Przejdź do głównej zawartości

Wyspa Cesarii

Zawsze wychodzę z założenia, że każdy powinien robić to, co lubi, przynajmniej na urlopie:). Ja nie lubię piasku, więc plażą i wylegiwanie się na niej nie dla mnie, podobnie leżenie nad basenem - wprawdzie lubię pływać, ale to nie o to chodzi. Nie przepadam też za zwiedzaniem zabytków i muzeów - owszem, chętnie rzucę okiem, wejdę, pozwracam uwagę, ale dwudziesty czwarty kościół i siedemnasty balkon z ozdobą... ot, wolę w tym zakresie umiar. Co więc robię na urlopie? Po pierwsze na pewno się przemieszczam, więcej niż dwie noce w tym samym miejscu to już za dużo, a po drugie to przemieszczanie ma cel - poszukuję celów przyrodniczo-krajoznawczych.

Tym razem padło na Cabo Verde, czyli Wyspy Zielonego Przylądka. To właściwie Afryka, ale jednak nieco odmienna od kontynentalnej. Wyspy z natury rzeczy - a cały archipelag liczy ich dziesięć - były niezamieszkałe, na większości nie ma źródeł wody, szata roślinna uboga - za to ich położenie, na zachód od afrykańskiego Zielonego Przylądka, po drodze do obu Ameryk, uczyniły z nich największy targ niewolników na świecie... niechlubna to historia, trwała niemal do połowy dziewiętnastego wieku, i większość tam obecnie mieszkających to potomkowie niewolników. Spowodowało to też niesamowitą mieszankę etniczną, można spotkać tak różnorodnych czarnoskórych mieszkańców... taka Afryka w pigułce.
 Nie odwiedziłam wszystkich dziesięciu wysp, nie miałam ani tyle czasu, ani takich środków, odwiedziłam tylko trzy: Sal, Sao Vicente i Sao Antao. Dziś kilka słów i kilka zdjęć z Sao Vicente,  z wyspy, której najbardziej znaną mieszkanką była Cesaria Evora, niewątpliwie królowa  całego archipelagu, królowa Sao Vicente, i królowa Mindelo, największego miasta na niej ( ma 20 tys. mieszkańców). Można ją spotkać wszędzie, port lotniczy na tej wyspie ma jej imię, pomnik stoi przed wejściem na lotnisko, jej muzyka rozbrzmiewa wszędzie...  a że jest piękna i bardzo klimatyczna, to jest pięknie i klimatycznie.

Na tej wyspie nie ma żadnych źródeł, wodę pozyskuje się z deszczu - jeśli pada, a bywają lata, że wcale - z odsalania wody morskiej ( do mycia  się tylko taka), i przywozi się ją. Bogactwem wyspy są ryby i owoce morza -  właściwie nic tam innego nie jadłam:). W samym Mindelo jest rybny targ, można tam zobaczyć takie obrazki:


Ogromne tuńczyki, na które właśnie był sezon, setki mniejszych ryb, ośmiornice, małże, krewetki... wszystko to idealnie świeże, właśnie złowione, i chociaż zapach ryb jest charakterystyczny, to wciąż był to zapach, a nie smród:).

Mindelo to też miasto wszelakich sztuk pięknych - niemal w każdym zaułku jest jakaś pracownia, składowisko prac, albo wystawa. Tyle, że do sztuki należą na przykład takie dzieła:

 


Na fotelu z opon bałabym się usiąść, oponowa ozdoba lekko mnie przeraża, a muszle...cóż...ciekawe.

Za to nie bałam się jeść owoców i innych potraw. Rządzą papaje, chyba są szalenie odporne na różne trudne warunki, bo te drzewka były wszędzie. Oczywiście targów owoców i warzyw było mnóstwo, jednak największy i niezwykle piękny odbywał się w specjalnie na ten cel wybudowanej hali:



Niżej właśnie papaje, i mnóstwo przypraw - najważniejsza jest jednak kolendra, wszystko tam pachnie kolendrą... do wszystkiego dodają kolendrę... 



Reprezentacyjna część wyspy to kolonialna zabudowa, widać sporo wpływów portugalskich, a w Mindelo sporo również wpływów brytyjskich.  Mimo braku wody sporo kwiatów, i jedne z najpiękniejszych drzew świata znanych jako "ogień Afryki", albo "płomień Afryki". 




W podobnym stylu utrzymany jest tez odnowiony dom Cesarii Evory, mieszka w nim obecnie jej wnuczka:


Niestety, nie wszędzie jest tak pięknie, dzielnice sztuki i ludzi bardziej majętnych otaczają fawele, gdzie nie ma wody, nic nie rośnie, za to śmieci walają się wszędzie:




Wystarczy jednak nieco z miasta wyjechać, by trafić na "letniska" - podobno życie toczy się tam w weekendy. Na kamienistych, półpustynnych wybrzeżach stoją ciekawe domki, królują niewielkie plaże, a wszystko w scenerii nieco marsjańskiej, bo wyspy sa pochodzenia wulkanicznego:


Poniżej jeszcze kilka obrazków z tej części wyspy:









I tu chwila przed deszczem - w czerwcu są statystycznie dwa deszczowe dni, na jeden z nich trafiłam. Padało 2 minuty, spadło może dziesięć kropli wody...


Na tym zdjęciu widać jeszcze jedną typową dla tych wysp sprawę - znacząca większość dróg to drogi brukowane, bardzo wąskie, wijące się wśród gór pod nachyleniem niespotykanym w Europie nigdzie.  Ot, wykute w skale, a to co wykuli przerobili na kostkę. Czasem są z boku murki, a czasem nie. Trzeba trąbić przed każdym zakrętem:).

To tyle na dziś, mogłabym sporo jeszcze, ale umiar chyba ważniejszy.

Komentarze

  1. Wspaniała relacja - takie miejsca nie są zbyt często odwiedzane, więc tym bardziej ciekawa. Zdjęcia i komentarze fajnie wprowadzają w nastrój. Tak sobie myślę, życie bez wody - w upale - ciężka sprawa :( . Za to drzewko rzeczywiście wygląda pięknie, ach ta natura, wszystko potrafi :) . Czekam w takim razie na następna wyspę :)))) Buziaki - Margot :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest bardzo ciepło, ale nie aż taki upał - tego nie lubię. temperatury są w zakresie 23 - 29 stopni o tej porze roku. Następne wyspy będą, ale za kilka dni pewnie:)

      Usuń
  2. O jej, żyłabym tam tylko na owocach- bo mi jakoś ostatnio ryby nie idą. To okropne z tym brakiem wody. A poza tym to ciekawie.
    A mnie się marzyło i jeszcze trochę marzy wizyta w Płd. Afryce, w Kapsztadzie i Durbanie , łącznie z safari, koniecznie z lotem balonem nad sawanną. Ale to wszystko pozostanie już tylko w sferze marzeń.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Afryki chciałabym jeszcze pojechac do Namibii, ale nie wiem, czy sie uda. A woda... cóż, nowoczesne technologie i tak pozwalają na to odsalanie...

      Usuń
  3. Ciekawe miejsce bez wody...
    Owoców morza nie lubię, tylko ewentualnie ryby...
    Ale owoce bardzo chętnie :-)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to masz do wyboru papaje, mango, banany, marakuje,guawy i sporo innych - i były tez jabłka, ale chyba wszystkie importowane. I figi też rosły

      Usuń
  4. Wyprawa egzotyczna i daleka, fajnie poczytać, bo rzadko nawet w mediach o tych stronach słychać. Cesarię uwielbiam, można powiedzieć, że byłaś u źródła. Brak słodkiej wody może być uciążliwy, jak oni uprawiają warzywa, chyba że wszystko sprowadzają.
    Krajobraz trochę księżycowy, aż dziw, że tyle ludzi tam mieszka.
    Dzieła sztuki z opon widuję i u nas, przeważnie łabędzie pomalowane farbą.
    Czekam więc na następne wyspy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie na każdym dachu mają zbiorniki na deszczówkę - a pod uprawy nadaje się tylko 10%powierzchni wysp - to dosyć cięzkie zycie. A co księżycowego krajobrazu to poczekaj na wyspę Sal... ta dopiero jest ekstemalna

      Usuń
  5. Rozmarzyłam się. Ale tak sobie pomyślałam, że dzielenie się naszymi osobistymi doświadczeniami w tym wypadku miejscami ubogaca innych. To tak, jakbyśmy w pewnym stopniu tam byli z Tobą :)
    Cieszę się, że odpoczywasz, lub odpoczęłaś. Rozumiem Twoje podejście do zwiedzania, bo mam prawie tak samo. Morze, plaża - oczywiście jak najbardziej, pójść zachwycić się, zamoczyć nogi w wodzie, poczuć pod stopami piach - ale po dwóch godzinach pragnę gdzieś dalej... I pomijając szkolne wycieczki, nie pamiętam abym wyjeżdżając gdzieś, nocowała w jednym miejscu dłużej niż jedną noc.. Właśnie dzięki Tobie to sobie uświadomiłam :)
    Ja mogę jeszcze czytać i oglądać o tym dla mnie ciągle nieodkrytym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wróciłam, urlopy mają to do siebie, że się za szybko kończą. Póki mam możliwości, to szukam takich ciekawych wyjazdów - lubię poznawać nowe miejsca, inne kultury, jeść dziwne rzeczy:). Napisze jeszcze o dwóch wyspach, każda jest nieco inna:)

      Usuń
  6. Dogadałybyśmy się na wakacjach. Mnie też interesuje przyrodniczo-krajoznawcze. Chociaż plażę i pływanie lubię, ale powiedzmy - nie dłużej niż 3 godziny i nie codziennie. Z kościołami i zabytkami mam niestety cholerny problem. Tzn. są takie, które mnie zachwycą - ale to jakieś pięć procent odwiedzanych! I to przypominam, że jestem historykiem... Więc coś nie tak na pewno jest. No ale, czy każdy musi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż nie, w sumie całkiem lubię muzea...

      Usuń
    2. Są muzea, które bardzo lubię, ale nie wszystkie. Z kościołami to własnie tak -bywają ciekawe. Ale sto pięćdziesiąty.... nie i nie. A zwierzaki czy rośliny są fajne. I inne niż u nas - ja jak kretynka fotografowałam sobie kwiatki, żeby po powrocie posprawdzać co to. I jak już się dorobię oranżerii, to żebym wiedziała, co hodować:).

      Usuń
  7. Oj Anno 😉 u mnie na blogu "zawiecha", plany wakacyjno-wyjazdowe odległe że ho ho, a Ty tu serwujesz taką cudną podróż. Efekt piorunujący 😉 bo zapragnęłam wyjazdu już, natychmiast. Dziękuję bardzo za piękną podróż do dalekiego kraju. Lubię czytać Twoje relacje z dalekich podróży. Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez prosze bardzo, będzie jeszcze:). I pomyśl tak - Ty w końcu pojedziesz na urlop, aja następny dopiero w grudniu...

      Usuń
  8. U mnie urlop, to może być plaża, morze, góry. Zwiedzać mogę, ale z dużym umiarem.
    Twoja relacja ciekawa, warto poczytać, warto wiedzieć, ale raczej nie dla mnie taka wycieczka. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie uroda urlopu - każdy go spędza tak, jak lubi...

      Usuń
  9. O, widzę bardzo zacną wyprawę miałaś. Fiu, fiu jak to mawiam w takich okolicznościach.

    Cóż panią Evorę znam, ale tej drugiej nie kojarzę. Po prostu słabo siedzę w takich klimatach muzycznych. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja takie wyprawy bardzo lubię:). A co do muzyki - po to jest różnorodna, by cieszyła każdego...

      Usuń
  10. Bardzo egzotycznie, ale nieco przygnębiająco z powodu braku wody no i tej niechlubnej przeszłości. Chociaż drzewko piękne i te kolorowe owoce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta przeszłośc okropna - tak siedziałam na skałach i myślałam sobie - dopłynął do brzegu statek z niewolnikami. No może komuś sie poszczęściło, i uciekł. I co dalej? Bez wody i tak zginął...

      Usuń
  11. Wyspa Cesarii, dom Cesarii - zaraz mi się przypomniał jej koncert w W-wie, na którym była. I jej fantastyczny śpiew. I że występowała boso... zazdroszczę ci że tam byłaś Anno. No i w ogóle pobytu w tak egzotycznym dla nas miejscu. mam nadzieję na więcej relacji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłam na tym w Poznaniu akurat,zresztą w ciekawych okolicznościach... Co do relacji - jeszcze dwie wyspy mam do opisania:).

      Usuń
  12. Witaj, Anno.

    Jestem zarażona czarnymi rytmami, więc zrobiłaś mi tym wpisem ogromną przyjemność:)
    Mnie - jako szaloną lingwolubkę zachwycał ich język (języki):) Niczego - rzecz jasna - nie rozumiałam, ale samo słuchanie było rarytasem:)
    Mogłabym godzinami o tym kontraście między europejską śpiewnością a afrykańską chropowatością... Patrząc teraz na Twoje zdjęcia, pomyślałam sobie, że ten ich język jest podobny do uchwyconych przez Ciebie elementów krajobrazu - tak różnych, a tworzących zaskakująco spójną całość:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to niby portugalski ( jako urzędowy), ale na każdej wyspie mówią nieco inaczej, mają swoje dialekty. Ja nie rozumiem nic a nic, nauczyłam sie powiedziec dzięn dobry i dziekuję, ale tubylcy mówią nieźle po angielsku - sporo z nich. A na jednej z wysp usłyszałam od tamtejszego sprzedawcy tekst: taniej niż w Biedronce....

      Usuń
  13. Egzotyka nieodmiennie mnie zachwyca :) Dziękuję Ci za możliwość zajrzenia na jedną z tych wysp :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez proszę, i zapraszam po jeszcze:)

      Usuń
  14. A ponadto można sobie wzajemnie przedstawiać jakichś wykonawców, może któryś się drugiej osobie spodoba i wsiąknie w jakiś inny nurt muzyczny niż do tej pory. :)

    :) Breakout to jest to w naszej muzyce.

    Mi się podoba ta płyta, lubię po prostu takie klimaty, połączenia różnych rzeczy.

    Dziś burza dwa razy była u mnie, w tym raz taka porządna.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Pomyśleć, że spędziłyśmy urlop w podobnych miejscach, chociaż na różnych końcach świata.
    Tyle, że ja na starość lubię plażę i szum morza. Chyba mam trochę dość tej egzotyki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie dziwię się, masz ją ciągle wokół siebie... ja jednak na co dzień mam swojskie brzozy:)

      Usuń
  16. Przepiękne miejsce o którym marzę aby odwiedzić. Niestety pewno to potrwa, ale na pewno odwiedzę to miejsce, bo ma swój urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest tam bardzo ciekawie, bo inaczej - jednak jest też dziko i miejscami bardzo ...hm... jakby to.... nieprzyjaźnie. Ale warto. Zapraszam do następnej wyspy:)

      Usuń
  17. Też tak uważam, że każdy powinien spędzać wczasy tak jak lubi.
    Ciekawe miejsca odwiedzasz...serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urlop, to urlop, na całego:) - a tam naprawdę było bardzo ciekawie

      Usuń
  18. Piękne miejsca zwiedziłaś:)) na pewno wspomnienia pozostaną na długo w Twej pamięci:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - no i mam setki zdjęć, tu pokazuję tylko kilka ilustrujących tekst...

      Usuń
  19. I pomyśleć, że przed chwilą narzekałam, że pada deszcz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, czasem docenianie przychodzi dopiero po poznaniu pewnych niedoborów:)

      Usuń
  20. Dość ciekawy kierunek wybrałaś na swoją wyprawę :) Wśród moich znajomych królują polskie góry czy kraje śródziemnomorskie. Bardzo podobała mi się Twoja opowieść o wizycie w nieco "innym świecie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mam swoje lata i polskie góry zdążyłam przewędrować, kraje śródziemnomorskie tez już trochę były:) - teraz szukam odmienności:)

      Usuń
  21. Zazdroszczę takiego wyjazdu! Zawsze marzyły mi się dalsze kierunki podróży ale niestety finanse nie pozwalają. No i zadziwia mnie fenomen tego, że pomimo braku wody ludzie tam żyją i dają sobie jakoś radę. A u nas gdyby tylko bieżącej zabrakło.. Byłoby ..ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez wiele lat urlop spędzałam dorabiając - teraz jakoś tak sie poukładało, że mogę sobie pojechać w rózne miejsca. Wszystko przed tobą:)
      Z wodą naprawdę jest ciekawie, był jeden poranek w hotelu, że nie leciała wcale...

      Usuń
  22. Ja tam lubię zwiedzać i na pewno nie lubię leżeć plackiem i się opalać, ba, to nawet niewskazane dla mojej skóry. Mogę chodzić aż mnie nogi rozbolą ;D i patrzeć, podziwiać, cykać fotki. Niesamowite miejsca na zdjęciach. Zrobił na mnie wrażenie ten fotel z opony, kurczę, takie wykorzystanie zużytej opony, koledzy kiedyś zrobili z opony samochodowej huśtawkę. Ten fotel musi być jakoś wzmocniony, żeby można było na nim usiąść. Może nie prezentuje się jakoś super elegancko czy ładnie, ale jest kreatywnie. A tuńczyki jakie wielkie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotel był z opony i z niczego więcej, przyjrzałam się :), ale opna od jakiegoś sporego pojazdu typu traktor. A na tuńczyki był własnie sezon, jadłam je w tylu wersjach, że nawet nie pamiętam - raz były w zupie cebulowej, i byłam pewna, że to mięso:)

      Usuń
    2. Jak tak, to raczej bym w nim nie usiadła ;D.

      Usuń
    3. Twórca siedział.... :)

      Usuń
  23. Ależ egzotyczną, daleką podróż odbyłaś, Anno!
    Wakacje jak z marzeń... super!
    Bardzo lubię ryby i owoce, więc myślę, że moje kubki smakowe chętnie wybrałyby się w tamte strony. Tylko z tą wodą trochę problem...
    Fajnie poczytać było Twoją relację - przechodzę do następnych.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo marzenia trzeba realizować:). A wyprawa była naprawdę ciekawa

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…