Przejdź do głównej zawartości

Stosik kwietniowy 2017

Jakoś ten kwiecień szybko przeleciał, i kiedy wczoraj wybierałam się spać, dotarło do mnie, że nie podsumowałam go czytelniczo. A że jakoś byłam w bojowym nastroju, to niemal do wszystkiego jestem na nie, albo przynajmniej na bardzo krytycznie. No to po kolei:


1. Remigiusz Mróz  - Turkusowe szale. Na samym dole stosiku leży Mróz, niby przypadkiem, bo czytałam to w kwietniu jako pierwszą pozycję, ale ten dół mu się należy. Może nie należy wydawać na fali popularności wszystkiego, co leży w szufladach? Może to, co się napisało w gimnazjum ( bo jak dla mnie to taki poziom), powinno pozostać nieujawnione? Tylko tytuł ładny, a reszta to romantyczno-przygodowa książka dla młodzieży. Owszem, wojna, polscy piloci w Anglii, bohaterskie wyczyny, wojenna miłość i takie tam, ale wszystko płaskie i ostatecznie nudne. Nie polecam, chociaż co ja tam wiem...

2 i 3. Katarzyna Bonda - Okularnik, Lampiony. Miałam kiedyś taką zasadę, że nie czytam polskich autorek, bo co próbowałam, to było jednakowo beznadziejnie. W ostatnim czasie tę zasadę złamałam, jednak w przypadku Bondy wracam do jej zbanowania. Czy tej pani nikt nie powiedział, że less is more? Okularnik to druga , a Lampiony to trzecia część cyklu o profilerce  Saszy Załuskiej (pierwszy był Pochłaniacz), i jak lubię kobiece bohaterki, tak ta pani jest mocno irytująca i niekonkretna. Same opowieści są rozwleczone i w czasie i w przestrzeni, bohaterowie mnożą się jak króliki ( dobra, nie dosłownie mnożą), i ciężko to ogarnąć, tematy od Sasa do lasa, wątków 500+. To mogłyby  być niezłe opowieści, gdyby skupić się na części z nich tylko. A tak w Okularniku jest wszystko - od żołnierzy wyklętych do próby zachowania wiecznej młodości, a w Lampionach to już sama nie wiem - chyba pani Bonda chciała napisać nową Ziemię obiecaną, więc na główne miejsce akcji wybrała Łódź.
A podobno pani Bonda uczy pisać książki... o rany...  polskim autorkom znów na długi czas mówię nie.

4. Marlon James  - Krótka historia siedmiu zabójstw.  Na tę pozycję ostrzyłam sobie zęby od dawna, leżało i czekało, i teraz  właściwie dalej leży. Autor Jamajczyk, rzecz dzieje się na Jamajce, reggae gra i śpiewa cały czas, nigdzie nienazwany bohater, Śpiewak, to Bob Marley... historia opowiedziana z poziomu kilku osób... idealne warunki na szlagier, i widać tak jest, bo książka jest obsypana nagrodami, i wszyscy wpadają w zachwyt. Ja nie wpadłam... Pisanie z perspektywy różnych osób jest doskonałe, ale zabieg polegający na próbie oddania na papierze slangu jak dla mnie słabo się sprawdza, bo udawanie, że nieortograficzny i niegramatyczny bełkot to slang... ciężko.  Ja poległam, nie wciągnęłam się, widać za cienka jestem. Owszem, przekartkowałam do końca, ale ochów i achów brak.  Może się musi odleżeć.

5. Gregory David Roberts - Shantaram. Nabyłam tę książkę w listopadzie, w grudniu pojechała ze mną na narty, ale po kilku stronach wróciła do walizki. Czekała.  Nie potrafiłam się do niej zabrać, mimo, iż mam też już kolejną część, Cień góry. Może dlatego nie czytałam, bo zniechęcona byłam poprzednią lekturą, bo na okładce i w recenzjach straszliwe dużo zachwytów, może obawiałam się, że znów nie dorosłam albo co. W końcu zaczęłam, i przez pierwsze kilkadziesiąt stron towarzyszyły mi właśnie wcześniej opisane uczucia. I nagle... nagle przeżyłam <oświecenie duchowe>. No dobra, to żart, jednak mnóstwo ludzi jeździ do Indii szukać duchowości, siebie, innego życia albo marychy, a ja tego nigdy nie rozumiałam. Shantaram od któregoś momentu, przynajmniej na jakiś czas, pozwolił mi kompletnie odpłynąć w takich właśnie kierunkach. Proste wartości, jakość życia, sens życia...a jednocześnie wciąż ta sama, drapieżna nasza ludzka natura. Małość. Wielkość. Szlachetność. Zło. Wszytko.
Może Indie naprawdę zmieniają?


No to pomarudziłam, wykazałam typowo polskie niezadowolenie ze wszystkiego, ponarzekałam, i jako, że pogoda w końcu znośna, mogę wrócić do świata realnego. Miłego świętowania:)

Komentarze

  1. No tak, zgadzam się, pomarudziłaś ale masz do tego prawo.
    Pogoda u mnie nawet całkiem fajna więc póki co lecę pobiegać!
    Pozdrawiam Anno, miłej majówki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pobiegać? Naprawdę będziesz biegać? Ja na to stanowczo za leniwa jestem... może poczytam:):)

      Usuń
    2. Bieganie to "parę kroczków" na siłownię na powietrzu, ćwiczę od 30 do 45 min i znów "parę kroczków" w szybkim tempie.

      Usuń
    3. No super... ja leżę sobie tylko i pachnę:)

      Usuń
    4. Też dobrze,kiedyś trzeba poleżeć...

      Usuń
  2. Tak się właśnie zastanawiałam, kiedy będzie stosik. ;) Trzymałam ostatnio w rękach książki K. Bondy, bo jakoś tak ostatnio popularna się zrobiła, ale no mnie nie urzekają polscy autorzy, a przynajmniej bardzo rzadko, dlatego też nie kupiłam żadnej jej książki. To chyba były nawet te tytuły, które podałaś, ale nie jestem pewna. Czasem pomarudzić też trzeba. ;) Dobrej majówki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jak ktoś czyta jedną książkę na miesiąc czy dwa, to to jest w porządku - ale mnie zrobiło się tych jej pomysłów na urozmaicenie akcji za dużo po prostu. Jak chcesz coś kupić to naprawdę lepiej Shantaram. Przynajmniej nie stracona kasa:)

      Usuń
  3. O książkach Bondy mówią różnie, jedni zachwyceni, inni wręcz przeciwnie. Nie czytałam jeszcze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam totalnie mieszane uczucia - nie w tym rzecz, że coś z Bonda nie tak - tylko za dużo u niej wszystkiego. Albo może powinna przestać pisac kryminały, a zacząc głębokie wielkie powieści - wtedy ten nadmiar będzie uzasadniony. Tylko Tołstoj to ona nie jest...

      Usuń
  4. Książka Marjona Jamesa i "Shantaram" - mam identyczne odczucia jak Ty... I moja historia historia z tymi książkami także jest podobna... "Lampiony" zaczęłam, ale już po kilku stronach niestety się zniechęciłam i odłożyłam na kiedy indziej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli może to tak jest... Może z tym Marlonem Jamesem to za duży szok kulturowy albo co? A Lampiony to jest trzecia częśc sagi o Saszy Załuskiej, więc jak nie czytałaś wczesniejszych tomów, to już w ogóle chyba się nie da ogarnąc o co chodzi.

      Usuń
  5. Ja pani Bondy tez nie trawię, tez uważam, że nudzi. Czytałam chyba 3 książki z Mayerem i 2 pierwsze z Załuską. I więcej nie zamierzam. Widziałam Bondę u Kuby Wojewódzkiego. Lubi być gwiazdą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trawię to za dużo powiedziane, bo określa jakiś stosunek. A jak dla mnie jest żadna, w sensie bez wyrazu. O tym gwiazdorzeniu tez gdzieś czytałam - niech sobie gwiazdorzy, tylko niech może lepiej przy tym gwiazdorzeniu przemyśli czy wszystko ok. Tyle, że ma wielką sprzedawalność... czyli ludziom sie podoba pewnie, a ja - i Ty - marudzimy:):):)

      Usuń
  6. Po wielu zachwytać zaczęłam czytać Mroza. Pierwsza pozycja "Wotum nieufności" (W kręgach władzy I) nawet mnie wciągnęła. Widze nawiązania do "Hause of Cards" i żywcem do rodzimej polityki. Ale czytam bez achów lecz z przyjemnością. Dużo jak słyszę przede mną. Ale Turkusowe szale odrzucam. Bondy znam tylko "Pochłaniacz", o którym pisałaś. I też mnie wciągnąła więc pożyczyłam od przyjaciółki - fanki autorki- kilka tytułów. Czekają, potem wyrobię sobie zdanie.Pozostałych pozycji nie znam, ale mam wiele do nadrobienia, więc pewnie i po nie kiedyś sięgnę. Miłego leniuchowania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym zaczęła czytać Mroza od Turkusowych szali, nigdy bym go ani nie polubiła, ani nie polecała. Napisałam o tej pozycji, bo przyjęłam dla siebie zasadę, że piszę o tym, co czytałam w danym miesiącu, a nie tylko o książkach wybranych. Wotum nieufności podobnie jak Ty - ochów brak, ale przyjemnie się czyta, i te HoC też tam widzę. Najbardziej u Mroza lubię serię z Joanną Chyłką - bawi mnie ( na ile może ), i kręci, i polecam. Bondę już oplotkowałam...

      Usuń
  7. 'Shantaram' dostałam na Gwiazdkę ;) - pierwsze podejście było niepomyślne, powróciłam po miesiącu - po przebrnięciu przez raczej mało zachęcający początek - zachwyciłam się bezwzględnie. hahaha Zdaje się, że oprócz podejścia do "Dużo i tanio' mamy też inne podobne gusta ;) :) :) . Pozdrawiam - buziaki - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz bardziej te podobieństwa wychodzą, ale ja nie umiem szyć :):):). A Cień góry czytałaś? Ja sobie tę przyjemnośc zostawiłam na maj, sama teraz jestem ciekawa...

      Usuń
    2. dostałam na Zajączka hahaha jeszcze nie czytałam :) ;) :D

      Usuń
  8. Stosik przeglądnęłam, do opisywanych przez Ciebie autorów jeszcze nie dotarłam. Albo mi będzie z nimi po drodze, albo i nie ........ A na mojej półce stoi kolejka innych autorów.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie trochę stoi, a trochę czekam na kilka zapowiedzianych na maj nowości. A może wrócę do czegoś starego...

      Usuń
  9. Mam te dwie książki Bondy i muszę się do nich zabrać. Dużo czytam, ale zawsze wpadnie mi w ręce coś, co wolę od kryminałów i ta schodzi na dalszy plan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie trochę więcej niż kryminały, czasem mam wrażenie, że pani Bonda nie wie, co włąsciwie chciałby pisać. A, to jest II i III tom serii, pierwszy jest Pochłaniacz.

      Usuń
  10. Ostatnio miałam już w rękach "Tylko martwi nie kłamią", ale jednak nie kupiłam. Stosik książek nieprzeczytanych i tak jest już imponujący... A w stosiku m.in. Mróz. W ogóle Mróz i Bonda to ostatnio bardzo głośne nazwiska, jeśli chodzi o polskie tytuły ;)
    Za to siostra wkręciła mnie w taką jedną przygodówkę dla nastolatków - jeden, góra dwa wieczory i kolejny tom za mną, dlatego kwietniowy stosik byłby pokaźny :p ale książki były z biblioteki. Aż mnie to zdziwiło, bo raczej omijam taką literaturę. Tyle że moja siostra jest osobą raczej nieczytającą, więc jeśli ona się dała wciągnąć w historię to nie mogłam nie przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko martwi nie kłamią nawet jakoś mi podeszło, ale może dlatego, że akcja rozgrywa się na dobrze mi znanych terenach, i to ta częśc tej ksiażki mnie zainteresowała, związana z historią regionu.
      A co to za przygodówka? Może podrzucę znajomym młodym?

      Usuń
  11. Uff.... A już myślałam, że coś ze mną nie tak. Ani rusz nie mogłam przebrnąć przez Bondę, a tak się składa, że słyszałam o jej książkach wiele pozytywnych opinii. Tymczasem zgadzam się z wszystkimi powyższymi wypowiedziami na temat jej , hmm, twórczości. Nawet na temat "gwiazdorzenia" - czytałam jakieś wywiady z nią, he, he... Napisałaś, że "podobno pani Bonda uczy pisać książki" Wydaje mi się, że uczyć to ona sobie może ... (kogo? grafomanów???, bo jednak nie sądzę, że polskie autorki czerpią z Bondy jak ze źródła wiedzy wszelakiej :) ). I bardzo pięknie Cię proszę - nie wyrzekaj się tak do końca polskich autorek. Myślę, że chyba nie znalazłaś nic ciekawego, skoro piszesz, że wszystko, na co trafiłaś, było beznadziejne. No cóż, wiem, że bardzo wiele wydawanych obecnie książek polskich autorów to tzw. czytadła. Ale niektóre są całkiem, całkiem. Jedna z moich przyjaciółek twierdzi, że programowo nie czyta niepolskich współczesnych autorów (ma na ten temat całkiem logiczną i przekonującą teorię)- no i też jej mówię, żeby spróbowała :)... Jeśli chodzi o te polskie autorki, to nie chcę niczego sugerować, bo każdy ma jakieś swoje preferencje i gusty czytelnicze, ale jestem pewna, że możesz odkryć coś bardzo ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzisz, Bondę mamy z głowy. Chociaz, pewnie z kronikarskiego obowiązku, poczytam jeszcze czwartą częśc o Saszy ( jak będzie wydana i w promocji), oraz pierwszą o Hubercie Meyerze, bo nie czytałam.
      A co do polskich autorów - faceci tak - taki Twardoch, Dehnel, Myśliwski, Żulczyk, Huelle, nawet Mróz, chociaż to inna liga. A panie? Grochola? Błe. Szwaja? Błe. Kalicińska? Błe. Ale, ale... nakłamałabym, bo jest kilka pań - mistrzyń. Tokarczuk, Dunin, Chutnik... I na przykład Masłowska, której nijak nie rozumiem. Tylko tego się nie da czytać do poduszki... I jest taka autorka, kompletnie nie moje klimaty, ale wiele znajomych się zachwyca. Takie coś głęboko historyczne, nie wiem czy dobrze napiszę - Cherezińska?
      Ja się na literaturę bardzo wysokich lotów nie nastawiam, za cienka jestem, ale lubię zdania złożone i ciekawą historię.

      Usuń
    2. Podziwiam Cię za ten "kronikarski obowiązek" :) Moja Bonda stoi na półce i pewnie tam już zostanie :) Na Grocholę zareagowałam jak na Bondę,chociaż to inksza inkszość. Szwaja jest bardzo "nierówna", moim zdaniem - jedne rzeczy da się czytać (z zainteresowaniem, do poduszki), innych nie. Podobnie odbieram Kalicińską. Chutnik doceniam, ale nie przepadam... na Masłowską reaguję podobnie jak Ty. Podziwiam Olgę Tokarczuk!!! :)Poczekaj, poczekaj, jeszcze znajdziemy jakieś polskie perełki :)A "literatura wysokich lotów" to moim zdaniem po prostu dobra literatura, taka "do poduszki" też....

      Usuń
    3. Z tym kronikarskim obowiązkiem to oczywiście żart:):):), tyle, że jak będą czwarty, jeszcze chyba nie napisany tom dawać w promocji, to sie pewnie skusze z ciekawości - co wymyśliła ta Bonda tym razem...

      Usuń
  12. stosik imponujący zwłaszcza, że są to spore pozycje ;) Shantaram rewelacja, pewnie ją przeczytam za jakiś czas jeszcze raz ;) "cień góry" podobno nie jest już taki dobry, mam, ale jakoś trudno mi sie do niej zabrać po takich recenzjach ;)Poczekam na Twoją, może zachęcisz? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mi teraz zabiłas klina, i nie wiem, kiedy Cień góry wezmę w rękę, chociaz lezy i czeka. Ja mam z kontynuacjami pewien problem - bo z jednej strony człowiek chce dalej pozostać z bohaterami, a z drugiej...hm.... może czasem lepiej coś zamknąć i nie ciągnąc na siłę. Najlepiej wtedy uśmiercić bohatera....

      Usuń
    2. I jeszcze z innej bajki - wiele razy chciałam u Ciebie coś napisać, ale nie potrafię tam dodac komentarza :(.

      Usuń
  13. Witaj!

    Autorzy nie z mojej bajki za bardzo, ale na pewno ważne jest to jak się czyta. :)

    Ja najbardziej lubię zakupy książek i płyt. I na poważnie na te dwie kategorie mógłbym wydać poważne kwoty. Aż sam się czasem boję jak duże. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na płyty tyle nie wydaję, kiedyś majątek wydawałm na filmy na dvd.Od czasu, gdy niemal wszystko jest na VOD, filmów kupuję mniej, i raczej na blueray. A książki...cóż, wydam każdą kasę. Co do autorów - zajrzyj do poprzednich stosików, może coś znajdziesz dla siebie. Jaki typ literatury lubisz?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…