Przejdź do głównej zawartości

Anna, nie Ania :)

Kto nie kochał Ani z zielonego Wzgórza... ale nie o tym będzie, i nie o tym, że podobno nowa wersja serialu, pod tytułem "Ania, nie Anna" jest podobno doskonała, chociaż zupełnie inna od najbardziej chyba znanej wersji z Megan Follows... bardziej mroczna i przez to bardziej prawdziwa - sierota w tamtych czasach nie miała lekko...

Będzie o tym, kim chcę być tutaj, na blogu. Anną, nie Anią. To imię to mój wybór, i chociaż nic a nic nie obrażam się za Anię, to mam wielką prośbę do wszystkich Was, tu zaglądających  - jestem ANNA, a nie Ania.  Ktoś powie, że to przecież to samo - nie, różnica jest ogromna, głównie mentalna, i już dojrzałam , by Was o to poprosić. Co innego w świecie realnym, ale tutaj każde z nas wybiera, kim chce być, i tak się przedstawia, lub tak się kreuje.

I mam jeszcze jedną, ogromną prośbę - proszę, napiszcie w komentarzach, jaką formę Waszego nicku  lub imienia preferujecie? Ja zwykle staram się używać tego nicku, który pojawia się w tytule bloga, albo w podpisie, przyznam jednak, że różnie bywa. Najtrudniej, gdy część komentujących, podejrzewam że są to osoby utrzymujące kontakt na priv, albo wręcz się znające, używają imienia, a reszta osób nicka.

A może się czepiam i to nie ma żadnego znaczenia?

Komentarze

  1. Anno zatem, postaram się zastosować do prośby, choć przyznaję, że czasem miewamy tendencje do zdrabniania, zwłaszcza gdy ktoś ma doła lub problemy...
    U mnie część używa Nicka, część prawdziwego imienia i nie robi mi to różnicy...tym bardziej, że ujawniłam prawdziwe imię w zakładce o mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A do mnie Anno pisz jak Ci wygodnie i jak chcesz ;-)jest mi to zupełnie obojętne.
    Prośbę Twoją spełniam i zapamiętam! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, a Twoje imię ma mnóstwo wersji...

      Usuń
  3. Anna! Tak Anno! To piękne imię.
    Ciągle boję się, że mnie znajdą wśród blogów toksyczni! Ale już dojrzewam, by podpisywać się nie tylko B.
    Pozdrawiam Cię Anno serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wiele miejsc, gdzie podpisuję sie tylko pierwszą literą imienia:)

      Usuń
  4. Nie lubię zdrabniać imion, żadnych, cudzych ani własnego. Skoro podpisuję się notaria, to ma być notaria. Nawet jeśli kilka osób zna moje prawdziwe imię, prosiłam, aby na blogu zwracały się do mnie nickiem. Po imieniu jestem w realu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam identyczny pogląd, notario:)

      Usuń
    2. I ja się do tego przyłączam. Po to są własnie nicki i wkurza mnie, gdy ktoś bez pytania publicznie wali po imieniu osobie, która nie musi sobie tego życzyć.

      Usuń
    3. Dlatego byłam nieco zdziwiona, gdy zaczęto się zwracac do mnie per Ania. Najpierw chciałam krzyczec tak od razu. Potem się zreflektowałam, i przyjęłam, że to z sympatii, i sądzę, że tak właśnie to było. Teraz jednak uznałam, że własnie dlatego, że bardzo cenię i szanuję moich czytelników - a głównie są to czytelniczki - to wyjasnię, ile to dla mnie znaczy.

      Usuń
  5. Yyyyy... Używam Frau Be, a podpisuję się Frau Be. Preferuję Frau Be :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś mi Ania do Ciebie nie pasuje :)
    Trochę żałuję, że na blogu używam imienia. Tylko w przedszkolu miałam imienniczkę, później długo byłam pojedyncza. Dopiero niedawno okazało się, że jest nas więcej. A w blogosferze wręcz zatrzęsienie. Dla odróżnienia dodałam Ind.
    Chyba lubię to imię, poza wołaczem. Jak chcesz mnie zdenerwować to mów mi Ewo albo Ewciu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Ewa to jest teraz rzadko spotykane imię. Jeśli moja młodsza córka będzie miała córkę, to będzie własnie małą Ewunią:).

      Usuń
  7. Na mnie przez długi czas wołano pełnym imieniem, potem jako nastolatka dostałam zdrobnienia i różnie mnie różne osoby nazywają. Jest jedna wersja, która mnie drażni, ale zależy kto ją wypowiada. Chociaż nie, nie jedna, a dwie. Niektórym pozwalam, bo u nich mnie to nie razi. Na blogu posługuję się nieprawdziwymi inicjałami, tylko tymi w poprzedniego bloga, no i tyle. Anna lepiej brzmi niż Ania, jak dla mnie. Muszę w końcu obejrzeć ten serial Netflixa, ale mam też inne i jakoś trudno mi się za niego zabrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak juz obejrzysz, to podziel sie wrażeniami - bardzo jestem ciekawa.

      Usuń
  8. Ok Anno, choć żałuję, bo dla mnie Ania brzmi ciepło i słonecznie. Do mnie mów jak ci sie podoba, najmniej lubię zwrot: Iwono - bo to tak oficjalnie brzmi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, tak brzmi - ale po pierwsze Anna to mój wybór, a nie moje imię, a po drugie - Ania jest dziewczynką, a nie kobietą.

      Usuń
  9. Masz piękne imię,jak moja mama:)))ja mam na imię Renata:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Renato, też uważam to imię za piękne:), i takie ponadczasowe

      Usuń
  10. Wiesz, że tak naprawdę, to nigdy nie widziałam, ani nie czytałam "Ani z zielonego Wzgórza"? A co do imienia, jest mi obojętna, każda forma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się zaskoczyłam, jakoś uznałam, że kązda dziewczyna to zna:), i całkiem sporo chłopców.

      Usuń
    2. A to nie jest/była lektura szkolna? I jak można bez tego żyć?

      Usuń
    3. Bez wielu rzeczy można... a z lekturami przeciez różnie bywa:)

      Usuń
    4. "Ania..." nie zawsze była w "spisie lektur", a chyba nigdy w "obowiązkowych". No, chociaż głowy bym sobie uciąć nie dała... Ja też byłam zaskoczona, że nie wszyscy "Anię" czytali. Ale znam jedną bardzo miłą panią, która kiedyś uczyła "polskiego" w liceum. Wiem, że dużo czytała, czyta w dalszym ciągu, ale "Ani.." nigdy. Naprawdę.

      Usuń
    5. W moim pokoleniu, jako uczennicy, nie była lekturą. I wtedy znałam tylko jednego chłopaka, który to przeczytał - powiedział, że go nie porwało, ale chciał wiedzieć, o czym wszystkie dziewczyny bez przerwy rozmawiają:).

      Usuń
    6. Za moich czasów chyba też nie była. Ale moi synowie musieli czytać. Chociaż prawdopodobnie tylko opracowania

      Usuń
  11. Czytałam całą serię i uważam, że jest dobra, choć sama Ania mnie irytowała dogłębnie i choć przyczepiłabym się kilku rzeczy - nie literacko, rzecz jasna, to książka dla młodzieży z XIX wieku, ale ideologicznie. Natomiast o nowej wersji filmowej słyszałam negatywne opinie, że chwilami na siłę unowocześniona, niepotrzebne wstawki komediowe nie tam gdzie trzeba, zniszczona postać Mateusza... Ale to podobno. Z kolei dawną wersję filmową lubię, ale tylko pierwsze części, późniejsze już tak odbiegają od książki, że traci to sens.

    A teraz meritum: ja nienawidzę wołacza. I nie przepadam za Ewką, kojarzy mi się, a propos literatury, z jakimś trąceniem myszką a la Niziurski. Więc każdy ma swoje schizy :)

    A teraz prawdziwe meritum: czy możesz napisać coś do mnie na pv, bo chyba nie pamiętam dobrze Twojego maila... a po tym jak skasowałam tego na wp nie mam go zapisanego.

    Ps. Co do marynarskich - o to ostatnio rozważałam, ale uznałam, że skoro (wedle Twojej zasady) mogę przestać o tym myśleć, to nie kupię: http://answear.com/868754-answear-sukienka-cuba-libre.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się skojarzyło luźno bardzo z Anią, ideologią i takimi tam - znasz Kosmos dla dziewczynek? Jak nie , to znjdź na FB albo gdzieś indziej, może Cię zainteresuje, chociaz to już nie dla Ciebie, ale, ale...
      Moje pokolenie nie miało wielkiego wyboru, była Ania, Tajemniczy ogród, Mała ksiązniczka... na szczescie moja mama i moja jedna ciotka dużo czytały i szybko dostałam jako lekturę do poduszki, we wczesnej podstawówce, siostry Brónte, Lema, Szklarskiego ( wtedy to była lektura dla chłopców, a ja dzięki Szklarskiemu kocham geografię i podróże), i na przykład tez Krystynę, córke Lavransa. Wiem, dziwny zestaw, ale jak mi dali ksiazki ( mówimy o wieku 8-11 lat) to nie przeszkadzałam dorosłym milionem pytań.
      A sukienka istotnie, w porządku, ale myśleć stale nie trzeba. Za to w Mohito jest przecena i w końcu nabyłam taki różowy sweterek....

      Usuń
    2. Dzisiaj jest cała masa świetnych książek dla dzieci i młodzieży (no, masa gniotów też). No i świetnie. Ale uważam, że książki mojego dzieciństwa (te, które wymieniłaś + najpierw Brzechwa, KONOPNICKA (tak), Porazińska, Tuwim, potem Sienkiewicz, Verne, następnie różne serie książek dla młodzieży, myślę, że je wszystkie znasz)stanowiły jednak wybór całkiem spory!!! Chociaż pod koniec podstawówki dowiedziałam się od pani bibliotekarki, że w bibliotece szkolnej nie mam już czego szukać, bo nie ma tam książki, której bym nie czytała (oprócz podręczników metodycznych dla nauczycieli)...

      Usuń
    3. Sienkiewicz mnie nudził, Verne owszem, ale nie w nadmiarze, ciekawiły mnie te części Pana Samochodzika, gdzie było choć trochę o historii sztuki. Niziurski beznadziejny, Makuszyński przyjemny, ale to juz w moim dzieciństwie była ramotka, chociaz miła. Była taka autorka, chyba Ewa Nowacka, i Kosmohikanie, to było niezłe. I szybko odkryłam takie młodzieżówo-dziecięce sf, na przykład Broszkiewicza, szczególnie pamiętam Mój księżycowy pech. Pojawiła się wtedy - na początku lat siedemdziesiątych chyba - taka "biała seria" dla dzieci i młodziezy, do dziś mam te książki. A i tak wyciągałam rodzicom na przykład Wojnę i pokój...

      Usuń
    4. No i a propos "gniotów", które były, są i będą, nasunęły mi się takie wspomnienia: 1. Uczyłam polskiego. Zbliżał się koniec roku, więc dostałam kilka książek przeznaczonych na nagrody dla dzieci, żeby wpisać dedykacje. Swoim zwyczajem te książki, których nie znałam wcześniej, przeczytałam sobie w przerwach przy wypisywaniu świadectw. I byłam ich poziomem tak przerażona, że poszłam do księgarni i kupiłam inne książki na nagrody dla moich uczniów. Uznałam, że byłoby mi wstyd dać te książki, które szkole dostarczył przedstawiciel jakiegoś dziwnego wydawnictwa... Nie dość, że były to książki o niczym, to zawierały mnóstwo błędów, nawet pospolitych ortograficznych... Do dziś pamiętam szok po ich przeczytaniu. Wznowień pewnie nie ma... 2. Nie wiem, czy mam najlepiej wyrobiony gust literacki. Sądzę, że potrafię odróżnić dobrą literaturę od tej niższych lotów, delikatnie mówiąc. Ale wcale się nie wstydzę, że sięgając do bibliotek mojej cioci B.,cioci L. oraz mojej Mamy czytałam wszystko, jak leci. Nie jest mi też żal czasu straconego np. na powieść , którą znalazłam w czeluściach szafy na książki cioci B.o nieszczęśliwej kasztelance, której zła macocha kazała chodzić boso po śniegu (wstrząsające to było, tytułu ani autora nie pamiętam). Nie jest mi żal czasu, który poświęciłam na "Pamiętnik Wacławy" - nie jestem pewna autora, może Orzeszkowa?... Do tej książki chyba chciałabym jeszcze zajrzeć, jest absolutnie nieprawdopodobna, zwłaszcza imiona bohaterów. Boskie!!! Mam nadzieję, że ją ciocia jeszcze ma i zechce mi pożyczyć (dwa opasłe tomiska). No i zdradzę jeszcze moją wieeeelką tajemnicę. Nikomu się do tego nie przyznaję. Gdy mi jest strasznie źle lub jestem strasznie zmęczona, to idę sobie do mojej biblioteczki i sięgam po pierwszą z brzegu książkę Courths - Mahler (ładnych parę metrów tych książek, prawdziwych przedwojennych romansów, zostało po mojej Mamie...). Pomaga...

