Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2017

Dresówka

Kiedy byłam małą dziewczynką,  w dres, zwany wtedy owerolkiem, mama ubierała mnie na sanki, na narty, na jakieś górskie wycieczki. Tkanina była znacznie grubsza, niż te obecne ( co nie znaczy, że teraz takich nie ma, po prostu wtedy cienkich dresówek nie było), mechata w środku, gładka na zewnątrz. Zwykle szaro-bura, chociaż czerwony owerolek tez pamiętam. Bo ja w ogóle czerwona panienka byłam, do dziś to mój ulubiony kolor chyba.
Potem dresy zniknęły z mody, by pojawiać się w bardzo dziwnych odsłonach. Ręka do góry, kto we wczesnych latach dziewięćdziesiątych nie miał kreszowanego dresu ze sztucznej tkaniny typu ortalion? To przypominało jakieś umundurowanie, większość w jakiś odcieniach granatu czy niebieskiego.
Ale do rzeczy. Ja o zwykłej szarej dresówce dzisiaj chciałam... szarej, nudnej, banalnej, takiej najzwyklejszej ze zwykłych.  Jestem mało sportowym typem, nie biegam, nie przerzucam niczego na siłowni, na basenie nie byłam wieki ( bo stresuję się swoim wyglądem w stroju  do …

Towarzystwo dla Beboków

W grudniu pisałam o tym, że zamieszkały u mnie Beboki, czyli naczynia z kolekcji śląskiej Porcelany Bogucice.  Od tamtego czasu projektanci musieli mocno działac, bo kolekcja bardzo się powiększyła. No to i moje Beboki musiały dostać towarzystwo... towarzystwo nie byle jakie, bo przyjechały właśnie wczoraj do mnie Nocnice, Strzygi, Połednice, Skarbniki i Utopce. Przypomnę najpierw, jak wyglądał Bebok:


Na tej filiżance jest Utopiec, moim zdaniem bardzo przystojny:


Tu mamy Skarbnika, to postać ze śląskich legend, taki duch każdej kopalni:



A to ja, czyli Strziga:

 Moim zdaniem wypisz, wymaluj mój portret, fotograf by sobie lepiej nie poradził. :):)

Jest jeszcze Nocnica:


I przeurocza Połednica:


Oczywiście w kolekcji są nie tylko filiżanki, jest też masa przeróżnych kubków, talerze, różne kuchenne gadżety. Kubki i filiżanki są różnego kształtu i różnej pojemności, są też z różnej gatunkowo porcelany, ale na tym to ja się za słabo znam.
Kubki wybrałam sobie ze względu na pojemność i motyw z…

Szalony aran

Aran to archipelag trzech wysepek przy zachodnim wybrzeżu Irlandii, niedaleko Galway. Wysepek pięknych, pełnych uroku, i ... i swetrów. Bo aran to tez popularna nazwa specyficznego rodzaju swetrów, dzierganych na drutach, z użyciem ozdobnych ściegów, często są to warkocze, zygzaki i ścieg tak zwany ryżowy. Dla mnie klasyczny aran jest biały, a właściwie taki kremowy, najlepiej w kolorze surowej owczej wełny, jednak to oczywiście nie jest żadna zasada, i można nabyć lub wyprodukować sobie w każdym możliwym kolorze.
Jeden taki mam od dawna, bardzo go lubię, i już kiedyś pokazałam w poście o białych swetrach. Ostatnio jednak moja kolekcja się powiększyła...  powiększyła się o aran niezwykły, szalony, zawadiacki - pewnie irlandzcy puryści powiedzieliby, że to już nie jest aran:).  A mnie właśnie owym szaleństwem urzekł. I od kilku dni próbuję go sfotografować - i wciąż jestem bardzo, bardzo niezadowolona, bo jedyną wadą tego swetra jest jego oversizowy charakter, i w związku z tym mam wą…

Grzyby i inne w ogrodzie

Chciałam pokazać Wam kilka świetnych, oversizowych swetrów. Najpierw odziałam je  Melindzie... jeszcze szybciej ją rozbierałam, bo chociaż Melinda jest w rozmiarze S i swetry też, to przez ich ogrom wyglądało to...hm... żałośnie. Pomyślałam sobie, trudno, pokaże na sobie, ostatecznie ja jestem rozmiaru zmiennego, i przecież te swetry nabyłam dla siebie, to będzie dobrze. Nie było. Było jeszcze gorzej, niż na Melindzie, mam teraz problem pod tytułem - a może jednak te swetry nie dla mnie...

No to mimo mżawki poszłam do ogrodu, i to co zobaczyłam, można pooglądać poniżej:

Jako pierwsze wpadły mi w oko zdziczałe bratki - a może nie tyle zdziczałe, co samosiejki. Rosną wszędzie, podobnie jak fiołki, i przyznam, że sprawia mi sporo przyjemności patrzenie na ich kolorowe łebki w trawie:


Pod jednym z krzaków coś leżało, każdy po kolei o to pytał. A to ogromna purchawka, jeszcze biała:



Nad nią dojrzewają pigwy - można z nich zrobić doskonałą nalewkę, ale w tym roku nie mam w planie:


Z grzybów…

Toż to stare jest...

