miarę dobrej jakości, ale z przeceny najczęściej. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli postępujesz jak rozsądna konsumentka, aż zazdroszczę:)

      Usuń
  14. Co do butów Aniu - musza być skórzane, bo moje stopy niestety innych nie zniosą, nie tylko płyną, ale pieką, szczypią, palą jak żywym ogniem. W sieci też butów nie kupie, bo ja muszę but zmierzyć, mam długą a szczupłą stopę i naprawdę trudno mi dobrać buty, w dodatku robi mi się halluks i musze zmierzyć, żeby wiedzieć, czy nie ciśnie w tym miejscu. Wydaje mi się zbyt skomplikowane kupowanie i odsyłanie. Z ciuchami - chyba jestem wyznawczynią mniej znaczy więcej - kupuję raczej rzeczy gatunkowe i służą mi na długo. A poza tym - nie cierpię zakupów, dlatego kupuję rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem takie sytuacje, moja mama tez nie kupuje butów bez mierzenia, i tez tylko skórzane. Mnie - jak pisałam - skóra właściwie nie robi żadnej różnicy, więc nie będe przepłacac ):):):). A zakupy uwielbiam...

      Usuń
  15. Komentarz mi uciekł, więc tylko napiszę, że ostatnio pozbywam się wszelkiego nadmiaru, a że przywiązuję się i żal mi się pozbywać, to chociaż ograniczam zakupy. Przychodzi mi to bez trudu, bo ostatnio nawet kupować nie lubię. Gdy jeszcze kupowałam częściej, to wybierałam opcję mniej, ale solidniej. No i mam (na moje utrapienie) ciuchy nawet 30-letnie, do noszenia, jak najbardziej, bo figura niewiele mi się zmieniła. Buty trafiają sie w moich zapasach nawet "znów" modne ;) Na mnie sklepy by zbankrutowały. Dobrze, że sa takie osoby, jak ty, które dają handlowcom zarobić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z pozbywaniem się miałam długo koszmarny problem, teraz jakoś mi łatwiej, ale i tak to wielka umiejętnośc, a ja dopiero się uczę. Łatwo mi się oddaje rzeczy w rodzinie, cieszy mnie, że córka czy ta ktoś ma ode mnie fajną rzecz. Ciuchy sprzed wielu lat tez mam, patrz w poście o różowych pudrowych bluzka z lat 70. Poprzedniego stulecia, rzecz jasna:). I może rzeczywiście, nalezy spojrzeć na to tak - daje komuś miejsce pracy :):):):)

      Usuń
  16. Nie rozumiem co masz przeciwko skórzanym butom i torebkom? Jesz mięso, a skóry są "be" to trochę hipokryzja. Noszę buty tylko skórzane, bo są eleganckie, trwałe i zdrowsze dla stóp niż sztuczne. To samo z ubraniami - staram się kupować z naturalnych materiałów - bawełna, wełna, jedwab. W każdych zakupach stawiam na jakość, nie na ilość. Naturalne rzeczy są bardziej eleganckie, tanie trącą tandetą i "bazarową modą".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko skórom - po prostu ja ich nie potrzebuję. Nie robi mi to różnicy, w dodatku nosząc coś innego niż skóra jednak coś robię. Czy to hipokryzja? Ok, może być , ale mięso niestety jeśc muszę, bo mój organizm mało co toawi, a skór nosić nie muszę. Tyle, że wcale nie sprzedaję tu ideologii, tylko pytam z ciekawości o radzaj zakupów, i ok. A na przykład akurat trwałość jest dla mnie cechą wcale niekoniecznie pożądaną... Na naturalny jedwab mnie nie stać, zresztą nie wiem, gdzie można go kupić, wszędzie - a z ciekawości przepatrzyłam sieć - jedwabiu jest tylko jakaś część. Wełna mnie gryzie. Bawełna tak, oczywiście, ale by ciuch trzymał formę tez zwykle dorzucają kilka procent lycry czy tam czegoś. Dlatego ciekawi mnie, gdzie przebiega różnica pomiędzy "naturalnym i eleganckim", a "bazarową tandetą". Chyba będę musiała się pogodzić z myślą, że jestem tandetna. I wszyscy w moim otoczeniu....

      Usuń
    2. Nie napisałam, że jesteś tandetna, skąd ten wniosek? Piszesz, że kupujesz tylko sztuczne buty w dużych ilościach, a potem niektórych w ogóle nie nosisz, więc nie szkoda pieniędzy?

      Usuń
    3. Nie szkoda, bo za cenę niższą niż jedna para skórzanych mam pięć - a to daje bardzo dla mnie ważną wartość - wybór. Wybór jest bezcenny, jak dla mnie. C do tandetności, to konsekwencja stwierdzenia, że tanie rzeczy trącą tandeta i bazarem. Nigdy nic nie kupiłam na bazarze, za to właściwie wszystko mam tanie ( chociaz to względne). No to jak to interpretować... I nadal chętnie się dowiem, gdzie można kupić naturalny jedwab, bo może pooszczędzam :):):):)

      Usuń
    4. Jedwabne sukienki trafiają się w galeriach. W sieci znajdziesz pełno linków sklepów internetowych, które sprzedają takie sukienki. Fakt, że są drogie, ale płaci się za jakość.

      Usuń
  17. Moim zdaniem rzeczy które używamy na co dzień powinny być wygodne i dobrej jakości i to juz kwestia umiejętności w jakiej cenie to znajdziemy , ale kupowanie drogich ubrań na raz dla mnie nie ma sensu .Wieczorowa kreacja na duże wyjścia nawet od znanego projektanta spełni raz swoje zadanie bo na inna okazję przydała by się inna - czyż nie ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - droga rzecz wykorzystana jeden raz aż boli, a tak samo potraktowana tania szmatka niech sobie jest:). Co do wygody - zgadzam się, całkowicie, chociaż , jak już pisałam, zdarza mi sie poświęcić dla wyglądu :):):)

      Usuń
  18. Nie idę w ilość, raczej w jakość, więc nie mam dużo, za to metkami się nie przejmuję. Na zakupy chodzę tylko wtedy, gdy mi czegoś potrzeba. Całe szczęście, bo jeśli coś mnie zachwyci, czy w czymś się dobrze czuję, kupuję.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metkami tez się już dawno przejmowac przestałam, ma mi sie podobać:). Jak mnie coś zachwyci, tez zwykle ulegam... a przecież zachwyca mnie niekoniecznie na żywo, może być przez sieć:)

      Usuń
  19. Ja przede wszystkim kierują się wygodą i jakością.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli znów rozsądna konsumentka, do której mi bardzo daleko. Tyle, że wygoda i jakośc nie wyklucza ilości:)

      Usuń
  20. Uśmiałam się, kiedy czytałam komentarz Jagi - też jestem takim dziwadłem. Lubię mieć, ale nienawidzę chodzić po sklepach! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To powiinaś być idealną klientka sklepów internetowych. Ja zakupy bardzo lubię, w dodatku mój mąż też:)

      Usuń
  21. Mam podobne zdanie, jak Ty, choć podobno bardziej ekonomicznie mieć mniej, a lepszej jakości. Nigdy mi się to nie udawało, bo lubię nosić ubrania na czasie, zresztą wymaga tego także mój zawód i to, że jestem blogerką. Pzdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam przywoływać tego ekonomicznego argumentu, bo dosyć popularne hasło, które się z nim wiąże, ma jednak pejoratywny wydźwięk. Ale to prawda... na mnóstwo tańszych ciuchów trzeba mieć kasę i miejsce...

      Usuń
  22. Jestem minimalistką. Trochę z konieczności (brak miejsca i funduszy na nietrafione lub mało użyteczne przedmioty), ale też z doświadczenia. Bo te buty, co się nie zniszczyły, leżą w szafie po 5 i więcej lat i za chwilę już trącą starociem przez design lub zżółknięty kolor. No i tego mnóstwa rzeczy i tak nie da się spamiętać i wykorzystać - to zbyt przytłaczające, a i szkoda mi wkładać pieniądze w rzeczy, które jedynie wiszą w szafie, choćby to było 30 zł. Koszty ubrania przeliczam na ilość noszeń. Coś bardzo drogiego może okazać się śmiesznie tanie - jak torebka noszona min. co 3ci dzień od 4 lat za 350 zł (poniżej 1zł/dzień), a sukienka za 80 zł, którą ubrałam 2 razy, kosztowała aż 40/dzień i już nigdy jej nie ubiorę. I ja już wolę tę skórzaną drogą torebkę (a mam takich dwie) i ją po 4 latach noszenia odesłać na emeryturę albo do kaletnika na re-make. Długo latałam z torebką mojej mamy, starszą ode mnie o 10 lat. Plastikowe "ekoskórzane" torebki mam tylko te niewielkie - bo je noszę faktycznie okazjonalnie/sezonowo i nawet ekoskóra nie zniszczy się szybko. Ale to jak mówisz - co komu się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie - co osoba, to inne podejście, ten post ma dla mnie takie znaczenie poznawcze - jak widzą ten problem inne osoby? I nie jest moją rolą kogokolwiek do czegokolwiek przekonywac, chociaż jakoś mi raźniej, gdy pojawiają się głosy zgodne z moim. I pojawia się jeszcze jedna rzecz - co dla kogo znaczy tanio...
      A system przeliczania na "noszalność" - fajny:).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…