      Usuń
    5. Sienkiewicza czytywałam (w podstawówce) zaciekle. A w liceum zdarzył mi się taki czas, gdy z największą ochotą czytałam sobie.... Żeromskiego. Wszystko, jak leci :)

      Usuń
    6. Pamiętnik Wacławy jest na 100% dstęĻny, masz rację, boskie to było. Tego o nieszczęśliwej kasztelance bosej na śniegu chyba nie doświadczyłam, albo wyparłam:). Do C-M , a jak wiesz, moja mam też tego ma kilka metrów, jeszcze nie zajrzałam...Chociaż w dojazdowo-pociagowej przeszłości harlequiny się zdarzały.
      Co do nagrodowych gniotów-zgadzam się i robiłam to samo:).

      Usuń
    7. Żeromski, tak, byłam zafascynowana. Natomiast Sienkiewicz zaliczony z patriotycznego obowiązku.

      Usuń
    8. Ja harlequinów nie znałam (chociaż widywałam w kioskach) do momentu, gdy moja koleżanka - polonistka w trakcie jakiejś rozmowy o tym, co czytują dzieci, powiedziała "harlequin!!!" z taką mocą i goryczą, że postanowiłam sprawdzić, co ją tak bardzo wyprowadza z równowagi :) :) :)

      Usuń
  12. Całymi latami nie lubiłam swego imienia, niezależnie od tego czy mówił ktoś Anna czy też Ania, Anuśka itp. W pewnym okresie życia przestało mnie to imię denerwować i przeszkadzać. Podobno nasze imię ma wpływ na nasze życie, a dokładniej na cechy
    naszego charakteru. I chyba coś w tym jest - wszystkie Anny (jeśli otrzymały to imię po urodzeniu i jest ono stale używane) mają sporo wspólnych cech.Gdy chodziłam do podstawówki w klasie było nas sześć i właściwie przez wszystkie lata szkoły zawsze w każdej klasie były co najmniej trzy Anny.
    Co do Ani z Zielonego Wzgórza - kiedyś przeczytałam całość i starczy.
    Styl marynarski - co kilka lat wraca jak bumerang. Ogólnie biorąc ciągle coś w modzie powraca.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DLa mnie imię Anna zawsze było najpiękniejszym imieniem świata, stąd mój wybór. W klasie miałam ich sporo, i były Anie, Anki, Hanie...a jedna moja ciotka jest Andzia. A anabell to nie dośc, że Anna, to jeszcze piękna Anna...

      A że moda wraca, to własciwie wielkie szczęście. Kiedyś porządkując szafę, wyrzuciłam kilka sweterków. A w następnym sezonie były szczytem mody. Prawie mnie nie skręciło, bo wcześniej chyba z 10 lat lezały nie noszone.

      Usuń
  13. Wydaje mi się, że sprawa jest dość istotna. Są osoby piszące w Sieci, które chcą by pisać do nich po imieniu, inne wolą swój nick. Na pewno to element autokreacji, ale też może być chwytem służącym do zwrócenia uwagi na treści z bloga, a nie na osobę autora. Tak mi się wydaje przynajmniej.

    Do mnie możesz zwracać się moim nickiem, albo mym imieniem Piotr. :)

    A, czyli masz wyjazdy wpisane w swój zawód z tego wynika. No to zupełnie inna sytuacja to jest niż u mnie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba wolę Piotr, to bardzo spokojne, piękne i męskie imię:)

      Usuń
  14. Gratuluję asertywności! Czytałam Twój wpis, czytałam komentarze i zaczęłam się zastanawiać nad tymi wirtualnymi osobami, których stwarzamy dla samych siebie z samych siebie. Ale skupiając się na Tobie, mam wrażenie, jakbym w większości zwracała się do Ciebie bez imiennie, nawet nie wiem dlaczego? Ale Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem :) mam nadzieję, że nie zapomnę się kiedyś.
    A do mnie jak masz się zwracać? Ogólnie nie lubię swojego imienia, mam z nim duży problem od dawna a może od zawsze. Może dlatego, że moja mama go nie lubi i go nie chciała (dla niej miałam być Kasią) ale ojciec zapisał w USC to imię, bo jego matka powiedziała, że jak nie wpisze "Renata" to nie przyjedzie na chrzest... Głupota, niedojrzałość ludzka z którą ja muszę do końca żyć i jakoś sobie radzić. Mój tytuł bloga to tytuł bloga ale jak ktoś go używa, nie przeszkadza mi to. Jeśli nie będziesz zdrobniała mnie do "Renuś" "Reniusiu" to możesz mówić do mnie jak zechcesz :) Pozdrawiam.
    Renata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spojrzałam na to w kategoriach asertywności, ale tak, to własnie jest to. A z tym imieniem to istotnie, zostałas załatwiona - kiedyś taka reklama była... z babcią narzucającą imię wnuka, bo przeciez ona im spłaca kredyt:).

      Usuń
  15. Gdybyśmy się spotkały mówiła bym do Ciebie ANKA :) nie Hanka nie Anna - Anka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, mówiłabyś wtedy do mnie moim imieniem, a nie nickiem, tak sądzę. Na Ankę na pewno bym nawet nie zareagowała i zastanawiałabym sie, do kogo mówisz.

      Usuń
  16. Witaj, Anno.

    Zawsze staram się zwracać "po nicku"(bądź jego części), bo niby czemu miałabym pchać się ze swoją poufałością do kogoś, kto może sobie tego nie życzyć. Używam też Wołacza, naszego, polskiego, który przeważnie nie ma formy tożsamej z Mianownikiem:)

    U mnie wielu możliwości nie ma: "Leno", albo: "Lenko".
    A gdyby ktoś napisał "Leno Sadowska" to pewnie bym się uśmiechnęła:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. To Twój kawałek sieci i panują tu Twoje zasady. Dla mnie nie ma to większego znaczenia, a w realu cierpię katusze właśnie z powodu tego, że mojego imienia nie można sensownie zdrobnić, dlatego nikt z bliskich po imieniu do mnie nie mówi, po prostu nie pasuje :D wielka estyma, że to powiedziałaś, ludzie różnie reagują jak się im zwraca uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :). W realu lubię zdrobnienia, chociaż to zależy - a tutaj...tak, tutaj owa Anna decyduje:)

      Usuń
  18. Niech Ci będzie, Anno :) W końcu Ty TU rządzisz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... niby tak.... ale bez moich gości jestem nikim

      Usuń
  19. Postaram się zapamiętać, choć generalnie mam tendencję do zdrabniania imion.
    Dodam, że uwielbiam Twoje imię. Jest klasyczne, pięknie brzmi i kojarzy mi się z ciepłymi, dobrymi osobami. Nie spotkałam jeszcze Ani, której bym nie polubiła. Coś jest w tym imieniu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz dodam, że to mój wybór... a jest klasyczne, to prawda, i piękne... A zdrabnianie, przy dzieciakach, to chyba normalne:)

      Usuń
  20. Dobrze jest zakreślać swoje zasady, asertywność to rzecz cenna. Jeśli forma imienia drażni, trzeba to mocno wyartykułować. Postaram się zapamiętać. Gdyby czasem mi się nie udało, proszę z góry o przebaczenie. Gdy byłam dziewczątkiem, nie lubiłam zdrobnień, a z wiekiem zdrabniam, by lat ubyło.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa teoria, ta z ubywaniem lat od zdrobnień, może powinnam zostać Aniuniuniunią? Może miałabym wtedy znowu ze trzydzieści lat tylko...

      Usuń
  21. Dla mnie jesteś Anną, bo tak sobie zakodowałam właśnie z nazwy bloga :) I tak Cię właśnie kojarzę :) I sama nie lubię zdrobnienia mojego imienia, więc Cię rozumiem.
    A ja? Karo jest w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, będzie Karo, - bo chyba miałam zakodowane Królowa:)

      Usuń
  22. Masz rację - każdy sobie jakoś tworzy miejsce w sieci i ma jakieś wyobrażenie tego miejsca, włącznie z nickiem, czy imieniem - ponieważ nie lubię zdrobnień, więc mam nadzieję, że nie nazywałam Cię Anią - chociaż muszę przyznać, że w realu większość osób tak by chyba powiedziało - Pani Aniu, a nie Pani Anno. Buziaki - Margot ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie:). Ja dosyć często pracuję z ludźmi, z którymi mam dosyc krótki, ale intensywny kontakt. I zawsze zaczynam od pani Anno... co dalej, to się okazuje - niektórzy wręcz oczekują przejścia na Ty, a dla niektórych taki dystans jest niezbędny dla komfortu pracy.

      Usuń
  23. Witaj Anno. dobrze, że o tym napisałaś. Dla niektórych nie ma znaczenia, jak się do niego zwracają, dla innych już tak. I należy to uszanować. Jeżeli chodzi o mój blog - nie ma znaczenia, jak się do mnie ludzie zwracają - czy nick, czy imię (ujawniam je w zakładce o mnie). Nick służy aby odróżnić różne działalności w sieci i aby ludziom się nie myliło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, jak masz na imię, ale Hegemon pojawia sie w tytule Twojego bloga, i stałes sie nim dla mnie nim zajrzałam do owej zakładki. A gdy jeszcze opowiedziałeś, skąd ten nick się wziął...

      Usuń
  24. Ja chyba pisałam zawsze Anno ale nie jestem do końca przekonana, teraz już wiem, akceptuje...pozdrawiam Anno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, i chyba zawsze własnie Anno pisałaś:)

      Usuń
  25. Hej, Anno - śpiewali kiedyś Blackouci :) Więc Anna :) Gdy zaczynałam internetową przygodę byłam tak naiwna i prawdomówna, że nie wymyśliłam nic. Syn mi założył konto i wpisał nick. Znajomi mówią Hania, a bliscy i przyjaciele zdrabniają, jest dużo możliwości. Sama dla siebie jestem Hanną, bo doskonale wiem, że już dorosłam, a nawet "przerosłam". Ale wydaje mi się, że ci co mnie lubią mówią Hania. A może to wyraz ich pobłażliwości ? Mi wsio ryba :) Bardzo lubię swoje imię, wszystkie jego wersje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hanna jest bardzo pięknym imieniem, i podoba mi sie każde jego zdrobnienie. ot, masz wybór...

      Usuń
  26. W blogosferze jestem Pojedynczą i tutaj trudno o jakikolwiek zdrobnienie, zniekształcenie czy wielorakość form. ;-) Jednak co do imion... sama nie znosiłam, gdy ktoś zdrabniał moje imię, w dzieciństwie wręcz miałam na to alergię, do dziś ledwo to toleruję. Dla przyjaciół i rodziny jestem "Iśka" - takie nieoczywiste zdrobnienie mojego imienia do mnie przylgnęło i tak już zostało. :-)
    Wiele osób ma jakieś zastrzeżenia do swoich imion, jedni nie lubią zdrobnień, inni wręcz przeciwnie. Znałam jednego chłopaka, który wszystkim przedstawiał się jako Sebastian, choć nazywał się Łukasz i Jagodę, która w dowodzie miała Jadwiga. Naprawdę różnie to bywa... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jadwigo - Jagodę też znam, Sebastino _łukasz dośc dziwne... za to ma wśród znajomych Wieśko_Basię, i nie wiem, które z tych imion jest prawdziwe:)

      Usuń
  27. Dobrze, że moje imię nie ma żadnych form i nie mam tego problemu, że ktoś używa odmiany, jakiej nie lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jakby sie ktoś uparł, to może być Sylwunia albo SYlwusia:)

      Usuń
  28. Anna wybacz więc mi bo swym w blogu do Ciebie napisałam Aniu:):Ale tak w ogóle to piękne imię..Anna ...Pozdrawiam cie Anno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :), alez nie ma problemu... po prostu wolę Anna:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …