Przejdź do głównej zawartości

Stosik lipcowy 2017 i Nicholas Sparks

Przyznaję, że w tym zwolnionym, wakacyjnym rytmie zupełnie zgubiłam rachubę czasu - nie zauważyłam, że już sierpień... pora więc uzupełnić lipcowe lektury, niestety dużo tego  nie było. Nie wiem dlaczego, chyba było zbyt gorąco, by czytać, i przez jakiś czas zbyt nerwowo.

Tylko cztery pozycje.., musi wystarczyć:)



1. Jay Asher -  13 powodów.  To książka właściwie z półki "dla nastolatków", jednak sądzę, że będzie dobrym wyborem dla wielu dorosłych. Bo to jest o 13 powodach, dla których pewna nastolatka ( starsza nastolatka) odebrała sobie życie. Nim popełniła samobójstwo, nagrała taśmy, skierowane do 13 osób, które na tę jej decyzję miały wpływ. I tak wszystko zorganizowała, by te osoby to odsłuchały. Ciekawe  i do refleksji. Jest na nakręcony serial pod tym samym tytułem, zamierzam obejrzeć.

2. Remigiusz Mróz - Czarna Madonna. Cieplutka nowość, ale ja odpadam. Żenujące w każdym możliwym miejscu, niespójne, nielogiczne, beznadziejne. A obsypane super recenzjami, że to polski King, że religijny horror, że spać się nie da po wieczornej lekturze... ja co najwyżej chichotałam. Z zażenowania, że można tak rozmieniać swój talent na drobne... Z pewnością sprawnie napisane -  w sensie wciągające, i nawet nie nudne, ale... patrz wcześniejsze moje słowa.

3.Stephenie Meyer - Chemik. Właściwie nie wiem, czemu jestem zdziwiona, że to tez takie jakieś...  Autorka sagi o wampirach Zmierzch już raz napisała coś dla dorosłych ( Intruz), i nawet nakręcono z tego film, tu pewnie też powstanie, ale to wszystko takie jakieś szmirowate i nijak się kupy nie trzymające. Niby to thriller, są zwroty akcji, pościgi, genialna bohaterka, romans w tle... ja się chyba starzeję, ot co.

4. Marc Elsberg - Helisa. Tego autora już kiedyś polecałam, w powieściach Blackout i Zero. Tym razem wziął na warsztat kwestię grzebania w genach, zarówno ludzi, jak roślin czy zwierząt. Tak jak z roślinami jakoś kłopotu specjalnie nie mamy, oprócz fanatyków nie jadających niczego z GMO, tak ludzie... a motyw jest prosty - któż nie chciałby dla swojego dziecka wszystkiego najlepszego? Żeby było zdrowsze, mądrzejsze, ładniejsze, wyższe...ech... żeby było naj naj naj. I zapewne znajda sie rodzice, wystarczająco bogaci, by zapłacić za poprawienie genów dla potomka... a czym to grozi, to już w książce:).

Może dlatego, że jakoś mi w tym miesiącu włączyło się krytykanctwo i takie tam, to czytałam mniej. Po Meyer i Mrozie musiałam odpocząć :):):)

Może tez dlatego dziś polecenie nie z najwyższej półki, nie jakoś ambitnie, ale po prostu czytadła, szalenie przyjemne, dobrze się czytające, w sam raz na wakacje. Może po trzeciej czy czwartej książce można już przewidzieć, jak potoczy się akcja w piątej i w kolejnych, jednak Nicholasa Sparksa czyta się spokojnie, czasem roniąc łezkę, czasem się uśmiechając, często się wzruszając.


To na zdjęciu powyżej to na pewno nie wszystko, co sie ukazało po polsku, na pewno mam coś jeszcze, ale te książki dosyć często w okresie wakacyjnym pożyczam innym :). Sama najbardziej lubię List w butelce ( zresztą jest film z Kevinem Costnerem i Robin Wright), Ostatnią piosenkę ( film z Miley Cyrus), i Jesienna miłość ( film  ma tytuł Szkoła uczuć). Sporo zresztą filmów na podstawie tych książek powstało, takie melodramaty czy romantyczne  filmy, może nie komedie. jak ktoś ma ochotę się odprężyć, to polecam.

Komentarze

  1. Czy wszystko zawsze musi byc ambitne? Gdy natrafiam na książkę nudną lub nie z mojej bajki, to po prostu odkładam, nie męczę się. O tej pierwszej już ktoś pisał pozytywnie, więc muszę sie zainteresować. Wakacje zawsze służyły czytaniu, ale w tym roku tez coś mało u mnie na liczniku, pewnie zbyt dużo czytam w sieci, no i rękopisy zaprzyjaźnionych blogerów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie wszystko musi być ambitne, tylko jest tyle książek do przeczytania, a czasu tak niewiele, że go szkoda na szmiry. Ale na przykład wczoraj, po bardzo cięzkim dniu, przeczytałam sobie kilkanaście stron totalnej szmiry... chciałam odlecieć w sen... z nudów...a i tak sienie udało:(

      Usuń
    2. "Czasu tak niewiele, że go szkoda na szmiry"... No tak... Ale. Czasu tak niewiele, że czasem ino czas na szmiry... :) No i sposób na jakiś tam relaks... ździebko odmóżdżający, ale co tam.

      Usuń
    3. Tylko jest szmira i szmira, niektó®e ok, ale czasem trafiam na jakieś takie badziewie...żal

      Usuń
    4. No... Są takie cudne szmiry... :)
      Uwielbiam te pierwsze, bo badziewie niewarte uwagi i czasu, żalu też... Jest taka książka (jedna z moich ulubionych :) ) "Kicz, czyli sztuka szczęścia"... Jest to bardzo dokładny wykład na temat "szmira i szmira"... Cudny.

      Usuń
    5. Masz swoją? Jeśli tak, to poprosze na kilka dni:)

      Usuń
  2. Oj dobrze, że też skrytykowałaś Mroza. ja odpadłam przy Inwigilacji. Madonny więc nie kupię i nie przeczytam, mimo że reklamowana jak rzadko. Cóż, nie można "płodzić" książek, pan Remigiusz powinien na urlop iść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inwigilacja jeszcze OK, jakbyś tę Madonnę przeczytała...o rany... czysty kicz niestety. A szkoda, bo może jakiś potencjał to by miało - ale takie to strywializowane, niespójne, i oczywiste...

      Usuń
  3. Ja tez jakos wolniej czytam w te wakacje :( Sparksa czytuje wlasnie w czasie letnich podrozy,sa przyjemne do czytania, nawet jesli poplaczemy przy nich. Zerkne na 1 ppzycje ,ktora opisalas. Dzieki i pozdrawiam Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te 13 powodów dobrze się czyta - ja mam wydanie ze zdjęciami z serialu, więc jeszcze dodatkowo "widziałam" bohaterow.

      Usuń
  4. To aż dziwne ,że popełniła samobójstwo skoro znalazła powody...
    Smutne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owe 13 powodów to 13 osób, przez które to się stało...smutne, to prawda.

      Usuń
    2. O szukaniu powodów do życia jest "Długa droga w dół" Nicka Hornby'ego. Bardzo sympatyczna.

      Usuń
    3. Lubię Nicka Hornby'ego, ale tego nie znam, poszukam sobie:)

      Usuń
  5. Polecam "Dziewczynę w walizce" Raphaela Montesa. Powiadają, że to thriller, a co ja się przy tym uśmiałam, to moje. Postać bohatera spodobała mi się od pierwszej strony, a gdy się podzieliłam tym wrażeniem z córką, oświadczyła, że zaczyna się mnie bać i będzie musiała zapytać dziadków, czy nie znajdzie się u nich dla niej jakiś kącik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, po takiej rekomendacji na pewno rzuce okiem:)

      Usuń
    2. Tylko żebyś potem nie zerwała ze mną znajomości, he, he :)

      Usuń
    3. Mnie się też ogromnie ta rekomendacja spodobała!!!:)

      Usuń
    4. No to widzisz, Frau Be, grono wielbicielek rośnie:)

      Usuń
    5. Wielbicielek nieprzeczytanej jeszcze książki :))))))))

      Usuń
    6. Bo rekomendacja baaardzo zaciekawia :)

      Usuń
    7. Tak, słodźcie sobie, ile wejdzie:)

      Usuń
    8. O, przepraszam - ja tylko książkę polukrowałam!

      Usuń
  6. Już kiedyś się zgodziłyśmy, że Mróz się wypstrykał. Niestety.
    Lubię sobie czasem przeczytać typowe czytadło. Ot tak, żeby pobyć w innym świecie, poobcować z ładnym językiem, pośmiać się, albo popłakać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale ja ambitnie wierzę, że stać go na więcej:), naiwna taka jestem:):):):). Sparks to takie idealne czytadło, dla odprężenia bardzo polecam.

      Usuń
    2. No bo go stać. Tylko nie można tak ciurkiem, bo się źródełko opróżni. Powinien trochę odpocząć.

      Usuń
    3. Pełna zgoda - ale juz we wrzesniu czy w październiku ma wyjść szósty tom z Chyłką...

      Usuń
  7. Życie człowiekowi nie wystarczy żeby przynajmniej część wartościowych rzeczy przeczytać...
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak - i dlatego czasem ostrzegam:). Kiedy przechodze obok księgarni, często aż boli...

      Usuń
  8. Zaintrygowałaś mnie książką "13 powodów" i mam zamiar po nią sięgnąć. Dzięki za polecenie.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to interesujące - chociaż nie do końca już się odnajduję w młodzieżowym świecie.

      Usuń
  9. Witaj, Anno.

    Ja takie działania nazywam "odmóżdżaniem":)
    Czasami po prostu trzeba obejrzeć, przeczytać, posłuchać czegoś lżejszego.
    Sparksa znam i podzielam Twoje zdanie - bez wzlotów, ale i bez kompromitacji:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, doskonałe określenie - bez wzlotów i bez kompromitacji:), zapamiętam sobie. Tak się spokojnie czyta i jest...

      Usuń
  10. Ale cudne "recenzyjki"!!!! Mniam!!! Zachwyciłam się, normalnie! Pozdrawiam cieplutko! (tfu, zimniutko, bo Ci dobrze życzę... och, ta zabijająca letnia temperatura, mam to cierpienie po Mamie... :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie mów, mnie ratuje klimatyzacja, aż sie boję myśleć, jaki będzie rachunek za prąd - ale inaczej nie daję rady, bo ja mam to samo, tez zreszta po mamie:):):). A że te recenzje... no tak wyszło:)

      Usuń
  11. Właściwie nie powinnam się odzywać, bo nie znam tych autorów (poza Mrozem). Film "List w butelce kojarzę). Nie lubię melodramatów. Mroza czytam tylko z Chyłką, bo zbrzydził mnie Behewiorystą i nie daruję mu tego. Ja na odmóżdżenie czytam kryminały "swoich" wypróbowanych autorów, z zagadką, rzetelnym śledztwem i dorzecznymi śledczymi. Nie lubię makabry, epatowania przemocą, mrugania oczkiem do czytelnika. Ostatnio kupiłam sobie Jo Nesbo "Wyzwoliciela", bo akurat tego, z serii z Harry Holy, jakoś nie czytałam. I byłam usatysfakcjonowana. A oto mi chodzi przy czytaniu - po skończonej lekturze pomyśleć : tak, fajnie się czytało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie pisze tylko dla tych, co znają - raczej nawet odwrotnie, w sensie pokazuję co czytałam, i albo chętnie posłucham opinii, jeśli rzecz jest znana, albo informacji, czy pozycja wydaje się byc ciekawa, i dlaczego :). Mnie sie akurat Behawiorysta podobał, wtedy jakoś Mróz trzymał poziom. Jo Nesbo mało znam, ale to co znam, jak najbardziej ok.
      I tak własnie ma być - fajnie się czytało. No, jak nie fajnie się czytało, ale było ważne, to też.

      Usuń
  12. Wszyscy zauważyli, że Mróz idzie w ilość, a nie jakość. Zaimponował mi rządek Sparksa, muszę przeczytać w sierpniu chociaż "List w butelce".
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam chyba wszystkie wydane po polsku Sparksy, bo kiedyś mnie bardziej kręcił, a teraz został sentyment:).
      A Mróz... ech, szkoda gadać, co on z sobą robi. A wystarczyłoby się tak nie spieszyć, i dopracować toto.

      Usuń
  13. Lubię książki Sparksa. Ale również chętnie oglądam filmy na podstawie jego dzieł:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to, chociaż często smutne, takie odprężające, nieprawdaż?

      Usuń
  14. Oglądałam ten serial 13 powodów i niestety w nie najlepszym czasie jak się okazało, bo mój syn zerwał z dziewczyną akurat...Jak to matka, miałam myślenie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli działa, jako film? A Twój młody pewnie mądry po mamusi i piękny, to ogarnie temat.

      Usuń
  15. Kurczę, na żadną z wymienionych pozycji nigdy nie trafiłam, dzięki za wskazówkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nowości są, jak nie byłaś ostatnio w empiku albo czyms takim... ale uważaj, szkoda czytać kicz.

      Usuń
    2. A, ja co miesiąc pisze o ksiazkach, jak masz ochotę, poszukaj wstecz:)

      Usuń
  16. Hmm, a ja tak się czaję na książki pana Mroza...

    https://w365dnidookolazycia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no kilka jest w miarę w porządku, ale akurat ta to totalna beznadzieja

      Usuń
  17. Mroza próbuję od miesięcy bezskutecznie jak na razie upolować w mojej bibliitece. Ale już wiem, jakiej jego książki nie czytać :) Ech, upał taki, że mnie też nie chce się czytać, a to ewenement ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo człowiek zamiast o czytaniu myśli tylko o cieniu:). I jak napisałam wyżej - niektóre Mrozy ok, ale ta madonna to jakas pomyłka po prostu

      Usuń
  18. Jak zwykle super rekomendacje. Nie znam Twojego stosiku lipcowego, ale Sparks, tak jak piszecie - fajnie się czyta, lubię. Pozdrawiam - Margot :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo Sparks to takie nieco lepsze harlequiny:), z pozorami głębi nawet:)

      Usuń
  19. Może i ja w końcu się skuszę na jakąś "Twoją" propozycję, bo aż mi głupio, że mało czytam. A były takie lata, że w bibliotece siedziałam często. Teraz ciągle brak mi czasu.
    A Sparksa lubię i "List w butelce". Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, wiesz jak jest - raz człowiek ma czas i czyta, a raz ma czas i po prostu się relaksuje:)

      Usuń
  20. Co za kolekcja! Mój pierwszy kontakt z twórczością Nicholasa Sparksa to właśnie "Ostatnia piosenka". Dokładniej film z Miley Cyrus. Włączając go spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a ten... Kupiłam książkę, potem jeszcze jedną, ale żadna z kolejnych powieści autora nie zrobiła na mnie już takiego wrażenia. Dość powtarzalny schemat, ale "Ostatnia piosenka" nadal jest dla mnie fenomenalna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta powtarzalnośc schematu jest bardzo wyraźna. Co do kolekcji - to niemal wszystko, co jest po polsku... kilku brakuje, sa "u ludzi".

      Usuń
  21. Mroza nie najlepiej czyta się latem :-) Poza Agatą Christi nie znam pisarza, który by się nie wypalił po kilku książkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypalił jak wypalił, pomysły to i może on ma, tylko wykonanie słabe, niestety

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

ART - DZIKUSKI CAVALLIEGO - CAVALLI'S WILDINGS

Jest poniedziałek, to jest wyzwanie - przyznam, że dziś jak dla mnie najtrudniejsze z dotychczasowych. No bo z czym kojarzą się dzikuski Cavalliego? Dla siebie samej i dla moich mniej zainteresowanych modą czytelniczek i czytelników - krótka informacja:

Roberto Cavalli urodził się w 1940 roku we Florencji. Swoją pierwszą kolekcję zaprezentował w paryskim salonie Prêt-à-Porter w roku 1970. Pierwszy butik otworzył w 1972 r. w kurorcie gwiazd - Saint Tropez i od razu zdobył serca bogatej klienteli pełnymi przepychu kreacjami.
Kolejne sklepy otwarte w Wenecji, Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie, we Florencji, na Capri czy w Dubaju cieszyły się od początku swojego istnienia wielkim powodzeniem. Na początku lat 70. Cavalli opracował rewolucyjną metodę umieszczania nadruków na skórze i zaczął wytwarzać patchworkowe akcesoria.Jego znakiem rozpoznawczym od początku były   zwierzęce wzory - cętki, panterka i paski zebry. Projektant łączy je z żywymi, jaskrawymi kolorami i złotem. No i poczułam, że …

Zimowy kapelusz - Winter Hat

DREAM TEAM CHALLENGE



#dreamteamchallenge#dreamteam#zimowykapelusz#winterhat


#dreamteamchallengekapeluszzimawinterhat


No tak.... w ciągu ostatnich dwóch lat poznałam mnóstwo wspaniałych pań, kobiet, dziewczyn.... jak zwał, tak zwał, ale wspaniałych osób kochających modę i ciuchy. Ja tu sobie w kąciku cichutko za Melindą się chowam, a tam wszędzie pięknie. Na tyle pięknie , na tyle wspaniale, że zapragnęłam zrobić co jakiś czas to samo, co niektóre z tych wspaniałych dziewczyn. Post  w określonym dniu o określonej w tytule tematyce - pod egidą DREAM TEAM.

Tylko jest jeden kłopot - jestem z tych, co zimą z gołą głową. Tak, wiem, niezdrowo, narażam się na choroby, łysienie, tracę ciepło przez głowę, zaraz będę jeszcze starsza niż jest i w ogóle samo zło. I zaczęłam w głowie szukać, co ja z tą zimową głową mam. I odkryłam, że jednak coś mam :):):).
Coś, a nawet trzy cosie, wobec tego startuję z tym zimowym kapeluszem.

1. Co jest zimą? Zimno. A co jest jak jest zimno? Śnieg. A jeśli śnieg, to…

Rodzinne pamiątki

Ten post dedykuję Margot z bloga http://iameverywoman.eu - ona już kilka razy napisała o tym, co w moim odczuciu jest bardzo ważne, i co łączy nas z naszymi przodkami - o tym, co trwa w naszych rodzinach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, co jest piękne już samą patyną czasu, a co zwykle jest też piękne samo w sobie.

Ze strony mojej mamy moja rodzina dość dobrze zna swoje korzenie, mamy dobrze opracowane drzewo genealogiczne, sporo fotografii, trochę starych książek, i sporo wspomnień. Ze strony mojego taty jest nieco słabiej, ale też sporo wiem. Niestety nigdy nie poznałam mojego dziadka, ojca mojego taty, bo zmarł nim jeszcze moi rodzice się poznali, za to babcię na szczęście tak.

 Ja jednak  nie o historii rodziny chcę tu pisać, tylko o pewnym wyjątkowym przedmiocie, który po babci odziedziczyłam. To maszyna do szycia - cudowna, stara singerka, powstała na początku XX wieku, do dziś działająca.
Niestety zdjęcia są dosyć słabej jakości,  maszyna jest tak ustawiona, że trudno ją…