Przejdź do głównej zawartości

Wśród lodowców

Ponieważ w końcu zrobiło się ciepło, to z czystym sumieniem wrzucę parę fotek sprzed kilku lat, fotek zdolnych oziębić najgorętsze lato:):). Bo ja lubię takie klimaty, też.
O Islandii już pisałam w poście o gejzerach i o wodospadach, dziś przyszła pora na lodowce. Żeby za bardzo nie zamrozić wszystkich w okolicy, wybrałam tylko te, wśród których pływałam  - można bowiem wybrać się do laguny lodowcowej JÖKULSÁRLÓN – jeziora z górami lodowymi. Tam wsiada się na strasznie fajne amfibie, i można się poczuć jak w jakimś filmie - na tym jeziorze nakręcono niektóre sceny do Tomb Raider oraz do jednego z Bondów - Śmierć nadchodzi jutro. 

Zresztą - co ja tam będę się rozpisywać, popatrzcie:


jeszcze taka uwaga co do jakości zdjęć - w Islandii o słońce dosyć trudno, raczej stale jest zachmurzone niebo, pada lub przynajmniej siąpi, i mocno wieje. W dodatku w owym czasie, że tak mitologicznie do tego podejdę, pstrykałam moją starą małpką, która juz poległa na placu boju, a zdjęcia robiła takie sobie.


Na poniższym zdjęciu proszę, zwróćcie uwagę na kolor lodu - już przy okazji postu o szwedzkim lodowym hotelu o tym wspominałam, w takiej masie widać, że lód nie jest biały czy przezroczysty, on jest niebieski.


Tu niżej tez można zaobserwować coś interesującego - to jest Islandia, kraina wulkanów. Co jakiś czas któryś sobie wybucha, a osady z tego wybuchu można obserwować właśnie w lodowcach - to te ciemne pasy. Są zwykle poziome, rzecz jasna, ale góra lodowa to coś, co się od lodowca oderwało i mogło się przewrócić:



Znowu piękny, niebieski lód... fajnie było podpływać tak blisko, jak się dało, i obserwować jak tam stale coś się dzieje - mimo niskiej temperatury  ( ale przecież powyżej zera) ten lód stale się topi, coś się odrywa, płyną tam maleńkie strumyczki i całkiem spore wodopspady...






Tu już takie oderwane, mniejsze lodowe góry, a właściwie góreczki:) - maja niezwykłe kształty, no i trzeba pamiętać, że nad wodą jest tego 10%, pozostałe 90% jest dla nas niewidoczne, stad przecież powiedzenie o czubku góry lodowej:





I na zakończenie okazja, by polizać sobie wodę z lodowca, która ma setki, a może i tysiąc lat... taki malutki kawałek jest oczywiście przezroczysty i nie widać tego cudownego błękitu. Co do smaku - ot, jak woda...


Chciałbym jeszcze kiedyś wybrać się na taki lądowy lodowiec, na trekking taki bardzo porządny. Ale to już chyba w następnym życiu:).

Komentarze

  1. hahaha przewrotność ludzka nie ma granic hahahaha:))))) Dosłownie 5 minut ciepełka, a tu już lodowiec dla ochłody hahahah . Rewelacyjne zdjęcia !!!! Czytając, miałam wrażenie, że tam jestem :)))) Pozdrawiam - mimo wszystko słonecznie ciepło :P - buziaczki - Margot :))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, jaka przewrotność....ot, lepiej się zabezpieczyć i być w razie czego przygotowaną:):), jak przywali upałem to zrobisz sobie hyc hyc na mojego bloga i się ochłodzisz:). Tak dla informacji 0te zdjęcia były robione w sierpniu, w Polsce było wtedy coś około 28 stopni.

      Usuń
  2. Niesamowite widoki. Również dzięki niezdjęciowej pogodzie. Bo niby czarno-białe, a jednak kolorowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cała Islanda jest taka niesamowita, dzika i surowa. Masz rację, czasem zła pogoda może być atutem przy robieniu zdjęć, daje zupełnie inne światło - jakoś na to nie zwróciłam wtedy uwagi :)

      Usuń
  3. W życiu nie widziałam tak błękitnego lodu, a ten od wybuchów wygląda jak lodowy marmur...
    Skoro w tej Islandii tak pochmurno i lodowo, to raczej nie dla mnie. W tych zimnych i lodowych rejonach to ludzie chyba ciągle chandrę mają? Podobnie jak w Skandynawii, mroczne klimaty i mroczne kryminały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No woda en masse też jest błękitna, a nawet granatowa, to i lód taki jest. Ten brudny z bliska nie wygląda tak ładnie, ale ciekawie i owszem. Co do klimatu - tak, sporo tam depresji i takich tam, ale tez mają różne niezwykłe hobby, żeby zając sobie czas bez słońca, z ciągłą nocą i zimnem. Może napisze o takiej jednej, co zbierała kamienie....

      Usuń
  4. Brrrrrr.. ładnie, ale już mi zimno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki był plan, wyziębić od patrzenia:)

      Usuń
    2. Oj, Jaja, jak można być taka niedogrzaną?! Lód jest cudowny!

      Usuń
  5. Dziwna okolica muszę powiedzieć. Taka jak z innego wymiaru czy coś. Ale i ciekawa jednocześnie.

    No z tym kleszczem to może być problem, bo chyba go nie ma po wyjęciu już. Cóż to najwyżej Staruszek się zbada za czas jakiś.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to jak inny świat. A co do kleszcza, to tak sądziłam, że już go nie macie - to tak na przyszłośc - zachowac, i wysłać, normalnie w woreczku w kopercie,do przebadania. Wtedy przynajmniej wiadomo, czy przenosił choroby, czy nie.

      Usuń
  6. Oryginalny klimat to i zdjęcia oryginalne, ale tak na żywo tam pływać to musiało dopiero robić wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tym bardziej że pływaliśmy amfibiami = po lądzie jechały, bo wodzie płynęły, jak Pan Samochodzik:). No i nie wolno podpływać zbyt blisko, ze względów bezpieczeństwa

      Usuń
  7. Dobrze, że czytam to dziś ;) Wczoraj u nas cały dzień kropiło i było tak ciemno, jak na zdjęciach, no i temperatura też islandzkiego lata - +12 st. brr. A dziś siedząc w cieple mogę podziwiać przedziwne widoki i marzyć o Islandii (tego lata Islandia nie zmieściła sie w planach, a nie bardzo chcę tam jechać w innej porze).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W innej nie ma sensu, bo będzie ciemno i zimno bardzo. A tak dzień długi i czasem nawet świeciło słońce, raz miałam nawet tylko krótkie rękawy:):):)

      Usuń
  8. Świetne zdjęcia, a że lód jest niebieski to nie wiedziałam.
    Polizać kawałek tak starego lodu to niezła frajda :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ten błękit iwdać dopiero w dużej masie, a gdzie my mamy taką ilośc lodu zobaczyć...

      Usuń
  9. Chłody ale piękny krajobraz. Teb błękit lodu jest niesamowity :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, i to, co uważałam za wadę dla zdjęć - pochmurna pogoda - chyba jeszcze ten błękit podkreśliło.

      Usuń
  10. Te zwały lodu są przerażające, ale muszę przyznać, że chciałabym je zobaczyć. Chyba też w następnym życiu. A zdjęcia bardzo udane - nie wiem, czy to za sprawą "małpki", czy umiejętności fotografki ale na każdym panuje specyficzny nastrój potęgowany przez chłodną kolorystykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to takie dramatyczne, prawda? Groźne, ale piękne. Co do moich umiejętności - może się sama sobie powinnam przyjrzec :):):), ale raczej sądze, że to uroda krajobrazu swoje robi. Wystarczy nie zespuć ujęcia.

      Usuń
  11. Witaj, Anno.

    Jak widać na załączonych obrazkach - lato pełną gębą;)
    Bardzo mi się podobają te błękity na tle ołowiu.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukałam tego określenia, jednak co poetka, to poetka. Błękity na ołowiu... piękne, dziękuję.I tak, to islandzkie lato:)

      Usuń
  12. Niesamowite te zdjęcia.
    Piękne pejzaże, ale okropnie ZIIIIIMNE!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zimne... to taki letni wyjazd, na który zabiera się czapke, szalik i rękawiczki. Mnie tam się bardzo podobało:)

      Usuń
  13. I ja pierwszy raz widzę śnieg i lód w kolorze blue. Zdjęcia piekne nostalgicznie, ogrom lodowca przerażający, bo spotkanie z taką górą oznacza dramat. Ale te zimne klimaty raczej nie dla mnie.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śnieg jest biały, to tylko lód jest błękitny. A te lodowce nie były jakies bardzo duże, tylko ja byłam dosyć blisko:)

      Usuń
  14. Aniu,piekny post zrobilas :) zdjecia pierwsza klasa a tekst z tych co przenosza w trakcie czytania w miejsca ,o ktorych sie czyta :)bardzo mi sie podoba :) ale juz wracajmy do lata :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :), dzięki. A to jest lato...islandzkie lato:). Niedługi wyjeżdżam w nieco cieplejsze rejony, może tam tez będzie coś ciekawego do pokazania:)

      Usuń
  15. Oooo,jak bossssko! To są BARDZO moje klimaty, bo mnie już się robi u nas za gorąco... Jestem zimnolubnym zimorodkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to witam w klubie:), najlepiej wypoczywa się w chłodzie:):)

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak. Mnie już, odkąd zrobiło się ZA ciepło, się zaczynają ciągi bólu głowy. Przypadek? Nie sadzę :)

      Usuń
    3. W takim razie, może powinnam wprowadzić dodatkową etykietę na wszystkie "zimne" blogowe wpisy - jakby co, przyjdziesz się ochłodzić:), będzie łatwiej szukać

      Usuń
  16. W czasie upałów marze by temperatura spadła do przyzwoitej, strawnej do życia, czyli do +21 w cieniu, ale nigdy nie marzę wtedy o lodzie i wielkim chłodzie.
    Dla mnie okrągły rok mogłaby być taka sprzyjająca temperatura, bez ekstremy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli co, Madera? ewentualnie Wyspy Zielonego Przylądka? Tam mniej więcej tak jest cały rok...

      Usuń
  17. Islandia to jedno z miejsc na naszej pięknej Ziemi, które chciałabym kiedyś odwiedzić. Ale nie tylko ze względu piękno tego miejsca. Dorzucę coś ze swego podwórka. Na Islandii mieszkają sobie konie. To kuce islandzkie, tzw. islandery. Są to śliczne koniki, wcale nie wyglądają, jak kucyki w potocznym rozumieniu tego słowa. To po prostu małe konie. Dlaczego o nich piszę? Bo ze względu na położenie Islandii, od wieków żyły sobie w całkowitej izolacji od wszelkich innych koni na świecie. Dlatego, gdyby ktoś chciał wybrać się na konny rajd po Islandii, musiałby się liczyć z tym, że nie może wwieźć tam nic, co stykało się z końmi spoza Islandii - żadnej odzieży, żadnych butów jeździeckich, żadnych akcesoriów związanych z jeździectwem... To dlatego, żeby nie zawlec na Islandię jakichś "małych żyjątek", na które są uodpornione pozostałe konie na świecie, a które mogłyby islanderom zaszkodzić. Czyli - chcesz wybrać się na konną przejażdżkę po Islandii (która może być fascynująca - widziałam zdjęcia, konie docierają w miejsca niedostępne dla samochodów czy pieszych :) )musisz zaopatrzyzć się na miejscu we wszystko, co do konnej przejażdżki niezbędne :). No i jeszcze jedna rzecz. Jazda na tych konikach dostarcza nie tylko frajdy, cudnych widoków i przeżyć estetycznych. One poruszają się zupełnie inaczej, niż inne konie na świecie. To tzw. inochód. Bo konie zazwyczaj poruszają się stępem, kłusem lub galopem (ewentualnie bardzo szybkim galopem, czyli cwałują). Te rodzaje końskich chodów zależą od sposobu stawiania nóg, co tam będę pisać, nieważne. A inochód to jeszcze jeden sposób stawiania nóg :) Bardzo wygodny dla jeźdźca - siedzi się jak na kanapie :), tylko zupełnie inaczej trzeba konia "prowadzić", co tam będę pisać. Islandery poruszają się oczywiście i stępem, i kłusują, i galopują, ale maja ten swój dodatkowy sposób poruszania się...Ale niekoniecznie trzeba jechać na Islandię, żeby to sprawdzić. Ładnych parę lat temu sprowadzono do Polski 5 takich koników. Miałam okazję na nich jeździć :) :) :) i wypróbować ten inochód :)... ależ mam piękne wspomnienia z tym związane :)Teraz jest tych koników w Polsce więcej (chyba)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No były tam koniki...i gdzies mam zdjęcie z nimi, ale znasz mój stosunek do koni:):):). A że to bardzo ciekawe, co napisałaś, to już zupełnie inna sprawa

      Usuń
    2. Ha! Wiem, jaki jest Twój stosunek do koni. Ale - wg A. - masz zdolności rozanielania naszych... :) :) :)

      Usuń
  18. Przepięknie jest na Islandii. Bardzo chciałabym tam pojechać, bo plenerów fotograficznych mnóstwo. Zachwyciłam się Twoimi lodowymi zdjęciami. Ciekawe czemu ten lód ma taki niebieski kolor? Wiesz może Anno?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie lód , jako taki, jest niebieski, to nie jest wyjątkowa sytuacja tylko norma. Tyle, że u nas wlaściwie nigdy nie mamy okazji oglądać lodu w takiej ilości, a na małej ilości tego nie widać. To jak woda - w szklance jest bez koloru, w masie, czyli wystarczy rzeka, jezioro, czy ocean - już taka bez koloru nie jest przecież:).
      A plenerów tam rzeczywiście mnóstwo, tylko nie zawsze pogoda dla zdjęć łaskawa.

      Usuń
  19. Aniu jakie piękne zdjęcia, co za wycieczka, a u mnie tak ciepło i te zdjęcia. Dziękuję za możliwość zobaczenie, buziole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez proszę:), u mnie tez dziś bardzo gorąco:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …