Przejdź do głównej zawartości

Stosik czerwcowy 2017 i tym razem Camilla


W czerwcu, jak pewnie wiecie, byłam na urlopie - na takie wyprawy raczej nie zabieram książek, za to na lotnisku robię krótki najazd na kiosk z gazetami, i kupuję coś, czego normalnie nie czytuję. No, ale kilka książek jednak przeczytałam, i zaraz o nich opowiem. A w ramach cyklu o książkach przeczytanych dawno temu dziś pewnie wielu osobom znana Camilla Lackberg.

No to najpierw stosik czerwcowy:


1. Guillaume Musso  - Central park.  Zaczyna się tak sobie  - ona i on budzą się spięci kajdankami na ławce w nowojorskim Central Parku, mimo że każde poprzednią noc spędziło gdzie indziej - w Europie. Potem napięcie rośnie, jest "trzęsienie ziemi", i parę niespodziewanych zwrotów akcji - ot, całkiem niezłe czytadło na wakacje. Bardziej wrażliwi może nawet uronią łezkę -  lektura mnie nie powaliła, ale była naprawdę przyjemna, na luzie, i szybko.

2.Guillaume Musso - Kim byłbym bez ciebie. Może najpierw kilka słów wyjaśnienia - doskonale wiedziałam, jaki to typ literatury, wiedziałam, że jakoś głęboko nie będzie, za to przyjemnie, ale tym razem niestety po niecałym miesiącu od lektury nie za bardzo pamiętam, o czym to było... za to pamiętam, że każda z jego książek była na wyprzedaży po jakieś 9 złotych, i że pomogły mi łatwo przetrwać jedną z bezsennych nocy.
No dobra, zajrzałam na ostatnią stronę okładki... ona i on, pierwsza wielka miłość, potem rozstanie, potem mija 21 lat... na plażę idealne.

3.Paula Hawkins - Zapisane w wodzie.  Pewnie wiele osób zna tę autorkę z Dziewczyny z pociągu. Ja też ową Dziewczynę... czytałam, i nie podzielam zachwytów nad tym debiutem, Dziewczyna... mnie znudziła, chociaż miała przesłanie. Za to Zapisane w wodzie owszem, tak... może pani Hawkins się po prostu rozwija, ta pozycja bardzo mi się podobała. W małej miejscowości  kobiety toną. Toną na przestrzeni wieków, od dawna, co jakiś czas społecznością wstrząsa takie wydarzenie.  I znów to się stało. Opowieść napisana jest z kilku punktów widzenia, dochodzi wątek trudnych relacji rodzinnych, ciekawe, sprawnie napisane, pozytywnie mnie zaskoczyło.

4. Jonas Jonasson - Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął.  Coś rewelacyjnego, dawno się tak dobrze przy lekturze nie bawiłam, przy okazji poddając to, co czytam refleksji. Gość właśnie kończy sto lat, w domu opieki, gdzie mieszka, ma się odbyć przyjęcie, a on pod wpływem impulsu wyskakuje przez okno ( z parteru) i znika. I się zaczyna... nie powiem nic więcej, bo zepsuję lekturę, ale naprawdę warto. Może tyle powiem, że pieniądze, alkohol, dobro i zło... cudowna sprawa:).


5. Margaret Atwood - Opowieść podręcznej. Margaret Atwood to Ktoś w literaturze, kandydatka do Nobla i te rzeczy, ja jednak nigdy się nią za bardzo nie fascynowałam, i przyznam, że oprócz jej Kobiety do zjedzenia, która mną wstrząsnęła, niewiele czytałam, bo mi nie szło. Opowieść podręcznej tez kiedyś tam , dawno temu, odłożyłam,  ale skoro obecnie tyle hałasu z powodu serialu nakręconego na podstawie tej książki, to postanowiłam zobaczyć raz jeszcze, jak mi pójdzie. I chyba musiałam to tej dystopii dojrzeć. O rany, jeszcze mam ciarki.
W całkiem niedalekiej przyszłości kobiety są niemal nikim, niektóre - podręczne - mają tylko jedno zadanie - urodzić swemu właścicielowi zdrowe dzieci. Nawet imiona im się zabiera, stają się chodzącą macicą. W świetle współczesnych ruchów prawicowych całość robi się jeszcze straszniejsza... Tej książki nie zabierajcie na wakacje, i czytajcie spokojnie. Trzeba.



To tyle, jeśli chodzi o czerwiec, lipiec na razie słabo, mam inne priorytety obecnie. Z poleceń...hm... z pewnym wahaniem zdecydowałam się na Camillę Lackberg. Z wahaniem, bo po pierwsze pewnie wszyscy ją znają, a po drugie, bardzo fajnie czytało się pierwsze trzy-cztery części, a potem to już jak z każdą serią - czytasz z rozpędu, ale energia słabnie.


To tak zwane "szwedzkie kryminały" - używam określenia tak zwane i stawiam cudzysłów, bo chociaż w każdym tomie jest jakiś trup, i związana z tym kryminalna zagadka, to jednak jest też rozbudowany wątek obyczajowy dotyczący życia we współczesnej Szwecji - relacji rodzinnych i partnerskich, wychowywania dzieci, młodości i starości... i to bardziej od wątków kryminalnych mnie ciekawiło.
 Całość dzieje się w niewielkiej  miejscowości Fjallbacka ( albo jak to się tam pisze, nie mam szwedzkich znaków), gdzie wszyscy się znają, a każdy nowo przybyły to obcy i przez to zły. Ot, prowincja, jak wszędzie. W każdym tomie główną bohaterką jest Erica Falck -  pisarka, dziennikarka,  mieszkanka tej wiochy, która jakoś tak zawsze się w śledztwo w sprawie kolejnego morderstwa zaplątuje...
Dla mnie najciekawszą częścią był Niemiecki bękart. Ma to o tyle znaczenie, że właściwie można czytać te książki niezależnie od siebie, chociaż wtedy pewne smaczki obyczajowe uciekają. O ile wiem, powstaje film czy serial na podstawie tych książek, pewnie będzie całkiem przyjemny do oglądania.
Camilla Lackberg napisała kilka innych książek, wydaje mi się,że  wszystkie są luźno związane z tą serią (  w tym coś w rodzaju książki kucharskiej, bo tam sporo jedzą), i chyba jest już 10 część, serii o Erice, pod tytułem Czarownica, ale jeszcze nie czytałam.  Pewnie nabędę, ale jakoś bardzo niecierpliwie nie czekam, bo w nadmiarze wszystko nudzi - jeśli ktoś ma przed sobą leniwy urlop, to można zacząć:).


Mały dodatek - właściwie to podrzuciłam tu Camillę Lackberg również dlatego, że ciekawi mnie opinia tych, co już czytali - bo sama już nie wiem, co sądzę...

Komentarze

  1. Guillaume Musso ,,Kim byłbym bez ciebie" - też widziałam ostatnio tą książkę na wyprzedaży i zastanawiałam się, czy warto nabyć i się zapoznać, chyba sobie odpuszczę. Co do Pauli Hawkins jeszcze nie czytałam tej nowej książki, ale też nie rozumiem tak wielkich zachwytów nad ,,Dziewczyną z pociągu", dobrze się czytało, ale na wielkie ochy i achy to raczej nie zasługiwało. ,,Stulatkiem" już ktoś w moim gronie się zachwycał, ale nie pamiętam kto i co dokładnie go urzekło. Film chyba nakręcili, więc może obejrzę film. Albo jak znajdę książkę w bibliotece to przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już znalazłam ten film na filmwebie, i z cała pewnością będę szukała, by obejrzeć - mam nadzieję, że to ktoś wydał na płycie, bo nie piracę z założenia, ewentualnie może będzie na VOD. Fajnie, że wiem, dzięki:)

      Usuń
  2. Z powyższych nowych książek nie czytałam nic. Ale M. Atwood czytałam Penelopiadę a potem Ślepego zabójcę. Opowieści Podręcznej już czytać nie chciałam. Nie moje klimaty. Camilli Lackberg nie lubię. Na siłę wymyśla tych swoich psychopatów. To nie sztuka zrobić mordercą psychopatę. Trochę chorej wyobraźni wystarczy. Przeczytałam chyba 2 jej książki, z tych pierwszych i miałam dość. Wolę innych, ambitniejszych szwedzkich, norweskich autorów. Ostatnio nie mogę się doczekać nowych powieści Jorna Liera Horsta. jeden z recenzentów napisał o jego pierwszej powieści "jedna z najbardziej wiarygodnych historii, jakie miałęm okazję czytać od bardzo bardzo długiego czasu". I mnie o to chodzi , o wiarygodność. A autor wie o czym pisze, jest byłym komisarzem policji. To taka moja ostatnia fascynacja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że sa inni ambitniejsi - ale są wakacje, chciałam wrzucić coś w miarę lekkiego, a tak własnie odbieram Lackberg. Horsta poszukam, bo brzmi to nieźle, dzięki za polecenie. A Margaret Atwood... no cięzka bywa. Opowieśc podręcznej ma jednak dziwnie aktualne przesłanie...

      Usuń
  3. Byłam ciekawa Twojej opinii na temat autorki o nazwisku Hawkins. Pozycję o której piszesz, na pewno przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po dwóch wydanych książkach to trochę trudno mieć już opinię, w dodatku jedna na nie, druga na tak - ale ma szansę:). A zapisane w wodzie jest interesujące, więc polecam:).

      Usuń
  4. Skandynawskie kryminały w ogóle mają swoją sławę :p Nie czytałam jeszcze tej konkretnej autorki, ale czaję się na czytanie większej ilości kryminałów.
    U mnie na półce leży "Papierowa dziewczyna" autorstwa Guillaume Musso.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Papierową dziewczynę czytałam, ale jakoś nie zapadła mi w pamięć:). Co do skandynawskich kryminałów - nie jestem pewna, ale chyba wszystko zaczęło sie od serii Stiega Larssona, znanej jako Millenium, genialnej, wspaniałej, porywającej - dla wielu bardziej znanej jako film ( Dziewczyna z tatuażem na przykład, ale jest i szwedzka wersja, doskonała, moim zdaniem lepiej oddająca klimat). A potem juz poszło. Camilla Lackberg jest moim zdaniem mniej mroczna niż szwedzki ogół, i oprócz wątków kryminalnych ma sporo elementów obyczajowych.

      Usuń
    2. Zdecydowanie Larsson jest najpopularniejszy! Nie mogę nic powiedzieć o jego twórczości, bo bardzo długo miałam "alergię" na popularnych pisarzy, ale kiedyś na pewno sięgnę po "Millenium" - od jakiegoś czasu się za nim rozglądam ;)

      Usuń
    3. Sięgnij - nawet dopisany przez innego autora - juz po smierci Larssona - czwarty tom, jest niezły. A postać Lisbeth, czyli własnie owej dziewczyny z tatuażem, to po prostu majstersztyk.

      Usuń
  5. Nie lubię skandynawskich kryminałów, próbowałem kiedyś przeczytać jakiś i nie wyszło. Za mroczne, za okropne, duszne itp. itd. Nie mam po prostu chęci na takie umartwianie się w czasie czytania. O książce numer 4. słyszałem dość dawno, dość dobre recenzje. :)

    No nieźle, to mam nadzieję, że się nic nie stało jak jechałaś tak z tymi oczami po kroplach. Jednak nie dałem rady napisać notki wczoraj, a i chęci nie miałem jakoś.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że umartwiać się nie ma sensu - ja jednak uwielbiam czytać o tym, jak bardzo zło jest złe. Może mam duszę psychopatki... a może - i to wolę - zło w literaturze mi wystarczy i w życiu daję więcej dobra?

      Usuń
    2. Hmmm... trudno mi powiedzieć, na pewno mogę napisać, żeby każdy czytał to co lubi. Mi wystarcza to co dzieje się w różnych regionach świata, chyba żaden pisarz nie wymyśli tego, co wymyślają ludzie innym ludziom.

      Założyłem sobie, że te studia będą już ostatnimi, przynajmniej na razie. Co będzie potem to trudno stwierdzić, na pewno spróbuję jakoś wykorzystać całą tę wiedzę w praktyce. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Margaret Atwood czytałam inna powieść, tej jeszcze nie. Camillę uwielbiam za wszystko, na razie przeczytałam Latarnika i Kamieniarza, ale na pewno zdobędę też inne. Na urlop wzięłam kolejną powieść Jodi Picoult, ale nie mam siły zacząć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jakoś nie po kolei to czytasz:), ale to aż takiego znaczenia nie ma. CO do Jodi Picoult - dużo słyszałam, ale jakoś nie doszłam. Nie jestem tez pewna, czy to moja bajka...ale czasem trzeba się odpręzyć przy pogodnym , przewidywalnym romansie...

      Usuń
    2. Jodi Picoult nie pisze romansów, każda jej książka dotyka jakiegoś ważnego problemu, przeczytałam chyba wszystkie, ostatnio leciał film według jej książki, dość wierna ekranizacja - Bez mojej zgody.
      Romanse nie odprężają mnie, wręcz przeciwnie...chyba że oprócz wątku romansowego jest coś jeszcze.
      Camille czytam nie po kolei, bo tak trafiłam...

      Usuń
    3. A ja byłąm pewna, że to romanse - gdzieś czytalam jakąś reklamę, chyba była kolekcja w kioskach. Może więc się na coś skuszę:)

      Usuń
    4. Jodi Picoult pisze bardzo sprawnie i z pewnością nie są to romanse. jej pierwsza książka "Bez mojej zgody" zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Rzecz dotyczyła... a zreszta przeczytaj Anno, nie pożałujesz. bardzo mi sie też podobała Dziewczyna z pociągu. natomiast Lackberg czytałam sporo ale wszystko mi sie wymieszało i nie pamietam jaki tytuł czego dotyczy. :)

      Usuń
    5. I to, co obie - Ty i Jotka - napisałyście - pokazuje, jak łatwo można kogoś zaszufladkować. Ja tę autorkę postawiłam, nie wiedzieć czemu, w półce "romanse" i kompletnie odrzuciłam. Chyba pora zmienić opinię i coś przeczytać/

      Usuń
  7. Nie czytałam żadnej. Tym bardziej nie czytałam Camill Lackberg. Kryminały to nie moja bajka. Ale chyba też żadna mnie nie urzekła z samego opisu, choć Twoje opisy po prostu uwielbiam. Bije z nich szczerość i taki Twój unikalny przekaz :)
    No może te kobiety-macice, ale musiałabym się długo nad tym zastanawiać.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowieśc podręcznej jest cięzka, więc nie namawiam - chociaż naprawdę warto. A z kryminałami to tak jest - jak z każdym zresztą gatunkiem - co kto lubi. Na szczęście książek nie brakuje:). A ja sięgając pamięcią wstecz, to chyba wychowałam się na kryminałach - w bardzo wczesnym dzieciństwie wyciagałam je rodzicom z półki zawieszonej wysoko, właśnie po to, bym tego nie robiła:). To byli głównie polscy autorzy, i chętnie bym do tego wróciła:):):):)

      Usuń
  8. Stulatek też mnie ujął. Przede wszystkim książka dość oryginalna, dawno nie czytałem nic podobnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy mówią, że to taki szwedzki Forrest Gump - i chyba coś w tym jest:)

      Usuń
  9. Gdzie ja to ostatnio widziałam "Stulatka"? Pewnie był po angielsku skoro nie kupiłam. Dwa lata temu pokazywali na Festiwalu Filmów Europejskich, ale akurat nie mogłam pójść.
    Kryminały skandynawskie czytuję ze względu na to co poza fabułą- klimat, obyczajowość, codzienność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tego własnie filmu szukam, i własciwie wszystko jedno po jakiemu, bo już wiem o czym jest, chociaż jednak po polsku to po polsku... A co do dodatkowej zawartości skandynawskich kryminałów to własnie tak jest i też za to je lubię:). Jak kiedyś jechałam przez Szwecję , to sobie odtwarzałam rózne nazwy sklepów czy inne takie:)

      Usuń
    2. Film po angielsku może być. Książkę gdzieś widziałam i rozważałam zakup.
      Przypadkiem trafiłam dziś na informację, że z "Opowieści podręcznej" zrobili serial.

      Usuń
    3. Tak, stąd tez ponowne wydanie tej książki. Ale film tez jest, chyba z roku 1990 - z delikatnie zmienioną fabyła - co do szczegółow, nie co do istoty.

      Usuń
    4. Obejrzałam film.Niby nic nowego, do tego sprowadzała się rola kobiet w haremach. Ale rozwinięcie pomysłu, dorabianie ideologii i odniesienie do współczesności - makabra.

      Usuń
    5. No własnie...ale co do haremu to chyba nie całkiem - tam kobieta ma owszem, dać potomków, ale tez przyjemność. Podręcznej i jej panu-właścicielowi tego się odmawia:(. Może wtedy, gdy Atwood to pisała, in vitro nie było powszechne, a może nie pasowało do koncepcji albo co. Bo to by przeciez rozwiązywało sprawę. Zero przyjemności, tylko poczęcie, macica jako inkubator, i do widzenia.

      Usuń
  10. Jak zwykle, nic z tego nie znam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, mamy inny gust literacki - Czasem tez nie mam pojęcia o jakim kompozytorze piszesz, nie mówiąc o wykonawcach...ale się uczę:)

      Usuń
  11. Mówiąc kolokwialnie "Stulatek..." miażdży system :D świetna lektura, a co więcej nawet ekranizacja nie jest zła. "Dziewczynę..." czytałam i również nie podzielam zachwytów, więc przeczytanie kolejnej książki tej autorki na razie odpuszczam. Boję się, że Pani wydała krocie na marketing i stąd jej sława, i nagły wybuch talentu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogło i tak być, ale ta kolejna książka dla mnie jest naprawdę interesująca:). A Stulatek... to wiadomo:)

      Usuń
  12. Widziałam "Zapisane w wodzie" ostatnio na wyprzedaży i nawet zastanawiałam się, czy kupować, bo "Dziewczyna z pociągu" kiepskie miała u moich znajomych, tak i u Ciebie także, recenzje. Ale skoro tak, to kupię :)
    "Opowieść podręcznej" natomiast mam już od dawna w planach. Serialu nie widziałam, ale oglądałam kiedyś w tv film. Masz rację, w świetle tego co dzieje się od niedawna w naszym kraju - pozycja niemal obowiązkowa ;)
    Zachęciłaś mnie też do "Stulatka". Definitywnie :) bo jesteś drugą z kolei osobą, której się podobała ta książka.
    Lubie Twoje Stosiki książkowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :0 Cieszy mnie, że stosiki się przydają:):). Zapisane w wodzie jest inne - chociaż przyznam, że przez początek musiałam jakoś przebrnać, ale może dlatego, że byłam uprzedzona do autorki. STulatka bierz w ciemno, niesamowite to jest:)

      Usuń
  13. Camillę lubię, a Zapisane w Wodzie mam chęć przeczytać:))
    Dziewczyna z Pociągu podobała mi się i nawet film obejrzałam. Ma fajny klimat.
    Na razie czytam Mastertona:D
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym, jak cięzko mi sie to czytało, trochę boję sie filmu - ale jak się gdzieś trafi, pewnie obejrzę.Skoro ma klimat:).

      Usuń
  14. Anno,pieknie piszesz tak naturalnie i zachecajaco :)Ja uwielbiam kryminaly i czytam kazdy,ktory mi wpadnie w reke. Camille mam w " calosci" moim zdaniem jest do cztania:) Teraz czytam ksiazke malo wakacyjna " Mezczyzni z rozowym trojkatem " Hegera Heinza nie wiem czy tego typu ksiazki mozna polecac ale warto czytac :) pozdrawiam Renata
    Zazdroszcze wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam o tej ksiażce, ale jeszcze nie jestem na nią gotowa. No i fakt, to nie jest wakacyjna lektura...
      A wakacje..cóz, były cudowne, ale już się skończyły:).

      Usuń
  15. U mnie częściowo można prywatnie załatwiać takie sprawy jak okulista czy dentysta. Pozostałe są na tyle częste, że prywatnie nie ma raczej opcji ze względu na ograniczone finanse. Poza tym w przychodniach do których chodzę jest sytuacja na tyle dobra, że na wizytę czeka się w granicach pół roku, czasem krócej, zależy od miesiąca czy może bardziej pory roku (bliżej czy dalej końca roku kalendarzowego).

    Taką normę dostałem na wypisie z Instytutu Onkologii, a moja pani doktor endokrynolog podtrzymała stanowisko tamtych lekarzy. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JA tez musze bywać bardzo często - i dlatego mam bardzo silne ubezpieczenie prywatne. Naprawdę warto, nie płacę, nie czekam, wszystko mam w pakiecie:). Po pół roku nie miałabym już na co czekać...

      Usuń
  16. Witaj, Anno.

    Lubię skandynawskie kryminały, a zaczęłam chyba od norweskiej autorki Karin Fossum.
    Lubię też Lisę Marklund. Larssona znam, a do Camillii przybieram się od jakiegoś czasu i skoro piszesz, że "Niemiecki bękart" podobał Ci się najbardziej, to od niego zacznę:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lisy Marklund coś czytałam, ale mi uciekło. CO Do Camilli Lackberg, to lepiej zacznij od początku, bo może umknąć wątek obyczajowy - on się jednak z tomu na tom coraz ciekawiej rozwija... kolejność jak na zdjęciu, od Księżniczki z lodu.

      Usuń
  17. bardzo ciekawe propozycje na wakacje, podobają mi się Twoje streszczenia, opisy , są krótkie treściwe i przekazują to co powinny :) mam przed sobą dłuższe wakacje to uzupełnię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ja w ogóle jestem krótka i treściwa:), nigdy nie byłam mistrzynią długiego pisania:). A wakacje to taki spokojny, luźny czas na czytanie...

      Usuń
  18. Moda na kryminały niestety mnie nie przekonała do ich czytania. Mój mąż jest fanem wszystkich tych szwedzkich pisarzy, ale mnie nie kuszą, tak jak i nasi polscy. Bardzo natomiast lubię Margaret Atwood - zaczęło się od Cat's Eye i potem poszły następne, ale nie czytałam Opowieści podręcznej, więc teraz tym bardziej mnie zachęciłaś. Miłego letniego czytania :) - ściskam - Margot :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie - czytaj z lubością:). Ja kryminały lubię, jak już gdzies pisałam, wychowałam się na starych polskich podbieranych rodzicom...

      Usuń
  19. Żadnej z tych książek nie czytałam, a kryminałów nie lubię, ale podobają mi się Twoje opisy, krótko i na temat. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, a ja obiecuję, że za miesiąc w części dotyczącej poleceń na pewno nie będzie kryminałów...

      Usuń
  20. Pokaźny stosik jak na urlopowy;) Ten rodzaj książek raczej nie dla mnie, ale ulatniający się stulatek mnie zaciekawił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stulatek jest doskonały, naprawdę warto przeczytać. A jaką lekturę lubisz?

      Usuń
  21. C. Lackberg czytałam dużo nie po kolei (co jak piszesz konieczne nie jest...choć jak w Erica w pierwszej książce w ciąży była, a w drugiej jeszcze nie, to ciut....niedobrze :) ) ale mnie nie uwiodla, czytałam i czytało się dobrze, ale jak miałam dzień bez skandynawii, to dzień stracony nie był :)
    Millenium absolutnie lepsze :) ale też pewnie nigdy nie wrócę...
    a Twoja listę mam calutką do nadrobienia...no prawie Musso czytałam, dawno i nie wiem o czym :) więc raczej też nie powrócę...
    Ale na bloga Twojego z pewnością wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie zapraszam - może w innych stosikach - a publikuję je co miesiąc - znajdziesz więcej dla siebie. No i inne innkszości też tu są...

      Usuń
  22. Tego "Stulatka..." już dawno miałam w planach. Fajnie, że mi o nim przypomniałaś - na wakacje w sam raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - lekko, a jednocześnie z tym czymś, co powoduje, że sie o lekturze nie zapomina po odłożeniu książki

      Usuń
  23. Ja czytam tylko kryminały:)))))jesteś wielkim książko-czytaczem:))))podobnie jak moja córka:)))Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, ja z kolei czytam własciwie wszystko - chociaz oczywiście mam swoje preferencje:)

      Usuń
  24. To zdecydowanie nie moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie są Twoje? Bo ja chętnie poznaję nowe...

      Usuń
  25. Podzielam zachwyt nad "Stulatkiem", ale w przypadku "Opowieści podręcznej" już odrobinę mniej, choć pomysł i koncepcja zdecydowanie warte uwagi. Reszty niestety nie kojarzę. Za to w końcu wzięłam się za Mroza, który się u Ciebie pojawiał, a mnie zupełnie nie był znany... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Opowieśc podręcznej jest taka ponura, nawet jeśli to tylko fikcja. A Stulatek to afirmacja radości życia:). Co do Mroza - mnie się już znudził...

      Usuń
  26. Ja najpierw byłam w Fjallbace, potem dopiero sięgnęłam po ksiązki
    po 2 wymięklam
    chyba wole żeby faceci pisali kryminały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest... a Fjallbaca jako miasteczko dopiero przede mną, może kiedyś tam zawitam... fajnie tam było?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…

Pomysły na prezenty

Idą Święta.... I chyba niezależnie od wyznawanych poglądów dla przeważającej większości polskich rodzin to czas, gdy w domach gości choinka, pachnie piernikami, rodziny się spotykają, a dzieci... a dzieci i w sumie starsi też, po cichu kombinują, co pojawi się w wigilijny wieczór pod choinką.

W mojej rodzinie tradycja prezentów jest bardzo silna, a już mistrzynią jest moja mama - już od lata coś tam dzierga, wyszywa, kombinuje, już od lata nabywa różne drobiazgi i całkiem pokaźne pakunki, by grudzień nie zaskoczył jej nadmiernymi wydatkami. Najmilsze i tak naprawdę najcenniejsze są te prezenty, które ktoś zrobił sam, ale nie każdy ma takie umiejętności. Zresztą od lat  u nas w rodzinie starsze dzieci, te już piszące, pisały listy do Dzieciątka ( bo to ono w moich okolicach przynosi prezenty), a w tych listach były różne rzeczy - od "chciałabym łyżwy" do "proszę o worek pomarańczy". Ten worek pomarańczy, mający genezę gdzieś w przełomie lat siedemdziesiątych i osiem…

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …