Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2017

Wyspa Cesarii

Zawsze wychodzę z założenia, że każdy powinien robić to, co lubi, przynajmniej na urlopie:). Ja nie lubię piasku, więc plażą i wylegiwanie się na niej nie dla mnie, podobnie leżenie nad basenem - wprawdzie lubię pływać, ale to nie o to chodzi. Nie przepadam też za zwiedzaniem zabytków i muzeów - owszem, chętnie rzucę okiem, wejdę, pozwracam uwagę, ale dwudziesty czwarty kościół i siedemnasty balkon z ozdobą... ot, wolę w tym zakresie umiar. Co więc robię na urlopie? Po pierwsze na pewno się przemieszczam, więcej niż dwie noce w tym samym miejscu to już za dużo, a po drugie to przemieszczanie ma cel - poszukuję celów przyrodniczo-krajoznawczych.

Tym razem padło na Cabo Verde, czyli Wyspy Zielonego Przylądka. To właściwie Afryka, ale jednak nieco odmienna od kontynentalnej. Wyspy z natury rzeczy - a cały archipelag liczy ich dziesięć - były niezamieszkałe, na większości nie ma źródeł wody, szata roślinna uboga - za to ich położenie, na zachód od afrykańskiego Zielonego Przylądka, po dro…

Koralikowe mankiety

Jak chyba większość kobiet ( zresztą mężczyzn też), mam białą koszulę. Koszula jak koszula, biała, długi rękaw, kołnierzyk... nic jej specjalnie nie wyróżnia. No to postanowiłam jednak o takie wyróżnienie sama zadbać, i uczynić moją białą koszulę bardziej glamour.  Jakiś czas temu pisałam o tym, że odziedziczyłam nieco koralików Toho i uczyłam się na nich ściegu peyote. W zestawie było sporo koralików białych i całkiem przezroczystych, różnego rodzaju - matowych, perłowych,  opalizujących, ze srebrzystym wnętrzem... to ma chyba swoje nazwy, ale ja w tym póki co zbyt biegła nie jestem.  W każdym razie wymyśliłam, że moja biała koszula stanie się ciekawsza, jeśli dołożę jej ciekawe mankiety. I zrobiłam takie coś:



Potem to coś zdublowałam, i jak już miałam dwa, to wyszło mniej więcej tak:



Nie jest to jeszcze całkiem gotowe,  muszę wykończyć, przyszyć i takie tam, ale mnie korciło, żeby Wam pokazać i poddać ocenie - czy istotnie taki mankiet czyni koszulę mniej banalną?

Suplement do pasków i kilka letnich dodatków

Wczoraj, w urocze niedzielne przedpołudnie, siedzę sobie z kawą i coś dłubię  w komputerze. Nic ważnego, taki totalny luz... czasem przychodzi nowa poczta, przeważnie spam, jak to w niedzielę, albo reklamy. Jako, że kiedyś przez to, że zajrzałam do reklamy, zdobyłam super -pracę, to i teraz nie wszystko wyrzucam. I przyszła reklama z jednego sklepu o krótkich spodenkach. Właściwie nie interesują mnie chwilowo krótkie spodenki, po pierwsze mało w takich chodzę, po drugie właśnie niedawno nabyłam, po trzecie... ale zajrzałam. I czym prędzej namówiłam męża, by przy okazji wypadu na obiad wpaść też do takiej jednej galerii handlowej... bo wpadłam w zachwyt i natychmiast musiałam to mieć:). Co takiego? No paski, a jakże, tyle,że tym razem pionowe. Mąż uznał moje racje, bo przecież lato i urlop, i "skoro ci się podoba, kochanie, to sobie kup". No to nabyłam....

Owo "coś" to taki letni niby-garnitur - luźne krótkie spodenki i koszulo-marynarka, bez guzików, za to z podwin…

Anna, nie Ania :)

Kto nie kochał Ani z zielonego Wzgórza... ale nie o tym będzie, i nie o tym, że podobno nowa wersja serialu, pod tytułem "Ania, nie Anna" jest podobno doskonała, chociaż zupełnie inna od najbardziej chyba znanej wersji z Megan Follows... bardziej mroczna i przez to bardziej prawdziwa - sierota w tamtych czasach nie miała lekko...

Będzie o tym, kim chcę być tutaj, na blogu. Anną, nie Anią. To imię to mój wybór, i chociaż nic a nic nie obrażam się za Anię, to mam wielką prośbę do wszystkich Was, tu zaglądających  - jestem ANNA, a nie Ania.  Ktoś powie, że to przecież to samo - nie, różnica jest ogromna, głównie mentalna, i już dojrzałam , by Was o to poprosić. Co innego w świecie realnym, ale tutaj każde z nas wybiera, kim chce być, i tak się przedstawia, lub tak się kreuje.

I mam jeszcze jedną, ogromną prośbę - proszę, napiszcie w komentarzach, jaką formę Waszego nicku  lub imienia preferujecie? Ja zwykle staram się używać tego nicku, który pojawia się w tytule bloga, albo w …

Wariacje na temat stylu marynarskiego

Styl marynarski? No najlepiej szerokie białe spodnie, koszulka w biało-granatowe paski i czerwone dodatki. Fajnie, tylko jest jeden problem - Melindzie nie da się ubrać spodni... I jest drugi problem - mimo, że takowe posiadam, nawet kilka sztuk - nie jestem coś ostatnio miłośniczką białych spodni, w sumie to nawet nie wiem dlaczego.
Wybrałam więc z szafy kilka ciuchów w paski, w bieli i granacie, okrasiłam kropelką czerwonego i voila:).

Ta sukienka  to moje ostatnie , kompletnie przypadkowe odkrycie - jest dziecięca, nie damska, i kupiona za jakieś niecałe 30 złotych. Czysta żywa bawełna, leciutka i całkiem urocza:


I kolejna sukienka, tu stosownym dodatkiem wydało mi się cokolwiek czerwonego:



Ten komplet to już na pewno wariacja, a nie typowo marynarski styl - długa, wąska spódnica i  top, z cieniutkiej dzianinki, świetnie się sprawdza na wieczorne urlopowe wyjścia, stąd tez pomysł dołożenia naprawdę dużego naszyjnika, jednak utrzymanego w luźnym stylu:


Tu postanowiłam zaszaleć - pas…

Stosik majowy i... nowy cykl?

Maj  w końcu zrobił się ciepły, i czas, który poświęcałam na czytanie stał się czasem, gdy po prostu podziwiam mój piękny ogród i, który daję roślinom. W efekcie mało przeczytałam...., w dodatku żadna z lektur mnie nie porwała. No to proszę:


Tak, tak,jest Mróz,ale to jakiś taki łabędzi śpiew - już w poprzednim miesiącu byłam krytycznie nastawiona, i coraz bardziej jestem...ale po kolei.

1. Andrzej Kapłanek - Śląskie mecyje. ta książka przywędrowała do nas jakiś czas temu, mąż dostał w prezencie. Przyszedł na nią czas, ale nie zachwyciła mnie, chociaż pierwsza część jest warta przeczytania, potem było już tylko słabiej. Historia pewnego Ślązaka, zaczyna się lekko przed II wojną, i do czasu, gdy bohater wybiera się na studia, snuje się nawet lekko i ciekawie. Potem  - a może ja miałam gorszy czas - potem jest nudno i przewidywalnie. Dla zainteresowanych Śląskiem i gwarą, i skomplikowanymi tutejszymi historiami.

2. Emily Giffin - Coś pożyczonego. Książka, o której już pisałam, bo czasem …