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale mamy  - ok, wiem, że nie powinnam aż tak stereotypizować , ale liczba mnoga mi tu niestety pasuje - mamy problem z komplementami. I to chyba w obie strony... może nie tutaj w blogowym światku, ale w życiu realnym, tym codziennym, na pewno.
Kiedy mówię jakieś osobie, że pięknie wygląda, że jest mądra, że doskonale coś tam zrobiła, że świetnie śpiewa, że spod jej ręki wyszedł doskonały tekst,,, czy cokolwiek innego w tym stylu - często, bardzo często słyszę zamiast prostego "dziękuję" jakieś dziwne tłumaczenia albo inne komentarze, umniejszające jakość mojego komplementu.
W przypadku ciuchów często jest to zwrot "to stare", albo "to ze szmateksu" w dodatku wygłoszony specyficznym przepraszającym tonem. No i co z tego, że stare, albo że cokolwiek innego? Piękne jest, podoba mi się, więc o tym mówię. Stare nie może być ładne?
Ja tam lubię, gdy ktoś mi powie że mam coś ładnego, albo że coś dobrze zrobiłam.... o i tu pojawia się …

Torebkowe opowieści

Ma być o torebkach, a zacznę od jedzenia. Otóż jem mięso. Jem, chociaż chciałabym nie jeść, bo wprawdzie nie mam w domu zwierzaka, nie przepadam za psami, do koni się raczej nie zbliżam (jeden wyjątek uczyniłam), wrzeszczę na widok pająków i jeszcze mogłabym długo... to mimo tych fobii los zwierząt nie jest mi obojętny. Jednak mój organizm woła: mięso poproszę!
No to jedyne co wchodzi w grę, to brak skóry w moim otoczeniu. Meble czy skórzane tapicerki to nie to, czego chcę, skórzana odzież nigdy mnie nie kręciła ( chociaż takie znoszone skóry motocyklistów to są piękne, ale i oni mają teraz ciuchy z cordury czy goretexu), futerka mam sztuczne, nawet paski do zegarków nie są u mnie ze skóry. No i buty - nie mam ani jednej skórzanej pary w mojej dosyć bogatej kolekcji, moim stopom jest dokładnie wszystko jedno przez jaki materiał cierpią. Podobnie przez lata było z torebkami - nosiłam takie ze szmat i było doskonale.  No i razu pewnego zachwyciłam się jedną torebką... skórzaną.... potem…

Stosik sierpniowy 2017 i trudna lektura

Sierpień był jakiś czytelniczo beznadziejny, tak źle to dawno nie było. I właściwie nie wiem, dlaczego - byłam zmęczona, czy śpiąca, czy coś się nieustannie działo...sama nie wiem.
Bieżącej lektury sztuk 3. Słownie trzy. Dramat jakiś...w dodatku dwie sztuki to powrót do rzeczy znanych, ale o tym po kolei:


1. Simon Beckett - Rany kamieni. Ten autor już gościł u mnie nie jeden raz, lubię go czytać, ale ta książka jest nieco inna niż poprzednie, z serii o doktorze Hunterze. W dodatku od pewnego momentu miałam wrażenie, że skądś znam tę historię... Nadal nie umiem się zdecydować, czy dlatego, że byłą tak dobra, czy też wręcz przeciwnie. Jest dziwnie, mroczno, i nie do końca konkretnie. Właściwie to dwie historie - ta aktualna, i ta w retrospekcjach.
Nie poruszyło mnie tak, jak inne książki tego autora. Gdzieś przeczytałam, że na debiut byłoby znakomite - ale teraz po Becketcie oczekuje się więcej.

2. Stephen King - Doktor Sen. Książka pojawiła się już kiedyś w moich stosikach, ale potrze…

Blogowa głębia :):):):):)

Prawda jest taka, że statystyki mi dosyć zwisają - owszem, chcę być czytana, ale nie podniecam się liczbami, może dlatego, że mam już ich dosyć dużo na wiekowym koncie. No stara jestem i tyle :). Blogger jednak te różne statystyki pokazuje. I tak sobie zajrzałam do nich - rekord popularności bije dosyć stary post o torebkach. Potem wszystko, co jest o ciuchach - najlepiej, gdy to Melinda pokazuje  jakieś całe zestawy. Potem ogród - kwiatki dosyć się podobają.
A podróże i książki....hm.... słabiuśko... powinnam właśnie wrzucić stosik sierpniowy, ale aż się boję, bo jakiś słaby jest , a jeszcze te wnioski z analizy statystyk...toż nikt tego nie przeczyta:).

Znikam zaraz na cały weekend, będę świadomie bez internetu i bez kontaktu , sama jestem ciekawa jak ja, osoba totalnie uzależniona, to przeżyję. Może będę pić alkohol? Albo co????

I jedno zdjęcie - sama jestem ciekawa czy przyciągnie komentarze. Bo ja się dziś odziałam ( spodnie nowe, ale z wyprzedaży, sweterko-bluzka nowa, z nowej k…